Sunday, September 29, 2013

Wieloryb we wnętrzu Jonasza

Oczywiście w świecie realnym jest to niemożliwe. Każdy czytelnik Biblii wie, że było odwrotnie: to Jonasz znalazł się we wnętrznościach wieloryba. Czy jednak wszyscy w to wierzą? Z pewnością spotkaliśmy sceptyków twierdzących, że to tylko literacki obraz, a w rzeczywistości takie wydarzenie nigdy nie miało miejsca.

Mój ojciec był prostym człowiekiem – czytał Biblię i wierzył we wszystko, co zostało w niej zapisane. Pewnego razu spotkał człowieka uczonego, który postanowił zakpić z jego wiary. Przekonywał on mojego ojca, że z naukowego punktu widzenia to niemożliwe, aby wielka ryba połknęła człowieka w całości, a ten przeżył w jej wnętrzu trzy dni. „To bzdura, jak można wierzyć w takie rzeczy?” – pytał retorycznie. Ja, mając wówczas nieco ponad dziesięć lat, z uwagą przysłuchiwałem się tej rozmowie. Pomyślałem: „Ciekawe, jak tata sobie z tym poradzi? Przecież nie ma odpowiedniego wykształcenia, by naukowo uzasadnić swoją wiarę”.

Tata po chwili namysłu odpowiedział: „Wie pan co, ja wierzę we wszystko, co jest napisane w Biblii, ponieważ jest ona Słowem Bożym. Gdyby napisano w niej, że to Jonasz połknął wieloryba, również bym w to uwierzył”. Byłem wtedy z niego niezwykle dumny.

Po latach, gdy nawiązałem już osobistą relację z Bogiem opartą na Chrystusie – moim Panu i Zbawicielu – często wracałem pamięcią do tamtego zdarzenia. Dziś, gdy czytam Biblię, wierzę we wszystko, co się w niej znajduje. Nawet jeśli nie wszystko jeszcze w pełni pojmuję, przyjmuję biblijne prawdy jako natchnione Słowo Boże.

Dlaczego wielu ludzi ma trudności z zaakceptowaniem biblijnych prawd? Choć deklarują wiarę w to, że Pismo Święte jest Bożą księgą, nie uznają całej jego zawartości. Myślę, że głównym problemem jest próba przefiltrowania Bożych prawd przez pryzmat własnego, ograniczonego rozumu. Jeśli to, co czytają, nie pasuje do ich utrwalonych przekonań, szukają wymówek: a to, że język jest zbyt metaforyczny, a to, że tłumaczenie jest niedokładne. Znajdują tysiące powodów, byle tylko nie uwierzyć w tekst tak, jak został zapisany. Wolą prowadzić nieskończone dyskusje, by dowieść swojej racji, zamiast uznać prawdę Bożą.

Nasz stosunek do Biblii nie może być obojętny. Jeśli nazywamy się wierzącymi, musimy wierzyć. Obawiam się, że wielu czytelników Pisma tak naprawdę nie wierzy Bogu, ponieważ Jego wersja rzeczywistości po prostu im nie odpowiada. Czy można jednak mówić o wierze, gdy odrzuca się Boże prawdy? Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę bycia jedynie „badaczem” Pism – taką postawę spotykał i ganił sam Jezus.

Chrystus otwarcie mówił o swojej zależności od Ojca. Choć był Bogiem, będąc jednocześnie w pełni człowiekiem, powiedział o sobie: „Nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni” (Jn 5,19). Znam wielu wnikliwych „badaczy” Pisma, którzy na tej podstawie twierdzą, że Jezus nie był Bogiem. Według ludzkiej logiki Syn musiałby być mniejszy od Ojca, lecz On sam stwierdził: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (Jn 10,30). Jak to pojąć? Rozumem zapewne nie zdołamy, ale wiarą możemy uznać tę fundamentalną prawdę.

