Friday, January 29, 2021

Projekt "Hagar"

Kiedy po kilkunastu latach wróciłem do kraju, zauważyłem, że nasz ojczysty język wzbogacił się o liczne neosemantyzmy. Jednym z nich jest na przykład „narracja przestrzeni projektu”, co w prostszym tłumaczeniu oznacza po prostu „mówienie o planowanych działaniach, które mają doprowadzić do z góry zamierzonego celu”. Przyznam, że redagując tytuł tego rozważania, sam uległem temu modnemu trendowi.

Dawno temu Bóg postanowił wybrać Abrahama do szczególnego zadania w globalnym planie odkupienia ludzkości z przekleństwa grzechu. Apostoł Paweł napisał, że Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2:4). Jednym z etapów tego zamierzenia było wyłonienie konkretnego narodu, który został obdarowany nadzieją i obietnicą przyjścia Zbawiciela – Tego, który ten plan doskonale dopełni. Abraham miał stać się protoplastą owego ludu. Pojawił się jednak poważny problem: Abraham i jego żona Sara byli niepłodni. Pomimo to Bóg niezmiennie zapewniał: „jeżeli ktoś zdoła policzyć proch ziemi, to również twoje potomstwo będzie policzone” (Rdz 13:16).

Wtedy w głowie Sary zrodził się autorski projekt, jak zaradzić tej sytuacji. Wprawdzie Abraham, słysząc Bożą obietnicę, że stanie się ojcem wielu narodów, „uwierzył Panu, i policzono mu to za sprawiedliwość” (Rdz 15:6), ale Sara nie dawała za wygraną. Postanowiła za wszelką cenę zrealizować swój własny plan i „zwróciła się do Abrama: Oto PAN uczynił mnie bezpłodną. Idź, proszę, do mojej służącej, może ona da mi potomstwo” (Rdz 16:2). Nawet Abraham miał chwile słabości, ponieważ „usłuchał głosu Saraj”. Jednak Izmael, który urodził się w wyniku tego ludzkiego przedsięwzięcia, nie stanowił elementu Bożego planu zbawienia. Stał się jedynie zarzewiem wielu międzynarodowych konfliktów. Potomek Abrahama, którego przewidział Bóg, miał być owocem wiary, a nie ludzkich wysiłków. Dlatego Bóg poczekał, aż Abraham z biologicznego punktu widzenia nie będzie już zdolny do poczęcia nowego życia. Później apostoł Paweł tak napisze o patriarsze: „wbrew nadziei, z powodu nadziei uwierzył, że zostanie ojcem wielu narodów, zgodnie z tym, co powiedziano: Takie będzie twoje potomstwo” (Rz 4:18). Projekt „Hagar” ostatecznie upadł, ponieważ narodził się z ciała, a nie z Boga.

Podobna sytuacja miała miejsce w czasach, gdy król Dawid „zamieszkał w swoim domu, powiedział do proroka Natana: Oto ja mieszkam w domu cedrowym, natomiast Arka Przymierza PANA pod zasłonami” (1 Krn 17:1) i zamierzał zbudować Panu świątynię. Wówczas jego osobisty prorok Natan, kierując się pierwszym impulsem, odpowiedział: „Zrób wszystko, co masz w sercu, ponieważ Bóg jest z tobą” (w. 2). Bóg miał jednak zupełnie inne plany i jeszcze tej samej nocy rzekł do proroka: „Idź i powiedz Memu słudze, Dawidowi: Tak mówi PAN: To nie ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie” (w. 4). Budowniczym świątyni miał zostać Salomon, syn Dawida. Taka była wola Stwórcy i tak też się stało, ponieważ zawsze wypełnia się to, co postanawia Bóg. Często jednak ludzie – w tym przypadku prorocy, których zadaniem jest ogłaszanie słów włożonych w ich usta przez Boga – wolą mówić o własnych pomysłach, projektach czy subiektywnych odczuciach.

