Tuesday, May 8, 2018

Wiara zanurzona w wodzie

20 września 1964 roku zostałem ochrzczony. Pomimo upływu prawie 60. lat, nadal jestem świadomy swojej decyzji i odpowiedzialności, jaką na siebie wziąłem w tamtym momencie. Mój chrzest był zgodny z nauczaniem biblijnym i co najważniejsze, wynikał z mojego osobistego pragnienia uzupełniania wiary w Pana Jezusa Chrystusa, który stał się moim zbawicielem.
Jak czytamy w Biblii, “Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają” (Hebr. 11:6). Lecz czy sama wiara wystarczy? Apostoł Jakub odpowiada, że nie, gdyż “wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie” (Jak. 2:17). Jak wynika z tego listu, taką wiarę posiadają nawet demony i nadal pozostają demonami.
Jakie więc uczynki są świadectwem tego, że wiara jest żywa, skuteczne i silna? Z pewnością jest ich wiele, tyle ile Duch Święty jest w stanie wyprodukować w naszym nowym już życiu. Nie o wszystkich chcę pisać w tym rozważaniu, lecz o jednym i to najważniejszym, który jest świadectwem autentyczności wiary, która zbawia.
Apostoł Piotr był niewątpliwie wiernym uczniem Pana Jezusa, który dokładnie wsłuchiwał się w słowa nauki, jaką przyniósł Nauczyciel, gdy wędrował po ziemi Judzkiej i w Galilei. Chrystus nie tylko nauczał, lecz Swoim życiem pokazywał uczniom wzór do naśladowania. Jak zapisał ewangelista Marek, “i stało się w owe dni, że przyszedł Jezus z Nazaretu Galilejskiego i został ochrzczony przez Jana w Jordanie” (Mar. 1:9). Natomiast w zakończeniu tej ewangelii czytamy o najważniejszym zadaniu, jakie Chrystus wyznaczył Swoim naśladowcom do wypełniania: “Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mar. 16:15, 16).
Już pierwszego dnia, gdy narodził się prawdziwy Kościół, słuchacze pierwszej ewangelizacji zapragnęli też przyłączyć się do tej wspólnoty naśladowców Pana Jezusa. Wówczas na pytanie “Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz.Ap. 2:37), usłyszeli prostą odpowiedź: “Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (w. 38).
Od tego momentu wiara w treść ewangelii była zawsze uzupełniana praktyką chrztu, polegającego na pełnym zanurzeniu w wodzie. Już tego samego dnia, jak czytamy: “Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz” (Dz.Ap. 2:41). Od tego momentu, tylko w Dziejach Apostolskich greckie słowo “baptidzo”, które znaczy zanurzać a nie pokropić, występuje 18 razy, a do końca Nowego Testamentu, jeszcze 10 razy. Znane są takie momenty, jak spotkanie ministra skarbu Etiopii z Filipem, gdy po wyjaśnieniu, że Izajasz pisał o Chrystusie, który cierpiał za nasze grzechy. Gdy tylko uwierzył w Pana Jezusa, zawołał: “Oto woda; cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony?” (Dz.Ap. 8:36).
Później czytamy, że gdy Paweł przybył do Filippi by zwiastować ewangelię, uwierzyła Lidia z Tiatyry i zaraz “została ochrzczona” (Dz.Ap. 16:15). Za to co się stało, apostoła spotkało więzienie, w którym razem z Sylasem wielbili Boga. Działanie Ducha Świętego było tak potężne, że mury więzienia zatrzęsły się a przerażony strażnik chciał odebrać sobie życie, lecz dzięki słowom zachęty ze strony Pawła, zawołał: “co mam czynić, abym był zbawiony?” (Dz.Ap. 16:30). Gdy uwierzył w Pana Jezusa, historia kończy się znów tym biblijnym aktem, “zaraz został ochrzczony” (Dz.Ap. 16:33). Nic nie może stanąć na przeszkodzie, gdy jest pragnienie przyjęcia chrztu. Mój przyjaciel Johnny, gdy uwierzył w Pana Jezusa, pomimo, że większość swego życia spędził na wózku inwalidzkim, gdy tylko miał możliwość skorzystania ze specjalnego dźwigu, zdecydował się na pełne zanurzenie swojej wiary w wodzie.
Apostoł Paweł nie omieszkał zaznaczyć w nauczaniu wierzących w Pana Jezusa, że chrzest jest jednym z najważniejszych zjawisk w Kościele. Jest bowiem bezpośrednio związany z życiem i dziełem, jakiego dokonał Chrystus. W Liście do Rzymian Paweł zadał retoryczne pytanie, jak zwykle to czynił, gdy chciał podkreślić niezaprzeczalną prawdę, “Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?” (Rzym. 6:3). Jedyną drogą, aby mieć udział w nowym życiu, jakie mamy w Chrystusie, jest współuczestniczenie w Jego śmierci. Przejawem tego uczestniczenia jest śmierć starego człowieka, zobrazowana w pełnym zanurzeniu w wodzie.
Osobiście, często gdy udzielałem chrztu osobom, które uwierzyły, nazywałem ten akt “pogrzebem starego człowieka”. Łatwiej jest później w życiu, gdy dopadną zwątpienia, odwołać się do tego doświadczenia, gdyż Słowo Boże mówi: “Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 6:11).
Apostoł Piotr, ten sam, który wskazywał na konieczność opamiętania się i przyjęcia chrztu w dniu inauguracji Kościoła, później, pod koniec wiernej służby zwiastowania ewangelii przywołał wydarzenie sprzed kilku tysiącleci. Gdy grzech ogarnął serca i życie wszystkich mieszkańców ziemi, Bóg postanowił zniszczeć czyniących grzech, posyłając na ziemię potop. Jedynie Noe, który znalazł łaskę w oczach Boga, otrzymał polecenie aby zbudować arkę, “w której tylko niewielu, to jest osiem dusz, ocalało przez wodę” (1 Ptr. 3:20). Teraz apostoł Piotr, mając na uwadze ratunek, jaki wówczas Bóg zapewnił Noemu i jego rodzinie, pisze o arce, że “teraz chrzest, będąc tego odbiciem, zbawia nas – nie jest usunięciem cielesnego brudu, ale odpowiedzią czystego sumienia wobec Boga – przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (w. 21 [UBG]). W tym zdaniu Piotr odwołuje się do ceremonii obmywań, jakie praktykowali kapłani i lewici gdy przystępowali do pełnienia służby w świątyni lub w synagogach. Lecz teraz, pisze Piotr, obraz chrztu nie jest ceremonialnym obmyciem zanieczyszczeń przed składaniem ofiar, lecz według oryginalnego tekstu, chrzest jest “odpowiedzią czystego sumienia wobec Boga”. Oczyszczenia sumienia dokonuje krew Bożego Baranka, jak czytamy: “o ileż bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu żywemu” (Hebr. 9”14).  Chrzest jest potwierdzeniem wiary w to, że dzięki krwi Chrystusa, mamy czyste sumienie, dzięki temu nasza służba Bogu może być przez niego przyjęta.
Jestem zaniepokojony obserwacją, że obecnie coraz częściej zachęca się słuchaczy ewangelii do “przyjęcia Jezusa” przez powtarzanie słów tzw. “modlitwy grzesznika”, nie mówiąc im o konieczności ochrzczenia się w wodzie, na potwierdzenie swojej wiary. Obawiam się, że teraz kościoły wypełniają się ludźmi, którzy nie mieli okazji pogrzebać “starego człowieka”. Oby nie okazało się, że mają wiarę, lecz bez tego “uczynku”, będzie to jedynie martwa wiara.
W zborach, w których służyłem chrzty odbywały się kilkakrotnie w ciągu jednego roku, ponieważ osoby, które doświadczyły łaski przebaczenia, prosiły jak na poczatku - “Oto woda; cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony?” (Dz.Ap. 8:36).