W czasach Jezusa również nie brakowało ekspertów, zwanych uczonymi w Piśmie, którzy w rzeczywistości nie wierzyli w Jego naukę. Gdy Chrystus mówił: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia” (J n5,24), uczeni w Zakonie oburzali się. Przecież to oni spędzali całe dnie na studiowaniu tekstów! Jezus podsumował ich postawę krótko: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich macie życie wieczne; a to one właśnie składają o Mnie świadectwo” (Jn 5,39). Życie wieczne wynika z bezgranicznego zaufania Bogu, a nie z samej znajomości litery prawa. Jedyną drogą do Ojca jest Chrystus, który zaprasza wszystkich do siebie. Jednak wspomniani badacze woleli zostać przy swoich analizach, dlatego Jezus rzekł: „A jednak nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie” (Jn 5,40).

W ubiegłym roku pisałem o potrzebie szacunku do Biblii jako Słowa Bożego. Osobiście staram się zawsze stawiać treść biblijną ponad wszelkie inne źródła. Jednym z jaskrawych przykładów oporu wobec Bożych prawd jest kwestia stworzenia świata. Współczesna edukacja tak mocno ukształtowała nasze myślenie, że wielu wierzących bez mrugnięcia okiem przyjmuje teorię ewolucji. Niektórzy próbują iść na kompromis, twierdząc, że Bóg stwarzał świat poprzez proces ewolucyjny. Chcą, by „wilk był syty i koza cała”. Ale czy to naprawdę właściwa droga?

W Biblii co prawda nie znajdziemy zapisu o tym, że Jonasz połknął wieloryba, ale znajdziemy wiele innych, równie „nieprawdopodobnych” faktów: „Synowie Izraela szli środkiem morza po suchym gruncie, a wody stały im jak mur po prawej i po lewej stronie” (Wj 14,22) lub słowa Jozuego: „Słońce, zatrzymaj się w Gibeonie, a ty, księżycu, w dolinie Ajjalon! I zatrzymało się słońce, i stanął księżyc...” (Joz 10,12-13). Przykładów, w których treść Biblii kłóci się z powszechną wiedzą naukową, jest znacznie więcej.

W odpowiedzi „badacze” Pism mówią: „To trzeba rozumieć metaforycznie, bo w rzeczywistości to niemożliwe”. Idąc tym tropem, twierdzą, że prawda o wiecznym potępieniu to tylko groźny obraz, bo przecież Bóg jest miłością i nie mógłby karać grzeszników na wieki. Pytam ich wtedy: „W takim razie czy śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to też tylko symbole?”. „O nie!” – odpowiadają – „To są fakty”. Dlaczego więc wybierają, co jest faktem, a co alegorią? Twierdzą, że rzeczy przyszłe, jak te z Księgi Objawienia, to czysta symbolika.

Jezus, stojąc przed grobem Łazarza, powiedział: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (Jn 11,25). Z kolei w Objawieniu czytamy, że Bóg „otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie” (Ap 21,4). Jeśli będziemy jedynie „badać” teksty bez wiary, możemy dojść do absurdalnego wniosku, że w wieczności nie będzie niczego – ani śmierci, ani piekła, ani życia.

Dwaj uczniowie idący do Emaus tuż po ukrzyżowaniu byli pogrążeni w rozpaczy, bo wydarzenia potoczyły się inaczej, niż się spodziewali. Pan Jezus, troszcząc się o ich wiarę, „wykładał im, co o Nim było napisane we wszystkich Pismach” (Łk 24,27). Bez Jego pomocy sami nie pojęliby sensu krzyża i zmartwychwstania.

Jezus zaznaczył, że my również nie zrozumiemy prawdy o własnych siłach. Potrzebujemy Tego, którego „Ojciec pośle w moim imieniu; On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jn 14,26). To, co potrafimy zrobić sami, to jedynie pobłądzić – jak owca, która przestaje słuchać głosu swojego Pasterza.

