Dlaczego zatytułowałem to rozważanie „Przekleństwo demokracji”? Większość uważa, że demokracja jest najlepszym systemem politycznym, jaki zapewnia wszystkim obywatelom państwa, jednakowe prawa i obowiązki. Chociaż brzmi to trochę jak wyjęte z utopii, lecz po części jest to prawdą. Jednakowoż, jak każda sprawa, jak każdy system, również i demokracja, ma swoje zalety i wady. Nad zaletami nie dyskutujemy, lecz bierzemy je z marszu i korzystamy z przysługujących nam przywilejów. Natomiast warto jest, osobiście uważam, zastanowić się nieco nad wadami tego systemu.
Tuesday, May 26, 2015
Przekleństwo demokracji
Dlaczego zatytułowałem to rozważanie „Przekleństwo demokracji”? Większość uważa, że demokracja jest najlepszym systemem politycznym, jaki zapewnia wszystkim obywatelom państwa, jednakowe prawa i obowiązki. Chociaż brzmi to trochę jak wyjęte z utopii, lecz po części jest to prawdą. Jednakowoż, jak każda sprawa, jak każdy system, również i demokracja, ma swoje zalety i wady. Nad zaletami nie dyskutujemy, lecz bierzemy je z marszu i korzystamy z przysługujących nam przywilejów. Natomiast warto jest, osobiście uważam, zastanowić się nieco nad wadami tego systemu.
Monday, May 25, 2015
Duch mądrości i poznania
Thursday, May 21, 2015
Duchowy M.R.I.
Słowo Boże wzywa nas, abyśmy byli płomienni duchem - "bądźcie płomiennego ducha" (Rzym. 12:11). Użyte tu słowo w oryginale ζεοντες [dzeontes] oznacza „być rozpalonym do czerwoności”. Zbyt często jednak staramy się dostosowywać się do chłodnego otoczenia, zamiast szukać możliwości rozgrzania się Bożym Słowem. Ludzie napełnieni Duchem Świętym powinni rozgrzewać innych Bożym ciepłem. Czy moja duchowa pasja dla Chrystusa nie została zagaszona sprawami doczesności, egoistycznymi ambicjami lub chęcią wzbogacenia się? Jeśli nie będę ostrożny, letniość stanie się czymś normalnym a życie modlitewne zaniknie całkowicie.
Bóg powołał mnie, abym Go wielbił, lecz bliska społeczność z Nim nie zawsze należy do mych priorytetów. Czy kocham Pana z całego serca? Co głównie wypełnia mój czas? Czy moje serce bije dla Niego, czy są inne zainteresowania, które zastąpiły pierwszą miłość? Czy tak naprawdę żyję, aby zadowolić Ojca Niebieskiego, czy jestem uzależniony od pochwał ludzkich? Wówczas Pan Jezus stawia Swoją diagnozę: "mam przeciwko tobie to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość" (Obj. 2:4).
Jeśli nie chodzę w pokorze, pycha wykrzywi moje nastawienie do innych ludzi. Czy promieniuję miłością, radością i pokojem Ducha Świętego – czy znana jest moja zgryzota, zamartwianie się i nerwowe odzywki? Jak reaguję na różnego rodzaju naciski, czy wydaję wówczas „przyjemną woń” płynącą z ufnego serca, czy objawiam napady złości? Nie wolno nam zapominać, iż zostaliśmy ustanowieni w tym świecie aby być "wonnością Chrystusa dla Boga wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i wśród tych, którzy idą na zatracenie" (2 Kor. 2:15).
Czy przechowuje w swym sercu uprzedzenia wobec osób, które mnie skrzywdziły? Jeśli tak, to trucizna złości działa we mnie i z łatwością inni mogą zarazić się ode mnie. Muszę wybaczyć każdą krzywdę, nie sądzić innych i wyzbyć się niechęci. Czy w sercu jest zazdrość wobec kogoś, kto zarabia więcej i odnosi większe sukcesy? Czy potrafię szczerze życzyć takiej osobie jeszcze większego błogosławieństwa? Owocem nowego życia w Chrystusie jest nowy język - "Żadna zła mowa niech nie wychodzi z waszych ust, lecz tylko dobra, która służyłaby zbudowaniu i przyniosła korzyść słuchającym" (Efez. 4:29).
