Monday, October 26, 2026

Kto jest z tobą w łodzi?

Każdy człowiek wierzący w Boga wie, że nie należy się bać, ponieważ Bóg jest z nami. Na wszelki wypadek, gdy ktoś wybiera się w nieznane, mówimy na pożegnanie: „Bóg z tobą”. Dlaczego więc, gdy nagle spotyka nas coś zaskakującego, ogarnia nas lęk? Przecież powinniśmy wiedzieć, że Bóg jest z nami i nic złego nam nie grozi.

Słyszałem o dwóch turystach w afrykańskim buszu. Gdy nagle na ich ścieżce pojawił się lew, jeden rzekł do drugiego: „Stój spokojnie i patrz mu prosto w oczy, gdyż czytałem w przewodniku, że w takiej sytuacji zwierz spokojnie odejdzie”. Na to drugi turysta odrzekł: „Ja też o tym czytałem, lecz nie jestem pewien, czy lew też o tym wie”. Często dysponujemy wiedzą biblijną i znamy Boże obietnice, a mimo to stwierdzamy, że one nie działają. Wówczas myślimy, że albo brakuje nam wiary, albo Bóg nie odpowiada na nasze wołanie.

Pewnego razu Pan Jezus „wsiadł do łodzi, a z Nim Jego uczniowie. Nagle na jeziorze zerwała się tak gwałtowna burza, że fale zalewały łódź” (Mt 8,23–24). Z pewnością Chrystus niejednokrotnie znajdował się ze swoimi uczniami na wodach jeziora Galilejskiego. Lecz tym razem wydarzyło się coś na tyle znaczącego, że uczniowie wynieśli z tego lekcję na przyszłość. Wierzę, że i nam przyda się to, czego wówczas doświadczyli. Niezwykłe było to, że Pan Jezus zasnął – tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z burzy, która – jak wiedzą znawcy regionu – była na tym jeziorze dość częstym zjawiskiem.

Pamiętam czas mojej młodości, gdy w zborze, do którego należała cała moja rodzina, liderzy wywodzili się z ruchu Badaczy Pisma Świętego. Każdy biblijny temat stawał się tam okazją do zaciętych dyskusji. W tym przypadku spór dotyczył tego, czy Pan Jezus naprawdę spał, czy tylko udawał, by sprawdzić, czy uczniowie będą Mu ufać. Dziś jestem przekonany, że Pan rzeczywiście spał. Spał, ponieważ całkowicie złożył swoją ufność w Ojcu. Wiedział, że nic, co ma się wydarzyć, nie jest przypadkiem, lecz zostało zaplanowane z góry. Dlatego zasnął spokojnie, mimo wzmagających się fal, które coraz mocniej kołysały łodzią. Znał przecież słowa Psalmu: „Spokojny kładę się do snu i zasypiam, bo tylko Ty, PANIE, czuwasz, bym mieszkał bezpiecznie” (Ps 4,9).

Zapraszam na chwilę do tej łodzi, aby przysłuchać się rozmowie Nauczyciela z uczniami. Gdy burza szalała na dobre, a fale przelewały się przez burty, uczniowie szarpnęli Chrystusa za ramię, wołając: „Panie, ratuj! Giniemy!” (Mt 8,25). Ktoś powie, że była to naturalna reakcja obronna. Z pewnością tak. Przecież w łodzi znajdował się jednak Syn Boży – Odwieczny Logos. Słowo, o którym autor Listu do Hebrajczyków napisał, że „przez Niego stworzył wszechświat” (Hbr 1,2). I tu pojawia się kwestia wiary. Czytamy u tego samego autora, że „dzięki wierze rozumiemy, że wszechświat został stworzony Słowem Boga, bo nie z tego, co widzialne, powstało to, co widzimy” (Hbr 11,3). Uczniowie tego nie pojmowali, ale Chrystus nosił tę świadomość w sobie. Nadciągająca burza nie wywołała w Nim lęku, gdyż wiedział, że żywioł jest Mu poddany.

Z perspektywy uczniów – którzy zamiast patrzeć na Chrystusa widzieli jedynie wysokie fale i słyszeli świst wiatru – strach był ludzkim odruchem. Każdy człowiek drży o swoje życie. Chrystus wiedział jednak, gdzie leży prawdziwy problem: nie w samej reakcji na niebezpieczeństwo, lecz w braku zaufania. Dlatego zapytał: „Dlaczego się boicie, ludzie małej wiary?” (Mt 8,26). Przecież On był z nimi w tej samej łodzi.

