Friday, September 4, 2026

Wolni na zawsze

Jedną z największych zdobyczy ludzkości jest wolność — wartość, której należy bronić za wszelką cenę. Niestety, także dzisiaj wielu niewinnych ludzi ginie dlatego, że zostali wysłani na fronty wojen, aby bronić wolności politycznej swoich narodów. Istnieje jednak wolność znacznie ważniejsza od każdej wolności politycznej czy społecznej. Dla mnie jest nią wolność w Chrystusie.

Apostoł Paweł stanął w obronie tej wolności już u początków Kościoła, kiedy pojawiło się poważne zagrożenie: nauczanie, że człowiek uwolniony przez Chrystusa powinien powrócić pod jarzmo Zakonu. Paweł poświęcił temu zagadnieniu szczególnie dużo miejsca w Liście do Galacjan. Kluczowe słowa brzmią: „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” (Ga 5:1).

Skoro zostaliśmy uwolnieni przez Chrystusa, powinniśmy tej wolności strzec i świadomie z niej korzystać. Już w czasach apostolskich była ona zagrożona z wielu stron. Diabeł — odwieczny przeciwnik Boga — mimo że został pokonany przez Chrystusa na Golgocie, nie rezygnuje ze swoich podstępnych działań. Nadal próbuje ograbiać wierzących z wolności, którą otrzymali w Chrystusie.

Jest przecież kłamcą. Nic więc dziwnego, że próbuje wmówić człowiekowi wierzącemu, iż jego wolność jest niewystarczająca i że musi zostać ponownie „wyzwolony”, ponieważ ciążą na nim jakieś przekleństwa, związki duchowe czy okultystyczne obciążenia odziedziczone po przodkach. Powstaje więc pytanie: Czy można wyzwalać ludzi, którzy już zostali wyzwoleni w Chrystusie?

Zadaję to pytanie świadomie, ponieważ coraz częściej pojawiają się różne poglądy, szkoły, konferencje i techniki „uwalniania” ludzi, którzy wcześniej uwierzyli w Chrystusa i zostali przez Niego wyzwoleni. Zanim jednak odpowiemy na pytanie, czy potrzebujemy kolejnego uwolnienia, powinniśmy odpowiedzieć na inne, znacznie bardziej podstawowe pytanie: Na czym właściwie polega wolność w Chrystusie?

Źródłem poznania tej wolności jest Pismo Święte — i nic więcej. Żadne efektowne nauki, choćby brzmiały niezwykle przekonująco i duchowo, nie są w stanie zastąpić tego, co Bóg już objawił w swoim Słowie. Mogą natomiast zawładnąć naszym umysłem, wzbudzić lęk i doprowadzić do niepotrzebnych rozterek duchowych. Dlatego warto wrócić do początku.

Na początku swojej publicznej służby, po odparciu pokuszenia diabła w mocy Ducha Świętego, Jezus wszedł do synagogi w Nazarecie. Otworzył zwój proroka Izajasza i przeczytał: „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łk 4:18).

Warto zwrócić uwagę na słowo „wolność”. Misją Chrystusa było bowiem wyzwolenie człowieka z niewoli grzechu i jego konsekwencji. W tekście greckim użyte jest tutaj słowo aphesis — oznaczające uwolnienie, wypuszczenie, darowanie czy odpuszczenie. W kontekście grzechu wskazuje więc na rzeczywiste uwolnienie człowieka od jego winy.

I właśnie tutaj znajduje się fundament chrześcijańskiej wolności. Nie chodzi o chwilowe doświadczenie, emocjonalne przeżycie ani o serię kolejnych rytuałów mających człowieka „uwalniać”. Chodzi o to, czego dokonał Chrystus.

W Wieczerniku, ustanawiając Nowe Przymierze, Jezus wypowiedział słowa, które zmieniły sposób rozumienia Bożego planu zbawienia: „Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów” (Mt 26:28). Także tutaj pojawia się słowo aphesis — odpuszczenie, darowanie grzechów.

Chrystus nie przyszedł więc jedynie poprawić ludzkiego życia. Przyszedł uwolnić człowieka z niewoli grzechu. Jego krew jest podstawą tego uwolnienia. Wolność od winy i od potępienia, jakie niesie ze sobą grzech, stanowi fundament Nowego Przymierza. Dlatego po swoim zmartwychwstaniu, w odniesieniu do uczniów, Jezus „otworzył im umysły, aby mogli zrozumieć Pisma” (Łk 24:45), a następnie powiedział: „Jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać i że, począwszy od Jerozolimy, w imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów” (Łk 24:46–47). Ponownie pojawia się tutaj aphesis — odpuszczenie grzechów, czyli uwolnienie człowieka od winy.

Kiedy więc w dniu Pięćdziesiątnicy ludzie, którzy usłyszeli zwiastowanie Piotra, zapytali: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2:37). Piotr odpowiedział zgodnie z nauką Chrystusa: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2:38). Także tutaj odpuszczenie grzechów jest wyrażone słowem aphesis.

Nie znajdujemy tu jednak wezwania do późniejszego, wielokrotnego odzyskiwania tego samego uwolnienia. Fundamentem jest upamiętanie, wiara w Chrystusa, odpuszczenie grzechów i dar Ducha Świętego.

