Pamiętam moment w moim życiu, gdy, jak to się mówi, „ręka
stała się już zbyt krótka, aby dobrze widzieć”, musiałem złożyć wizytę w
gabinecie okulisty. Po zbadaniu wzroku okazało się, że musze uzbroić swoje oczy
w dodatkowe soczewki oprawione w ładne ramki. Od tego momentu jestem
„okularnikiem”, co oznacza, że muszę posługiwać się okularami, aby lepiej
widzieć, czy nawet, aby w ogóle coś przeczytać.
A jak jest z naszym duchowym wzrokiem? Czy też musimy udać się do
specjalistycznego gabinetu, aby poprawić widzenie spraw Bożych? Apostoł Paweł
naucza, że należy przyłożyć „do duchowych rzeczy duchową miarę” (1
Kor 2:13), gdyż „człowiek poznający tylko zmysłami nie przyjmuje
darów Ducha Bożego. Są one bowiem dla niego głupstwem i nie może ich
zrozumieć, ponieważ można je badać jedynie w sposób duchowy” (w.
14). Gdzie możemy znaleźć taki gabinet, w którym nasz wzrok zostanie
zbadany „w sposób duchowy”?
Pan Jezus, nasz „cudowny Doradca”, po zbadaniu naszego duchowego wzroku, może
postawić diagnozę: „Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało
będzie pełne światła” (Mt 6:22). Dlatego tak ważne jest, abyśmy
dbali o swoje duchowe oczy.
„Pilnuj swych oczek, pilnuj swych oczek, gdzie patrzeć chcą...”,
śpiewają już małe dzieci na zajęciach Szkółki Niedzielnej. Salomon, w danej mu
mądrości od Boga, radzi wszystkim, którzy chcą podobać się Bogu: „Twoje
oczy niech patrzą na wprost, a źrenice skieruj przed siebie. Wyrównaj ścieżkę
swoim stopom, niech wszystkie twoje drogi będą dobrze przygotowane. Nie zbaczaj
w prawo ani w lewo, odwróć swoje stopy od zła” (Prz.
4:25-27). Tak więc, od naszego patrzenia zależeć będzie to, jak chodzimy
przed Panem. W podanej wyżej diagnozie Chrystusa o naszych oczach, w oryginale
słówko „zdrowe” brzmi „haplous”, co znaczy: „pojedynczy” lub „poprawny”. Jezus
oświadczył, że „światłem ciała jest oko” (Mat. 6:22).
Łukasz natomiast, w swoim zapisie tych słów, użył określenia „świeca”, jako, że
to było powszechnie używane wówczas źródło oświetlenia.
Piszę o tym, ponieważ dowiedziałem się niedawno, że te słowa Chrystusa, wyjęte
z kontekstu i rozumiane dosłownie, są brane jako podstawa do uznania tzw.
medycyny niekonwencjonalnej, znanej jako „irydologia”, która zakłada, że na
podstawie wyglądu tęczówki oka można ocenić stan zdrowia całego organizmu.
Niektórzy uważają, że dopisanie do czegokolwiek wyrazu „logia”, uczyni to coś
nauką. Czy można uznać, że Pan Jezus, Boży Syn i Pan, jest protoplastą
irydologii? Tylko szarlatani mogą tak twierdzić, albo ignoranci zdrowego
rozsądku. A przecież, możemy uzyskać poprawne zrozumienie wszystkiego, co
znajduje odniesienie do Biblii, tylko, że do duchowych rzeczy musimy przykładać
duchową miarę. Jeśli tego nie zrobimy, to można dojść do wielu jeszcze
dziwniejszych pojęć.
Wracając do nauki Pana Jezusa, musimy spoglądać na jego wypowiedzi w kontekście
tego, o czym mówił. Słowa „Światłem ciała jest oko”, Jezus
wypowiedział w kontekście robienia czegoś obłudnie, aby pokazać się przed
ludźmi lepiej, niż jest w rzeczywistości. Chrystus mówił o tym, że tyko Bóg zna
nasze prawdziwe motywy postępowania. Jeśli chodzi o nasz stosunek do rzeczy
materialnych, to mamy gromadzić swoje skarby w niebie, gdyż „gdzie
bowiem jest twój skarb, tam będzie i twoje serce” (Mt 6:21),
powiedział Pan Jezus. Nasz stosunek do świata materialnego, widzianego naszymi
oczami, świadczy o tym, co wypełnia nasze serca, gdyż w nim, mówiąc obrazowo,
mieści się miłość. Apostoł Jan stwierdził w swoim liście: „Jeżeli ktoś
miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn 2:15). A co
to ma wspólnego z naszymi oczami? A no właśnie to, że nasze oczy spoglądają na
wszystko, co nas otacza, i wzbudzają pragnienie posiadania tych skarbów.
Dlatego Jan dalej wyjaśnia, że „to wszystko bowiem, co jest w świecie:
pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca,
lecz jest ze świata” (w. 16).
Niestety, powodem wielu niepowodzeń w naszym życiu duchowym jest to, że źle
widzimy. Nasze oczy, które wpuszczają do serca obrazy otaczającego nas świata,
są chore. Jezus powiedział: „Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe
twoje ciało będzie pogrążone w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w
tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność” (Mt 6:23).
Straszny stan, jeśli w tym ciemnym świecie nasz wzrok ociemnieje, to ta
ciemność występuje do potęgi, już nie ważne której.