Henryk Hukisz

1 comment:

  1. Chyba po trosze przyczyniłem się do powstania tej refleksji (poprzez komentarze do wcześniejszego tekstu o wiecznych mękach), więc spieszę zapewnić Pastora, że nie mam obsolutnie zadnego problemu, aby wierzyć w to, o czym Pastor wspomina: stworzenie świata, przejście przez Morze Czerwone, zatrzymanie słońca na modlitwę Jozuego, czy w końcu przeżycie Jonasza we wnętrzu wielkiej ryby!
    Uznaję to za fakty i na wszystko to mówię: Amen (na inne "nieprawdopodobne" kwestie typu chodzenie Jezusa po wodzie, też...).
    Podam, korzystając z okazji, namiar na serię kazań pastora Leszka Czyża nt Jonasza: Czy warto uciekać przed Bogiem?

    Pastor pisze:
    Życie wieczne posiada się na podstawie bezgranicznej wiary i zaufania Bożym prawdom, a nie znajomości Pism. Jedyną drogą do Boga jest Chrystus, dlatego On zaprasza wszystkich do Siebie, aby móc ich doprowadzić do Ojca. „Badacze” Pism wolą jednak pozostać przy swoim badaniu, dlatego Jezus rzekł: „ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć żywot” (Jan 5:40).
    Jeśli Pastor pisząc to, o mnie pomyślał, to bardzo niesłusznie! (mam nadzieję, że nie pomyślał).
    Samo badanie Pism jest rzeczą neutralną i dopiero cel tego badania, nastawienie do badanego tekstu powoduje, że owo "badanie" jest godne pochwały lub zasługujące na naganę.
    Jezus zganił znawców Zakonu za ich doszukiwanie się w Piśmie zbawienia w oderwaniu od wiary w Zbawcę, jakim był pośród nich...
    Z kolei Łukasz pisząc pod natchnieniem Ducha Świętego Dzieje Apostolskie pochwalił Berejczyków:
    Act 17:10-12 bw "(10) Bracia zaś wyprawili zaraz w nocy Pawła i Sylasa do Berei; ci, gdy tam przybyli, udali się do synagogi Żydów, (11) którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają. (12) Wielu też z nich uwierzyło, również niemało wybitnych greckich niewiast i mężów."

    Widać tu pozytywny skutek przyjęcia Słowa głoszonego przez Pawła i badania Pism czy nauka jest z nimi zgodna - wielu stało się chrześcijanami!!!
    I jak tu krytykować samo badanie Pism?!?
    Ja chcę być jak Berejczycy - przyjmuję treść Biblii jako natchnione Słowo Boże i dociekam, badam jego przesłanie. Coś w tym złego?
    Skoro Biblia zawiera teksty o zupełnej zagładzie bezbożnych, a jednocześnie są wersety, które jakby dają im "wieczność" zamiast zatracenia, to co w tym złego, aby badając te wypowiedzi dociekać prawdy na temat losu potępionych?!?
    Nie wszystko w Piśmie jest napisane tak jednoznacznie, że żadne badanie nie jest potrzebne... Może właśnie po to są pewne "niejasności", abyśmy dociekali prawdy w kontakcie z tym, który jest Prawdą?...

    Dalej czytam:
    Jezus powiedział, stając przed grobem Łazarza: „Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (Jan 11:25). W Księdze Objawienia czytamy natomiast, że w przyszłości Bóg „otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie” (Obj. 20:4), tak więc w wieczności już nic nie będzie, ani śmierci, ani piekła, ani życia wiecznego. Do takiego wniosku można dojść, jeśli będzie się jedynie badać Pisma, a nie wierzyć i przyjmować to, co powiedział Bóg.
    Cóż za dziwaczny wniosek ktoś mógłby wysnuć po lekturze Apokalipsy! Na pewno nie ja!
    A tak nawiasem mówiąc: czy Pastor czytając w Apokalipsie o zwierzęciu, to o jakim gatunku myśli - o ssaku, gadzie, płazie czy może o ptaku?... No bo dosłownie chce Pastor wszystko tam odczytywać i rozumieć, zatem jakieś konkretne zwierzę na pewno skończy w jeziorze ognia... - bo tak czytamy i kropka (na nic oczywistość, że jest to proroctwo pełne symboliki, często zaczerpniętej ze Starego Testamentu).

    Pozdrawiam serddecznie :-)

    ReplyDelete

Note: Only a member of this blog may post a comment.