Henryk Hukisz

Friday, March 30, 2018

Cena naszego zbawienia

Wielkanoc, to szczególny czas przypomnienia tego, co jest dla każdego chrześcijanina najważniejsze. Podobnie jak każdy Izraelita musiał corocznie wspominać czas wyjścia z niewoli egipskiej. Dlatego dla każdego pobożnego Żyda czas Paschy jest szczególną okazją do wyrażenia wdzięczności Bogu za Jego miłosierdzie.
Osobiście wyznaczyłem dla siebie w tym przedświątecznym czasie rekolekcje. Zagłębiłem się w dość nietypową lekturę. Czytam po wielu latach jedna z najwspanialszych książek, jaka cieszyła się kiedyś ogromna popularnością. Chodzi o “Wędrówkę Pielgrzyma” Johna Bunyana. Treść tej ponadczasowej książki jest wprawdzie zapisana językiem już trochę archaicznym, lecz nadal czytelnym. Dlatego polecam wszystkim, którzy miłują Pana, by wyrazili swą miłość do Zbawiciela zadaniem sobie trudu przeczytania tej niesamowitej wędrówki do końca. (Na końcu znajdziesz link do ściągnięcia tej książki w pdf-ie)
Pragnę zachęcić tę lekturę, fragmentem opisującym dotarcie Chrześcijanina pod Krzyż.
Potem zobaczyłem w moim śnie, że Chrześcijanin pośpieszał, lecz sprawiało mu to trudności (z powodu jego brzemienia). Szedł drogą, która po obu stronach obwarowana była murem, nazywającym się Murem Zbawienia (Izaj. 26, 1). Wreszcie dobiegł do miejsca nieco wzniesionego, na którym stał Krzyż, a tuż poniżej jego stóp znajdował się grób. A tak widziałem w moim śnie, że w momencie, gdy Chrześcijanin znalazł się na wysokości Krzyża, brzemię jego odczepiło się od jego pleców, spadło na ziemię i zaczęło się staczać w dół, i staczało się tak długo, aż wpadło do onego grobu, i już go więcej nie widziałem.
Wtedy Chrześcijanin uradował się wielce, gdyż poczuł ogromną ulgę i zawołał radośnie: „Przez boleść Swoją darował mi odpocznienie, a życie przez Swą śmierć.” Przez chwilę jeszcze stał bez ruchu, patrząc zdumiony na Krzyż. Było to dla niego ogromną niespodzianką, że spojrzenie na Krzyż spowodowało uwolnienie go od brzemienia! Patrzył zatem jeszcze i jeszcze, aż wreszcie źródła wód, znajdujące się w jego głowie, wylały strumień łez, który popłynął po jego policzkach. A gdy on tak stał i patrzył płacząc, oto trzy jaśniejące postacie podeszły do niego i pozdrowiły go słowami: „Pokój ci.” Następnie pierwsza z nich rzekła mu: „Grzechy twoje są ci odpuszczone” (Mar. 2, 5). Druga zdjęła z niego łachmany, które miał na sobie, a przyoblekła go w nowe szaty (Zach. 3, 4). Trzecia zaś wycisnęła pieczęć na jego czole (Efez. 1, 13) i wręczyła mu zwój pergaminu z pieczęcią, polecając mu zaglądać do niego podczas biegu i oddać go przy Bramie Niebios — i odeszły.
Chrześcijanin wówczas trzy razy podskoczył z radości i tak zaśpiewał:
„Dotąd mnie wciąż gniotło brzemię mego grzechu, Nic nie mogło ulżyć mego żalu, smutku, Aż przyszedłem tutaj, miejsce to cudowne, Tu jest mego szczęścia początek zapewne! Wszak me brzemię spadło, stoczyło się z kępy, Gdy sznur, co je trzymał, rozpadł się na strzępy. O, błogosławiony Krzyż ten, Grób, lecz więcej Mąż, który zmarł za mnie! Kocham Go goręcej!” 
Myślę, że przy obecnym odstępstwie od Ewangelii wyrzeczenia się dla Chrystusa wszystkiego, na rzecz powszechnego nauczania o “taniej łasce”, warto jest pomyśleć o cenie, jaką Chrystus zapłacił za nasze odkupienie.
Pozwólcie, że przypomnę jedynie słowa, jakimi apostoł Paweł wyjaśniał ówczesnym mu chrześcijanom, na czym polega nowe życie w Chrystusie.
Paweł napisał:
 Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?
  Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.
  Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania,
  wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi;
  kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu.
  Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy,
  wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje.” (Rzym. 6:3-9)
Sądzę, że komentarz jest zbyteczny. Bez postanowienia, by umrzeć wraz z Chrystusem, nie będziemy w stanie doświadczyć nowego życie, jako owocu Jego zmartwychwstania.
Życzę, aby czas wspomnienia o śmierci Chrystusa wzbogacony był postanowieniem uśmiercenia w sobie tego, co wiąże się ze “starym człowiekiem”.
Ponieważ, jak napisał Paweł: “Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu; gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale” (Kol. 3:3,4)
Henryk Hukisz
Link, gdzie możesz znaleźć Wędrówkę Pielgrzyma w formacie PDF do ściągnięcia

