Saturday, September 5, 2026

Człowiek z Gerazy

Spotkanie Jezusa z opętanym w krainie Gerazeńczyków (Mk 5,1–20) to wstrząsający, a zarazem zachwycający obraz tego, co łaska zbawienia czyni z człowiekiem pogrążonym w mroku grzechu i niewoli. Ewangeliczny epizod nie jest jedynie historycznym zapisem egzorcyzmu; to głęboki obraz Chrystusa, który zstępuje w najciemniejsze otchłanie ludzkiej egzystencji, by z chaosu, ruin i zbezczeszczenia wyprowadzić życie ku pełnej harmonii, aby nadać mu sens i obdarować wewnętrznym pokojem.

Wypędzanie złych duchów przez Chrystusa nie miało charakteru widowiskowego pokazu. Było czytelnym znakiem nadejścia nowej ery: „Jeżeli natomiast Ja wypędzam demony mocą Ducha Bożego, to rzeczywiście nadeszło już do was Królestwo Boga”  (Mt 12,28).

Gdy Jezus przekracza Jezioro Galilejskie i staje na pogańskim brzegu, naprzeciw Niego wychodzi człowiek będący uosobieniem totalnego chaosu. Opętany przez „ducha nieczystego” (pneuma akatharton), żyje pośród grobowców – w przestrzeni śmierci, odrzucenia i ciągłej nieczystości. Jego codzienność to ciągły krzyczący ból, agresja i samookaleczanie kamieniami. Żadne ludzkie więzy ani spętanie nie są w stanie zatrzymać jego destrukcji. To przejmujący obraz grzesznika, który oddzielony od Boga zatraca własną godność: jego dusza staje się chaotyczną przestrzenią, w której wielość niszczycielskich sił – wręcz „Legion” bezimiennych lęków, zniewoleń i namiętności – targa nim w różne strony, pozbawiając go wolnej woli i zdolności do budowania relacji ze wspólnotą.

W tę przestrzeń mroku i egzystencjalnej dezintegracji wkracza Chrystus. Istotą Ewangelii nie jest badanie siły zła ani uleganie sensacyjnej fascynacji demonologią. Złe duchy nie mają tu nic do powiedzenia; truchleją w obecności Syna Bożego, ulegając Jego suwerennej władzy. Słowo Jezusa – czyste, proste i pełne mocy – rozbija mury niewoli. Boża Świętość nie ulega skażeniu otaczającą nieczystością, lecz wnikając w serce ciemności, pochłania ją i unicestwia.

Prawdziwy cud zbawienia objawia się w pełni dopiero po wypędzeniu nieczystych sił. Mieszkańcy miasta, zwabieni wieścią o tym wydarzeniu, zastają widok, który zdumiewa bardziej niż sama demonstracja mocy: człowiek, który dotąd wył w grobach i budził powszechny strach, „siedzi ubrany i przy zdrowych zmysłach”  (Mk 5,15) u stóp Jezusa.

Słowo użyte przez Ewangelistę na określenie tego stanu – σωφρονοῦντα (sōphronounta) – odsłania najgłębszy wymiar Chrystusowej mocy. Oznacza ono umysł przywrócony do trzeźwości, zrównoważony, zdolny do właściwego osądu i moralnej jasności. Łaska zbawienia nie pozostawia w człowieku emocjonalnego chaosu ani duchowej pustki. Zbawczy dotyk Chrystusa wnosi ułożenie, spójność i wewnętrzną dojrzałość. Człowiek, który był rozbity na tysiące kawałków, odzyskuje swoją tożsamość, odzienie godności i jasność widzenia świata.

Ta przemiana jest żywym obrazem przejścia ze śmierci do życia, z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych. Jezus nie tylko wyzwala od ciężaru zła, ale natychmiast włącza wyzwolonego w nową misję. Odzyskanemu dla życia człowiekowi daje powołanie: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im, co Pan uczynił dla ciebie i jak okazał ci miłosierdzie” (Mk 5,19). W ten sposób ten, który był symbolem zniszczenia, staje się pierwszym zwiastunem nadziei, wnoszącym światło Boże tam, gdzie dotąd panował mrok.

Doświadczenie opętanego z Gerazy nie jest jedynie odległym epizodem z kart Ewangelii – to uniwersalny wzorzec tego, co dzieje się we wnętrzu człowieka, kiedy dotyka go łaska nawrócenia. Każdy z nas, na różny sposób i w różnym natężeniu, doświadcza w życiu stanów wewnętrznego rozbicia, chaotycznych myśli, lęków czy zniewoleń, które przypominają ów ewangeliczny „stan przed spotkaniem z Chrystusem”.

Rozważając to przejście w wymiarze osobistym i codziennym, można dostrzec kilka kluczowych etapów odzyskiwania pokoju serca.

Często żyjemy w przeświadczeniu, że musimy sami uporządkować własny chaos, zanim zbliżymy się do Boga. Człowiek z Gerazy nie był w stanie sam się uspokoić ani przyoblec w szaty. Pierwszym krokiem do odzyskania pokoju jest stanie w prawdzie przed Chrystusem z całym swoim skomplikowaniem – z lękami, uzależnieniami, nawracającymi słabościami i poczuciem winy. Zamiast ukrywać swoje ograniczenia, pozwalamy, aby Jezus wszedł w sam środek naszej nieczystości i wewnętrznej ciemności.

