Wednesday, September 30, 2026

Tryptyk – Odrzucona prawość

Kolejną historią z Ewangelii Łukasza, w której zestawiono ze sobą dwie charakterystyczne postacie – sprawiedliwego i grzesznika – jest niezwykle popularna przypowieść o synu marnotrawnym. Znajdziemy ją w piętnastym rozdziale (wersety 11–32).

Łatwo rozpoznać w niej grzesznika: to młodszy syn, który postąpił karygodnie – wziął należną mu część majątku i roztrwonił ją na własne zachcianki. Kto natomiast jest postacią prawą, na której chcę się skupić w tym rozważaniu? To starszy syn. Ten, który pozostał przy ojcu, żył uczciwie, wykonywał każde jego polecenie i mógł uchodzić za wzór dziecka. Jego prawość powinna przynieść mu satysfakcję, a tymczasem poczuł się odrzucony – i to przez własnego ojca.

Postać ojca w tej historii jest obrazem Boga – pełnego miłości Ojca Niebieskiego, który jest gotów przebaczyć synowi bez względu na to, co ten zrobił. Jak wspomniałem w poprzednim tekście, w opisanych wydarzeniach obecny jest również Chrystus. Tutaj co prawda nie zabiera głosu bezpośrednio, ale Jego głos słychać w wydźwięku całej przypowieści.

Chrystus użył tej historii, aby zilustrować, jak wielka radość panuje w niebie, gdy nawraca się choćby jeden człowiek. Powiedział: „Taka, mówię wam, jest radość wśród aniołów Bożych nad jednym grzesznikiem, który się opamięta” (Łk 15:10).

Dlaczego jednak Jezus dodał do tej opowieści jeszcze jedną postać? Przecież wystarczyłby powrót młodszego syna, by ojciec mógł ogłosić: „Jedzmy i weselmy się, dlatego że ten syn mój był umarły, a ożył, zginął, a odnalazł się. I zaczęli się weselić” (w. 23–24). Gdyby przypowieść zakończyła się w tym miejscu, prawda o radości w niebie zostałaby ukazana w pełni.

Jednak od wersetu 25 rozpoczyna się jakby druga część opowieści, gdy na scenę wchodzi starszy brat. To na niego chcę zwrócić szczególną uwagę. Zaintrygowała mnie jego postawa wobec powracającego brata. Podczas gdy ojciec raduje się i wyprawia wielką ucztę, ten gniewa się i stoi przed domem. Nie chce nawet wejść do środka – woli zachować dystans. Przywołuje tylko jednego ze sług, by dowiedzieć się, co jest powodem tego świętowania. Zachowuje się niczym Jonasz, oburzony na Boże miłosierdzie.

Gdybyśmy wyobrazili sobie codzienność tej rodziny kilka lat wcześniej, moglibyśmy uznać, że obaj chłopcy mieli jednakowe warunki do rozwoju. Nic nie wskazuje na to, by byli traktowani nierówno. Dlaczego więc młodszy syn wyszedł do ojca z tak drastyczną prośbą: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”?

We współczesnych domach panują zupełnie inne realia niż w tamtych czasach. Dziś dzieci bardzo wcześnie trafiają pod wpływ zewnętrznych bodźców. Nie muszą nawet wychodzić z pokoju – wystarczy dostęp do internetu czy telewizji, by obcy wpływ zaczął kształtować ich charakter. Wówczas nie było to możliwe. Obaj synowie wzrastali w tym samym środowisku. Jest bardzo prawdopodobne, że ojciec – jak to było w zwyczaju izraelskich rodzin – stosował Boży wzorzec wychowawczy: „Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając” (Pwt 6:6–7).

Być może młodszy brat nie potrafił już znieść oschłej „poprawności” starszego syna, który trzymał się bardziej litery Prawa niż jego ducha? „Litera zabija” – pisał apostoł Paweł do Koryntian, przypominając, że wszelka nasza zdolność pochodzi od Boga, a nie z nas samych. Niekiedy można spotkać się z postawą zgodną z zasadami, a jednak chłodną, zgryźliwą i legalistyczną – taką, która odpycha wszystkich wokół.

Sądzę, że dużą rolę w kształtowaniu się postawy młodszego syna mógł odegrać właśnie jego brat. Młodsze dzieci często uczą się więcej od starszego rodzeństwa niż od rodziców. W Izraelu pierworodny posiadał uprzywilejowaną pozycję, co wywierało wpływ na pozostałe dzieci. Znamy historię Ezawa i Jakuba – bliźniaków, z których tylko jeden posiadał prawo pierworodztwa. W tej przypowieści prawdziwy charakter pierworodnego ujawnił się jednak dopiero w chwili powrotu brata.

Gdy ojciec dostrzegł jego niewłaściwą postawę, próbował go łagodnie przekonać: „Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim” (w. 31). Jednak do starszego syna nic nie docierało. Był zbyt przekonany o własnej nienaganności i uważał, że z tego tytułu należy mu się szczególne uznanie. Mówił o sobie: „Oto tyle lat służę ci i nigdy nie przestąpiłem rozkazu twego, a mnie nigdy nie dałeś nawet koźlęcia, bym się mógł zabawić z przyjaciółmi mymi” (w. 29).

Jakże bardzo przypomina on bohatera innej historii – bogatego młodzieńca, który uważał się za prawego człowieka i chlubił się przestrzeganiem przykazań. Zapewniał Chrystusa: „Tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej” (Mt 19:20), nie mając pojęcia, że do życia wiecznego brakuje mu rzeczy kluczowej. Czyż nie jest też podobny do faryzeusza modlącego się obok celnika: „Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18:12)? Ale o tym porozmawiamy w kolejnym rozważaniu.

Słowo Boże określa naszą własną sprawiedliwość wyjątkowo dosadnie: „Wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona” (Iz 64:6). Dlatego apostoł Paweł napisał wprost: „Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” oraz „gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzym 3:10–12, 23).

Nikt – bez względu na to, jak nienaganny prowadzi tryb życia – nie może uważać się za sprawiedliwego w oczach Boga.

Ojciec z przypowieści pokazał właściwą postawę wobec obu synów. Ponieważ odzwierciedla miłość Ojca Niebieskiego, nie miało dla niego znaczenia to, że młodszy roztrwonił majątek z nierządnicami. Wciąż był jego dzieckiem – tak samo jak starszy. W domu zapanowała radość z powodu powrotu zagubionego: „Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się” (w. 32).

Starszy syn zawsze przebywał w domu i mógł korzystać ze wszystkiego nie dlatego, że był doskonały, ale po prostu dlatego, że był synem. Jego błąd polegał na tym, że nie potrafił stanąć w prawdzie, przyjąć łaski i przebaczenia, lecz polegał wyłącznie na własnej sprawiedliwości.

Bóg jest miłością tak wielką, że trudno nam ją ogarnąć. Ta miłość mówi do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie: „Ja cię nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8:11). Kobieta uważana powszechnie za grzesznicę, lecz gotowa znieść pogardliwe spojrzenia „sprawiedliwych”, usłyszała z ust Chrystusa: „Odpuszczone są grzechy twoje” (Łk 7:48).

Sprawiedliwym w oczach Boga staje się tylko ten, kto pragnie przyoblec się w sprawiedliwość Chrystusa i odrzuci własną samowystarczalność. Bóg bowiem uznaje wyłącznie doskonałą sprawiedliwość swojego Syna, którego ofiarował dla naszego zbawienia.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.