Jednak już w kolejnym wierszu apostoł odsłania przed nami
proporcje, które wywracają do góry nogami myślenie tego świata. Paweł uczy nas,
że jedna z dwóch rzeczywistości - cierpienie i chwała - zdecydowanie przeważa
nad drugą: „Liczę bowiem, że teraźniejszych cierpień nie można stawiać na
równi z mającą nastąpić chwałą, która zostanie w nas objawiona” (Rz 8, 18).
Obecne cierpienie — to, które odczuwamy tu i teraz, w swoich ciałach i duszach,
i które tak często wydaje się nie mieć końca — po prostu nie wytrzymuje nawet
porównania z nadchodzącą chwałą.
Moglibyśmy z tego fragmentu wyciągnąć wniosek, że chwała,
którą przyobleczemy w przyszłym życiu, po prostu znacznie przewyższy cierpienie
z tego życia. Tak pisał autor znanej pieśni „Cudowna Boża łaska”, John Newton w
liście do kapitana marynarki w 1763 roku: „On potrafi [...] dać więcej, niż
zabiera, i sprawić, by nasze pocieszenie przewyższyło nasze najgorsze utrapienie”.
To prawda i to już jest wystarczająco dobra wiadomość. Ale Słowo Boże idzie dalej
i to w sposób absolutnie zdumiewający.
W 2 Liście do Koryntian znajdujemy jeszcze ściślejszy, wręcz
organiczny związek między cierpieniem i chwałą: „Niewielkie zaś cierpienia,
które chwilowo znosimy, przygotowują nam bezmiar wiecznej chwały” (2 Kor 4,
17). Kluczem jest tutaj greckie słowo „κατεργαζεται” [katergazetai],
trafnie tu przetłumaczone w czasie teraźniejszym jako „przygotowują” lub w innym,
„sprawiają”.
Tutaj cierpienie i chwała są zestawione w jeszcze
ściślejszej zależności niż w 8. rozdziale Listu do Rzymian. Obecny ból nie
tylko zostaje przeciwstawiony przyszłej chwale — jest wręcz ziarnem, z którego
ta przyszła chwała wyrasta, uszlachetniając nas i hartując na wieczność. List
do Hebrajczyków 11 zawiera długą listę świętych, którzy nie zgodzili się na
uwolnienie z tortur, „aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie” (Hbr 11, 35)
— akceptując obecny ból jako pewną i najlepszą inwestycję w przyszłą chwałę.
Ten motyw odwrócenia losu jeszcze w doczesnym życiu pojawia
się od samego początku, również w Starym Testamencie. W Księdze Liczb
(rozdziały 22–24) Izrael wędruje przez Moab. Pogański król Balak, przerażony
zwycięstwami militarnymi Izraela, wynajmuje Balaama, aby przybył i przeklął
lud. Mojżesz wspomina później tę niezwykłą Bożą opatrzność w Księdze
Powtórzonego Prawa, przypominając ludziom, co tak naprawdę się stało: „Lecz
PAN, twój Bóg, nie chciał słuchać Balaama i zmienił PAN, twój Bóg, przekleństwo
w błogosławieństwo, ponieważ umiłował cię PAN, twój Bóg” (Pwt 23, 6).
Sens polega nie na tym, że przyszłe błogosławieństwo po
prostu jakoś zniweluje obecne cierpienia, ale na tym, że obecne przekleństwo staje
się kluczowym składnikiem tego przyszłego błogosławieństwa. Może to również odnosić
się do przyszłych błogosławieństw jeszcze w tym życiu. W Starym Testamencie
pojawiają się też przykłady wskazujące na to, że Bóg zamieni obecne trudności w
przyszłe błogosławieństwo w życiu wiecznym. Dawid modlił się: „Policzyłeś
dni mojej tułaczki, moje łzy zebrałeś do swego bukłaka. Czy nie są spisane w
Twojej księdze?” (Ps 56, 8). Każdy trud, jak się zdarza w naszej
doczesności, jest z wielką czułością zapisywany przez Boga, by pewnego dnia został
przemieniony w wieczną chwałę.