W końcowym nauczaniu, jakie znajdujemy już w Księdze Objawienia Pana Jezusa,
nasz duchowy Okulista skierował szczególne słowa do wierzących, którzy uważali,
że posiadają wszystko: „Radzę ci kupić u Mnie złoto w ogniu
oczyszczone, abyś się wzbogacił, białe szaty, abyś się ubrał i aby nie
ujawniła się hańba twojej nagości, oraz maść dla namaszczenia swoich oczu, abyś
widział” (Ap 3:18). I znów widzimy to powiązanie, jakie
występuje pomiędzy tym, co widzą oczy, i czego pożąda serce.
Ta Boża maść, to modlitwa, jaką zaleca stosować apostoł Paweł. On sam to czynił
w interesie ludzi wierzących w jego czasach, gdy nieustannie wspominał ich w
modlitwach, aby Bóg dał „pełne światła oczy serca, abyście wiedzieli,
czym jest nadzieja, do jakiej was wezwał, czym jest bogactwo chwały Jego
dziedzictwa wśród świętych i jak wspaniały jest ogrom Jego mocy względem
nas, wierzących, według działania siły Jego potęgi. Tą właśnie mocą działał
w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej
prawicy w niebiosach...” (Ef 1:18-20).
Zastanów się, czy już nie czas, aby udać się do najlepszego Okulisty, który
może postawić jedynie poprawną diagnozę twojego wzroku?
Friday, March 28, 2014
Duchowy Okulista
Henryk Hukisz
Sunday, March 23, 2014
Ciastko z Krymem
Kaznodzieja chciał wskazać w ten sposób na podstępność naszego przeciwnika, który stopniowo chce zapanować nad całym naszym sercem i życiem. Dlatego musimy być czujni i podejmować stosowne kroki, aby przeciwdziałać tym diabelskim zakusom.
Co wspólnego ma ta ilustracja z Krymem?
Z niepokojem obserwuję rozwój sytuacji w południowej Ukrainie, na tym pięknym półwyspie, który terytorialnie stanowi integralną część tego państwa. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusję na temat historii tego „kremu”, który dodaje uroku i smaku całemu ciastku, jakim jest to młode państwo, budujące swoją demokrację. Może ktoś uważa, że to tylko mały skrawek wielkiej Ukrainy, lecz mi chodzi o zasadę, że oddanie obcemu panowaniu najmniejszej części całości, prowadzi do stopniowej utraty wszystkiego. I na tym kończę polityczny akcent tej gorącej kwestii.
Diabeł jest strategiem wysokiej rangi. Potrafi zaplanować cały proces przejęcia kontroli nad naszym życiem, aby później cierpliwie realizować swój zamiar. Podrzuca nam nieraz drobne pokusy, sprawy tak błahe, że nawet nie zwracamy na nie uwagi. Przychodzi w przebraniu anioła światłości z propozycją nie do odrzucenia. Dopiero po czasie, gdy często jest już zbyt późno, aby uwierzyć w Boże przebaczenie, widzimy cały ogrom zniszczenia, jakie zostało spowodowane przez naszego przeciwnika.
Najlepszym sposobem przeciwdziałania takim podstępom diabelskim jest stała czujność i determinacja obrony tego, co otrzymaliśmy z łaski. Jednym z największych błogosławieństw nowego życia, jakie mamy w Chrystusie, jest wolność. Apostoł Paweł napisał do wierzących w zborach Galacji: „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” (Gal. 5:1). W Chrystusie mamy zupełną wolność, nie musimy niczego sami zdobywać, gdyż z łaski mamy „obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym. 4:8). Apostoł radzi nam jedynie, abyśmy stali niezachwiane w tym, co mamy i nie dopuszczali do ponownego zniewolenia.
Apostoł Piotr, który boleśnie doświadczył w swoim życiu brak czujności, zapierając się Pana, wskazuje nam na diabelską strategię, jaką stosuje wobec Bożych dzieci. Radzi nam, ten sędziwy już apostoł, abyśmy pokładali całkowitą ufność w Bogu, który ma o nas staranie. Piotr wie, że przeciwnik Boży nie rezygnuje z możliwości obrabowania nas z wolności i radości, jakie już mamy. Dlatego, pisze nam z pełnym przekonaniem – „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć” (1 Ptr. 5:8). Diabeł wie, że nie da rady opanować nasze serca od razu w całości, dlatego stara się wpierw wbić przysłowiowy „gwóźdź”, aby przekonywać nas później, że należy mu się więcej.
Innym olbrzymim błogosławieństwem, jakie otrzymujemy w Chrystusie, jest radość. Jest to taki rodzaj radości, jakiego nie zdobędziemy nigdzie indziej, jak tylko w Panu. Apostoł Paweł, pisząc do wierzących w Filippi, nakazywał im wprost: „Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się” (Fil. 4:4). Ten wierny sługa Boży wiedział, że radość, jaką miał w Panu, pomogła mu przejść zwycięsko w jednym z najcięższych doświadczeń, gdy z powodu głoszenia ewangelii, znalazł się w więzieniu. Radość w Panu dała mu siłę do śpiewania pieśni Bogu na chwałę, chociaż jako człowiek, najchętniej by wykrzykiwał słowa pretensji z powodu tego, co go spotkało. Myślę, że diabeł ryczał w tym momencie wyjątkowo głośno, aby okraść Pawła z tej radości, lecz apostoł nie dopuścił do tego. Nie pozwolił ograbić się z „kremu”, gdyż wiedział, że w Panu ma prawo do całego „ciastka z kremem:.