Zanim ten człowiek zaczął cokolwiek robić czy głosić, wpierw siedział u stóp Jezusa. W codziennym życiu odzyskiwanie trzeźwości ducha (sōphrosynē) zaczyna się od zatrzymania. W świecie pełnym bodźców i ciągłego szumu, pokój serca rodzi się w modlitwie, w przestrzeni milczenia, gdzie pozwalamy słowu Boga wyciszyć nasze wewnętrzne głosy i uporządkować priorytety. Uczenie się trwania w obecności Chrystusa stopniowo leczy naszą psychikę i ducha.

Ewangelia podkreśla, że uwolniony człowiek był „ubrany”. Odzienie w języku biblijnym symbolizuje godność i status. Nawrócenie to nie tylko odrzucenie grzechu, ale przede wszystkim uznanie prawdy o tym, kim naprawdę jesteśmy – umiłowanymi dziećmi Bożymi. Zamiast ciągłego biczowania się własną przeszłością (jak owe kamienie, którymi ranił się opętany), zaczynamy patrzeć na siebie oczami Chrystusa: z miłosierdziem, szacunkiem i nadzieją.

Jezus nie pozwala wyzwolonemu człowiekowi uciec od dawnego środowiska – posyła go do jego własnego domu i bliskich. Nasze dawne słabości, zranienia czy przebyte kryzysy, po dotknięciu przez Bożą łaskę, przestają być powodem do wstydu, a stają się źródłem autentycznego świadectwa. Naszą osobista korzyścią jest wewnętrzna harmonia i „zdrowe zmysły” nie są więc jednorazowym stanem emocjonalnym, ale owocem codziennej relacji z Tym, który ma moc uciszyć każdą burzę w naszym sercu.

Człowiek, który sam doświadczył wyjścia z mroku, ma największą wrażliwość i zdolność do niesienia nadziei innym, którzy wciąż walczą o swój wewnętrzny pokój. Natomiast to najbardziej zaskakuje w tej historii, to postawa świadków tego cudu łaski.

Reakcja mieszkańców Gerazy (Mk 5,14–17) stanowi najbardziej dramatyczny i niepokojący zwrot w całej narracji. Gdy wieść o niezwykłym wydarzeniu dociera do miasta i okolicznych wsi, tłum przybywa na miejsce nie po to, by świętować odzyskanie człowieka, ale by stanąć w obliczu rzeczywistości, która głęboko ich przeraża. Widok, który zastają, wstrząsa ich dotychczasowym światem. Oto człowiek, który od lat był uosobieniem chaosu, wył w grobach i ciął się kamieniami, teraz siedzi ubrany i przy zdrowych zmysłach u stóp Jezusa. Słowo Boże przyniosło ład w miejsce zamętu, przywracając temu człowiekowi trzeźwość i wewnętrzną harmonię ducha. Mogłoby się wydawać, że taki widok wywoła falę wdzięczności i zachwytu. Tymczasem Ewangelia opisuje reakcję zdumiewająco chłodną i pełną lęku: „Wtedy zaczęli Go prosić, aby odszedł z ich okolicy” (Mk 5,17).

U podstaw tego lęku leży świadomość, że przyjęcie Chrystusa i Jego łaski nie jest darmową atrakcją, lecz wymaga osobistej decyzji, która okazuje się niezwykle kosztowna. Widzialną ceną interwencji Chrystusa stała się strata stada dwóch tysięcy świń, które zginęły w falach jeziora. Dla pogańskiej społeczności Gerazy świnie reprezentowały konkretny majątek, stabilność ekonomiczną i dotychczasowy porządek gospodarczy. Mieszkańcy dostrzegają niebezpieczny dla nich mechanizm: obecność Chrystusa narusza ich doczesne zabezpieczenia, a zbawienie jednego człowieka zniszczyło ich źródło zysku. Lęk przed Chrystusem staje się lękiem przed utratą tego, na czym dotąd opierali swoje poczucie bezpieczeństwa. Boją się, że jeśli pozwolą Mu zostać, Jego świętość zażąda od nich dalszych wyrzeczeń, przewartościowania biznesu, nawyków i sprawdzonych form życiowej wygody.

Co więcej, przemiana opętanego wymuszała na społeczności natychmiastową zmianę postaw. Nie można już było spychać tego człowieka na margines. Należało przyjąć go z powrotem, wybaczyć dawne krzywdy, zburzyć etykiety i podjąć trud budowania z nim dojrzałych relacji. Osobista decyzja o pójściu za Chrystusem wymagałaby od każdego z nich porzucenia własnej nieczystości, obłudy i moralnych kompromisów. Zobaczywszy, z jaką łatwością Jezus rozbija potęgę nieczystego ducha, zrozumieli, że w Jego obecności żaden grzech ani brak miłości nie pozostanie ukryty.

Ceną obecności Chrystusa jest prawda, a prawda bywa dla ludzkiego serca najbardziej kosztowna. Wybierając spokój swoich portfeli i przewidywalność dotychczasowego życia, mieszkańcy wybierają znany, bezpieczny mrok. Wolą żyć w świecie, gdzie zło jest oswojone, a człowiek cierpi na uboczu, niż ponieść cenę ewangelicznej przemiany.

W końcu Jezus nie narzuca się ze swoją miłością. Wchodzi do łodzi i odpływa, szanując wolność ludzi, dla których cena Jego łaski okazała się zbyt wysoka.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.