Saturday, October 10, 2026

Gramatyka grzechu

Mowy ojczystej uczyłem się w rodzinnym domu, a później w szkole, gdzie poznawałem zasady wyrażania swoich myśli i pragnień w ojczystym języku. Przyznaję, że nie byłem wtedy wybitnym uczniem – regułek gramatycznych uczyłem się na pamięć głównie po to, by zdać do następnej klasy. Dziś żałuję, że w tamtych latach nie przykładałem się bardziej do opanowania sztuki sprawnego posługiwania się językiem, aby trafniej wyrażać swoje myśli i lepiej rozumieć zapisane treści Słowa Bożego.

Dopiero na studiach, podczas nauki języków biblijnych, zacząłem rozumieć, jak kluczowa jest znajomość gramatyki dla prawidłowego odczytania tekstu pisanego. Uważam, że aby właściwie pojąć przesłanie Biblii, nie wolno nam bagatelizować konstrukcji językowych – czyli sposobu, w jaki dana myśl została zapisana. Niejednokrotnie dawałem temu wyraz we wcześniejszych wpisach na tym blogu.

Dziś chciałbym przyjrzeć się bliżej kilku wersetom z 1. Listu Jana. W pierwszych rozdziałach apostoł porusza temat grzechu, z którym mierzy się każdy wierzący. Zacytujmy najpierw ten fragment:

„Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.

Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego robimy i nie ma w nas Słowa jego. Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli. A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy” (1 Jn 1:8–2:1).

 W tym krótkim fragmencie słowo „grzech” pojawia się trzykrotnie jako rzeczownik oraz trzykrotnie jako czasownik. W tym miejscu muszę poczynić małą korektę gramatyczną: w niektórych tradycyjnych polskich przekładach słowo „grzeszyli” (1 Jn 2:1) powinno być oddane jako „zgrzeszyli”.

Dlaczego ma to aż tak duże znaczenie? Ponieważ wielu nauczycieli – opierając się na nieprecyzyjnym tłumaczeniu – wyciąga wnioski, jakoby chodziło tu o dwa zupełnie różne pojęcia. Sam, przyznaję, przez długi czas nieświadomie uważałem ten werset za podstawę do takiego rozróżnienia. Przyjęło się sądzić, że sformułowanie „abyście nie grzeszyli” oznacza ciągłe, nawykowe trwanie w grzechu (lub wręcz świadome, dobrowolne grzeszenie). Natomiast zwrot „jeśliby kto zgrzeszył” odnosi się do jednorazowego upadku, wynikającego z ludzkiej nieuwagi czy słabości. 

W tekście greckim w obu miejscach użyto tego samego słowa i tej samej formy gramatycznej (czasownik w trybie przypuszczającym czasu przeszłego/aoryst, w stronie czynnej). Jedyną różnicą jest to, że w pierwszym przypadku „ἁμάρτητε” [amartete], występuje w 2. osobie liczby mnogiej, natomiast drugie użycie „ἁμάρτῃ” [amatre], jest w 3. osobie liczby pojedynczej. Zobaczmy, jak brzmi dosłowne tłumaczenie pierwszego wersetu drugiego rozdziału w Grecko-Polskim Nowym Testamencie: „Dzieci me, to piszę wam, aby(ście) nie zgrzeszyli. I jeśli kto zgrzeszyłby, orędownika mamy przy Ojcu, Jezusa Pomazańca sprawiedliwego”.

Słowem kluczowym do właściwego zrozumienia tej myśli jest często pomijany zaimek wskazujący - „to”. Apostoł Jan na początku swojego listu wkazuje na fundamenty, na podstawie których możemy określić swój stan duchowy. Zaznacza, że objawione nam życie, to jest „to, co widzieliśmy i usłyszeliśmy, głosimy również wam, abyście i wy trwali we wspólnocie z nami. My zaś trwamy we wspólnocie z Ojcem i Jego Synem, Jezusem Chrystusem. A piszemy to, aby nasza radość była pełna” (1 Jn 1:3,4).

Ponieważ Bóg jest światłością, ludzie obdarowani nowym życiem są wezwani do chodzenia w światłości, aby tę społeczność utrzymywać. Na tym polega nowe życie, aby trwać w społeczności z Ojcem, gdyż jedynie trwanie w ścisłej więzi z Chrystusem sprawia, że „każdy, kto w Nim pozostaje, nie grzeszy” (1 Jn 3:6). W tym przypadku „nie grzeszy” ἁμαρτάνει [amartanei] występuje w czasie teraźniejszym trybu oznajmującego strony czynnej. Jest więc stwierdzeniem, że pozostając w ścisłej społeczności z Ojcem w Chrystusie, uzyskuje się wolność od grzechu.

Sprawdzianem naszego odrodzenia jest więc pytanie: czy rzeczywiście chodzimy w światłości? Pan Jezus powiedział: „Kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu” (Jn 3:21). Wskaźnikiem nowego życia jest nasze codzienne postępowanie. Kto trwa w złym, „nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków” (Jn 3:20).

Z drugiej strony, dopóki żyjemy na ziemi, obecność grzechu w życiu wierzącego wciąż się zdarza – nasza upadła natura stale pobudza nas do własnych pragnień. Brak uległości wobec Ducha Świętego, który chce wydawać w nas swój owoc, prowadzi do potknięcia. Jan nazywa to właśnie pojedynczym „zgrzeszeniem” – popełnieniem niewłaściwego czynu. Zdarza się to każdemu z nas. Nawet apostoł Paweł wyznał szczerze: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale zło, którego nie chcę – to czynię” (Rz 7:19). Dlatego Jan pisze wprost: „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma” (1 Jn 1:8).

Naturalną potrzebą i dążeniem nowej natury w człowieku wierzącym jest jak najszybsze oczyszczenie się z popełnionego błędu. Wszyscy czerpiemy nadzieję ze wspaniałej obietnicy: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jn 1:9).

Apostoł Jan pisze do ludzi odrodzonych słowem Ewangelii, zachęcając ich do czujności i unikania sytuacji, w których mogliby upaść – stąd jego słowa zachęty: „abyście nie zgrzeszyli” (1 Jn 2:1). Cały Nowy Testament pełen jest praktycznych wskazówek, jak chronić się przed grzechem. Jednym z najlepszych sposobów na unikanie pokus jest karmienie umysłu tym, co „prawdziwe, co szlachetne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały” (Flp 4:8).

Walka z ciałem i pokusą zaczyna się w naszej sferze myśli. Jak ujął to Paweł: „Chociaż bowiem w ciele żyjemy, nie prowadzimy walki według ciała. Głównym orężem naszej walki nie są środki cielesne, lecz moc od Boga do burzenia twierdź. Udaremniamy złośliwe zamysły i wszelką pychę podnoszącą się przeciw poznaniu Boga i zniewalamy wszelką myśl do posłuszeństwa Chrystusowi” (2 Kor 10:3–5). Ten stan wewnętrznej czujności apostoł Jan nazywa w swoim Liście trwaniem w „społeczność z Ojcem i z Jego Synem, Jezusem Chrystusem” (1 Jn 1:3).

Głównym przesłaniem analizowanego fragmentu jest więc wezwanie: róbmy wszystko, aby nie zgrzeszyć. A jeśli już zdarzy się nam upadek, nie zostajemy sami – „mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy” (1 Jn 2:1). Łaska i możliwość przebaczenia pokazują ogromną miłość Boga, który doskonale zna naszą słabość i wie, jakimi naczyniami jesteśmy. W końcu „nie zależy to od woli człowieka ani od jego zabiegów, lecz od miłosierdzia Bożego” (Rz 9:16).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.