„Mamy skłonność do zmierzania w stronę nieposłuszeństwa i
nazywamy to wolnością; trzymamy się przesądów i nazywamy je wiarą. Znajdujemy
zadowolenie w braku samokontroli i nazywamy to relaksem; zaniedbujemy modlitwę,
uciekając przed legalizmem; odrzucamy Boże wartości i nazywamy to wolnością
życia.”
Samo nauczanie jednak na nic się nie zda, jeśli osoby
tworzące społeczność nie potrafią stosować dyscypliny wobec samych siebie.
Dlatego postanowiłem podjąć temat samodyscypliny.
Chrystus wymaga od każdego wierzącego, aby podporządkował Mu
swoje życie. Bez tej uległości nie można być Jego uczniem. Każdy chrześcijanin
musi więc dobrowolnie poddać się rygorowi wiary – czyli samodyscyplinie,
samokontroli i wyrzeczeniu się siebie. Pan Jezus często do tego nawiązywał w
Ewangeliach, a apostoł Paweł rozwinął ten temat w swoich listach.
Samodyscyplina jest bez wątpienia ograniczeniem osobistej
wolności na rzecz wspólnego dobra. Jezus powiedział, że musimy wyrzec się
siebie ze względu na Niego oraz na Kościół, który jest Jego Ciałem. Prawdziwym
uczniem jest ten, kto nie z przymusu, lecz z własnej woli poddaje się
dyscyplinie Chrystusowej nauki. Pan powiedział jasno: „Jeśli ktoś chce pójść
za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech
Mnie naśladuje” (Mt 16,24).
Samozaparcie wynika z osobistej decyzji. To dobrowolne
podporządkowanie się Bożym zasadom – zarówno w życiu prywatnym, jak i we
wspólnocie kościelnej. Nie może ono być skutkiem presji otoczenia ani próbą
zdobycia uznania i popularności.
Nie sposób mówić o dyscyplinie, dopóki nie określi się jasno
reguł i granic, których przekraczać nie wolno. Wyznaczone granice dają poczucie
bezpieczeństwa – ludzie w ich obrębie mają określone prawa, ale również i
obowiązki. Słowo Boże daje nam precyzyjne zasady, które powinny być nauczane i
stosowane w Bożym Kościele.
Aby odnieść sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, musimy
zaakceptować reguły gry. Każdy muzyk, sportowiec, przedsiębiorca czy
kaznodzieja musi znać obowiązujące zasady i skrupulatnie ich przestrzegać.
Apostoł Paweł posługuje się obrazem ze świata sportu: „Każdy, kto staje do
zawodów, wszystko wytrzymuje: tamci, aby zdobyć zniszczalny wieniec, my zaś
niezniszczalny. Ja więc tak biegnę, lecz nie na oślep, walczę na pięści, lecz
nie jak ktoś, kto uderza w próżnię, ale opanowuję własne ciało i traktuję jak
niewolnika, abym innym głosząc naukę, sam nie został odrzucony” (1 Kor
9,25–27).
Apostoł przyznaje, że sam podlega reżimowi Bożych zasad.
Polegają one na powstrzymywaniu tego, co wynika z ludzkich pożądliwości, a
utwierdzaniu tego, co pochodzi z Ducha Świętego. Jest to bezpośrednie
podporządkowanie własnej woli – woli Bożej. Paweł radzi wierzącym: „Postępujcie
według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem pożąda na przekór
duchowi, duch natomiast przeciwko ciału. A tak są sobie przeciwne, że czynicie
to, czego nie chcecie” (Ga 5,16–17).
Samodyscyplina to cecha charakteru pozwalająca na kontrolę
własnych pragnień, decyzji i nawyków. Opiera się na wstrzemięźliwości, która
jest owocem Ducha Świętego. Gdy chrześcijanin oddaje się pod panowanie Jezusa
Chrystusa, owoc ten może się w nim rozwijać i dojrzewać.
