Monday, April 20, 2026

Kształt pobożności

Podejmując przed laty pracę w nowej firmie, postanowiłem nie mówić od razu o tym, że jestem świadomym chrześcijaninem, takim na co dzień. Chciałem sprawdzić, jak długo uda mi się ten fakt „ukryć”. Po pewnym czasie musiałem udać się z moim współpracownikiem w delegację. Jechaliśmy moim autem i gdy po chwili luźnej rozmowy kolega użył słowa powszechnie uważanego za wulgaryzm, nagle przerwał i powiedział: „przepraszam”. Zapytałem, za co przeprasza. Wyjaśnił, że poczuł się głupio i dodał: „Ty jesteś jakiś inny i nie słyszałem, żebyś używał takich słów”. Myślę, że zdałem wtedy mały test z pobożności.

Już kilkuletnie dzieci potrafią rozpoznawać podstawowe kształty. Kiedyś, bawiąc się z moim trzyletnim wnukiem, narysowałem okrąg na kartce papieru. Jack spojrzał na moje dzieło i wyraźnie zdziwiony powiedział: „Dziadzia, it’s an oval”. Kształt figury nieomylnie świadczy o tym, czy mamy do czynienia z kwadratem, trójkątem, kołem czy owalem. Chciałbym zadać pytanie: czy nasza pobożność również powinna mieć określony, wyraźny kształt, po którym inni z łatwością mogliby rozpoznać, że jesteśmy dziećmi Bożymi?

Gdy mówi się o zewnętrznej formie pobożności, najczęściej słyszy się, że Bóg patrzy na serce, dlatego wygląd zewnętrzny nie jest istotny. Znawcy przysłów od razu przypominają, że „nie szata zdobi człowieka”. Ja, również lubiący przysłowia, odpowiadam na to innym: „Jak cię widzą, tak cię piszą”.

No tak, odpowiedzą znawcy nie tyle przysłów, co Słowa Bożego, że należy wystrzegać się tych, „którzy mają kształt pobożności” (2 Tm 3:5 [BG]). No właśnie, jak to jest z tym kształtem? Myślę, że to właśnie na podstawie wspomnianego wersetu ukuto określenie „formalna pobożność”. Należy pamiętać, że w  tym fragmencie chodzi o pobożność na pokaz, pozbawioną mocy przemieniającej życie – „ale się skutku jej zaparli”, kontynuuje myśl  apostoł Paweł. Drzewo poznaje się po owocach, a nie po naklejonej etykiecie.

W języku greckim użyto tutaj słowa „μορφωσιν” [morfosin], które oznacza ukształtowanie, wygląd. Rdzeniem jest wyraz „μορφη” [morfe] – kształt, postać lub wygląd zewnętrzny. Słowo to, użyte w Nowym Testamencie, nie zawsze ma wydźwięk negatywny, jak w powyższym cytacie.

Apostoł Paweł pisał o Chrystusie jako doskonałym wzorze do naśladowania w relacjach z ludźmi: „On, będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:6-8). Słowo „postać” to w oryginale to samo „μορφη” [morfe], które znajdujemy w cytowanym wcześniej wersecie. Chyba nikt rozsądny nie uważa, że Chrystus stał się sługą tylko „formalnie” i Jego posłuszeństwo było na pokaz. On przyjął postać sługi, a nawet „niewolnika” [doulos] – przyjął tak wyraźny kształt, że dla większości było trudne do uwierzenia, iż jest On Mesjaszem posłanym od Boga.

To samo słowo zostało użyte przez Pawła w liście do Galacjan. Apostoł pisze z troską o wierzących, że nawet nieobecny, zabiega o ich duchowe dobro. Celem jego troski było osiągnięcie przez nich widocznego poziomu pobożności – „Moje dzieci, które znowu rodzę w bólach, aż Chrystus zostanie w was ukształtowany” (Ga 4:19). Jest więc oczywiste, że pobożność, którą widzimy w życiu Chrystusa, winna być widoczna w naszym postępowaniu.