Tak czy inaczej, słowa z 2 Listu do Koryntian 4, 17 są
jednoznaczne: „Niewielkie zaś cierpienia, które chwilowo znosimy,
przygotowują nam bezmiar wiecznej chwały”. W tym jednym słowie „przygotowują”
zawarta jest cała teologia niebiańskiej chwały człowieka. Jednak aby w to
uwierzyć, patrzymy nie tylko w przyszłość. Patrzymy również w przeszłość, na
to, co sam Chrystus przeszedł jako kulminacyjny i wprost wzorcowy przykład
zamiany przekleństwa w błogosławieństwo — gdy Jego własna śmierć przekształciła
się w zmartwychwstanie.
Często wydaje się nam, że Bóg tak kieruje naszym życiem, iż
sprawy nie mające znaczenia i złe zostaną ostatecznie usunięte i zamienione
przez te dobre. Ale logika Nowego Testamentu sięga znacznie głębiej. Mówi nam,
że takie myślenie wywodzi się z twierdzenia, iż chwała zmartwychwstania
Chrystusa stała się jedynie zadośćuczynieniem męki Jego ukrzyżowania. Tymczasem
On został wywyższony i uwielbiony właśnie przez swoją śmierć. Apostoł Paweł
wyraził to jak najdobitniej potrafił: „Uniżył samego siebie, gdyż był
posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu. Dlatego też Bóg nad
wszystko Go wywyższył” (Flp 2, 8–9). Dla Jezusa chwała zmartwychwstania nie
była tylko rekompensatą za straszliwe cierpienie i śmierć, ale naturalnym,
wynikającym z niej następstwem.
To samo dotyczy każdego, kto wchodzi w zjednoczenie z Chrystusem
— mówi Nowy Testament: „Jeśli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci,
zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni przez
podobne zmartwychwstanie” (Rz 6, 5). Skoro Jezus powstał z martwych, to wszelkie
ciemności naszego życia stają się częścią mozaiki, która staje się dzięki nim piękniejsza.
Diabeł o tym wie i tego nienawidzi, ale nic nie może z tym zrobić. Jesteśmy w
Nim po prostu niezwyciężeni. Paweł opisał to bardzo dobitnie w Liście do
Kolosan, że Chrystus: „przekreślając zapis dłużny, który świadczył przeciwko
nam, i usunął go, przybijając do krzyża. Rozbrajając zwierzchności
i władze, wystawił je na pokaz, gdy przez Niego odniósł triumf nad nimi”
(Kol 2,14-15)
Chrześcijańska nadzieja jest inna niż oferuje nam ten świat,
i o wiele wspanialsza. Nasz ból dzisiaj przygotowuje przyszłą radość (2 Kor 4,
17). Kiedy na końcu Biblii słyszymy, że Bóg „otrze z ich oczu wszelką łzę”
(Ap 21, 4), to nie oznacza to po prostu usunięcia smutku w niepamięć, ale
przekształcenie go w zrodzoną z niego radość. Łzy chwilowego smutku tutaj zmieniają
się w odpowiadające im łzy radości tam w wieczności.
W każdym innym systemie myślenia poza chrześcijaństwem życie
jest w gruncie rzeczy nieustannym dążeniem do uniknięcia bólu. Natomiast gdy już
doświadczamy bólu, mamy nadzieję, że przyszłe życie — o ile w nie wierzymy —
jakoś nam to zrekompensuje. Tymczasem w chrześcijańskim sposobie myślenia, choć
nie dążymy celowo do cierpienia, przyjmujemy je z pogodnym buntem, niemal ze
zwycięskim uśmiechem wiedząc, że jest ziarnem inwestycji w przyszła chwałę.
Takie przekonanie nie zmniejsza samego bólu. Psalmy uczą
nas, jak płakać i jak wołać do Boga w udręce. I tak robimy. Ale kiedy płaczemy
nad naszym bólem, jednocześnie śmiejemy się z niego, ponieważ obecna udręka z
pewnością przyniesie nam większe błogosławieństwo tam, gdy będziemy już u Pana.
Blizny zrodzone tutaj będą znamionami niekończącego się już nigdy piękna.
Możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem: Im brzydsza blizna,
tym większe będzie piękno.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.