Taki mechanizm zadziałał również w życiu apostoła Pawła, gdy wracał z ostatniej podróży misyjnej do Jerozolimy. Duch Święty wyraźnie zapowiedział mu, że czekają go tam „więzy i utrapienie” (Dz 20:22), o czym pisałem w poprzednim rozważaniu. Mimo to znaleźli się prorocy i interpretatorzy objawień, którzy postanowili odwieść Pawła od Bożego celu. Całe szczęście, że apostoł nie uległ tym sugestiom. Czym kierowali się owi „słudzy Słowa”? Z pewnością nie było to prowadzenie Ducha Świętego. Odpowiedzią mogą być inne przykłady, o których czytamy na kartach Biblii. Łukasz – ten sam, który najpierw razem z miejscowymi braćmi błagał Pawła, aby przerwał podróż do Jerozolimy – w końcu poddaje się wyższej woli i mówi: „Niech się dzieje wola Pana! Potem przygotowaliśmy się do podróży i wyruszyliśmy do Jerozolimy” (Dz 21:14).

W Ewangelii Mateusza czytamy o niezwykle ważnym wydarzeniu. Gdy Piotr, zapytany przez Chrystusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16:15), odpowiedział bez wahania: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (w. 16). Wiemy, że po tych słowach Pan Jezus wypowiedział jedną z najważniejszych obietnic dotyczących Kościoła: „Zbuduję Mój Kościół, a potęga śmierci go nie zwycięży” (w. 18). Śmiało można uznać tę sytuację za jedną z fundamentalnych wypowiedzi Chrystusa. I w tym samym momencie Piotr – ten sam, z którego ust przed chwilą padło tak głębokie wyznanie wiary – sprzeciwił się zapowiedzi Jezusa o Jego nadchodzącej śmierci, mówiąc: „Bóg jest Ci życzliwy, Panie, nigdy to Ciebie nie spotka!” (Mat. 16:22). Aż trudno zrozumieć intencje Piotra, choć w pierwszym momencie wydaje się, że wypowiedział te słowa z troski o bezpieczeństwo i dobro Mistrza. Jednak zamiast pochwały ze strony Chrystusa, usłyszał ostre: „Odejdź za Mnie, szatanie!” (Mt 16:23 [N.P.]).

Pan Jezus natychmiast wyjaśnił Piotrowi powód tak szorstkiej reakcji. W sprawach, które dotyczą naszego zbawienia, nie ma rzeczy błahych. Chrystus znał duchowe podłoże tej sytuacji – chodziło przecież o wypełnienie odwiecznego planu, który Bóg ogłosił jeszcze w ogrodzie Eden. Wówczas to Bóg zapowiedział nadejście „Potomka niewiasty”, mówiąc do węża: „Ustanawiam nieprzyjaźń między tobą a niewiastą i między twoim potomstwem a jej potomstwem. Ono zmiażdży twoją głowę, a ty zranisz je w piętę” (Rdz 3:15). Pan Jezus jednoznacznie wskazał, kto stoi za próbami zablokowania Bożego planu. Przeciwnik Bożej łaski za wszelką cenę stara się chronić swoją głowę przed zmiażdżeniem, dlatego w Kościele często „przybiera postać anioła światłości” (2 Kor 11:14) albo „jak lew ryczący krąży i szuka, kogo pożreć” (1 Ptr 5:8).

Celem diabła jest zwodzenie ludzi „falami i powiewem wiatru jakiejkolwiek nauki, którą chytrze posługują się ludzie, zwodząc na manowce” (Ef 4:14). Dlatego Paweł pisze dalej w tym samym liście: „Przywdziejcie pełną zbroję Bożą, abyście mogli stawić czoła zasadzkom diabła” (Ef 6:11). Jedyną przestrzenią naszego życia, w której wróg ma możliwość podsuwania swoich projektów i zwodzenia nas, jest nasza cielesność. Przemiana w nieskazitelność dopiero przed nami. Teraz jednak – jak zauważa Paweł – „Wiem przecież, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro, bo chociaż pragnienie dobra znajduje się we mnie, to wykonania brak” (Rz 7:18). Apostoł kontynuuje tę myśl: „Cieszę się bowiem prawem Boga jako człowiek wewnętrzny, ale w moich członkach dostrzegam inne prawo, które walczy z prawem mojego umysłu i bierze mnie w niewolę prawa grzechu, które mieszka w moich członkach” (w. 22). Właśnie dlatego Paweł wielokrotnie wzywał w swoich listach, abyśmy dbali o wewnętrznego człowieka, zrodzonego w momencie nowonarodzenia. Radzi dalej: „Pozwólcie natomiast, aby się odnowił duch waszego myślenia i obleczcie się w nowego człowieka, który został stworzony na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4:23,24).

