Friday, July 18, 2014

Motywacja, manipulacja, czy ewangelizacja

 Zauważyłem ostatnio, że dość często zamiast słowa „ewangelista” używa się określenia „mówca motywacyjny”. Przyznam, że brzmi to bardziej nowocześnie – bo któż dzisiaj w pełni rozumie wyraz pochodzenia greckiego, utworzony z obcego dla naszego ucha słowa euangelion?

Dlatego chcę przypomnieć, że ewangelista to człowiek, który zwiastuje Ewangelię – Dobrą Nowinę, którą Bóg skierował do zgubionego grzesznika. Ta nowina, czyli wiadomość o Bożej łasce, zawiera najważniejszą treść, która odmienia los człowieka. Bóg nie tylko wykupił każdą ludzką istotę z grzesznego przekleństwa, lecz udzielił swojej mocy zwiastowaniu tej prawdy. Jest to Boże dzieło, w którym skutecznie działa moc Ducha Świętego, posłanego właśnie w tym celu.

Chrystus, gdy wypełniał się już czas złożenia ofiary na odkupienie grzesznego świata, powiedział uczniom, że gdy odejdzie, przyjdzie Pocieszyciel. I On: „przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie; o grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie; o sprawiedliwości, gdyż odchodzę do Ojca i już mnie nie ujrzycie; o sądzie zaś, gdyż książę tego świata został osądzony” (Jn 16,8-11).

Pozwólcie, że zadam zasadnicze pytanie: „Czy Duch Święty potrzebuje pomocy ze strony człowieka, aby przekonywać świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie?”.

We współczesnym świecie, dzięki naukowym badaniom nad ludzką świadomością, odkryto wiele skutecznych technik, które pomagają przekonywać człowieka do podjęcia odpowiedniej decyzji. Stosuje się techniki motywacyjne, negocjacyjne, perswazyjne oraz różne formy oddziaływania na ludzką podświadomość, z hipnozą włącznie. Mówcy motywacyjni – przynajmniej w kraju, w którym obecnie mieszkam – mają swoje szkoły, programy telewizyjne, są zapraszani na konferencje i seminaria, aby przekonywać, że każdy może kierować swoim losem, jeśli tylko uwierzy w siebie. I muszę przyznać, że dobrze im się wiedzie, gdyż należą do zamożnych tego świata.

Chcę pokrótce przybliżyć temat działań motywacyjnych, do jakich nakłaniają mówcy stosujący odpowiednie techniki, aby wpłynąć na nasze decyzje. Motywowanie to wskazywanie motywów czyjegoś działania. Motywy zaś to: „czynniki wewnętrzne natury psychicznej i fizjologicznej, świadome lub nieświadome, skłaniające do określonego działania; pobudki, powody; uzasadnienie postępowania lub rozumowania” (Słownik Języka Polskiego PWN).

Uprawianie sztuki motywacyjnej polega na wpłynięciu na inną osobę, aby podjęła decyzję, którą chce osiągnąć motywujący. Najczęściej można spotkać się z wykorzystaniem ludzkiej podświadomości, aby osoba motywowana nie miała sposobności świadomego oporu, lecz jak najszybciej zgodziła się z proponowaną ideą lub ofertą.

Zainteresowałem się ostatnio jednym z mówców motywacyjnych, którego przyjazd do Polski zapowiedziano, a wielu wierzących z zachwytem oczekuje na to wydarzenie, ogłaszając to wszem i wobec na swoich profilach na Facebooku. Les Brown, były polityk i członek Izby Reprezentantów w stanie Ohio, zajmuje się ostatnio „sztuką przekonywania” na różnych konferencjach i w programach telewizyjnych. Ten popularny już „spec od motywacji” stosuje starą, wypróbowaną sztuczkę – wciskanie w umysły słuchaczy fałszywego założenia już na samym początku przemówienia.

Posłuchałem jednego z jego ostatnich wystąpień w Chicago pod chwytliwym tytułem „It’s possible” (To jest możliwe). W tym konkretnym wystąpieniu mówca użył już w czwartej minucie godzinnego wykładu znanego przykładu zwanego teorią „Four minute mile”, czyli pokonania jednej mili w czasie poniżej czterech minut. W kwietniu 1954 roku sportowiec Roger Bannister dokonał rzeczy uważanej dotychczas za niemożliwą. Les Brown używa tego przykładu, aby pokazać, że jeśli uwierzysz w to, co dotychczas było nieosiągalne, to stanie się to możliwe. Do chwili obecnej – przekonuje mówca – już 20 tysięcy biegaczy pokonało tę barierę dzięki temu, że uwierzyli w taką możliwość.

