Friday, October 31, 2014

Reformacja czy Halloween?

Gdy mieszkałem w Chicago, podczas jazdy samochodem często słuchałem radia Moody. Było to w Dniu Reformacji, który przypada dokładnie w tym samym czasie, co obchodzone hucznie Halloween. Niestety, coraz więcej osób uważających się za chrześcijan – zamiast wspominać Wielkiego Reformatora, jakim z pewnością był Marcin Luter – bierze udział w pogańskim święcie duchów, dekorując swoje domy wizerunkami demonów i szkarad.

Redaktorzy audycji zaprosili do rozmowy na ten aktualny temat profesora z szacownego chicagowskiego Instytutu Biblijnego, działającego pod patronatem D.L. Moody’ego. Wykładowca został zachęcony do wypowiedzi na temat Reformacji pytaniem: „Co wspólnego ma fakt przybicia 95 tez do drzwi kościoła w niemieckim miasteczku Wittenberga z Halloween, świętem duchów, tak popularnym w Ameryce?”.

Temat wciągnął mnie tak bardzo, że niemal zapomniałem o gęstym sznurze aut na Kennedy Expressway. Studiowałem kiedyś teologię na ChAT-e, gdzie poznawałem historię Reformacji w oparciu o niemieckojęzyczne źródła – bardzo bliskie samemu Lutrowi – ale o tak osobliwym powiązaniu dotąd nie słyszałem. Pan profesor z tytułem doktora tłumaczył, że Reformator wybrał datę „eve of hallow” (przeddzień tradycyjnie obchodzonych w Niemczech świąt zmarłych) celowo. Twierdził, że Lutrowi chodziło o zaprotestowanie przeciwko nadużyciom w handlu odpustami za zmarłych, które praktykowano, by zebrać fundusze na budowę bazyliki w Watykanie. Owszem, Luter protestował przeciwko odpustom za dusze zmarłych przodków, ale o rzekomym celowym nawiązaniu do pogańskiego święta zmarłych wcześniej nie słyszałem.

Dalsza część rozmowy wskazywała wręcz na ogólną akceptację dla Halloween – bo przecież to takie sympatyczne, gdy można rozdawać dzieciom cukierki. Co prawda pan profesor szybko się zreflektował, dodając, że obchodom towarzyszą pewne niewłaściwe elementy, niemniej z przyjemnością wspominał swoje dzieciństwo i słodycze, jakimi mógł się wtedy nacieszyć.

Nie mam zamiaru przytaczać tu całego szeregu argumentów dowodzących demonicznego pochodzenia Halloween. Uczyniło to już znacznie lepiej wielu wybitnych teologów i apologetów naszej wiary. Chcę jedynie odwołać się do absolutnej prawdy wyrażonej przez samego Chrystusa: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego kochał, albo do jednego będzie przywiązany, a drugim wzgardzi” (Mt 6,24).

Chrześcijaństwo opiera się na wyborze: albo – albo. Pan Jezus powiedział wyraźnie: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Ponieważ szeroka jest brama i przestronna droga, która prowadzi do zatracenia, i wielu jest tych, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, i niewielu jest tych, którzy ją znajdują!” (Mt 7,13–14). Słowa te świadczą o tym, że jeśli ktoś nie zdecyduje się porzucić szerokiej drogi i nie wejdzie na wąską, nie ujrzy Bożego Królestwa. Koniec, kropka – chciałoby się rzec, taka bowiem jest rzeczywistość Bożych standardów.

Ten świat, który z natury jest zły i tkwi w duchowej ciemności, nie ma nic wspólnego z Bogiem ani z Kościołem Jezusa Chrystusa. Apostoł Jan, znając naukę swego Mistrza, napisał jednoznacznie: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest w świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 J 2,15). Na te słowa można odpowiedzieć tylko: „Amen”.

Każdy, kto naprawdę uważa się za ucznia Pana Jezusa, wie, jakie stanowisko powinien zająć wobec Halloween i wszystkiego, co płynie z tego świata. Zwabianie dzieci cukierkami pod pretekstem zabawy w to diabelskie święto to nic innego jak powtórka z ogrodu Eden. Pamiętajmy, że kusiciel zwiódł „matkę wszystkich żyjących” tak przebiegle, iż gdy spojrzała na zakazane drzewo, uznała, „że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że drzewo to jest pożądane dla zdobycia mądrości” (Rdz 3,6). Wiemy, jak to się skończyło, a skutki tamtej decyzji odczuwamy do dzisiaj.

Niestety, wielu rodziców świadomie wystawia swoje dzieci na duchowe niebezpieczeństwo za cenę kilku cukierków, nie zdając sobie sprawy, jak wielką krzywdę im wyrządzają. Udział w tej tradycji wydaje się niewinną zabawą tylko na pierwszy rzut oka, ale zostawia ślad w życiu duchowym. Nie potrafię pojąć intencji tych organizatorów kościelnych imprez dla dzieci, którzy tworzą chrześcijańskie namiastki Halloween. Jak później wytłumaczą młodemu pokoleniu, że to pogański, demoniczny zwyczaj? Z przykrością zauważam, że coraz więcej wspólnot ulega temu trendowi.

A co z Dniem Reformacji?

Nie widzę żadnych przeszkód, aby w ostatnim dniu października – w rocznicę tego doniosłego wydarzenia, gdy Marcin Luter przybił swój protest do drzwi kościoła w Wittenberdze – przypomnieć sobie prawdziwe znaczenie greckiego słowa „metanoeo”.  Biblia, z jakiej początkowo korzystał Reformator, była łacińską Wulgatą, w której pokutę tłumaczono jako „czynienie zadośćuczynienia za grzech”. Gdy Luter dotarł do greckiego tekstu Nowego Testamentu, głośno zaprotestował przeciwko takiemu nauczaniu i sformułował 95 tez.

Zgodnie ze słownikiem grecko-polskim, słowo „metanoeo” oznacza radykalną, wywołaną przez Ducha Świętego przemianę serca i umysłu, która odwraca człowieka od grzechu ku Bogu. W Nowym Testamencie nigdy nie jest ono sprowadzone do zwykłego żalu – to szczera odpowiedź na Bożą prawdę, rodząca się w wierze, posłuszeństwie i owocach godnych pokuty. I o to właśnie chodziło Lutrowi: by pokazać, że prawdziwa pokuta to nawrócenie do Boga i przyjęcie przez wiarę zbawienia z łaski, wysłużonego przez ofiarę Jezusa. Nie było tam żadnego podłoża związanego z „eve of hallow”.

Ten protest przyniósł nam wspaniałe błogosławieństwo – możliwość czytania Pisma Świętego w języku ojczystym. Już tylko z tego powodu powinniśmy świętować Dzień Reformacji jako wyraz ogromnej wdzięczności Bogu za Jego Słowo.

A jeśli ktoś bardzo chce częstować dzieci cukierkami, może to robić w każdy inny dzień roku – a nie wtedy, gdy świat, zaślepiony kłamstwem, oddaje hołd ciemności.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.