Dopiero na studiach, podczas nauki języków biblijnych,
zacząłem rozumieć, jak kluczowa jest znajomość gramatyki dla prawidłowego
odczytania tekstu pisanego. Uważam, że aby właściwie pojąć przesłanie Biblii,
nie wolno nam bagatelizować konstrukcji językowych – czyli sposobu, w jaki dana
myśl została zapisana. Niejednokrotnie dawałem temu wyraz we wcześniejszych
wpisach na tym blogu.
Dziś chciałbym przyjrzeć się bliżej kilku wersetom z 1.
Listu Jana. W pierwszych rozdziałach apostoł porusza temat grzechu, z którym
mierzy się każdy wierzący. Zacytujmy najpierw ten fragment:
„Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie
zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg
i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.
Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego
robimy i nie ma w nas Słowa jego. Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie
grzeszyli. A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa,
który jest sprawiedliwy” (1 Jn 1:8–2:1).
Dlaczego ma to aż tak duże znaczenie? Ponieważ wielu
nauczycieli – opierając się na nieprecyzyjnym tłumaczeniu – wyciąga wnioski,
jakoby chodziło tu o dwa zupełnie różne pojęcia. Sam, przyznaję, przez długi
czas nieświadomie uważałem ten werset za podstawę do takiego rozróżnienia.
Przyjęło się sądzić, że sformułowanie „abyście nie grzeszyli” oznacza
ciągłe, nawykowe trwanie w grzechu (lub wręcz świadome, dobrowolne grzeszenie).
Natomiast zwrot „jeśliby kto zgrzeszył” odnosi się do jednorazowego
upadku, wynikającego z ludzkiej nieuwagi czy słabości.
W tekście greckim w obu miejscach użyto tego samego słowa
i tej samej formy gramatycznej (czasownik w trybie przypuszczającym czasu
przeszłego/aoryst, w stronie czynnej). Jedyną różnicą jest to, że w pierwszym
przypadku „ἁμάρτητε” [amartete],
występuje w 2. osobie liczby mnogiej, natomiast drugie użycie „ἁμάρτῃ” [amatre], jest w 3. osobie liczby
pojedynczej. Zobaczmy, jak brzmi dosłowne tłumaczenie pierwszego wersetu
drugiego rozdziału w Grecko-Polskim Nowym Testamencie: „Dzieci me, to
piszę wam, aby(ście) nie zgrzeszyli. I jeśli kto zgrzeszyłby, orędownika mamy
przy Ojcu, Jezusa Pomazańca sprawiedliwego”.
Słowem kluczowym do właściwego zrozumienia tej myśli jest
często pomijany zaimek wskazujący - „to”. Apostoł Jan na początku
swojego listu wkazuje na fundamenty, na podstawie których możemy określić swój
stan duchowy. Zaznacza, że objawione nam życie, to jest „to, co widzieliśmy
i usłyszeliśmy, głosimy również wam, abyście i wy trwali we
wspólnocie z nami. My zaś trwamy we wspólnocie z Ojcem i Jego
Synem, Jezusem Chrystusem. A piszemy to, aby nasza radość była pełna”
(1 Jn 1:3,4).
Ponieważ Bóg jest światłością, ludzie obdarowani nowym
życiem są wezwani do chodzenia w światłości, aby tę społeczność utrzymywać. Na
tym polega nowe życie, aby trwać w społeczności z Ojcem, gdyż jedynie trwanie w
ścisłej więzi z Chrystusem sprawia, że „każdy, kto w Nim pozostaje, nie
grzeszy” (1 Jn 3:6). W tym przypadku „nie grzeszy” ἁμαρτάνει [amartanei]
występuje w czasie teraźniejszym trybu oznajmującego strony czynnej. Jest więc
stwierdzeniem, że pozostając w ścisłej społeczności z Ojcem w Chrystusie, uzyskuje
się wolność od grzechu.
Sprawdzianem naszego odrodzenia jest więc pytanie: czy
rzeczywiście chodzimy w światłości? Pan Jezus powiedział: „Kto postępuje
zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego
dokonane są w Bogu” (Jn 3:21). Wskaźnikiem nowego życia jest nasze
codzienne postępowanie. Kto trwa w złym, „nienawidzi światłości i nie zbliża
się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków” (Jn 3:20).
Z drugiej strony, dopóki żyjemy na ziemi, obecność grzechu w
życiu wierzącego wciąż się zdarza – nasza upadła natura stale pobudza nas do
własnych pragnień. Brak uległości wobec Ducha Świętego, który chce wydawać w
nas swój owoc, prowadzi do potknięcia. Jan nazywa to właśnie pojedynczym
„zgrzeszeniem” – popełnieniem niewłaściwego czynu. Zdarza się to każdemu z nas.
Nawet apostoł Paweł wyznał szczerze: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę,
ale zło, którego nie chcę – to czynię” (Rz 7:19). Dlatego Jan pisze wprost:
„Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie
ma” (1 Jn 1:8).
Naturalną potrzebą i dążeniem nowej natury w człowieku
wierzącym jest jak najszybsze oczyszczenie się z popełnionego błędu. Wszyscy
czerpiemy nadzieję ze wspaniałej obietnicy: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje,
wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od
wszelkiej nieprawości” (1 Jn 1:9).
Apostoł Jan pisze do ludzi odrodzonych słowem Ewangelii,
zachęcając ich do czujności i unikania sytuacji, w których mogliby upaść – stąd
jego słowa zachęty: „abyście nie zgrzeszyli” (1 Jn 2:1). Cały Nowy Testament
pełen jest praktycznych wskazówek, jak chronić się przed grzechem. Jednym z
najlepszych sposobów na unikanie pokus jest karmienie umysłu tym, co „prawdziwe,
co szlachetne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą
i godne pochwały” (Flp 4:8).
Walka z ciałem i pokusą zaczyna się w naszej sferze myśli.
Jak ujął to Paweł: „Chociaż bowiem w ciele żyjemy, nie prowadzimy walki
według ciała. Głównym orężem naszej walki nie są środki cielesne, lecz moc od
Boga do burzenia twierdź. Udaremniamy złośliwe zamysły i wszelką pychę
podnoszącą się przeciw poznaniu Boga i zniewalamy wszelką myśl do posłuszeństwa
Chrystusowi” (2 Kor 10:3–5). Ten stan wewnętrznej czujności apostoł Jan
nazywa w swoim Liście trwaniem w „społeczność z Ojcem i z Jego Synem,
Jezusem Chrystusem” (1 Jn 1:3).
Głównym przesłaniem analizowanego fragmentu jest więc
wezwanie: róbmy wszystko, aby nie zgrzeszyć. A jeśli już zdarzy się nam upadek,
nie zostajemy sami – „mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest
sprawiedliwy” (1 Jn 2:1). Łaska i możliwość przebaczenia pokazują ogromną
miłość Boga, który doskonale zna naszą słabość i wie, jakimi naczyniami
jesteśmy. W końcu „nie zależy to od woli człowieka ani od jego zabiegów,
lecz od miłosierdzia Bożego” (Rz 9:16).
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.