Wednesday, February 28, 2018

Żeby Kościół był Kościołem


Tytuł zaczerpnąłem ze słów znanej piosenki, którą śpiewano jakieś czterdzieści lat temu. Autorowi tych słów zależało na tym, aby odwołać się do początków polskiej państwowości, gdy od Piasta, Kraka, Lecha. Długi łańcuch ludzkich istnień połączonych myślą prostą”, w czasie gdy kraj opanował system totalitarnej władzy, by naród mógł znów powiedzieć: Żeby Polska była Polską!” (net). I chociaż minęło już sporo lat od ostatniej transformacji, wielu obywateli naszej ziemskiej ojczyzny zaczyna znów nucić refren tej hymnicznej piosenki.

Lecz, aby nie stracić niektórych czytelników mojego bloga, nie chce rozwijać tej myśli. Chcę odwołać się jedynie do organicznego pragnienia każdego serca, aby Kościół naszych czasów był Kościołem, jaki obiecał zbudować Jezus Chrystus. Jak wiemy z zapisu ewangelicznego, Chrystus przyrzekł, że „zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mat. 16:18).

Historia tej Bożej wspólnoty ludzi różnych ras i stylów życia wskazuje na wielokrotne odchodzenie od fundamentów, jakie położył sam Chrystus, będąc Głową swego Ciała. Już w pierwszych wiekach pojawiali się samozwańczy mesjasze i prorocy, wnoszący do nauki Kościoła własne idee. Od samego początku widzimy też reakcję powołanych przez Chrystusa przywódców, którzy dawali zdecydowany odpór tym, którzy „niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową” (Gal. 1:7). I tu apostoł Paweł nie szczędził słów i nie bawił się w ekumeniczną dyplomację. Pisał wprost: „Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty!” (Gal. 1:9).

Później była Reformacja, wielka przemiana i powszechne przywrócenie ewangelii łaski. Dziś, po pięciuset latach od tej odnowy w łonie Kościoła, potrzebna jest nowa reformacja. Dlatego postanowiłem znów napisać o Kościele, przypominając jedynie słowa, jakie każdy może znaleźć w swojej Biblii. Chodzi jednak o to, aby te słowa, mówiące o początkach Kościoła potraktować jako Boże polecenie, a nie kronikarski zapis z dawnych czasów.

Chrystus, zanim odszedł do Ojca, po tym jak „wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża” (Kol. 2:14), wskazał bardzo wyraźnie jaki jest cel Kościoła, jaki nam zostawił. Zmartwychwstały Chrystus spotkał w drodze do Emaus dwóch uczniów, którzy zwątpili w przyszłość Królestwa, jakie Chrystus obiecał stworzyć i wracali do poprzedniego życia. Pan im powiedział, że „w imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów” (Łuk. 24:47). Dwa podstawowe cele, to głoszenie upamiętania i odpuszczenia grzechów. Te słowa należałoby powtarzać jak refren piosenki o tym, aby Kościół był Kościołem.

Gdy spojrzymy na początek Kościoła opisany nam pod natchnieniem Ducha Bożego przez Łukasza, to możemy właśnie to zobaczyć. Ewangelia o upamiętaniu i odpuszczeniu grzechów była zwiastowana od pierwszego dnia. Wracając do ostatnich słów Chrystusa widzimy, że rola jaką wyznaczył swoim naśladowcom, polegała na składaniu świadectwa. Jezus powiedział; „Wy jesteście świadkami tego” (Łuk. 24:48). Nic więcej, jak tylko składać świadectwo o tym, czego dokonał Chrystus. Dlatego wybrał prostych ludzi na swoich naśladowców, aby nie dodawali niczego z własnej mądrości. Aby nie tworzyli programów rozrywkowo – społecznych, lecz by przyjęli obietnicę, jaką Chrystus przygotował im w Jerozolimie po niewielu dniach.

Chrystus, zanim został uniesiony w górę, wypowiedział słowa, bez których Kościół nie może być Kościołem. Obietnica „weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz.Ap. 1:8), odnosi się nie tylko do pierwszych chrześcijan. Niektórzy sądzą, że oni potrzebowali Bożej mocy, ponieważ nie byli wykształceni. Jeśli ewangelia ma być zaniesiona przez świadków Chrystusa aż po krańce ziemi, to my w XXI wieku potrzebujemy tej mocy tak samo, o ile nie bardziej, niż nasi bracia z pierwszego wieku.

W pierwszym kazaniu, jakie Piotr wygłosił pod natchnieniem Ducha Świętego, widzimy odwołanie się do tych fundamentalnych słów. Piotr mówił o ukrzyżowanym Chrystusie, którego śmierć nie mogła pokonać, lecz On pokonał moc śmierci i grzechu. Dlatego pierwsi słuchacze tej ewangelii „byli poruszeni do głębi” i zawołali: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz.Ap. 2:37). Nie było potrzeby by zapraszać profesjonalnych mówców motywacyjnych, ani zawodowych psychologów, którzy potrafiliby dotrzeć do sedna osobowościowych problemów dręczących ówczesne społeczeństwo.