Czy czasami nie jest tak w naszym życiu, że pozwalamy diabłu zabrać nam radość, myśląc, że zbawienia nie stracimy i zadowalamy się samym „ciastkiem”. Jezus zapłacił za nasze zbawienie tak ogromną cenę, że jedynym sposobem okazania wdzięczności, jest rozkoszowanie się pełnią nowego życia. Chrystus, jako dobry Pasterz powiedział: „Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (Jan 10:10).
Nie pozwólmy diabłu zagarnąć ani piędzi z Bożych obietnic. Dawid zastanawiał się w jednym ze swoich Psalmów: „Czym odpłacę Panu za wszystkie dobrodziejstwa, które mi wyświadczył?” Odpowiedzią jest to, co postanowił czynić: „Podniosę kielich zbawienia i wzywać będę imienia Pana” (Ps. 116:12,13). A apostoł Jakub dzieli się z nami zwycięską radą: „poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jak. 4:7).
Henryk Hukisz
Monday, March 17, 2014
Ryk starego lwa
Kościół Pana Jezusa, podobnie jak armia, składa się
z ludzi o bardzo zróżnicowanym stopniu dojrzałości. W wojsku są szeregowi
żołnierze, niżsi i wyżsi oficerowie, jest również kadra dowódcza. Do Kościoła
Bożego należą nowonarodzone duchowe niemowlęta, uczniowie, diakoni,
nauczyciele, ewangeliści, pasterze. Chrystus, jako Głowa tej wspólnoty
zbawionych dusz, powołuje do służby na różnych szczeblach Swego Ciała,
obdarowując ich odpowiednimi darami.
Apostoł Paweł namalował bardzo wymowny obraz tego Ciała, mówiąc „jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a dla siebie nawzajem członkami. Jeśli więc mamy różne dary według udzielonej nam łaski, to jeśli ktoś ma dar prorokowania – niech go używa zgodnie z wiarą, jeśli dar służby – niech służy, jeśli dar nauczania – niech naucza, jeśli dar napominania – niech napomina, jeśli dar wspomagania – niech to robi z hojnością, jeśli ktoś jest przełożonym – niech działa z gorliwością, a kto okazuje miłosierdzie – niech czyni to z radością” (Rz 12:5-8).
Apostoł Paweł namalował bardzo wymowny obraz tego Ciała, mówiąc „jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a dla siebie nawzajem członkami. Jeśli więc mamy różne dary według udzielonej nam łaski, to jeśli ktoś ma dar prorokowania – niech go używa zgodnie z wiarą, jeśli dar służby – niech służy, jeśli dar nauczania – niech naucza, jeśli dar napominania – niech napomina, jeśli dar wspomagania – niech to robi z hojnością, jeśli ktoś jest przełożonym – niech działa z gorliwością, a kto okazuje miłosierdzie – niech czyni to z radością” (Rz 12:5-8).
W innym liście ten Boży mąż umieścił dość
szczegółową instrukcję, jak te poszczególne służby powinny działać, aby
funkcjonowanie całej wspólnoty przebiegało zgodnie - „ku zbudowaniu i zachęcie, i pocieszeniu.” (1 Kor 14:3).
Dlatego, jak napisał dwa rozdziały wcześniej w tym samym liście, „Bóg ustanowił w Kościele najpierw apostołów, po drugie proroków, po trzecie nauczycieli, następnie tych, co mają dar czynienia cudów, dar uzdrawiania, niesienia pomocy, rządzenia oraz mówienia językami. Czy wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokami? Czy wszyscy nauczycielami? Czy wszyscy mają moc czynienia cudów? Czy wszyscy mają dar uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?” (1 Kor 12:28-30).
Oczywiście, nie! Nasze znane porzekadło mówi, że „Tam, gdzie kucharek sześć, nie ma co jeść”, i źle się dzieje,
jeśli każdy chce rządzić po swojemu lub wszyscy robią to samo.
Apostoł Paweł, będąc prowadzony mocą i mądrością
Ducha Świętego, napisał, że „jeśli ktoś jest przełożonym”, ma okazać w swoim
działaniu gorliwość. Natomiast, pozostali członkowie tej społeczności podlegają
nakazowi Pana, jak jest napisane - „Swoim przełożonym bądźcie posłuszni i ulegli, gdyż oni czuwają nad wami, ponieważ z tego mają zdać sprawę. Niech to czynią z radością, a nie z narzekaniem, bo to obróciłoby się na waszą niekorzyść” (Hbr 13:17). Z reguły jest tak, że aby
móc skutecznie dowodzić, powinno mieć się jakieś doświadczenie. A to wymaga
czasu, więc tak się składa, że to doświadczenie można uzyskać dopiero po upływie
lat. Wniosek jest taki, że starsi powinni mieć większe doświadczenie niż
młodsi, chyba logiczne, chociaż niekoniecznie - nie wszyscy osiągają właściwą dojrzałość z upływem lat.