Czy z moich ust regularnie wypływają wdzięczne słowa, czy raczej ciągłe narzekania? Czy chętnie mówię dobrze o innych, czy też raczej ich krytykuję i mówię rzeczy negatywne? Czy jestem już tak bezduszny, że nie czuję się winnym gdy oczerniam drugą osobę poza jej plecami?
Czystość seksualna nie jest opcją, lecz jedyną możliwością daną nam przez Boga. Pamiętajmy o nauczaniu apostoła Pawła, że "wolą Boga jest bowiem wasze uświęcenie. Powstrzymujcie się więc od rozwiązłego życia" (1 Tes. 4:3). Nie można zachować czystości życia, jeśli nie nienawidzi się równocześnie grzechu. Czy jakakolwiek forma pożądliwości kontroluje moim życiem? Czy nie pokłoniłem się duchowi Baala, który panuje nad współczesną kulturą pełną pornografii i perwersji? Czy uciekam od pokus seksualnych natychmiast gdy tylko pojawią się w przypadkowej sytuacji, czy dopiero gdy wiem, że ktoś mnie widzi?
Przeniknij mnie, Boże, poznaj moje serce,doświadcz mnie i poznaj moje myśli.Zobacz, czy nie idę drogą niegodziwą,poprowadź mnie swą drogą odwieczną.
(Ps. 139: 23-24)
Tuesday, May 12, 2015
Śpiewana teologia
Monday, May 11, 2015
Takie sobie myśli o wyborach
Jeśli chodzi o biblijne spojrzenie na temat władzy, zdanie jest jasne - „nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione” (Rzym. 13:1). Nawet Pan Jezus, zapytany czy należy tej świeckiej władzy oddawać powinność w postaci podatków, wziąwszy obiegową monetę, odpowiedział: „Oddawajcie więc, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Bożego, Bogu” (Mat. 22:21). Dla uzupełnienia biblijnej perspektywy postrzegania władzy świeckiej przez ludzi należących do Bożego Królestwa, Paweł wyjaśniał słuchaczom w Atenach, że Bóg „z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkani” (Dz.Ap. 17:26).
Jestem głęboko przekonany, iż ludzie wierzący w Boga nie mogą jedynie biernie przyglądać się powstawaniu i upadkom kolejnych panujących. Apostoł Paweł nakazał wręcz, „aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości” (1 Tym. 2:1,2). A skoro mamy modlić się o tych, którzy łaskawie nad nami panują, myślę też, iż powinniśmy brać udział w przyznanym nam demokratycznym prawie ustanawiania tej władzy. Stąd też, gdy nadarza się okazja, idziemy do urn, aby wyrazić naszą wolę, co do kandydata, którego chcielibyśmy później słuchać. Słowo Boże naucza nas - „każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim” (Rzym. 13:1). Dlatego jest zrozumiałe, że chcemy mieć wpływ na wybór takiego „władcy”, któremu chętnie okażemy „poddaństwo”, gdyż nieco dalej Paweł naucza: „Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie” (w. 5).
Obserwując przebieg pierwszej tury wyborów prezydenckich, naszły mnie pewne refleksje. Ponieważ lubię odwoływać się do Biblii, aby w jej świetle lepiej zrozumieć pewne mechanizmy rządzące prawami społecznymi i politycznymi, starałem się znaleźć jakieś odniesienie do sytuacji opisanych w historii narodu wybranego.
Nie chcę porównywać każdego z kandydatów, gdyż przy tej ilości, musiałbym napisać sporą książkę. Chcę jedynie dokonać pewnej analogi fenomenu tej rundy wyborów do jednego przykładu z Biblii. Nikt z poważnych analityków politycznych nie spodziewał się tak wysokiego miejsca kandydata, którego udział w wyborach traktowano z początku, jako żart. Piosenkarz, według mojej znajomości rynku muzycznego w Polsce, raczej już schodzący ze sceny, nagle otrzymał masowe poparcie młodzieży. Taraz, tęgie głowy znające się na zakamarkach politycznych zastanawiają się jak do tego doszło.