Dlatego chcę przypomnieć, iż zadaniem Kościoła który jest Kościołem, jest zwiastowanie ewangelii tej samej, jaka od dwudziestu wieków jest jedynym remedium na ludzki problem. Tym problemem jest grzech, nic więcej. Dlatego nie ma potrzeby zgłębiania efektów tej przyczyny, jaką jest grzech w sercu człowieka, aby głosić skuteczne sposoby usuwania tych skutków. Dzięki oryginalnej ewangelii może być usunięta zasadnicza przyczyna wszystkich problemów.

Ewangelia, jaka została powierzona Kościołowi ma być zwiastowania „nie w mądrości mowy, aby krzyż Chrystusowy nie utracił mocy” (1 Kor. 1:17). Kropka i nic więcej, bo wszystkie inne dodatki nie są od Pana, jedynie zasłaniają Chrystusa, jedyną drogę naszego zbawienia.
Henryk Hukisz

Friday, February 23, 2018

Jestem dumnym Polakiem

Takie samookreślenie usłyszałem w wypowiedzi jednego z prawicowych senatorów po tym, jak został przez szefa swojej partii zawieszony w czynnościach klubowych. Taka radykalna decyzja została podjęta po tym, jak ów senator umieścił na swoim profilu internetowym antysemickie materiały propagandy faszystowskiej.
Niestety, jestem zmuszony znów sięgnąć do gorącego tematu, jako że określiłem się poprzednio jako „przyjaciel Izraela” w rozważaniu na blogu „Mój przyjaciel Izrael”.  Tym razem, zostałem zachęcony lekturą „The historical atlas of Judaism” autorstwa dr. Ian Barnes i Josephine Bacon. Autorzy ci są znani w świecie nauk historycznych. Szczególnie dr. Ian Barnes, jako głowa Wydziału Historycznego na Uniwersytecie w Derby, Anglia, studiował przednio na wielu uczelniach angielskich jak i amerykańskich. Pani Josephine Bacon, dziennikarka znająca wiele języków jest autorką 15 książek i tłumaczem około 100 dzieł głównie historycznych. Piszę o tym, ponieważ zdaję sobie sprawę z zakresu oddziaływania na szerokie gremium czytelników dzieła, jakiego są autorami. Jeśli mój  blog czyta średnio około 400 osób, to ich praca naukowa, znajdująca się w bibliotekach dużej ilości uczelni, stanowi źródło informacji dla niezliczonej ilości naukowców i badaczy historii Izraela.
Ponieważ interesuje mnie wszystko, co pojawia się obecnie w przestrzeni medialnej na temat Izraela, jego historii, a szczególnie relacji polsko – żydowskich, zagłębiłem się w lekturę wspomnianego dzieła. Na stronie 242 rozpoczyna się rozdział „Jews in Poland and Eastern Europe”.  Mogłem tam znaleźć wiele ciekawych informacji, jakich dotychczas nie znałem, gdyż nie było takiej potrzeby. Teraz, pytany przez wielu moich czytelników o moje zdanie na temat Izraela, zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej.
Poza znanymi faktami, jak to za czasów przyjaźnie nastawionego do Żydów króla Kazimierza III Wielkiego, w Polsce znalazło schronienie wiele rodzin, wypędzonych z innych państw europejskich. Późniejsze wieki przynoszą zróżnicowane nastawienia Polaków do zadomowionej już dość dużej społeczności żydowskiej. Były już pogromy w  wielu miastach, lecz były też normalne relacje, wręcz przyjacielskie.
To, co najbardziej mnie zainteresowało podczas tej lektury, to czasy bardziej nowożytne, czyli okres tuż przed i podczas II wojny światowej. Dowiaduję się między innymi, że zaraz po śmierci Józefa Piłsudskiego, który dość przyjaźnie odnosił się do społeczeństwa żydowskiego, gdy Endecja umacniała swoją pozycję w polityce krajowej, Żydzi spotykali się z coraz większym odrzuceniem przez Polaków. Na uczelniach, jeśli przedstawiciele narodu wybranego dostali się na studia, musieli zajmować wydzielone ławki w audytoriach. Pojawiły się wywieszki w oknach „Sklep chrześcijański”, a niektórzy dorożkarze również opatrzyli swoje pojazdy podobną informacją. W tym akapicie znajduje się przykre stwierdzenie, iż „nic dziwnego, że naziści uważali Polskę za kraj najbardziej pasujący do zbudowania obozów koncentracyjnych i zagłady” (str. 245).
Oczywiście jest też informacja, że „Polska ma największą liczbę Sprawiedliwych Wśród Narodów, odznaczonych przez Muzeum Yad Vashem w Jerozolimie" (str. 247). Ale niestety, nie można nie zauważyć innego zdania, że „niektóre niemieckie masakry Żydów we wschodniej Polsce zostały przeprowadzone dzięki pomocy lub przy aktywnym udziale Polaków” (str. 247). Jedwabne nie było wydarzeniem odosobnionym.
Podobnych wiadomości jest więcej. Lecz nie o tym głównie chcę pisać. Jak już zaznaczyłem w tytule, chodzi mi o powód do dumy. Ktoś powie, że nie obchodzi go to, co robili inni i do tego ponad pół wieku temu. Lecz chodzi tu o dumę narodową, która jest ściśle powiązana z odpowiedzialnością zbiorową. Apostoł Paweł, będąc Żydem, chociaż zerwał ze starotestamentową pobożnością, jednak nadal odczuwał odpowiedzialność za cały naród. Powiedział o sobie - „mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała Izraelitów, do których należy synostwo i chwała, i przymierza, i nadanie zakonu, i służba Boża, i obietnice do których należą ojcowie i z których pochodzi Chrystus według ciała” (Rzym. 9:2-5).
Aby móc to powiedzieć szczerze, musiał uznać też to, że dotychczasowa pobożność i gorliwość, była świadectwem oddalenia od sprawiedliwości, dlatego wyznał, że to kim był, to „się teraz wstydzi, a końcem tego jest śmierć” (Rzym. 6:21).
Pan Jezus, podobnie jak Jego herold Jan Chrzciciel, wzywał do szczerego przyznania się do grzeszności. Dopiero wyznany grzech, czy jakakolwiek inna nieprawość, da poczucie wolności. I to dopiero uprawni do wyznania swojej dumy, osobistej, czy narodowej.
Pan Jezus zapewnił, że dopiero gdy „poznacie prawdę, prawda was wyswobodzi” (Jan 8:32).
Wiele narodów Europy już to zrobiło. Czas na Polskę.
Henryk Hukisz

