Monday, January 7, 2019

Równość zróżnicowana

Gdy udzielałem ślubów w Polsce, w pamięć zapadł mi klasyczny tekst przysięgi, którą wypowiadali nowożeńcy. Kiedy jednak miałem okazję prowadzić taką uroczystość w Stanach Zjednoczonych, zauważyłem istotną różnicę w słowach składanych sobie przez przyszłych małżonków. Pan Młody, po tradycyjnym początku „Ja... biorę Ciebie...”, mówił mniej więcej tak:

„Z najgłębszą radością przyjmuję Cię do mojego życia, abyśmy razem stanowili jedno. Podobnie jak Chrystus dla Jego ciała – Kościoła, będę dla Ciebie kochającym i wiernym mężem. Zawsze będę sprawował przywództwo nad Tobą tak, jak Chrystus nade mną, wiedząc, że Jego panowanie jest jednym z najświętszych pragnień mojego życia. (...)”.

Z kolei Pani Młoda, po oświadczeniu „Ja... biorę Ciebie...”, deklarowała:

„Z najgłębszą radością wchodzę z Tobą w nowe życie. Jak obiecałeś mi swoje życie i miłość, tak ja również z radością oddaję swoje życie i w zaufaniu podporządkowuję się Tobie ze względu na Chrystusa. Tak jak Kościół jest uległy Chrystusowi, tak ja będę dla Ciebie (...)”.

Nie mam pewności, czy w naszym kraju występuje podobne zróżnicowanie treści przysięgi. Wiem jednak, że ich źródłem jest Biblia i słowa apostoła Pawła na temat małżeństwa:

„Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie (...). Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy” (Ef 5:22-30).

Uważam, że chcąc stworzyć rdzennie biblijny tekst przysięgi, musimy zachować tę różnicę ról. Dlaczego? Przede wszystkim z szacunku do natchnionego Słowa Bożego, w którym nie wolno nam niczego zmieniać ani naginać. Sądzę, że wielu ludzi przed przyjęciem biblijnego tekstu powstrzymuje obawa przed oskarżeniem o męski szowinizm. Pojęcie „uległości” jest dziś bowiem błędnie utożsamiane z dyskryminacją i nierównością. Czy jednak Biblia promuje takie postawy? Z całą pewnością nie, a już szczególnie nie w relacji męża i żony.

Aby właściwie zrozumieć nauczanie apostolskie, musimy wrócić do fundamentów, czyli do początku stworzenia. Pan Jezus, pytany o równe prawa małżonków do rozwodu, odparł: „Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę?” (Mt 19:4). Bóg stworzył dwie różne istoty, a sam proces stwórczy w każdym przypadku przebiegał inaczej. Musimy zadać sobie pytanie o Bożą intencję: dlaczego kobieta została stworzona później, z innego „materiału” i z innym przeznaczeniem?

Warto zwrócić uwagę na dwa fakty. Po pierwsze, stwarzając kobietę, Bóg odpowiedział na potrzebę znalezienia dla mężczyzny „odpowiedniej pomocy” – samotność nie była bowiem Bożym celem. Po drugie, gdy po upadku pojawił się grzech, Bóg powiedział do kobiety: „Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą” (1 Moj 3:16). Te słowa są kluczowe dla zrozumienia istoty stworzenia i dalszej egzystencji człowieka, a zwłaszcza roli kobiety.

Stwórca najlepiej wiedział, do jakich celów powołał ludzi. Jako osoby wierzące, chcące Go naśladować, musimy zgodzić się z Autorem naszego życia. Bez tego nigdy nie zrozumiemy nauczania Pawła o roli kobiet w małżeństwie, rodzinie i Kościele. Chciałbym jednak podkreślić, że mimo odmiennych ról, mężczyzna i kobieta są przed Bogiem i wobec siebie nawzajem całkowicie równi – i tę równość powinni manifestować w swoim związku.

Grzech, wchodząc na świat, zniszczył harmonię małżeńską. Nie zrobił tego jednak poprzez wprowadzenie hierarchii, lecz poprzez zniekształcenie Bożego porządku. Skromne, kochające przywództwo zamieniło się u jednych mężczyzn we wrogie panowanie, a u innych w całkowitą obojętność. Z kolei inteligentne i chętne do współpracy kobiety stały się uległe w sposób manipulacyjny lub jawnie niesubordynowane. Grzech nie stworzył relacji „tyran – poddana”; on zrujnował Boże pojęcia, sprawiając, że dziś są one przyjmowane z niechęcią jako rzekomo niszczące relacje.

