Wednesday, February 4, 2026

Nowe Przymierze czy powrót do cienia przeszłości?

Kościół Jezusa Chrystusa jest jeden i niepodzielny. Istnieje od Dnia Pięćdziesiątnicy – momentu, w którym Duch Święty zstąpił na modlących się uczniów Pańskich. Żydzi tłumnie zgromadzeni w Jerozolimie na corocznym święcie Szawuot ze zdziwieniem obserwowali wydarzenia tego dnia. Stare przeminęło, a rozpoczęło się nowe. Narodził się Kościół, o którym Pan Jezus wspominał podczas swojej ostatniej Paschy.

Wielu współczesnych Mu Żydów z pewnością pamiętało jeszcze chwilę, gdy Nauczyciel z Nazaretu wszedł na dziedziniec świątyni. Ogarnięty żarliwym gniewem na widok handlarzy zwierzętami ofiarnymi, sporządził bicz ze sznurów i powywracał ich stoły. Chrystus oczyścił dom modlitwy z taką determinacją, że kupcy musieli ratować się ucieczką. Gdy zapytano Go o znak uwiarygadniający to zachowanie, zapowiedział zburzenie świątyni i jej odbudowę w trzy dni.

Ewangelista Jan, opisując to wstrząsające dla Żydów zdarzenie, wyjaśnił później: „On zaś mówił o świątyni ciała swego” (Jn 2:21). Teraz, siedem tygodni po tamtej Paschy, Duch Święty zamanifestował nowy rodzaj owocu – życie zrodzone z obumarłego ziarna, które wpadło w ziemię. Jezus użył tego obrazu, wyjaśniając Grekom cel swojego przyjścia. Wtedy też odezwał się głos Ojca: „I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię” (Jn 12:28). Kto mógłby zapomnieć te słowa, tak tajemnicze w tamtym czasie?

W chwili, gdy Żydzi przynosili do świątyni dwa bochenki świeżego chleba i składali ofiary z jagniąt, dokonało się coś przełomowego. Ten, który mówił o sobie: „Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie” (Jn 6:35), poprzez swoją śmierć dał ludziom możliwość narodzenia się na nowo i stania się dziećmi Bożymi.

Bóg zawarł w Chrystusie nowe przymierze – już nie tylko z jednym narodem, ale z ludźmi ze wszystkich języków i kultur. Od momentu powstania Kościoła to nie zawiłości Zakonu, obrzędy ofiarnicze czy obowiązek świętowania konkretnych dni, lecz prosta wiara w zbawczą ofiarę Baranka Bożego otwiera drogę do relacji z Ojcem. Jezus zapewnił uczniów, że odchodząc, przygotuje miejsce dla każdego, kto uwierzy, gdyż: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jn 14:6).

Gdy nadszedł Dzień Pięćdziesiątnicy, apostoł Piotr – dzierżąc symboliczne klucze powierzone mu przez Pana – stanął przed tłumem, by odpowiedzieć na pytania poruszonych gapiów. Choć ten prosty rybak mógł nie w pełni pojmować ogrom zachodzących zmian, poddał się prowadzeniu Ducha Świętego. Wyjaśniał sens wydarzeń, cytując Pisma, których nie dobierał według własnego uznania, lecz z natchnienia.

Zgromadzeni Żydzi, jako ludzie pobożni, znali Pisma doskonale. Mieli swoje wyobrażenia o Mesjaszu, w których rzadko mieścił się syn cieśli z Nazaretu. Jednak Duch Święty – który, zgodnie z zapowiedzią, miał przekonać świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie – sprawił, że zamiast chwycić za kamienie, zapytali z przejęciem: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2:37).

Kościół (ekklesia) gromadzi tych, których Pan „wywołał” ze świata, by przez krew Chrystusa stali się ludem Bożym. Nie jest to „nowy Izrael”, lecz lud odkupiony ze wszystkich narodów. Jak pisał później faryzeusz Paweł: „nie masz Żyda ani Greka”, ponieważ mur oddzielający naród wybrany od pogan został zburzony.

Niestety, po dwóch tysiącach lat obserwujemy próby ponownego wznoszenia tego muru. Powstaje wiele wspólnot określających się jako mesjańskie. Choć niektóre mają zdrowe fundamenty, inne – nie rozumiejąc woli Bożej – próbują cofnąć Kościół do etapu, z którym walczył św. Paweł w Galacji. Ludzie ci próbują „omamić tych, przed których oczami nakreślono obraz Chrystusa” (por. Gal 3:1), nakłaniając do powrotu do rytuałów, których rola dawno się skończyła.

Nie mówimy tu o estetycznych dodatkach, lecz o stawianiu warunków, które rzekomo gwarantują dostęp do Bożych błogosławieństw. Niektórzy forsują wyłącznie hebrajskie imiona Chrystusa, inni wprowadzają obrzędy takie jak zapalanie świeczników, dęcie w szofary (baranie rogi) czy machanie flagami. Obecnie modne staje się rygorystyczne przestrzeganie hebrajskiego kalendarza, poparte rzekomymi objawieniami, jakoby była to jedyna droga do przebudzenia.

Liderzy tego ruchu przypisują sobie misję doprowadzenia Polski do wielkiego przebudzenia, jednak ich nauczanie budzi poważne wątpliwości biblijne:

  1. Błędna definicja Kościoła: Sugeruje się, że „prawdziwy” Kościół to tylko wierzący z narodów pogańskich. Zapomina się, że pierwszymi chrześcijanami byli Żydzi i to oni musieli zrozumieć, że poganie stają się pełnoprawnymi członkami Ciała Chrystusa bez konieczności przechodzenia na judaizm.
  2. Podważanie Nowego Testamentu: Twierdzi się, że teksty greckie są jedynie niedoskonałym tłumaczeniem myśli hebrajskiej, skażonym filozofią hellenistyczną. Stąd postulat powrotu do kalendarza księżycowego i doszukiwanie się znaków Bożych w zjawiskach takich jak „krwawe księżyce”.
  3. „Magiczne” podejście do duchowości: Na podstawie wyrwanego z kontekstu wersetu z 4 Mojżeszowej (o zbezczeszczeniu ziemi krwią) stworzono koncepcję „oczyszczenia Polski”. Podczas konferencji uskuteczniano „akty prorockie” polegające na mieszaniu ziemi z różnych regionów w jednym naczyniu, co bardziej przypomina scenariusz komedii niż rzetelną egzegezę biblijną. Wszystko to powiązano z żydowskim Nowym Rokiem (Rosh Hashanah), sugerując, że tylko taki kalendarz gwarantuje Bożą przychylność.

W 2018 roku zapowiadano wielkie przemiany oparte na tych wyliczeniach. Jednak nadzieja budowana na fundamencie, którego nie ma w Słowie Bożym, jest nadzieją fałszywą. Jedyną naszą nadzieją jest Chrystus, który zniósł zakon przykazań i przepisów, aby: „stworzyć w sobie samym z dwóch jednego nowego człowieka i pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez krzyż” (Ef 2:15-16).

Sytuacja ta przypomina tę z Galacji, gdzie wierzących odwodzono do „innej ewangelii”. Paweł pisał wówczas ostro: „choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty” (Ga 1:8).

Choć pewnie zwolennicy wspomnianego ruchu stwierdziliby, że greckie słowo anathema (przekleństwo) również jest skażone „hellenistyczną filozofią”...

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.