Już kilkuletnie dzieci potrafią rozpoznawać podstawowe
kształty. Kiedyś, bawiąc się z moim trzyletnim wnukiem, narysowałem okrąg na
kartce papieru. Jack spojrzał na moje dzieło i wyraźnie zdziwiony powiedział:
„Dziadzia, it’s an oval”. Kształt figury nieomylnie świadczy o tym, czy mamy do
czynienia z kwadratem, trójkątem, kołem czy owalem. Chciałbym zadać pytanie:
czy nasza pobożność również powinna mieć określony, wyraźny kształt, po którym
inni z łatwością mogliby rozpoznać, że jesteśmy dziećmi Bożymi?
Gdy mówi się o zewnętrznej formie pobożności, najczęściej
słyszy się, że Bóg patrzy na serce, dlatego wygląd zewnętrzny nie jest istotny.
Znawcy przysłów od razu przypominają, że „nie szata zdobi człowieka”. Ja,
również lubiący przysłowia, odpowiadam na to innym: „Jak cię widzą, tak cię
piszą”.
No tak, odpowiedzą znawcy nie tyle przysłów, co Słowa
Bożego, że należy wystrzegać się tych, „którzy mają kształt pobożności”
(2 Tm 3:5 [BG]). No właśnie, jak to jest z tym kształtem? Myślę, że to właśnie
na podstawie wspomnianego wersetu ukuto określenie „formalna pobożność”.
Należy pamiętać, że w tym fragmencie
chodzi o pobożność na pokaz, pozbawioną mocy przemieniającej życie – „ale
się skutku jej zaparli”, kontynuuje myśl
apostoł Paweł. Drzewo poznaje się po owocach, a nie po naklejonej
etykiecie.
W języku greckim użyto tutaj słowa „μορφωσιν” [morfosin],
które oznacza ukształtowanie, wygląd. Rdzeniem jest wyraz „μορφη” [morfe]
– kształt, postać lub wygląd zewnętrzny. Słowo to, użyte w Nowym Testamencie,
nie zawsze ma wydźwięk negatywny, jak w powyższym cytacie.
Apostoł Paweł pisał o Chrystusie jako doskonałym wzorze do
naśladowania w relacjach z ludźmi: „On, będąc w postaci Bożej, nie
wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył samego siebie, gdyż
przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, dał
się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do
śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:6-8). Słowo „postać” to w
oryginale to samo „μορφη” [morfe], które znajdujemy w cytowanym
wcześniej wersecie. Chyba nikt rozsądny nie uważa, że Chrystus stał się sługą
tylko „formalnie” i Jego posłuszeństwo było na pokaz. On przyjął postać sługi,
a nawet „niewolnika” [doulos] – przyjął tak wyraźny kształt, że dla
większości było trudne do uwierzenia, iż jest On Mesjaszem posłanym od Boga.
To samo słowo zostało użyte przez Pawła w liście do
Galacjan. Apostoł pisze z troską o wierzących, że nawet nieobecny, zabiega o
ich duchowe dobro. Celem jego troski było osiągnięcie przez nich widocznego
poziomu pobożności – „Moje dzieci, które znowu rodzę w bólach, aż Chrystus
zostanie w was ukształtowany” (Ga 4:19). Jest więc oczywiste, że pobożność,
którą widzimy w życiu Chrystusa, winna być widoczna w naszym postępowaniu.
Nie chodzi przecież o to, abyśmy zewnętrznie upodabniali się
do fizycznego wyglądu naszego Pana. Dobrze się składa, że nie ma żadnych
wiarygodnych obrazów Chrystusa, które mogłyby rzucić światło na Jego wygląd.
Zapewniam, że ślady z „Całunu Turyńskiego” nie są prawdziwym wizerunkiem
Chrystusa, choć osoby ślepe na Bożą prawdę odbierają to inaczej.