Tuesday, February 20, 2018

Historia vitae magistra


„Historia jest nauczycielką życia”, mówi starożytne przysłowie. Autorem tego mądrego stwierdzenia jest Cyceron, rzymski filozof, prawnik, popularny mówca i pisarz z I wieku przed Chrystusem. Cyceron nie był wprawdzie politykiem, chociaż jego mowy wywierały wpływ na wiele decyzji podejmowanych w rzymskim senacie. Nawet w późniejszych wiekach, przez średniowiecze, do czasów współczesnych, wielu polityków, prezydentów i naukowców odwołuje się do mądrości Cycerona.

Historia ma wpływ na nasze pojmowanie świata. Historia poddaje testowi największe idee. Dzięki historii możemy wiedzieć, co się sprawdza, a co tylko ładnie brzmi. Jak wiemy, ideologią nie można nikogo nakarmić. W moim przypadku, historia biblijna, dzieła Boże, o jakich czytam w mojej Biblii inspiruje mnie do podejmowania codziennej walki z fałszem, jakie sączy sią z wszelkich możliwych źródeł.

Dziś rano przeczytałem, że usunięto z historii fakt wyzwolenia Poznania spod okupacji hitlerowskiej. Dotychczas uczono mnie, że 23 lutego 1945 roku, krocząca Armia Czerwona od Stalingradu w kierunku Berlina, wyzwala miasta i wioski, kończąc kilkuletnią okupację faszystowskich Niemiec. W moim mieście, podczas trwających cały miesiąc walk, zginęło około 6 tysięcy żołnierzy radzieckich oraz około 100 poznaniaków, którzy ochotniczo przyłączyli się do oswobodzenia miasta. Szczególnie o Cytadelę, ostatni bastion zajęty przez wojsko Wermachtu, walczyli mieszkańcy Poznania. Przez 73 lata obchodzono pamiątkę tego, historycznie niepodważalnego wydarzenia. Fakt zdobycia miasta przez Rosjan jest faktem historycznym i z niego wypływa wiele prawd, pozytywnych i negatywnych. Miasto zostało wyzwolone. Jak pisze w swoich wspomnieniach jeden z ówczesnych mieszkańców: O zakończeniu walk na Cytadeli dowiedzieliśmy się z... ciszy, jaka nastąpiła w dniu 23 lutego 1945. Przez jakiś czas budziłem się jeszcze w nocy, bo brakowało mi tego ciągłego jazgotu, do którego się już przyzwyczaiłem” (net).

Były też i negatywy. System polityczny, jaki przynieśli wyzwoliciele Polski po II wojnie światowej, nie był zgodny z życzeniem wszystkich Polaków. Urodziłem się w tym systemie, zdobywałem wiedzę, pracowałem, założyłem rodzinę, wybudowałem dom i mieszkam do dziś w Polsce. Dzięki przemianom i walce o wolną Polskę, oraz dzięki znajomości historii, uwolniliśmy się od tego narzuconego systemu. Lecz nie wolno przeinaczać historii, zrywając tablice z nazwami ulic. Również tej, która upamiętnia dzień, gdy w Poznaniu nastała cisza, po wojennej zawierusze.

Lecz nie dziwi mnie taka postawa obecnie rządzących. Oto szef obecnego rządu, w świetle reflektorów i kamer całego świata, ogłasza wszem i wobec, że „Żydzi są również sprawcami Holokaustu”.  Szybko sprawdziłem, jakie wykształcenia zdobył ten polityk. Otóż, ku memu zdziwieniu dowiaduję się, że studiował historię. Domyślam się, że studia ukończył. Lecz skąd ma takie podejście do historii, która jest „nauczycielką życia”?

Biblia jest zapisem różnych historii, jakie wydarzyły się w dziejach Izraela. Nie wszystkie są miłym wspomnieniem. Nie sądzę, że Żydzi radośnie wspominają niewolę egipską, czy później babilońską. Lecz nikt nie wykreśla tych faktów z Biblii, wydzierając kartki, na których są opisane. Wręcz przeciwnie, Bóg nakazuje wspominać wydarzenia z dziejów tego narodu.

Gdy Jozue wprowadzał naród izraelski przez Jordan do Ziemi Obiecanej, Bóg polecił uczynić coś szczególnego, nakazał zbudować pomnik dla upamiętnienia tego wydarzenia. Jozue rozkazał przedstawicielom każdego rodu wziąć po jednym kamieniu z dna Jordanu, aby po drugiej stronie zbudować pomnik. W jakim celu? „Aby to było znakiem pośród was, gdy wasze dzieci w przyszłości pytać się będą: Co znaczą dla was te kamienie?” (Joz. 4:6).  Po latach pamiętano o tym wielkim wydarzeniu dzięki temu pomnikowi, jak powiedział Jozue: „Odpowiecie im, że wody Jordanu zostały rozdzielone przed Skrzynią Przymierza Pana, gdy przechodziła przez Jordan; zostały rozdzielone wody Jordanu, i te kamienie są dla synów izraelskich pamiątką na wieki” (w. 7).

Nawet Pan Jezus, nie burzył pomników Starego Testamentu. Powiedział: „Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie” (Mat. 5:18). Chrystus wspominał potop, Sodomę i Gomorę, Niniwę, mordowanie proroków i wiele innych wydarzeń z historii Izraela.

