Sunday, October 11, 2026

Grzech teraźniejszy

Możliwe, że młodsze pokolenie nie kojarzy już jednej z ważniejszych pozycji w klasyce polskiej literatury – powieści Stefana Żeromskiego pt. „Dzieje grzechu”, której lekturę kiedyś musieliśmy zaliczyć w szkole. Od razu jednak zastrzegam: nie będę tutaj omawiać ani dramatu głównej bohaterki, Ewy Pobratymskiej, ani fabuły tej książki. Chciałbym jedynie odnieść się do niewielkiego fragmentu, w którym spowiednik rozmawia z bohaterką o naturze grzechu.

Duchowny, zwracając się do młodej dziewczyny, zachęcał ją do zachowania czystości, aby nie sprofanowała swojego ciała – kielicha, w którym zamieszkuje Duch Święty. Gdy poradził jej, by zamykała oczy na widok grzechu, ta zapytała wprost: „A co to jest grzech?”. Ksiądz odpowiedział wówczas, że grzechem jest po prostu zły czyn popełniony przez człowieka.

Na tym kończy się nasz wątek z Żeromskim. Obawiam się jednak, że do dziś większość ludzi ogranicza pojęcie grzechu wyłącznie do złego postępku. A co na ten temat mówi Biblia – nasze podstawowe źródło wiedzy o nas samych i o życiu? Otóż biblijne ujęcie grzechu sięga znacznie głębiej. Hebrajskie słowo „חָטָא” [chata] oznacza dosłownie: „nie trafić do celu”. To znacznie więcej niż tylko zrobienie czegoś złego. Nie trafić do celu to znaczy mijać się z zamysłem naszego Stwórcy – nie osiągać standardu życia, jaki On dla nas wyznaczył.

Dlaczego właściwe zrozumienie grzechu jest tak kluczowe? Jeśli sprowadzimy go wyłącznie do popełniania złych uczynków, łatwo wpadniemy w pułapkę samousprawiedliwienia – uznamy, że przecież „nic złego nie zrobiliśmy”. Tę złudną opinię o własnej bezgrzeszności najłatwiej buduje się poprzez porównywanie się z innymi, w naszych oczach znacznie gorszymi ludźmi. Prawda jest jednak taka, że to święty Bóg wyznacza standardy moralne, a nie my. Dlatego w zestawieniu z Bożym wzorcem zawsze wypadamy niesatysfakcjonująco.

Nie zamierzam omawiać problemu grzechu w sposób ogólny – nie pozwala na to ramy tego krótkiego rozważania. Jak wskazuje tytuł, chcę skupić się na grzechu, który pojawia się w doczesnym życiu dziecka Bożego. W wieczności ten problem znika raz na zawsze, gdyż tam „nic już nie będzie obłożone klątwą. A w mieście będzie tron Boga i Baranka, i Jego słudzy będą Mu służyć. I będą oglądali Jego oblicze, i Jego imię będą mieli na czołach” (Ap 22,3–4). W naszej obecnej rzeczywistości – zanim przekroczymy próg wieczności – apostoł Jan pod natchnieniem Ducha Świętego napisał wyraźnie: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to sami siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 Jn 1,8). Słowa te nie są wyrywkowe – Jan poświęca tej kwestii znaczne miejsce w swoim pierwszym liście. W kolejnym wierszu daje nam niezwykle praktyczną wskazówkę, co należy zrobić, gdy uświadomimy sobie obecność grzechu w swoim życiu: „Jeśli wyznajemy nasze grzechy, to Bóg, który jest wierny i sprawiedliwy, odpuści nam grzechy i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 Jn 1,9).

Niezaprzeczalną prawdą pozostaje równocześnie werset: „Każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, gdyż pozostaje w nim nasienie Boga i nie może grzeszyć, bo narodził się z Boga” (1 Jn 3,9). Czy te słowa stoją w sprzeczności z wcześniej zacytowanym fragmentem? Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, ale w Słowie Bożym nie ma sprzeczności.

Naszą grzeszną przeszłość – wszystkie winy popełnione zanim poznaliśmy Pana i narodziliśmy się na nowo – wziął na siebie Baranek Boży. Apostoł Piotr, cytując proroka Izajasza, przypomina wierzącym, że Chrystus „w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy martwi dla grzechu, żyli dla sprawiedliwości. Jego ranami zostaliście uleczeni” (1 Pt 2,24). Również apostoł Paweł, zwłaszcza w Liście do Rzymian, wyjaśnia, co stało się z grzechami tych, którzy zaufali Zbawicielowi: „Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę, dzięki Jego krwi, żeby okazać swoją sprawiedliwość przez odpuszczenie grzechów, które zaistniały wcześniej” (Rz 3,25). Doskonała ofiara Chrystusa w pełni zmyła naszą przeszłość.

Przez narodzenie się na nowo staliśmy się uczestnikami Boskiej natury, aby nie trwać w grzechu. Dopóki jednak żyjemy w doczesnym ciele, jego pożądliwości pozostają dla nas realnym zagrożeniem. Apostoł Paweł opisuje w Liście do Galacjan tę codzienną duchową walkę pomiędzy pragnieniami Ducha Świętego a zakusami ciała: „Ciało bowiem pożąda na przekór duchowi, duch natomiast przeciwko ciału. A tak są sobie przeciwne, że czynicie to, czego nie chcecie” (Ga 5,17). Sam apostoł przyznawał, że doświadczał tego wewnętrznego starcia: „Jeśli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to robię, ale grzech, który mieszka we mnie” (Rz 7,20). Z kolei apostoł Jakub przedstawia sam mechanizm powstawania grzechu: „Każdy zaś jest doświadczany przez własną pożądliwość, która go pociąga i nęci. Następnie pożądliwość, gdy zaowocuje, rodzi grzech. Grzech zaś, gdy dojrzeje, rodzi śmierć” (Jk 1,14–15). Warto zatrzymać się przy sformułowaniu „gdy grzech dojrzeje”. W Biblii Brzeskiej oddano to sensownie jako: „a grzech będąc dokonany, przynosi śmierć”. Greckie słowo [apotelestheisa] wskazuje na grzech całkowicie ukończony – taki, który osiąga swój ostateczny, niszczycielski cel.

Naturą grzechu jest prowadzenie człowieka ku śmierci. Ten nieunikniony proces został jednak przerwany przez Baranka Bożego na Golgocie, gdy wypowiedział On słowa: „Wykonało się”. W Chrystusie grzech utracił moc zadania nam ostatecznego ciosu. Dlatego apostoł Jan nawołuje wierzących, aby każdy popełniony grzech natychmiast wyznawać Chrystusowi, uniemożliwiając mu wyrządzenie duchowej szkody.

Grzech teraźniejszy w życiu chrześcijanina nie jest nieunikniony, lecz pozostaje możliwy. Nie wynika on z naszej nowej natury, lecz z chwilowej nieuwagi – gdy przestajemy chodzić w Duchu i ulegamy cielesnym pożądliwościom (Ga 5,16). „Teraźniejszy” znaczy w tym kontekście również „chwilowy” – trwa bowiem tylko do momentu wyznania. Nowa natura pcha nas do natychmiastowego oczyszczenia z brudu. Słuchajmy więc czujnie głosu Ducha Świętego, nie zasmucajmy Go i wyznawajmy nasze winy od razu, gdy On nam je ukazuje.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.