Nasza pobożność ma być widoczna na zewnątrz. Jezus
powiedział wyraźnie: „Wy jesteście światłością świata. Nie można ukryć
miasta zbudowanego na szczycie góry” (Mt 5:14). Celem tej światłości jest
ukazanie światu naszego Ojca. Jezus dał nam jasne polecenie: „Tak niech
jaśnieje wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i
oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (w. 16). To zadanie ukazania Ojca
poprzez naszą pobożność nie jest kwestią wyboru, lecz koniecznością.
Jezus, w modlitwie do Swojego Ojca, stwierdził, że ci,
którzy poznali Go jako „jedynego prawdziwego Boga” (Jn 17:3), zostali
pozostawieni w tym świecie, choć już „nie są ze świata, jak i Ja nie jestem
ze świata” (w. 16). Chrystus powołał nas w tym celu, „aby świat
uwierzył, że Ty mnie posłałeś” (w. 21). Zostaliśmy wyposażeni w chwałę,
jedność i miłość, których świat nie zna. Jezus powiedział: „Obdarowałem ich
chwałą, którą Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy, Ja w nich,
a Ty we Mnie. Aby doskonalili się w jedności, żeby świat poznał, że
Ty Mnie posłałeś i umiłowałeś ich tak, jak Mnie umiłowałeś” (Jn 17:22-23).
Mojżesz nie mógł ukryć lśnienia, które pozostało na jego
twarzy po spotkaniu z Bogiem. Czy my jesteśmy w stanie ukryć lśnienie Bożej
chwały, otrzymanej od Chrystusa w momencie narodzenia się na nowo? Chyba że nie
było narodzenia z Ducha – dlatego warto poddać się testowi z 1 Listu Jana, aby
upewnić się, że mamy udział w tym darze łaski. Miłość jest najbardziej
rozpoznawalnym zewnętrznym znakiem: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga. Każdy kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga” (1
Jn 4:7).
Prawdziwy uczeń Jezusa Chrystusa jest jawnym naśladowcą
swego Nauczyciela. Jego życie stanowi świadectwo przynależności do Królestwa
Bożego. Jezus ostrzegał, jakie skutki będą nam towarzyszyć, jeśli pójdziemy
Jego śladem. Nie obiecywał sielanki, lecz takie samo traktowanie przez świat,
jakiego On sam doświadczył: „Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze
względu na Moje imię. Kto jednak wytrwa do końca, będzie ocalony” (Mt
10:22). Przecież „wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel,
a sługa jak jego pan” (w. 24).
Apostoł Paweł nie ukrywał, że „wszyscy też, którzy zechcą
żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani” (2 Tm 3:12). A
do Tytusa napisał, że łaska Boża to nie tylko objawienie miłości, lecz także
nauka o wyrzeczeniach: „abyśmy odrzucili bezbożność i światowe
pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie i pobożnie”
(Tt 2:12).
Uważam, że twierdzenie, iż zewnętrzna pobożność jest
nieważna, bo „Bóg patrzy na serce”, bywa zwykłą ucieczką przed kosztem
uczniostwa. Prawdziwy uczeń naśladuje Chrystusa nie tylko w myślach, lecz
przede wszystkim w praktycznym postępowaniu. Tego oczekuje nasz Nauczyciel,
mówiąc: „kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien”
(Mt 10:38). Niesienie krzyża jest czymś bardzo widocznym – to kształt naszej
prawdziwej pobożności, który winniśmy okazywać na co dzień.
Zakończę to rozważanie słowami modlitwy Jezusa, które
wyraźnie wskazują na kształt, po którym świat może poznać naszą pobożność: „Ojcze
sprawiedliwy, świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali,
że Ty Mnie posłałeś. Objawiłem im Twoje imię i będę objawiał, aby miłość, którą
Mnie umiłowałeś, była w nich i abym Ja był w nich” (Jn 17:25-26).
Henryk Hukisz
No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.