Wypędzanie złych duchów przez Chrystusa nie miało charakteru
widowiskowego pokazu. Było czytelnym znakiem nadejścia nowej ery: „Jeżeli
natomiast Ja wypędzam demony mocą Ducha Bożego, to rzeczywiście nadeszło już do
was Królestwo Boga” (Mt 12,28).
Gdy Jezus przekracza Jezioro Galilejskie i staje na
pogańskim brzegu, naprzeciw Niego wychodzi człowiek będący uosobieniem
totalnego chaosu. Opętany przez „ducha nieczystego” (pneuma akatharton),
żyje pośród grobowców – w przestrzeni śmierci, odrzucenia i ciągłej
nieczystości. Jego codzienność to ciągły krzyczący ból, agresja i
samookaleczanie kamieniami. Żadne ludzkie więzy ani spętanie nie są w stanie
zatrzymać jego destrukcji. To przejmujący obraz grzesznika, który oddzielony od
Boga zatraca własną godność: jego dusza staje się chaotyczną przestrzenią, w
której wielość niszczycielskich sił – wręcz „Legion” bezimiennych lęków,
zniewoleń i namiętności – targa nim w różne strony, pozbawiając go wolnej woli
i zdolności do budowania relacji ze wspólnotą.
W tę przestrzeń mroku i egzystencjalnej dezintegracji
wkracza Chrystus. Istotą Ewangelii nie jest badanie siły zła ani uleganie
sensacyjnej fascynacji demonologią. Złe duchy nie mają tu nic do powiedzenia;
truchleją w obecności Syna Bożego, ulegając Jego suwerennej władzy. Słowo
Jezusa – czyste, proste i pełne mocy – rozbija mury niewoli. Boża Świętość nie
ulega skażeniu otaczającą nieczystością, lecz wnikając w serce ciemności,
pochłania ją i unicestwia.
Prawdziwy cud zbawienia objawia się w pełni dopiero po
wypędzeniu nieczystych sił. Mieszkańcy miasta, zwabieni wieścią o tym
wydarzeniu, zastają widok, który zdumiewa bardziej niż sama demonstracja mocy:
człowiek, który dotąd wył w grobach i budził powszechny strach, „siedzi
ubrany i przy zdrowych zmysłach” (Mk
5,15) u stóp Jezusa.
Słowo użyte przez Ewangelistę na określenie tego stanu – σωφρονοῦντα (sōphronounta) –
odsłania najgłębszy wymiar Chrystusowej mocy. Oznacza ono umysł przywrócony do
trzeźwości, zrównoważony, zdolny do właściwego osądu i moralnej jasności. Łaska
zbawienia nie pozostawia w człowieku emocjonalnego chaosu ani duchowej pustki.
Zbawczy dotyk Chrystusa wnosi ułożenie, spójność i wewnętrzną dojrzałość.
Człowiek, który był rozbity na tysiące kawałków, odzyskuje swoją tożsamość,
odzienie godności i jasność widzenia świata.
Ta przemiana jest żywym obrazem przejścia ze śmierci do
życia, z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych. Jezus nie tylko wyzwala od
ciężaru zła, ale natychmiast włącza wyzwolonego w nową misję. Odzyskanemu dla
życia człowiekowi daje powołanie: „Wracaj do domu, do swoich,
i opowiedz im, co Pan uczynił dla ciebie i jak okazał ci miłosierdzie”
(Mk 5,19). W ten sposób ten, który był symbolem zniszczenia, staje się
pierwszym zwiastunem nadziei, wnoszącym światło Boże tam, gdzie dotąd panował
mrok.
Doświadczenie opętanego z Gerazy nie jest jedynie odległym
epizodem z kart Ewangelii – to uniwersalny wzorzec tego, co dzieje się we
wnętrzu człowieka, kiedy dotyka go łaska nawrócenia. Każdy z nas, na różny
sposób i w różnym natężeniu, doświadcza w życiu stanów wewnętrznego rozbicia,
chaotycznych myśli, lęków czy zniewoleń, które przypominają ów ewangeliczny
„stan przed spotkaniem z Chrystusem”.
Rozważając to przejście w wymiarze osobistym i codziennym,
można dostrzec kilka kluczowych etapów odzyskiwania pokoju serca.
Często żyjemy w przeświadczeniu, że musimy sami uporządkować
własny chaos, zanim zbliżymy się do Boga. Człowiek z Gerazy nie był w stanie
sam się uspokoić ani przyoblec w szaty. Pierwszym krokiem do odzyskania pokoju
jest stanie w prawdzie przed Chrystusem z całym swoim skomplikowaniem – z
lękami, uzależnieniami, nawracającymi słabościami i poczuciem winy. Zamiast
ukrywać swoje ograniczenia, pozwalamy, aby Jezus wszedł w sam środek naszej
nieczystości i wewnętrznej ciemności.
Zanim ten człowiek zaczął cokolwiek robić czy głosić, wpierw
siedział u stóp Jezusa. W codziennym życiu odzyskiwanie trzeźwości ducha (sōphrosynē)
zaczyna się od zatrzymania. W świecie pełnym bodźców i ciągłego szumu, pokój
serca rodzi się w modlitwie, w przestrzeni milczenia, gdzie pozwalamy słowu
Boga wyciszyć nasze wewnętrzne głosy i uporządkować priorytety. Uczenie się
trwania w obecności Chrystusa stopniowo leczy naszą psychikę i ducha.