Zgodnie z Listem do Efezjan (5:21-33), na mężu spoczywa obowiązek kochania żony miłością Chrystusową – aż do gotowości oddania za nią życia. Uległość żony nie ma charakteru niewolniczego, nie jest wymuszona ani poniżająca. Chrystus nie oczekuje od Kościoła wymuszonego posłuszeństwa. Pragnie, by Kościół jako Jego Ciało był wolny, radosny i chętny do wzrostu w łasce. Ten fragment Pisma chroni obie strony: mężów przed nadużywaniem władzy (nakazując im kochać jak Jezus) oraz żony przed poniżeniem (ukazując ich rolę jako odpowiedź Kościoła na miłość Zbawiciela).

Zdefiniujmy to zatem jasno:

·     Przywództwo męża to Boże powołanie do wzięcia na siebie głównej odpowiedzialności za zarządzanie, ochronę i zaspokajanie potrzeb domu ze względu na Chrystusa.

·     Uległość żony to Boże powołanie do szanowania i wspierania swoim obdarowaniem przywództwa męża oraz pomagania mu w realizacji celów dla dobra całej rodziny.

Relacja małżeńska jest żywym obrazem więzi Chrystusa (Głowy) z Kościołem (Ciałem). Dlatego tak ważne jest, by przebiegała ona według biblijnego wzorca. Nie chodzi tu o zwykłe regulacje prawne, lecz o przywrócenie w Kościele porządku przewidzianego przez Boga. Paweł odwołuje się tu do słów Adama na widok pierwszej niewiasty: „Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego” (Rdz 2:23). Niektóre manuskrypty Listu do Efezjan rozszerzają werset 30: „Gdyżeśmy członkami ciała jego, z ciała jego i z kości jego” (Ef 5:30 [BG]). To wyraźne nawiązanie do Kościoła, który narodził się, gdy Chrystus – „drugi Adam” – zapadł w „sen śmierci”.

Pełny obraz tych relacji odnajdujemy także w Liście do Koryntian: „A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg” (1 Kor 11:3). Być może dlatego w pierwotnym Kościele to mężczyźni byli powoływani na pozycje liderskie – ponieważ ich bezpośrednią Głową jest Głowa Kościoła. Paweł pisał przecież: „biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony” (1 Tym 3:2). Przywódcy ci wzorowali się na wyborze apostołów przez samego Chrystusa. Było to jednak przywództwo służebne: „a ten, który przewodzi, niech będzie jako usługujący” (Łk 22:26). Jezus zostawił nam najdoskonalszy przykład, umywając nogi uczniom i mówiąc: „dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem” (Jn 13:5, 15). Dodał też znamienne słowa: „błogosławieni jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie” (w. 17). Na tym polega rola męża – ma służyć żonie tak, jak Chrystus, który wydał samego siebie za Kościół.

Przywództwa w Kościele czy małżeństwie nie wolno porównywać do świeckich modeli władzy. Jeśli dziś nie dostrzegamy biblijnego autorytetu w rodzinach, to tylko dlatego, że porzuciliśmy wzorzec Chrystusa. Królestwo Boże nie jest z tego świata, więc i nasze relacje nie mogą opierać się na światowych trendach.

Uległość żony polega na uznaniu tej służebnej roli męża, ustanowionej przez Boga w akcie stworzenia. Paweł przypomina: „nie mężczyzna jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny” (1 Kor 11:8), a Tymoteuszowi wyjaśnia: „nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa” (1 Tm 2:12, 13). Wszystkie te wskazania tworzą harmonijną całość. Piękno Bożego planu polega na tym, że różne role w małżeństwie i Kościele są wyrazem głębokiej równości, gdyż „nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3:28).

Mocno wierzę, że obraz małżeństwa nakreślony przez apostołów i Chrystusa jest celowy. Nawet jeśli współczesny świat ma trudność z zaakceptowaniem tego przekazu, jako wierzący powinniśmy okazać Słowu Bożemu pełne zaufanie – chociażby ze względu na Autora.

Pamiętajmy również o Pocieszycielu. Chrystus zapowiedział, że Duch Święty „nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jn 14:26). Obiecany Duch przyszedł dwa tysiące lat temu. Pytanie tylko: czy nadal Go słuchamy?

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.