Nie chodzi przecież o to, abyśmy zewnętrznie upodabniali się do fizycznego wyglądu naszego Pana. Dobrze się składa, że nie ma żadnych wiarygodnych obrazów Chrystusa, które mogłyby rzucić światło na Jego wygląd. Zapewniam, że ślady z „Całunu Turyńskiego” nie są prawdziwym wizerunkiem Chrystusa, choć osoby ślepe na Bożą prawdę odbierają to inaczej.

Nasza pobożność ma być widoczna na zewnątrz. Jezus powiedział wyraźnie: „Wy jesteście światłością świata. Nie można ukryć miasta zbudowanego na szczycie góry” (Mt 5:14). Celem tej światłości jest ukazanie światu naszego Ojca. Jezus dał nam jasne polecenie: „Tak niech jaśnieje wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (w. 16). To zadanie ukazania Ojca poprzez naszą pobożność nie jest kwestią wyboru, lecz koniecznością.

Jezus, w modlitwie do Swojego Ojca, stwierdził, że ci, którzy poznali Go jako „jedynego prawdziwego Boga” (Jn 17:3), zostali pozostawieni w tym świecie, choć już „nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (w. 16). Chrystus powołał nas w tym celu, „aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś” (w. 21). Zostaliśmy wyposażeni w chwałę, jedność i miłość, których świat nie zna. Jezus powiedział: „Obdarowałem ich chwałą, którą Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy, Ja w nich, a Ty we Mnie. Aby doskonalili się w jedności, żeby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i umiłowałeś ich tak, jak Mnie umiłowałeś” (Jn 17:22-23).

Mojżesz nie mógł ukryć lśnienia, które pozostało na jego twarzy po spotkaniu z Bogiem. Czy my jesteśmy w stanie ukryć lśnienie Bożej chwały, otrzymanej od Chrystusa w momencie narodzenia się na nowo? Chyba że nie było narodzenia z Ducha – dlatego warto poddać się testowi z 1 Listu Jana, aby upewnić się, że mamy udział w tym darze łaski. Miłość jest najbardziej rozpoznawalnym zewnętrznym znakiem: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga. Każdy kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga” (1 Jn 4:7).

Prawdziwy uczeń Jezusa Chrystusa jest jawnym naśladowcą swego Nauczyciela. Jego życie stanowi świadectwo przynależności do Królestwa Bożego. Jezus ostrzegał, jakie skutki będą nam towarzyszyć, jeśli pójdziemy Jego śladem. Nie obiecywał sielanki, lecz takie samo traktowanie przez świat, jakiego On sam doświadczył: „Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze względu na Moje imię. Kto jednak wytrwa do końca, będzie ocalony” (Mt 10:22). Przecież „wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak jego pan” (w. 24).

Apostoł Paweł nie ukrywał, że „wszyscy też, którzy zechcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani” (2 Tm 3:12). A do Tytusa napisał, że łaska Boża to nie tylko objawienie miłości, lecz także nauka o wyrzeczeniach: „abyśmy odrzucili bezbożność i światowe pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie i pobożnie” (Tt 2:12).

Uważam, że twierdzenie, iż zewnętrzna pobożność jest nieważna, bo „Bóg patrzy na serce”, bywa zwykłą ucieczką przed kosztem uczniostwa. Prawdziwy uczeń naśladuje Chrystusa nie tylko w myślach, lecz przede wszystkim w praktycznym postępowaniu. Tego oczekuje nasz Nauczyciel, mówiąc: „kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien” (Mt 10:38). Niesienie krzyża jest czymś bardzo widocznym – to kształt naszej prawdziwej pobożności, który winniśmy okazywać na co dzień.

Zakończę to rozważanie słowami modlitwy Jezusa, które wyraźnie wskazują na kształt, po którym świat może poznać naszą pobożność: „Ojcze sprawiedliwy, świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i będę objawiał, aby miłość, którą Mnie umiłowałeś, była w nich i abym Ja był w nich” (Jn 17:25-26).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.