Pan Jezus dobitnie zwrócił uwagę Piotrowi po jego niefortunnej wypowiedzi: „Jesteś Mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (Mt 16:23). Użyte w oryginale słowo „φρονεις” [froneis] oznacza „skierować swoje uczucia”, „myśleć z troską”. Paweł posługuje się tym samym wyrazem w wezwaniu: „to samo myślcie, mając tę samą miłość, zjednoczeni i jednomyślni” (Flp. 2:2), gdy zaleca wierzącym wzorowanie się na charakterze Chrystusa.

Niestety, do wielu wierzących w Pana Jezusa apostoł Paweł nie mógł pisać „jak do ludzi Ducha, lecz jak do ludzi cielesnych” (1 Kor 3:1). Dlaczego? „Ponieważ nadal jesteście ludźmi cielesnymi. Dopóki przecież zazdrość i niezgoda są między wami, czyż nie jesteście ludźmi cielesnymi i czy nie postępujecie w sposób czysto ludzki?” (w. 2). Wspominając własne powołanie, apostoł pisał, że gdy Bóg wybrał go już w łonie matki, aby „objawić swego Syna we mnie, abym go głosił między poganami, natychmiast, nie radziłem się ciała i krwi” (Ga 1:16 [N.P.]). Ciało zawsze okazuje się złym doradcą – szczególnie wtedy, gdy próbujemy angażować się w sprawy Boże.

W mojej wieloletniej służbie niejednokrotnie stykałem się z różnymi przepowiedniami i proroczymi ogłoszeniami, według których Pan miał rzekomo zsyłać wielkie przebudzenie. Prorocy chętnie podpierali te słowa wizjami ognia lub innych nadprzyrodzonych zjawisk. Gdy mieszkałem jeszcze w Stanach Zjednoczonych, oglądałem w publicznej telewizji reportaż z wizyty w Polsce znanego tam ewangelisty telewizyjnego, Larry’ego Lee. Zbierał on wówczas ogromne fundusze na budowę kościoła, zapowiadając rychły wybuch wielkiego przebudzenia w naszym kraju. Ostatecznie, poza zebraniem pokaźnych środków i jedną krótką wizytą w celu zrobienia kilku zdjęć promocyjnych, nie wydarzyło się nic znaczącego.

Pomyślmy, co stałoby się, gdyby apostoł Paweł uległ tym ludzkim, rzekomo „proroczym” ostrzeżeniom i zrezygnował z podróży do Jerozolimy? Jedno jest pewne – nie mielibyśmy dziś w naszych Bibliach takich listów jak Ten do Efezjan, Kolosan, Filipian czy Listów do Tymoteusza. Jak dobrze, że Paweł, choć w pełni świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa, pozostał posłuszny prowadzeniu Ducha Świętego. I choć to prowadzenie wiodło go prosto w paszczę lwa, dzięki temu ewangelia dotarła do samego Rzymu i była zwiastowana na dworze cesarskim.

Myślę, że historia zna wiele podobnych przypadków, kiedy ludzie natchnieni własnymi emocjami kreują przeróżne projekty, niemające nic wspólnego z suwerenną wolą Boga. Dzieje się tak zawsze, gdy doradcą staje się ludzka cielesność. Wtedy realizujemy własne, ludzkie wizje, a nie Boży plan. Pomimo ogromnego nagłośnienia, wielkich konferencji i spektakularnych akcji, większość takich przedsięwzięć po prostu upada. I dobrze – ponieważ jedynie to, co rodzi się z Bożego suwerennego planu, ma szansę przetrwać. I tylko w tym Bóg zostaje prawdziwie uwielbiony.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.