W Izraelu było kiedyś tak, że Bóg powoływał królów
według Swego serca - „Nie patrzę bowiem tak, jak patrzy człowiek. Człowiek dostrzega to, co widzą oczy, a PAN patrzy na serce” (1 Sm 16:7). W ten sposób Bóg powołał Dawida na króla, lecz sprawne królowanie uzyskał dopiero po latach ciężkich doświadczeń. Salomon, jego syn kontynuował królowanie, ponieważ ponad wszystko inne, szukał Bożej mądrości. Później
pojawiły się problemy gdy następcami Salomona chcieli być młodsi, i brak
doświadczenia zastąpili sprytem. Gdy Roboam, syn Salomona zasiadł na tronie,
„odrzucił radę, której mu udzieliła starszyzna i poradził się młodzieńców, którzy z nim wyrośli i stanowili jego otoczenie” (1 Krl 12:8). Skutek był bardzo
żałosny, gdyż spowodował podział królestwa izraelskiego na północne i
południowe. Od tego momentu mamy do czynienia z Izraelem i Judą przez resztę
historii tego narodu.
Z niepokojem obserwuję podobne sytuacje we
współczesnych kościołach. Starszych powoli eliminuje się z możliwości
decydowania o sprawach wspólnoty. Zostało wprowadzone ludzkie prawo granicy wiekowej, jakoby po
przekroczeniu siedemdziesięciu lat, Boży sługa nagle tracił zdolność rozsądnego
zarządzania. Albo przez wprowadzenie reguły ludowej demokracji, polegającej na tym, że głos Ducha Świętego zastępuje się
większością głosów. W świecie uważa się, że
mądrzejsi są bardziej utytułowani, lecz w Bożym Królestwie, wszyscy podlegamy
prowadzeniu Ducha Bożego, który obdarowuje Bożą mądrością, tak jak chce. Przeczytałem kiedyś taki aforyzm, że „Bóg umieścił
kościół w świecie, lecz diabeł stara się umieścić świat w kościele”. Skutek jest taki, że bardziej wierzy się doktorantom,
którzy zdobyli te tytuły zanim nabyli mądrości w życiowych doświadczeniach. W rezultacie jest tak, jak za
dni Roboama, społeczności dzielą się, gdyż młodzi wolą słuchać młodych a nie doświadczonych. Liderów powołuje się nie w oparciu o Boże powołanie lecz w drodze zabiegania kandydatów o poparcie, na wzór wyborów, jakie mają miejsce w świecie.
Chcę wrócić do tytułu
tego rozważania. W dawnych dobrych czasach, gdy prorocy powołani przez Boga
mówili odważnie Jego Słowo, a lud słuchał, naród doświadczał błogosławieństwa. Jest
to zgodne z Bożą regułą – „Spójrz! Dziś daję wam błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo − jeżeli będziecie słuchać przykazań PANA, waszego Boga, które ja wam dziś dałem” (Pwt 11:26,27). Prorok Samuel, który namaścił Dawida zgodnie z Bożym powołaniem zadał retoryczne pytanie: „Czy PANU bardziej podobają się ofiary całopalne i krwawe niż posłuszeństwo wobec głosu PANA? Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie – niż tłuszcz barani” (1 Sm 15:22). konsekwencje odejścia od tej zasady są tragiczne, gdyż „bunt bowiem jest grzechem na równi z czarami, a zarozumiałość – jak bałwochwalstwo” (w. 23).
Bóg przemawia przez tych, których powołał i ustanowił w Kościele. Nikt nie może zamknąć ust
Bożemu słudze, który otrzymał słowo od Pana. Prorok Amos, w czasach, gdy
pojawiło się wielu fałszywych proroków i lud wolał ich słuchać, zamiast
prawdziwych, powiedział: „Lew ryczy – kto by się nie bał? Pan BÓG mówi – kto by nie prorokował?" (Am 3:8).
Dlatego też, pomimo wieku, a może właśnie dlatego,
że stary lew ma większe doświadczenie, głos starszych sług Bożych jest dzisiaj na wagę
złota. Lecz wygląda na to, że żyjemy w czasie, gdy ludzie „według własnych pożądań będą sami sobie dobierać nauczycieli, którzy wyjdą naprzeciw ich oczekiwaniom" (2 Tm 4:3).
Uważajmy więc na to, kogo wolimy słuchać?
Henryk Hukisz
Sunday, March 16, 2014
Na Bożym kursie
Któż nas nie oglądał przynajmniej jednego odcinka
serialu „Autostrada do nieba”. Lecz tak na prawdę, nie autostrada tam wiedzie,
lecz wąska droga, niejednokrotnie wysłana cierniami.
Apostoł Paweł, pod koniec swego życia, powiedzał zdecydowanie: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem” (2 Tym. 4:7), dlatego mógł szczerze wyznać,
że „teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da
Pan, sędzia sprawiedliwy”. Taką samą pewność możemy również posiąść, gdyż
ten doświadczony apostoł zapewnia, że Boże obietnice dane są „nie tylko
mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego” (w. 8).
Któż z nas, którzy jesteśmy Bożymi dziećmi, nie
marzy o takim zakończeniu życia? No, powiedzmy szczerze, z pominięciem więzów,
jakich doznał ten wielki apostoł. Wierzę, że wielu z nas chce naśladować Pawła,
pragnie służyć Bogu z taką pasją, jaką okazywał ten wierny sługa ewangelii.