Ewangelia podkreśla, że uwolniony człowiek był „ubrany”.
Odzienie w języku biblijnym symbolizuje godność i status. Nawrócenie to nie
tylko odrzucenie grzechu, ale przede wszystkim uznanie prawdy o tym, kim
naprawdę jesteśmy – umiłowanymi dziećmi Bożymi. Zamiast ciągłego biczowania się
własną przeszłością (jak owe kamienie, którymi ranił się opętany), zaczynamy
patrzeć na siebie oczami Chrystusa: z miłosierdziem, szacunkiem i nadzieją.
Jezus nie pozwala wyzwolonemu człowiekowi uciec od dawnego
środowiska – posyła go do jego własnego domu i bliskich. Nasze dawne słabości,
zranienia czy przebyte kryzysy, po dotknięciu przez Bożą łaskę, przestają być
powodem do wstydu, a stają się źródłem autentycznego świadectwa. Naszą osobista
korzyścią jest wewnętrzna harmonia i „zdrowe zmysły” nie są więc jednorazowym
stanem emocjonalnym, ale owocem codziennej relacji z Tym, który ma moc uciszyć
każdą burzę w naszym sercu.
Człowiek, który sam doświadczył wyjścia z mroku, ma
największą wrażliwość i zdolność do niesienia nadziei innym, którzy wciąż
walczą o swój wewnętrzny pokój. Natomiast to najbardziej zaskakuje w tej
historii, to postawa świadków tego cudu łaski.
Reakcja mieszkańców Gerazy (Mk 5,14–17) stanowi najbardziej
dramatyczny i niepokojący zwrot w całej narracji. Gdy wieść o niezwykłym
wydarzeniu dociera do miasta i okolicznych wsi, tłum przybywa na miejsce nie po
to, by świętować odzyskanie człowieka, ale by stanąć w obliczu rzeczywistości,
która głęboko ich przeraża. Widok, który zastają, wstrząsa ich dotychczasowym
światem. Oto człowiek, który od lat był uosobieniem chaosu, wył w grobach i
ciął się kamieniami, teraz siedzi ubrany i przy zdrowych zmysłach u stóp
Jezusa. Słowo Boże przyniosło ład w miejsce zamętu, przywracając temu
człowiekowi trzeźwość i wewnętrzną harmonię ducha. Mogłoby się wydawać, że taki
widok wywoła falę wdzięczności i zachwytu. Tymczasem Ewangelia opisuje reakcję
zdumiewająco chłodną i pełną lęku: „Wtedy zaczęli Go prosić, aby odszedł
z ich okolicy” (Mk 5,17).
U podstaw tego lęku leży świadomość, że przyjęcie Chrystusa
i Jego łaski nie jest darmową atrakcją, lecz wymaga osobistej decyzji, która
okazuje się niezwykle kosztowna. Widzialną ceną interwencji Chrystusa stała się
strata stada dwóch tysięcy świń, które zginęły w falach jeziora. Dla pogańskiej
społeczności Gerazy świnie reprezentowały konkretny majątek, stabilność
ekonomiczną i dotychczasowy porządek gospodarczy. Mieszkańcy dostrzegają
niebezpieczny dla nich mechanizm: obecność Chrystusa narusza ich doczesne
zabezpieczenia, a zbawienie jednego człowieka zniszczyło ich źródło zysku. Lęk
przed Chrystusem staje się lękiem przed utratą tego, na czym dotąd opierali
swoje poczucie bezpieczeństwa. Boją się, że jeśli pozwolą Mu zostać, Jego świętość
zażąda od nich dalszych wyrzeczeń, przewartościowania biznesu, nawyków i
sprawdzonych form życiowej wygody.
Co więcej, przemiana opętanego wymuszała na społeczności
natychmiastową zmianę postaw. Nie można już było spychać tego człowieka na
margines. Należało przyjąć go z powrotem, wybaczyć dawne krzywdy, zburzyć
etykiety i podjąć trud budowania z nim dojrzałych relacji. Osobista decyzja o
pójściu za Chrystusem wymagałaby od każdego z nich porzucenia własnej
nieczystości, obłudy i moralnych kompromisów. Zobaczywszy, z jaką łatwością
Jezus rozbija potęgę nieczystego ducha, zrozumieli, że w Jego obecności żaden grzech
ani brak miłości nie pozostanie ukryty.
Ceną obecności Chrystusa jest prawda, a prawda bywa dla
ludzkiego serca najbardziej kosztowna. Wybierając spokój swoich portfeli i
przewidywalność dotychczasowego życia, mieszkańcy wybierają znany, bezpieczny
mrok. Wolą żyć w świecie, gdzie zło jest oswojone, a człowiek cierpi na uboczu,
niż ponieść cenę ewangelicznej przemiany.
W końcu Jezus nie narzuca się ze swoją miłością. Wchodzi do
łodzi i odpływa, szanując wolność ludzi, dla których cena Jego łaski okazała
się zbyt wysoka.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.