Psalmista Asaf wzywa lud Boży do zachowywania w pamięci „dziejów starodawnych”. Prosi, aby nie zatajać przed dziećmi tego, co słyszeli ich ojcowie. Nakłania do opowiadania następnym pokoleniom „chwalebne czyny Pana i moc jego, oraz cudowne dzieła, których dokonał" (Ps. 78:4). Nawet podnosi ten nakaz do rangi zakonu w Izraelu - „Aby głosili go synom swoim, aby poznało go następne pokolenie, a synowie, którzy się urodzą, znów opowiadali go dzieciom swoim: że mają pokładać nadzieję w Bogu i nie zapominać o dziełach Bożych, lecz strzec przykazań jego” (w. 5-7).  W przeciwnym przypadku, jeśli zaniedbane zostanie przekazywanie kolejnym pokoleniom świadectwa o Bożych dziełach, staną się jak ich ojcowie – „pokoleniem przekornym i niewiernym, pokoleniem niestałego serca, którego duch nie był wierny Bogu” (w, 8).

 Nasz rodzimy poeta Adam Asnyk wzywał kiedyś Polaków:

„Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
           Choć macie sami doskonalsze wznieść;
           Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
           I miłość ludzka stoi tam na straży,
           I wy winniście im cześć!”

Henryk Hukisz

Sunday, December 31, 2017

Boży kalendarz

Dziś znów otrzymałem kalendarz. Oprócz tego, który kupiłem, ponieważ zbliża się Nowy Rok, mam ich już kilka. Mam również w moim komputerze program z kalendarzem, w którym zaznaczam najważniejsze daty, jak urodziny, rocznice, terminy płatności i wizyt. Ten komputerowy używam najczęściej, jest zawsze na monitorze i jeśli zaglądam na inne jego strony, to zawsze istnieje możliwość przywołania obecnego dnia - wystarczy kliknąć przycisk “Dziś”.
Czy Bóg też posługuje się kalendarzem? Czy On działa w cyklu rocznym, podobnie jak my, gdy rozliczamy podatki, planujemy wakacje lub inne wydarzenia?
Osobiście lubię obietnicę, jaką Pan Bóg dał Mojżeszowi, zanim Izrael wszedł do Ziemi Obiecanej. Już wiele lat wcześniej, Bóg przyobiecał im: “ziemia, do której się przeprawiacie, aby ją posiąść, to ziemia gór i dolin, zraszana z nieba wodą deszczu. Jest to ziemia, o którą Pan, Bóg twój, się troszczy. Stale spoczywają na niej oczy Pana, Boga twego, od początku roku do końca roku” (5 Moj. 11:9,10). W mojej Biblii podkreśliłem na zielono, kolorem nadziei, wyrażenie kończące to zdanie. Lubię przypominać sobie to zapewnienie mojego Ojca, iż Jego oczy są skierowane na moje życie przez wszystkie dni roku. A szczególnie lubię o tym myśleć w okresie podobnym do tego, jaki nastał teraz, na przełomie lat, gdy wybiegam myślami w przyszły rok.
W Biblii możemy spotkać dość często określenie czasu w wymiarze jednego roku. Trudno powiedzieć czy zawsze chodzi o tę samą liczbę dni, lecz na pewno jest to okres czterech pór roku. Gdy Pan posłał anioła do Abrahama z wiadomością, że będzie miał potomka, powiedział: “Na pewno wrócę do ciebie za rok o tym samym czasie, a wtedy żona twoja Sara będzie miała syna” (1 Moj. 18:14). I wiemy, że tak się stało, pomimo powątpiewania ze strony przyszłej mamy Izaaka.
Natomiast, gdy Bóg wyprowadzał Swój naród z Egiptu, przekazał Mojżeszowi mnóstwo informacji na temat zorganizowania życia w Ziemi Obiecanej. Między innymi, Izraelici musieli pamiętać o corocznych obchodach różnych świąt. Bóg powiedział: “Będziecie je uroczyście obchodzić jako święto Pana przez siedem dni co rok. Jest to wieczna ustawa dla waszych pokoleń” (3 Moj. 23:41). Pan wyznaczył również szczególny czas świętowania, co pięćdziesiąt lat, cały Izrael musiał obchodzić szczególny rok, zwany Rokiem Jubileuszowym. Boże przykazanie dotyczyło dosłownie wszystkiego, gdyż Pan powiedział: “Rokiem jubileuszowym będzie dla was ten pięćdziesiąty rok. Nie będziecie obsiewać i nie będziecie żąć tego, co w ciągu niego samo wyrosło, i nie będziecie zbierać winogron z nie obciętych w ciągu niego pędów” (3 Moj. 25:11). Wszystkie zadłużenia, zobowiązania i inne powinności podlegały zamknięciu, wybaczeniu, darowaniu. Dzięki temu Izraelici mogli uwolnić się od jakichkolwiek zadłużeń.
Później czytamy w Biblii o latach panowania królów, w jakich latach toczone były wojny i na ile lat Bóg musiał posłać Swój umiłowany naród do niewoli babilońskiej. Gdy minęło siedemdziesiąt lat, “w pierwszym roku panowania Cyrusa, króla perskiego” (Ezdr. 1:1), Izraelici mogli wracać do Jerozolimy, do swoich domów.
Dawid, który doświadczał również upływu czasu liczonego w latach, zanim zasiadł na królewskim tronie, dał świadectwo Bożej opatrzności: “Wieńczysz rok dobrocią swą, a drogi twoje ociekają tłustością” (Ps. 65:12).
Prorocy również wielokrotnie nawiązywali do czasu Bożego działania. Daniel mówił o latach, jakie Bóg przewiduje dla królów i królestw, zanim nastanie Wielki Dzień Pana. Ten prorok ze szczególną dokładnością podaje czas, na przykład, “w pierwszym roku jego panowania ja, Daniel, zwróciłem uwagę w księgach na liczbę lat, które miały upłynąć według słowa Pana do proroka Jeremiasza, nad ruinami Jeruzalemu, to jest siedemdziesiąt lat” (Dan. 9:2). Dlatego też można było dokładnie wyliczyć czas gdy Syn Człowieczy, jako Król wjedzie do Jerozolimy na oślęciu i kiedy zostanie “Pomazaniec będzie zabity i nie będzie go; lud księcia, który wkroczy, zniszczy miasto i świątynię(Dan. 9:26).
Zanim jednak ta zapowiedź spełniła się, do kapłana Zachariasza przyszedł anioł i powiedział: “wysłuchana została modlitwa twoja, i żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan” (Łuk. 1:13). Gdy minęło pół roku od tej zapowiedzi, sam Gabriel udał śię do Nazaretu, aby zwiastować pobożnej dziewczynie: “Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus” (Łuk. 1:29,30).
Prorok Izajasz, jak również inni, zapowiadał nastanie szczególnego dnia, gdy “lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość” (Izaj. 9:1). A stanie się to w czasie, gdy wypełni się obietnica: “Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju” (w. 5).
Patrząc już z perspektywy spełnionych zapowiedzi narodzin Chrystusa, gdy Pan Jezus rozpoczął zwiastować nadejście Królestwa Bożego, możemy zauważyć, iż dzieje się to zgodnie z Bożym kalendarzem. Gdy Pan Jezus, na początku Swej kilkuletniej służby na ziemi, wszedł do synagogi w Nazarecie, wziął księgę i poszukał w niej tekst z proroka Izajasza. Przeczytał, ku zaskoczeniu zgromadzonych synów Abrahama: “Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łuk. 4:18). Kolejne zdanie, brzmiące w zapisie starego zwoju brzmi: “abym ogłosił rok łaski Pana i dzień pomsty naszego Boga” (Izaj. 61:2), Chrystus urwał w pół zdania, kończąc tę zapowiedź na słowach “o miłościwym roku Pana” (Łuk. 4:19).
Dlaczego? Ktoś powiedział, że Chrystus świadomy zadania, jakie przyszedł wypełnić na ziemi, ludziom obiecał rok miłosierdzia, a dokładniej Rok Jubileuszowy, natomiast rok pomsty za grzechy, wziął na Siebie. Dzięki temu możemy teraz doświadczać Bożej miłości, przebaczenia i pojednania, jakie znajdujemy w darze Syna Bożego. Dlatego Pan Jezus, czytając te słowa z księgo Izajasza, powiedział ku zaskoczeniu słuchaczy: “Dziś wypełniło się to Pismo w uszach waszych” (Łuk. 4:21).
Bóg jest wieczny. On nie podlega upływowi czasu. U Niego nie ma lat, jak pisze apostoł Piotr, “że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (2 Ptr. 3:8). Bóg działa teraz tak samo, jak wówczas, gdy Pan Jezus wyjaśnił słuchaczom starodawną obietnicę, że “dziś” miłość Boża spełniła się, natomiast gniew przejął na siebie nasz Zbawiciel. Już nie musimy martwić się o to, co nas spotka w przyszłości, gdyż Bóg “teraz pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych” (Kol. 1:22). Żyjmy więc czasem teraźniejszym, gdyż jedynie teraz możemy doświadczać działania Bożej miłości. Nasza przeszłość, za sprawą Syna Bożego, już nam nie grozi.
Natomiast, jeśli chodzi o przyszłość, czy to w czasie Nowego Roku, czy w ogólnym wymiarze, to jedno jest pewne - my nie mamy na nią wpływu. Apostoł Jakub pisze do tych, którzy mówią: “Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie” (Jak. 4:13). Tak planują ludzie, którzy nie mają relacji z Bogiem.
Na progu Nowego Roku, planując swoje życie na czas, jaki jest przed nami, pamiętajmy, że “Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki” (Heb. 13:8). Dlatego posłuchajmy dobrej rady autora listu do Hebrajczyków: “Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Heb. 4:7). Zaufajmy całym sercem Temu, którego wzrok widzi już to, co stanie się każdego dnia w roku, który dopiero się rozpoczyna. Bóg już to widzi, my zobaczymy we właściwym czasie, a póki co, wyznajmy z ufnością: “Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo” (Jak. 4:15).
Nie zapominajmy o przycisku “Dziś” w naszym kalendarzu.
Henryk Hukisz