Apostoł Paweł wskazuje na trzy ważne elementy jego
życia, na jakich opierał swoją pewność otrzymania wieńca sprawiedliwości. To
wspaniałe trofeum nie spocznie na skroniach ludzi obojętnych na Boże wezwania
do służby. Gdy patrzymy na życie Pawła, to możemy zobaczyć, jak bardzo kochał
Pana; tak bardzo, że był gotowy dla Niego umrzeć. Nie oglądał się nigdy na
ludzkie zaszczyty i nagrody. Mówił prawdę, bez względu na to, czy to się
podobało jego słuchaczom, czy też nie. Mówił z miłością, taką, jaką Ojciec
okazał w Swoim Synu. Lecz nigdy nie szedł na kompromis z prawdą, jaką odebrał w
osobistym objawieniu od Pana.
Życie apostoła Pawła biegło po Bożym kursie,
kursie, jaki został mu wyznaczony zanim się urodził. Bóg zaplanował każdy
szczegół tej drogi, chociaż wielu jej etapów nie rozumiał sam apostoł. Później
z żalem mówił o swojej starej gorliwości o Zakon, która popychała go do
okazywania nienawiści do wyznawców Chrystusa. Lecz łaska Boża mu okazana była
większa niż jego czyny, jak sam wyznał: „mimo to, że przedtem byłem
bluźniercą i prześladowcą, i gnębicielem, ale miłosierdzia dostąpiłem, bo
czyniłem to nieświadomie, w niewierze, a łaska Pana naszego stała się bardzo
obfita wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie” (1 Tym. 1:13,14).
Bóg wyznaczył kurs, po którym Saul, nazwany późnej
Pawłem, zdecydowanie zaczął kroczyć. Ten życiowy kurs, Paweł porównał do biegu.
Gdy mówił o swoim oddaniu się na służbę zwiastowania ewangelii, powiedział, „że
zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak
biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli” (1
Kor. 9:24). Ta zachęta do wytrwania w biegu wymaga nie lada poświęcenia i
zaparcia się siebie, gdyż „każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje,
tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy” (w. 25). Apostoł Paweł znał swój bieg,
gdyż wiedział, kto wyznaczył mu cały kurs jego życia. Dlatego mówił z
przekonaniem, bez cienia powątpiewania: „Ja tedy tak biegnę, nie jakby na
oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał; ale umartwiam ciało
moje i ujarzmiam, bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był
odrzucony” (w. 26,27).
Gdy nastał już czas ostatniego etapu, gdy powoli
zbliżał się do mety, gdyż już wyczuwał, że „czas rozstania mego z życiem
nadszedł” (2 Tym. 4:6), wskazał
swoim naśladowcom na wierność Tego, który powołuje. Paweł był pewien, „że
Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia
Chrystusa Jezusa” (Fil. 1:6). W
życiu apostoła nastała chwila, gdy musiał zdać sobie sprawę z jakości całego
życia. Ponoć w chwili śmierci, każdy jest świadomy faktu, że za chwilę stanie
przed prawdziwie świętym i sprawiedliwym Bogiem. Nikt nie ma w takim momencie
ochoty na żarty, ani na domysły, czy przypuszczenia odnośnie miejsca, gdzie
będzie spędzać wieczność.
Paweł mógł z ręką na sercu, powiedzieć: „Dobry
bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem” (2 Tym. 4:7). Chcę na chwilę zatrzymać się przy „dokończeniu
biegu”, jaki odbywamy przez całe nasze życie, od momentu narodzenia się na
nowo.
Jedno jest pewne, aby skończyć na właściwym
miejscu, musimy na samym początku znaleźć właściwą drogę, jedyną, która nas tam
doprowadzi. Chrystus, Boży Syn wiedział, że są jedynie dwie drogi, po których
idą wszyscy ludzie. Dlatego oświadczył wyraźnie: „Wchodźcie przez ciasną
bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na
zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama
i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją
znajdują” (Mat. 7:13,14). Paweł
znalazł tę wąską drogę, wszedł przez ciasną bramę, dlatego mógł przed linią
mety zawołać „Biegu dokonałem!”.
Apostoł Paweł, od samego początku tego biegu
wiedział, że jest to jedyna szansa na godne przeżycie swego życia. W jednym ze
swoich świadectw o Bożej łasce, której wszystko zawdzięczał, wyznał: „Lecz o
życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko
dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać
świadectwo o ewangelii łaski Bożej” (DzAp.
20:24). Paweł zaczerpnął tę myśl o Bożym kursie, po którym wytrwale biegł,
aż do jego końca, ze świadectwa, jakie po sobie zostawił Jan Chrzciciel. Gdy
apostoł dotarł z ewangelią do Antiochii Pizydyjskiej, przemawiał do
zgromadzonych w synagodze, przekonując ich o nowym życiu w zmartwychwstałym
Chrystusie. Żydzi dobrze znali wydarzenia z życia ich narodu, słyszeli też z
pewnością o jednym z ostatnich proroków, jakim był Jan, który własną głową
przypłacił mówienie prawdy. Jak wiemy z opisów ewangelicznych, Jan nie mówił o
sobie, lecz wyraźnie wskazywał na Tego, w którego ręku jest „wiejadło, by
oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy
spali w ogniu nieugaszonym” (Mat.
3:12). Paweł dał świadectwo o Janie,
o końcówce jego biegu – „Gdy Jan był bliski końca swojej misji,
powiedział: Nie jestem tym, za kogo mnie uważacie; ale oto idzie za mną Ten,
którego sandałów nie jestem godzien rozwiązać u stóp jego” (DzAp. 13:15).
Nie ważne jest to, co wyznacza tę końcową linię
biegu, ważne jest, aby przekroczyć ją szlachetnie.