Nie powiedział jednak, że pokonanie tej granicy czasu było możliwe dzięki treningom, a nie samej wierze. Nie słyszałem jeszcze, aby dobry sportowiec zamiast treningu na bieżni ćwiczył wmawianie sobie sukcesu. Mówca motywacyjny, po zaszczepieniu słuchaczom fałszywej przesłanki, buduje dalej teorie, które z entuzjazmem są wchłaniane przez umysły spragnione pokonywania barier. Głównym celem, do którego stara się przekonać słuchaczy, jest uzyskanie bogactwa, wysokiej pozycji i popularności. Ludzie płacą za udział w takich sesjach i z pewnością bogatszy po nich jest sam mówca – pozostali uczestnicy zależą już od sprzyjającego im szczęścia. W Polsce spotkanie ze wspomnianym „motywatorem” będzie możliwe po wykupieniu biletu.

Zadam kolejne pytanie: Co powinno motywować grzesznika, aby zapragnął przyjąć dar zbawienia?

Niektórzy ewangeliści starają się przekonywać słuchaczy, że przyjmując Jezusa, uwolnią się od życiowych problemów, chorób i nieszczęść. Nigdzie w Biblii nie znajdziemy podstawy do takiego motywowania. Wręcz odwrotnie – po przyjęciu daru nowego życia zacznie się walka z przeciwnościami, jakich nie znaliśmy wcześniej, ponieważ są one natury duchowej. Dlatego często nie wspomina się o tym osobom namawianym do uwierzenia. „Ewangelia sukcesu” cieszy się większym posłuchem niż ewangelia wyrzeczeń. A Jezus powiedział: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną, bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?” (Mt 16,24-26).

Są sytuacje, gdy słuchacz Ewangelii, zachęcony obietnicami wspaniałego życia z Jezusem, „zaraz z radością je przyjmuje, ale nie ma w sobie korzenia, nadto jest niestały i gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie dla słowa, wnet się gorszy” (Mt 13,20-21). Tak dzieje się, gdy ktoś zostanie zmotywowany oddziaływaniem na podświadomość, lecz później, gdy musi świadomie zareagować na trudności, zgorszy się i odejdzie. Takie działanie jest już manipulacją.

Podam jeszcze dwa biblijne przykłady motywacji, która miała wpływ na uwierzenie w Ewangelię zwiastowaną przez apostołów.

Gdy na skutek prześladowań Kościoła w Jerozolimie uczniowie rozproszyli się, Filip dotarł do Samarii. Działy się tam wielkie znaki i cuda, tak że wielu uwierzyło, a wraz z nimi czarnoksiężnik Szymon. Coś musiało go przekonać do podjęcia tak ważnej decyzji. Musimy pamiętać, że był on człowiekiem lubiącym popularność. Myślę, że jego motywem była chęć zdobycia pozycji, aby móc mieć wpływ na innych w nowym środowisku. Czytamy w Dziejach Apostolskich: „A gdy Szymon spostrzegł, że Duch bywa udzielany przez wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze i powiedział: Dajcie i mnie tę moc, aby ten, na kogo ręce włożę, otrzymał Ducha Świętego” (Dz 8,18-19).

Apostoł Piotr rozpoznał ten motyw i powiedział: „Niech zginą wraz z tobą pieniądze twoje, żeś mniemał, iż za pieniądze można nabyć dar Boży. Co się tyczy tej sprawy, to nie masz w niej cząstki ani udziału, gdyż serce twoje nie jest szczere wobec Boga” (w. 20-21).

Inny przykład, pozytywny, znajduje się na samym początku historii Kościoła. Gdy Piotr wygłaszał swoje pierwsze kazanie, Duch Święty wkładał słowa Ewangelii w jego usta. Wówczas słuchacze, zmotywowani przekonującą mocą Ducha, że jako grzesznicy zginą, zawołali ze skruszonymi sercami: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2,37).

Co motywuje współczesnych słuchaczy Ewangelii? Obietnica pomyślnego życia czy potrzeba ratowania swojej duszy?

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.