Thursday, December 21, 2017

Wystrzałowa modlitwa

Pamiętam czasy, kiedy w okresie zakończenia roku, zakłady pracy organizowały zabawy sylwestrowe. Najczęściej odbywały się one w pomieszczeniach zakładowych, później stać już było na przygotowanie hucznych zabaw w wynajętych lokalach rozrywkowych. Osobiście nie interesowałem się tego rodzaju zabawami, głównie ze względu na wychowanie, jakie wyniosłem z domu. Rodzice nauczyli mnie, że jako osoba wierząca w Pana Jezusa, nie powinienem postępować tak, jak to czyni świat. Lecz z opowiadań i doniesień prasowych wiem, że na sylwestrowych zabawach, trwających do białego rana, oprócz tańców i wybornego jadła, w gardła imprezowiczów wlewano spore ilości przeróżnych rodzajów alkoholi. Dzięki temu w tę noc taksówkarze zarabiali najlepiej, odwożąc pijanych pasażerów do domów.

Dziś, być może już nie zakłady pracy zajmują się organizowaniem noworocznych zabaw, lecz wyspecjalizowane firmy, które profesjonalnie przygotowują zabawę w najdrobniejszych szczegółach, z odwozem limuzynami do domów włącznie.

Lecz co to ma wspólnego z moim blogiem? Nie zajmuje się przecież kwestiami ogólnospołecznymi. Zmiany, jakie obserwuję w życiu społecznym ludzi określających się jako chrześcijanie, zmuszają mnie do zajęcia stanowiska w tej kwestii.