Henryk Hukisz
Tuesday, March 4, 2014
Jezus z Hollywood
Zbliżają się kolejne chrześcijańskie święta, Wielkanoc, które dla
chrześcijan są największą pamiątką, gdyż nawiązują do śmierci i
zmartwychwstania Pana Jezusa. W Stanach Zjednoczonych, w najbardziej
materialistycznym kraju, pojawia się znów coś, co wywołuje kontrowersje. Po
ubiegłorocznym sukcesie finansowym, Mark Burnett i Roma Downey, postanowili
rzucić na rynek filmowy nowe dzieło filmowe. Tym razem, jest to kinowy film o
Jezusie, "Son of God", który przyniósł już 26.5 milionów dolarów
zysku, tylko w ciągu trzech pierwszych dni.
Poniższe rozmyślanie jest tym samym, jakie napisałem rok temu, gdyż chcę
jeszcze raz podkreślić niezmienną prawdę, że jedynie Biblia jest Słowem Bożym,
które posiada Boże natchnienie. Jedynie Biblia podaje nam prawdziwy obraz Syna
Bożego, który powiedział: "Kto mnie widział, widział Ojca"
(Jan 14:9). Wszelkie inne dzieła ukazujące Chrystusa, nie mogą tego dokonać,
dlatego też, książę współczesnej sztuki filmowej, pod postacią "anioła
światłości", podrzuca ludziom coś tak podobnego do oryginału, aby
uwierzyli jemu, a nie Bogu.
Rok temu, gdy ludzie zachwycali się serialem historycznym o Biblii, ja
napisałem poniższe rozmyślanie.
Zdaje się, że powinienem napisać coś na ten temat w pełni zachwytu nad
popularyzowaniem Biblii, jednak mam opory, aby tak spojrzeć na tę kwestię.
Przypomina mi to czasy, gdy w Polsce wszystkie środowiska świeckie zachwalały
„Opowieści Ewangelistów” Kosidowskiego. Kto zna tą książkę na temat Ewangelii,
napisaną przez zagorzałego ateistę, to wie co mam na myśli.
Film zrobiony przez Marka Burnetta, twórcę serii programów „Survivor” i
Romę Downey, znaną najbardziej z filmów „Touched by an Angel” pokazywany na
kanale „History”, znanym z bardzo liberalnego prezentowania tematów związanych
z Biblią i chrześcijaństwem, nie może przysłużyć się dobrze Prawdzie objawionej
w tej Księdze.
Pomimo wielu pochwalnych wypowiedzi znanych osobistości ze środowiska
chrześcijańskiego w tym kraju, odnoszę się z dystansem do tego filmu.
Wzorowanie się na technologii stosowanej przez
Hollywood do produkcji filmów
nie może oddać prawdy biblijnej w sposób, jaki jedynie Duch Święty może
zastosować, aby Słowo Boże spełniało swoją rolę. Biblia jest Słowem Bożym skierowanym do ludzi w jednym celu –
aby objawić miłość Ojca, wyrażoną przez Bożego Syna, Jezusa Chrystusa, wzywając
do pokuty. Apostoł Paweł stwierdził to bardzo wyraźnie, przemawiając do
zgromadzonych w Atenach filozofów, że teraz Bóg „wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył
dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego
ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” (DzAp. 17:30,31).
Pan Jezus, przygotowując swoich uczniów do
wykonania zadania, jakie powierzył Kościołowi, obiecał posłać im Pocieszyciela,
który będzie z nimi. Jego zadanie polega na objawieniu całej Prawdy, dzięki
której świat będzie mógł uwierzyć w dokonane dzieło zbawienia. Czytamy
wyraźnie, że „Pocieszyciel, Duch Święty,
którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam
wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 14:26). Dlatego później, po
wniebowstąpieniu Chrystusa, Duch Święty natchnął apostołów do napisania listów,
które stanowią natchnione Słowo Boże zawierające naukę dla Kościoła. Chrystus
powiedział również, że gdy Pocieszyciel napełni serca uczniów, poprzez ich
posługę „przekona świat o grzechu i o
sprawiedliwości, i o sądzie” (Jan
16:8).
Jedynie Słowo Boże, w swej natchnionej postaci ma
moc wzbudzić wiarę w sercach grzeszników, doprowadzając ich w pokorze do Ojca.
Słowo Boże, ponieważ jest „żywe i
skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do
rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli
serca” (Hebr. 4:12), ma moc
dokonania przemiany w sercu człowieka, aby wywołać w nim narodziny z Ducha, o
jakich mówł Pan Jezus Nikodemowi.
To Słowo, od samego początku sprawiało, że ludzie
byli „odrodzeni nie z nasienia
skazitelnego, ale nieskazitelnego” (1
Ptr. 1:23). Lecz niestety, przeciwnik naszego zbawienia robi wszystko, aby
stępić ostrze Bożego Słowa, aby świat nie został przekonany o grzechu, o
sprawiedliwości i o sądzie. Dlatego zamiast czystego Słowa, podaje się ludziom,
coś, co wygląda jak Boże Słowo, ale nie może nim być, ponieważ z natury nie ma
takiej mocy. Jedynie nieskazitelne ziarno Słowa ma moc dokonania odrodzenia.