Historia biblijna, jaka nasunęła mi się przy tej okazji wydarzyła się w czasach, gdy ustanawiano królów w Izraelu. Po śmierci Salomona, jego syn Rechabeam zgromadził naród w Sychem, aby obwołano go następnym królem w Izraelu. W tym czasie, jeden z dworzan króla Salomona, będąc mężem obrotnym, zbuntował się i chciał przejąć włądzę. Przed skrócenim go o głowę salwował się ucieczką do Egiptu. Gdy dowiedział się o śmierci Salomona, i o tym, że jego syn Rechabeam ma zasiąść na tronie, postanowił działać. Po powrocie z wygnania, spotkał się z nowowybranym królem i zaproponował zniesienie ciężkich podatków, jakie Salomon nałożył na naród. Wówczas król Rechabeam postanowił zasięgnąć rady doświadczonych polityków, którzy powiedzieli mu - „jeżeli ty wystąpisz dzisiaj jako sługa tego ludu i usłużysz im, wysłuchasz ich i odezwiesz się do nich łagodnymi słowy, to będą ci służyć po wszystkie dni” (1 Król 12:7).
Król jednak nie posłuchał starszych doradców, i zwrócił się do „młodzieńców, którzy z nim wyrośli, a obecnie byli w jego orszaku” (w. 8). Młodzi, jak to młodzi, mieli głowy pełne szalonych pomysłów i protestów wobec tego co było, więc doradzili królowi, aby powiedział: „jeżeli mój ojciec nałożył na was ciężkie jarzmo, to ja jeszcze dołożę do waszego jarzma; ojciec mój chłostał was biczami, a ja chłostać was będę kańczugami” (w. 11).
Niestety, ta sytuacja doprowadziła do trwałego podziału w Izraelu. Judejczycy odeszli od króla Rechabeama i ustanowili odrębne państwo, stojące wiernie przy domu Dawida. Kronikarz biblijny zaprotokółował to wydarzenie słowami: „W ten sposób odpadł Izrael od domu Dawidowego aż po dziś dzień” (w19).
Kiedyś przeczytałem taki aforyzm, który chyba pasuje do każdej sytuacji, zarówno w państwie, jak i w kościele - „Dobrze jest tam, gdzie są stare głowy i młode ręce”.
Henryk Hukisz
Sunday, May 10, 2015
Jak daleko od miłości do nienawiści?
Nieraz zastanawiałem się nad granicą pomiędzy dwoma stanami emocjonalnymi – nad tym, jak daleko jest od prawdziwej miłości do głębokiej nienawiści. Im bardziej analizuję przyczyny wywołujące te skrajnie przeciwne uczucia, tym wyraźniej widzę, iż granica ta jest niewyobrażalnie cienka, wręcz niewidoczna.
Znalazłem w internecie obraz słowny, który trafnie oddaje istotę tego zagadnienia:
„Jak daleko leży miłość od nienawiści i od miłości nienawiść? Gdzie jedno kończy się, a zaczyna drugie? Gdzie jest granica? Jest cienka... Przeraźliwie cienka. Dwie skrajności. Gubię się w tym. Kochać czy nienawidzić... cóż za różnica. Jedno i drugie oznacza stąpanie po cienkiej linie. One są na obu końcach tej liny. Tak, końcach, bo są równorzędne, żadna nie jest początkiem. Płynnie przechodzą z jednej w drugą, jak w błędnym kole, bo lina tworzy okrąg. Zlewają się w jedno. Są jednością. I pozostaną. Nigdy nie wiem, która z nich właśnie panuje nade mną, która w danej chwili jest tą dominującą, pierwszą, obecną, teraźniejszą. Miłość – nienawiść, dwie siostry bliźniacze zrodzone pod jednym księżycem. Czasem nie da się ich odróżnić, a gdy się to udaje, zazwyczaj jest już za późno...” (piszmy.pl)
Uważam, iż jest to bardzo trafne zobrazowanie tej prawdy. Biblia mówi o najprawdziwszej miłości, którą jest Bóg, oraz o tym, jak bardzo nienawidzi On grzechu. Te dwa uczucia są w Nim nierozłączne. Bóg umiłował grzesznika do tego stopnia, że „Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jn 3:16). Wiemy też, że „większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich” (Jn 15:13). O wielkości tej miłości, jaką Bóg okazał grzesznym ludziom, pisał apostoł Paweł: „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5:8).
Równocześnie niezmienny Bóg objawia siebie poprzez okazywanie wielkiej nienawiści wobec wszystkiego, co nieczyste, plugawe i bezbożne. W wielu sytuacjach Izraelici, wybrani do ukazania światu Bożej świętości, słyszeli wprost z ust Pana: „Ja, Pan, który miłuję prawo i nienawidzę zbrodniczego łupiestwa, dam im słuszną nagrodę i zawrę z nimi wieczne przymierze” (Iz 61:8). Dlatego Bóg nakazywał swojemu ludowi, który niejednokrotnie konfrontowany był z pogańskimi obyczajami: „Nie postawisz też sobie pomnika, którego Pan, Bóg twój, nienawidzi” (Pwt 16:22).