Jak jednak kontrolować samego siebie? Według jakich
kryteriów i w jaki sposób praktycznie stosować samokontrolę? Najlepszą
odpowiedź daje nam Biblia. Paweł pisał do młodego kaznodziei, Tymoteusza: „Dlatego
przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie
przez nałożenie moich rąk. Nie dał nam bowiem Bóg ducha bojaźni, ale mocy
i miłości, i rozsądku” (2 Tm 1,6–7).
Apostoł zachęca Tymoteusza, aby dbał o ogień daru Ducha
Świętego. Rozniecanie tego ognia powinno być codzienną troską każdego
wierzącego. Nie chodzi tu o ponowne zapalanie zgasłego płomienia, lecz o stałe
podtrzymywanie jego właściwej temperatury. Letni chrześcijanie, u których ten
duchowy ogień przygasł, tracą siłę. Dlatego Biblia wzywa: „nie bądźcie
ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha” (Rz 12,11).
Kiedyś, gdy domowe ognisko było jedynym źródłem ciepła i
umożliwiało przygotowanie posiłków, dbanie o żywy ogień stanowiło podstawowy
obowiązek domowników. Zaniedbanie tej reguły groziło chłodem i głodem – powolną
śmiercią. Podobnie jest w życiu duchowym: gdy człowiek wierzący przestaje dbać
o płomień Ducha, jego chrześcijaństwo zamienia się w pusty, religijny rytuał –
rutynowe chodzenie do kościoła, mechaniczne czytanie Biblii i bezduszne
odtwarzanie schematów. Taki klimat duchowego życia sprzyja pojawianiu się pokus
i upadków wywołanych grzechem.
Dzięki ożywczemu działaniu Ducha Świętego, który zamieszkał
w nas w momencie narodzenia się na nowo, możemy żyć wolni od lęku – w miłości i
pod stałą kontrolą własnego stanu duchowego.
Samokontrola to także gotowość do poddawania samego siebie
sprawdzianom. Pismo Święte wielokrotnie wzywa nas do testowania swojej wiary.
Musimy robić to z własnej woli, nakładając na siebie duchowy rygor: „Sami
siebie poddawajcie próbie, czy trwacie w wierze. Samych siebie
doświadczajcie. Czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was?
Chyba, że nie wytrzymaliście próby” (2 Kor 13,5).
Samodyscyplina oznacza ocenianie własnego postępowania w
świetle Bożych zasad. Pomaga nam odnaleźć właściwe miejsce w Kościele i wiernie
wypełniać powołanie, jakie Bóg nam wyznaczył. Chroni nas również przed
przypisywaniem sobie ról czy darów, których nie otrzymaliśmy od Pana, a które
chcielibyśmy pełnić jedynie z własnej ambicji. Paweł, pisząc o przemianie
umysłu i rozeznawaniu woli Bożej, wzywa do trzeźwej i wstrzemięźliwej
samooceny: „Mówię bowiem do każdego z was mocą danej mi łaski, abyście
nie myśleli o sobie więcej niż należy, ale myśleli w granicach
rozsądku, stosownie do wiary otrzymanej od Boga” (Rz 12,3).
Na tym właśnie polega działanie Bożej łaski – prowadzi nas
do wyrzeczeń zgodnych z myślą Chrystusa. Apostoł Paweł tak charakteryzuje tych,
którzy stają się godnymi miana Jego uczniów: „Objawiła się bowiem wszystkim
ludziom zbawcza łaska Boga, która wychowuje nas, abyśmy odrzucili bezbożność
i światowe pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie
i pobożnie, oczekując spełnienia się błogosławionej nadziei
i objawienia się chwały naszego wielkiego Boga i Zbawiciela, Jezusa
Chrystusa. On wydał za nas samego siebie, aby nas wykupić z wszelkiej
nieprawości i oczyścić dla siebie na własność lud gorliwy
w pełnieniu dobrych uczynków” (Tt 2,11–14).
Gdy uświadomimy sobie, jak szybko przemija doczesne życie,
łatwiej nam poddać się prowadzeniu Ducha Świętego – bo tylko On potrafi pokazać
to, co naprawdę ma wartość w służbie dla Boga.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.