Boża Prawda jest jedna, nie ma jakiejś współczesnej
jej odmiany, nawet jeśli próbuje się pokazać ją w jak najbardziej
przekonywujący sposób. Obraz przemawia bardziej niż słowo, o tym wie Boży
przeciwnik, dlatego podsuwa różne pomysły, aby jedynie zachwycić ludzi, lecz
czyni to tak tak, aby nie
uwierzyli i nie byli zbawieni. On wie, że prawdziwa wiara powstaje w wyniku
słuchania, nie oglądania.
Paweł modlił się i zabiegał o to, aby Oblubienica
zachowała swoją czystość na dzień Chrystusa, gdy przyjdzie po Swój święty
Kościół. Dlatego przestrzegał wierzących przed tym, który zawsze kłamie,
pisząc: „obawiam się jednak, ażeby, jak
wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie
odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi” (2 Kor. 11:3).
Dziś w kazaniu usłyszałem wspaniałą maksymę, że
poza Bożą Prawdą nie ma innej. Nie dajmy się zwieść przez hollywoodzkie wydanie
Biblii.
Zamiast filmowego Jezusa z Hollywood, wolę zachować obraz Syna Bożego namalowany słowami proroka Izajasza: "Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego" (Izaj. 53:2,3).
Którego Jezusa ty wybierasz?
Henryk Hukisz
Saturday, February 22, 2014
Miłosierdzie, czy naiwność?
Jak długo żyję, zawsze gdy spotykałem
ludzi proszących o pomoc, miałem z tym
problem, ponieważ prawie nigdy nie miałem możliwości sprawdzenia, czy
rzeczywiście dotyczy to osoby będącej w potrzebie, czy jest to zwykłe
wyłudzanie pieniędzy. Co ciekawe, najczęściej chodziło o pomoc finansową, a nie
o kawałek chleba.
Bez względu na szerokość geograficzną, a bywałem
tu i tam, zdarzyło mi się zostać naciągniętym, wprawdzie na niewielką kwotę,
dlatego postanowiłem być ostrożnym, jeśli chodzi o udzielanie pomocy w
sytuacjach, gdy nie mam możliwości zbadania, czy taka pomoc jest rzeczywiście
potrzebna.
Ostatnio szerzą się w internecie, a szczególnie na
Facebook’u powielane prośby o pomoc dla ciężko chorych, najczęściej dzieci. A
jakże, do informacji, oprócz numeru konta i przebiegu choroby, dołączone jest
zdjęcie, aby wyglądało to na prawdziwą historię. Ponieważ posiadacze kont na FB
mają ułatwioną sprawę, nie muszą niczego sprawdzać, ani pisać od nowa,
wystarczy kliknąć „share”, i prośba dociera do kolejnej liczby czytelników. Po
jakimś czasie, taka prośba widnieje na niezliczonej ilości profili, i być może znajdzie
się kilka poruszonych serc, aby okazać miłosierdzie, bez możliwości
sprawdzenia, czy ta chora osoba w ogóle istnieje.
Bóg jest Bogiem miłosiernym, co do tego nie ma
wątpliwości. Jego pomoc okazana człowiekowi jest jak najbardziej adekwatna do
sytuacji, gdyż bez niej, nikt nie doświadczyłby zbawienia. Dlatego Bóg okazuje
Swoje miłosierdzie dla ludzi, którzy naprawdę tego potrzebują. Wierzę, że my,
jako naśladowcy Boga, powinniśmy również okazywać miłosierdzie osobom będącym w
potrzebie. Pomoc, o jaką jesteśmy proszeni, nie dotyczy zbawienia, lecz
wsparcia finansowego, dlatego musimy być pewni, że jest ona konieczna.
Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus postawił tę kwestię
bardzo jasno. Powiedział, że gdy Syn Człowieczy przyjdzie, zasiądzie na tronie
swej chwały i powie: „Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a
daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a
przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a
przychodziliście do mnie” (Mat.
25:35,36). Później wyjaśnił, że „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych
najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście” (w. 40). Tak więc, nasza pomoc okazywana bliźnim ma być zgodna z
rzeczywistą potrzebą, ma być udzielana łaknącym, pragnącym, nagim, chorym i
uciskanym. Więc naszym obowiązkiem jest wpierw sprawdzić, czy potrzebujący w
ogóle istnieje i czy rzeczywiście jest w potrzebie.
Apostoł Paweł nauczał ludzi wierzących, aby
rozsądnie szafowali środkami finansowymi - „niech raczej żmudną pracą
własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu” (Efez. 4:28). Znów podkreślona jest
prawda o udzielaniu pomocy potrzebującym, czyli że należy sprawdzić
autentyczność takiej sytuacji. Chodzi o to, aby celem udzielania pomocy było
zaspokojenie potrzeby biednego, a nie pokazanie swojej dobroci poprzez okazanie
tej pomocy.
Zachętą do
napisania tego krótkiego rozważania był artykuł w „Polityce”, w którym podane
są informacje o naciąganiu ludzi na miłosierdzie, podając spreparowaną historię o
nieszczęśliwym dziecku. Autorka tego materiału zwraca uwagę na ten problem, gdyż
ludziom nie chce się sprawdzać takich informacji, ponieważ chodzi najczęściej o ich samozadowolenie z możliwości okazania pomocy. Psycholog społeczny wyjaśnia to zjawisko
słowami, że: „wirtualne
miłosierdzie powinno być aktem prostym. I przede wszystkim przyjemnym, bo
wysyłając niewielkie zazwyczaj pieniądze, czujemy się potrzebni, empatyczni,
prospołeczni” (Oszustwa miłosierdzia)
Skoro jesteśmy szafarzami środków finansowych,
jakie posiadamy dzięki Bożemu błogosławieństwu, powinniśmy wydawać je
rozsądnie, a nie na oślep, gdyż są one Bożym darem.