Dawid w swoich Psalmach nie tylko czcił Bożą miłość i łaskawość, lecz równocześnie pisał otwarcie o tym, jak bardzo Bóg nienawidzi nieprawości. Psalmista stwierdził, że „Pan bada sprawiedliwego i bezbożnego, a nienawidzi tego, kto kocha bezprawie” (Ps 11:5). Później jego syn, Salomon, który dzięki swej mądrości doświadczył wszystkiego, pisał o Bożej miłości i nienawiści w tych samych wersetach: „Zaprawdę! Wszystko to rozważyłem w swoim sercu i we wszystkim tym stwierdziłem, że sprawiedliwi i mędrcy, i wszystkie ich dzieła są w ręku Boga, zarówno miłość, jak i nienawiść. Człowiek nie wie, co go spotka” (Koh 9:1).
Istnieją nawet pewne ludzkie postawy, których – jak stwierdza Salomon – Bóg nienawidzi ze szczególną odrazą:
„Tych sześć rzeczy nienawidzi Pan, a tych siedem jest dla niego obrzydliwością: Butne oczy, kłamliwy język, ręce, które przelewają krew niewinną, serce, które knuje złe myśli, nogi, które śpieszą do złego, składanie fałszywego świadectwa i sianie niezgody między br
aćmi” (Prz 6:16-19).
Chcę zwrócić uwagę zwłaszcza na tę „siódmą rzecz”, do której Bóg odnosi się z obrzydzeniem. Niestety dla wielu chrześcijan „sianie niezgody” bywa postrzegane jako przejaw rozwoju Kościoła, gdy tworzą oni nowe zbory poprzez podziały.
Izraelici nie zawsze utożsamiali swoje uczucia z Bożymi – nie miłowali Jego prawa i nie nienawidzili bezprawia. Zamiast tego rozwijali swoją religijność, mnożąc święta, szabaty, modlitwy i posty. Wówczas Bóg, w swojej świętej naturze nienawidzącej obłudy, oświadczył z bólem ojcowskiego serca: „Waszych nowiów i świąt nienawidzi moja dusza, stały mi się ciężarem, zmęczyłem się, znosząc je” (Iz 1:14). A jednak chwilę później zapowiedział: „Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna” (w. 18).
Na tak bliskie, niemal jednoczesne okazanie skrajnych uczuć wobec tych samych ludzi stać jedynie sprawiedliwego Boga. My mamy z tym kłopot, ponieważ nie zawsze potrafimy miłować tak jak On, co oznacza, że nie potrafimy również nienawidzić tego, czego On nienawidzi.
Pan Jezus nauczał o nienawiści, z jaką spotykamy się ze strony świata, gdy decydujemy się naśladować doskonały wzór Bożej sprawiedliwości. Jestem przekonany, że wszyscy Jego uczniowie dobrze zapamiętali słowa: „A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrym i i deszcz pa da na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5:44-45).
Jakże obco i niezrozumiale brzmi przy tym inne polecenie naszego Pana: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łk 14:26). Wiem, że nie chodzi tu o nienawiść w potocznym znaczeniu tego słowa, lecz o hierarchię uczuć – o to, jak wielka powinna być nasza miłość do Boga w porównaniu z uczuciem do drugiego człowieka.
W kwestii okazywania emocji w konkretnych sytuacjach najczęściej ulegamy pokusie miłowania „wszystkiego” – tak na wszelki wypadek, aby nie zostać posądzonym o nienawiść. Tymczasem Bóg, który nienawidzi wszelkiej nieprawości i bezbożności, oczekuje od nas podobnej postawy. Nie jest to łatwe, dlatego zawsze możemy liczyć na Jego mądrość. Dzięki niej możemy uczyć się miłować człowieka, za którego Pan Jezus umarł na Golgocie, i równocześnie nienawidzić grzechu, który ten człowiek czyni. Nie możemy pozostać obojętni wobec tego, czego Bóg nienawidzi.
Apostoł Jakub stawia sprawę jasno: „Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga” (Jk 4:4).
Wyboru musimy dokonać sami.