Kiedy Paweł dotarł z Ewangelią do Antiochii Pizydyjskiej, wszedł do synagogi i zwiastował Chrystusa. Po przedstawieniu historii zbawienia i wskazaniu na Jezusa jako obiecanego Mesjasza doszedł do sedna swojej nauki: „Niechże więc będzie wam wiadome, mężowie bracia, że przez tego zwiastowane wam bywa odpuszczenie grzechów i że w nim każdy, kto wierzy, bywa usprawiedliwiony w tym wszystkim, w czym nie mogliście być usprawiedliwieni przez zakon Mojżesza” (Dz 13:38–39). Paweł nie mógł zwiastować innej wolności niż ta, którą daje Chrystus. Choć nie należał do grona Dwunastu, sam Chrystus powołał go do służby. Paweł usłyszał: „Wybawię cię od ludu tego i od pogan, do których cię posyłam, aby otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi” (Dz 26:17–18). Zwróćmy uwagę na kolejność: od ciemności do światłości, od władzy szatana do Boga, od winy do odpuszczenia grzechów.

To jest właśnie wolność, którą przynosi Chrystus.

Ta sama prawda stała się osią sporu, który Paweł opisuje w Liście do Galacjan. Galacjanie uwierzyli w Chrystusa, lecz później pojawili się ludzie, którzy próbowali przekonać ich, że samo dzieło Chrystusa nie wystarcza i że muszą powrócić pod jarzmo Zakonu. Paweł stanowczo sprzeciwia się takiemu nauczaniu. Wspomina między innymi Tytusa, Greka, którego próbowano zmusić do obrzezania: „Nie bacząc na fałszywych braci, którzy po kryjomu zostali wprowadzeni i potajemnie weszli, aby wyszpiegować naszą wolność, którą mamy w Chrystusie, żeby nas podbić w niewolę” (Ga 2:4). To niezwykle ważne słowa.

Fałszywi bracia nie próbowali pozbawić chrześcijan religijności. Próbowali pozbawić ich wolności w Chrystusie. I właśnie dlatego Paweł tak zdecydowanie sprzeciwia się każdemu nauczaniu, które człowieka uwolnionego przez Chrystusa ponownie umieszcza pod jarzmem.

Wolność w Chrystusie jest darem łaski. Otrzymujemy ją przez upamiętanie i wiarę w usprawiedliwienie, którego podstawą jest dokonana przez Chrystusa ofiara. Paweł pisał do wierzących w Efezie: „W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego” (Ef 1:7). To nie człowiek wypracowuje swoją wolność. Nie zdobywa jej dzięki kolejnym duchowym doświadczeniom. Nie musi jej sobie zapewniać za pomocą specjalnych technik. Ojciec „uczynił nas zdolnymi do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości” i „wyrwał nas z mocy ciemności, i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów” (Kol 1:12–14).

To jest obraz człowieka, który został przeniesiony z jednego królestwa do drugiego. Z ciemności do światłości. Z niewoli do wolności. Spod władzy szatana pod panowanie Chrystusa.

Co więc zrobić, kiedy ktoś mówi nam, że ciąży na nas jakieś stare przekleństwo? Że jesteśmy związani praktykami naszych przodków? Że ponieważ prababcia zajmowała się wróżbiarstwem, my również potrzebujemy specjalnego uwolnienia? Jeżeli człowiek przez wiarę należy do Chrystusa, jego odpowiedzią nie powinien być strach, lecz zaufanie Bożemu Słowu. Pismo mówi: „Bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia” (Hbr 9:22).

A Chrystus już przelał swoją krew. Dlatego nie potrzebujemy szukać innej ofiary, innego źródła wolności ani kolejnego duchowego pośrednika, który miałby uwolnić nas z tego, z czego Chrystus już nas uwolnił.

Nie oznacza to oczywiście, że wierzący nie doświadcza pokus, duchowych zmagań czy konsekwencji własnych grzechów. Chrześcijanin nadal potrzebuje pokuty, uświęcenia, posłuszeństwa i codziennego chodzenia z Chrystusem. Czym innym jest jednak walka o świętość, a czym innym przekonanie, że dzieło Chrystusa pozostawiło nas pod jakąś duchową niewolą, którą trzeba później usunąć za pomocą dodatkowych technik.

Chrystus nie dokonał połowicznego dzieła. Zostaliśmy uwolnieni raz na zawsze. Autor Listu do Hebrajczyków mówi o Chrystusie: „On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej, oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą jako podnóżek stóp jego. Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni” (Hbr 10:12–14). To właśnie tutaj znajduje się bezpieczeństwo naszej wolności. Nie w technikach uwalniania. Nie w poszukiwaniu kolejnych duchowych doświadczeń. Nie w lęku przed tym, co mogło wydarzyć się w historii naszej rodziny. Nasza wolność ma swoje źródło w Chrystusie i w Jego dokonanym dziele.

Dlatego Paweł mówi: „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” (Ga 5:1).

Wolność można jednak źle wykorzystać. Można używać jej jako pretekstu do życia według ciała i własnych pragnień. Wolność w Chrystusie nie oznacza wolności od Boga, lecz wolność dla Boga. „Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność” (2 Kor 3:17).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.