Henryk Hukisz
Wednesday, February 19, 2014
Błogosławieństwo próżni
Pracując przed laty w serwisie aparatury kontrolno-pomiarowej, miałem do czynienia z komorami, w których konieczne było uzyskanie bardzo wysokiej prózni (UHV), około 10-12 hPa. Normalne powietrze, jakim oddychamy na co dzień, ma ciśnienie atmosferyczne, czyli około 1013 hPa. W przestrzeni kosmicznej występuje próżnia około 10-14 hPa. W próżni absolutnej, czyli doskonałej, ciśnienie osiąga wartość zerową, co oznacza, że nie ma w niej nawet najmniejszej cząsteczki. Problem, z jakim spotykałem się najczęściej w serwisie komór próżniowych, był brak szczelności. Wyrobione uszczelki, zestarzały olej próżniowy powodowały spadek próżni, gdyż próżnia powoduje to, że do komory zasysane są cząsteczki z otoczenia. Można powiedzieć, że próżnia nie znosi próżni.
Zajmijmy się jednak naszym sercem, a nie komorą
próżniową aparatu pomiarowego w laboratorium pracowni jakiegoś instytutu
naukowego. Zachowam jednak podobieństwo komory naszego serca do komory
próżniowej, ponieważ chcę pokazać, jak ważne jest uzyskanie odpowiedniej próżni,
aby uzyskać pełnię błogosławieństwa Bożego w naszym życiu.
Kiedy niepokoi nas stan naszego zdrowia, a
szczególnie naszego serca, udajemy się do lekarza z prośbą o zbadanie tego
najważniejszego organu w naszym ciele. Lekarz ogólny kieruje nas do kardiologa,
który z kolei, kieruje nas na badanie serca w specjalistycznej poradni, która
wyposażona jest w specjalistyczną aparaturę. Tam nasze serce poddane jest
prześwietleniom promieniami rentgenowskimi (Tomografia), lub rezonansowi
magnetycznemu (MRI). Droga to aparatura i dość skomplikowana, a do tego nie
wszędzie dostępna.
Jeśli chodzi o nasze serce duchowe, to, o którym
mówi Biblia, że „Pan patrzy na serce” (1 Sam. 16:7), musimy zastanowić się nad jego stanem, jak wygląda
jego komora, co ją wypełnia. W tym przypadku, nie musimy udawać się do
specjalistycznych przychodni, aby poddać się badaniom na skomplikowanej
aparaturze. Pan Jezus, posiadając wzrok „jak płomień ognisty” (Obj. 1:14), przenika doskonale nasze
serca i stwierdza bezbłędnie, co w nich się znajduje. Ewangeliści zapisali nam taki
przykładowy „elektrokardiogram” – „Albowiem z wnętrza, z serca ludzkiego
pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwo,
chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko
to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka” (Mar. 7:21-23). Przerażające, prawda?
Większość ludzi uważa, że chrześcijaństwo polega
na dodaniu w swoim życiu Boga, Chrystusa i pobożności do tego, czym się żyje
normalnie. To tak, jak gdyby wystarczyło zawiesić święty medalik z Chrystusem
na swojej piersi, wewnątrz której bije serce wypełnione nadal starym życiem. Chrystus
nie jest dodatkiem do starego życia, lecz On daje nowe życie. Najlepiej ujął to
apostoł Paweł w słowach: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest
stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:1). Stare, to, o czym mówił
Chrystus, gdy pokazywał, co wypełnia serca ludzkie, musi zostać wyssane najdoskonalszą
„pompą próżniową”, jaką jest miłość do Boga. Pan Jezus, doskonały znawca
naszych serc, dał nam przykład prawdziwej miłości do Boga i powiedział: „trwajcie
w miłości mojej” (Jan 15:9).
Miłość do Boga sprawia, że w naszym sercu nie będzie już miejsca na nic innego,
gdyż, „jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jan 2:15). Albo świat, albo Bóg!
Najlepszym wskaźnikiem braku miłości do Boga jest
brak próżni w komorze naszego serca, która powoduje pragnienie Bożych treści, o
czym pisał Paweł – „bądźcie pełni Ducha” (Efez. 5:18). Nigdy nie doznamy tej pełni, jeżeli serce nadal jest
pełne spraw tego świata, rzeczy przemijających, gdyż „wszystko, co jest na
świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca,
ale ze świata” (1 Jan 2:17).
Pan Jezus, nie tylko wskazywał na rzeczywisty stan
ludzkich serce, lecz będąc dobrym
Lekarzem, dawał zalecenia, duchowe recepty. Jeśli chcemy uwolnienia od tego,
czym naturalnie jesteśmy wypełnieni, musimy posłuchać i zastosować rady Lekarza
naszych serc. On powiedział wyraźnie, że „jeśli kto chce pójść za mną, niech
się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bo kto by
chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie,
odnajdzie je” (Mat. 16: 24,25).
Rachunek jest prosty, wystarczy odpowiedzieć na
testowe pytanie: „Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat
pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo, co da człowiek w zamian za
duszę swoją?” (Mat. 16:26).
Henryk Hukisz
Subscribe to:
Posts (Atom)