Król Dawid podzielił się w jednym z Psalmów swoim doświadczeniem. Kiedy wołał do Boga w czasie burz, jakie go spotykały, otrzymał zapewnienie: „Wysłucham go, gdy będzie Mnie wzywał, będę z nim w nieszczęściu, wybawię i obdarzę sławą” (Ps 91,15). W takich sytuacjach najważniejsza jest obecność Pana. Kiedy On jest z nami, możemy być pewni, że nic ostatecznie złego nas nie spotka. Wtedy detale Jego działania przestają być dla nas źródłem niepokoju, bo sama Jego obecność daje nam pełną satysfakcję.

Problemem uczniów nie była więc wielkość fal, lecz brak zaufania do Tego, który te fale stworzył. Jeśli lecisz samolotem, który wpada w turbulencje, uspokaja cię świadomość, że za sterami siedzi doświadczony pilot, który wie, jak wyprowadzić maszynę z kryzysu. Znajomy opowiadał mi kiedyś, jak podczas burzliwego lotu dowiedział się, że kilka rzędów przed nim siedzi dwóch pilotów lecących prywatnie. Kiedy ogarnął go lęk, postanowił ich obserwować: gdy zobaczył, że oni spokojnie czytają książki – on również próbował czytać, a gdy ucięli sobie drzemkę – starał się też zasnąć.

Pamiętajmy, że przed odejściem do Ojca Pan Jezus zostawił obietnicę: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata” (Mt 28,20). On jest z nami naprawdę. „Jestem bowiem przekonany– zapewnia apostoł Paweł – że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani to, co wysoko, ani to, co głęboko, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rz 8,38–39). Paweł napisał również, że nawet jeśli: „my jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo samego siebie wyprzeć się nie może” (2 Tm 2,13). Nie mamy więc żadnego usprawiedliwienia, by się bać – nawet w czasie największej burzy, zarówno w naszym życiu jak i wokół nas.

Dlaczego jednak ogarnia nas strach? Dlaczego tak często obawiamy się chociażby powiewu silniejszego wiatru? Myślę, że powodem jest brak żywej relacji z Chrystusem. Ktoś zaraz zaprotestuje: „Przecież znamy te wspaniałe obietnice!”. Obawiam się jednak, że większość ludzi uważających się za chrześcijan posiada jedynie wiedzę teoretyczną. Są jak owi turyści z początku rozważania – znają reguły, ale nie znają rzeczywistości.

Obecność Pana Jezusa nie jest teorią. Jest rzeczywistością dla każdego, kto doświadczył łaski zbawienia i uczynił Chrystusa swoim Panem. Co to oznacza?

Przeciwieństwem lęku i strachu jest pokój – stan wewnętrznego uspokojenia, którego źródłem jest Bóg. Tego pokoju nie da się wywołać miłą atmosferą, pustymi słowami pociechy czy powtarzaniem, że wszystko będzie dobrze. Apostoł Paweł napisał: „Pan jest blisko. O nic się nie troszczcie, ale w każdej modlitwie i błaganiu powierzajcie z dziękczynieniem wasze pragnienia Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelkie zrozumienie, będzie strzegł serc i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,5–7). Ten pokój, pochodzący od samego Boga, dostępny jest jednak pod pewnym warunkiem.

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na częstotliwość występowania w Nowym Testamencie dwóch słów: „łaska i pokój”. Aż w 16 księgach pojawiają się one dokładnie w tej kolejności, na przykład: „Łaska i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Zbawiciela” (Tt 1,4). Jestem w pełni przekonany, że Boży pokój możemy otrzymać dopiero w konsekwencji wcześniejszego doświadczenia łaski zbawienia. Najpierw łaska, a potem pokój, który zapewnia nam obecność Pana.

Jeśli mówimy o łasce, istnieje tylko jedna droga. Nie wywodzi się ona z tradycji ludzkich kościołów – ani katolickich, ani protestanckich. Została ogłoszona przez samego Chrystusa, gdy odpowiadał na zasadnicze pytanie o to, jak wejść do Królestwa Bożego.

Odpowiedź dana Nikodemowi, żydowskiemu dostojnikowi, brzmi tak samo dzisiaj: „Zapewniam, zapewniam cię, jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jn 3,3). Oznacza to, że bez narodzenia się z Ducha Bożego nie można doświadczyć Bożego pokoju. Nie wystarczy powiedzieć, że podoba się w jakiejś wspólnocie, bo ładnie śpiewają i kaznodzieja mówi ładne kazania.

Każda burza, jakiej możemy doświadczać może być jedyną szansą, jaką Bóg nam daje, by zastanowić się nad tym, jak i w co wierzymy. Jeśli czujesz lęk – to dobrze. Sprawdź, czy w łodzi twojego życia znajduje się Jezus. On chętnie do ciebie przyjdzie, jeśli otworzysz się na dar nowo narodzenia. Nie ma innej możliwości.

Pamiętaj: bez Jezusa w życiu nigdy nie zaznasz prawdziwego pokoju.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.