Może wpierw trochę o historii. Bez wchodzenia w szczegóły, nawiążę jedynie do warstwy kościelnej, jako że my Polacy, jesteśmy przywiązani do tzw. tradycji chrześcijańskich. Z oficjalnych stron internetowych, gdzie dziś można poczytać niemal na każdy temat, dowiedziałem się, że “sylwester ma pochodzenie mitologiczne. Jak głosi legenda, grecka wróżka Sybilla przepowiedziała, że w roku 1000 nastąpi koniec świata. Zagłady dokonać miał uwięziony w lochach Watykanu smok Lewiatan. Wśród ludności krążyła historia o tym, jak w 317 roku papież Sylwester I uwięził bestię w lochach Watykanu. Sybilla twierdziła, że potwór wybudzi się z wielowiekowego snu i w nocy z 999 na 1000 rok zniszczy istniejącą cywilizację. Gdy zbliżał się przepowiadany czas spełnienia wróżby, w Watykanie urzędował papież Sylwester II. Nie tylko ludność Rzymu, ale cała Europa w napięciu, strachu i przerażeniu oczekiwała nadejścia pamiętnej nocy. W społeczeństwie zrodziło się logiczne skojarzenie, że skoro Sylwester I uwięził smoka, to Sylwester II będzie tym, który go uwolni. Zatrwożeni ludzie oczekiwali na zagładę. Niektórzy chowali się w domach, inni modlili się, a jeszcze inni odprawiali religijne pokuty”. (net)

Piszę o tym, ponieważ coraz częściej spotykam się na stronach internetowych zborów ewangelicznych z informacjami o imprezach sylwestrowych organizowanych na przełomie roku. By nie być gołosłownym, podaję jedno z takich zaproszeń: “Serdecznie zapraszamy na ostatni wieczór tego roku! Spędź go wspólnie z nami w rodzinnym gronie przy dobrej zabawie, tanecznych rytmach disco i smacznym jedzeniu... 19:00 - 19:45 - Uwielbienie, Modlitwa i Słowo. 20:00 - Oficjalne rozpoczęcie Zabawy Sylwestrowej. 20:00 – 01:30 - Zabawa w rytmach Disco, Konkursy dla dorosłych i dzieci, Karaoke”

W jednym worku – uwielbienie, modlitwa, Słowo - tylko 45 minut, natomiast zabawa w rytmie disco, karaoke aż 5 i pół godziny. Zabawa do białego rana, tylko o szampanach i innych trunkach nie ma informacji.

Pisałem już kilkakrotnie o podobnych trendach jakie wkradają się do ewangelicznego chrześcijaństwa - “Ewangelia na wesołooraz, “Wesoły autobus. Niepokoi mnie odejście od zasadniczej treści, jaką niesie prawdziwe chrześcijaństwo, to jest, zwiastowanie ewangelii zbawienia, a nie zabawiania. Niestety, coraz częściej, zamiast głoszenia ewangelii, przeprowadzane są programy rozrywkowe. Nic dziwnego, że takie "kościoły'" liczebnie rosną, gdyż więcej jest chętnych do zabawy, niż do pokuty.

Kościół jest Ciałem Pana Jezusa, za które Chrystus oddał swe życie. On zapłacił najwyższą cenę, przelał swą krew, aby nas wykupić z przekleństwa grzechu i śmierci wiecznej. Dlatego uważam, że przekształcenie spotkań chrześcijańskich na huczne imprezy rozrywkowe jest co najmniej niesmaczne. O ile nie jest wynikiem podporządkowania się duchowi antychrysta.

Apostoł Jan pisał już pod koniec I wieku: “Dzieci, ostatnia to już godzina. A słyszeliście, że ma przyjść antychryst, lecz oto już teraz wielu antychrystów powstało. Stąd poznajemy, że to już ostatnia godzina” (1 Jan 2:18). A wiadomo, że antychryst znaczy, nie tylko przeciwstawianie się Chrystusowi, lecz również wszystko inne, co podaje się za Chrystusa, co naśladuje naszego Pana, a nie pochodzi od Niego. Już słyszę argumenty, że Pan Jezus został nazwany “przyjacielem grzeszników i celników”. Tak, to prawda, lecz On nie uczestniczył w tym, co oni czynili.

Apostoł Paweł napisał później do wierzących “To więc mówię i zaklinam na Pana, abyście już więcej nie postępowali, jak poganie postępują w próżności umysłu swego, mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich, mając umysł przytępiony, oddali się rozpuście dopuszczając się wszelkiej nieczystości z chciwością” (Efez. 4:17-19). Tak chrześcijaństwo rozumiał apostoł Paweł. Do takiego życia zobowiązuje prawdziwych chrześcijan nauka płynąca z Biblii.

Apostoł Piotr uważał, że przywilejem chrześcijanina jest również cierpieć dla Chrystusa. Pisał, że skoro “Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady” (1 Ptr. 2:21). Apostoł kontynuował tę myśl w kolejnych rozdziałach, zachęcając wierzących - “uzbrójcie się też i wy tą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzech” (1 Ptr. 4:1). Pisał o tym, dziwiąc się, że niektórzy z nich, po wyzwoleniu z grzesznych uwikłań, schodzą się znów “razem z nimi na takie lekkomyślne rozpusty” (w. 4). A miał na uwadze nic innego, jak powrót do tego, co czynili zanim narodzili się na nowo, czyli: “zachcianki pogańskie oddając się rozpuście, pożądliwości, pijaństwu, biesiadom, pijatykom i bezecnemu bałwochwalstwu” (w.3).

Jeśli kościół schodzi się na wspólne spotkanie, to zgodnie z nauczaniem apostolskim, wierzący w Pana Jezusa winni dostosować się do biblijnych zaleceń - “Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu” (1 Kor. 14:26). A gdy schodzili się na modlitwę, to Paweł zalecał: “W modlitwie bądźcie wytrwali i czujni z dziękczynieniem, a módlcie się zarazem i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi dla Słowa...” (Kol. 4:2,3).

Gdy uważnie czytamy Biblię, możemy zauważyć, że już na samym początku pojawiały się problemy w czasie zborowych spotkań. Paweł pisał również i o tym - “Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, (…) nie spożywacie w sposób należyty Wieczerzy Pańskiej; każdy bowiem zabiera się niezwłocznie do spożycia własnej wieczerzy i skutek jest taki, że jeden jest głodny a drugi pijany” (1 Kor. 11:20,21). Lecz to, co napisał apostoł, nie jest zachętą i wzorem dla innych, lecz przestrogą.

Paweł uświadamiał wierzących o odpowiedzialności, jaką przyjęli na siebie, gdy świadomie decydowali się na naśladowanie Chrystusa. Pamiętajmy więc o słowach przestrogi: “Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal. 6:7).

Henryk Hukisz