Tuesday, February 2, 2016

Powrót do przeszłości



 Kościół Jezusa Chrystusa jest jeden, niepodzielnie istniejący od Dnia Pięćdziesiątnicy, od momentu, gdy Duch Święty zstąpił na modlących się uczniów Pańskich. Tłumnie zgromadzeni Żydzi podczas święta Szawuot, jakie należało obchodzić każdego roku, ze zdziwieniem oglądali i słuchali wszystkiego, co w tym dniu się wydarzyło w Jerozolimie. Stare przeminęło, a nowe się rozpoczęło. Narodził się Kościół, o którym nie tak dawno mówił Pan Jezus, gdy przyszedł do Jerozolimy na święto Paschy. Z pewnością wielu Żydów jeszcze pamiętało ten moment, gdy Nauczyciel z Nazaretu wszedł na dziedziniec świątyni i ogarnięty żarliwym gniewam na widok kramów handlarzy zwierzyną ofiarniczą, zwinąwszy powróz powywracał stragany. Chrystus dokonał oczyszczenia domu modlitwy z taką energią, że kramarze musieli ratować się ucieczką. Zapytany o znak przyzwalający na takie zachowanie się, kazał zburzyć świątynię, obiecując odbudować ją w trzy dni.
Ewangelista Jan, opisując to niezwykłe dla Żydów zdarzenie, wyjaśnił, że Chrystus „mówił o świątyni ciała swego” (Jan 2:21). Teraz, gdy minęło siedem pełnych tygodni od kolejnej Paschy, Duch Święty zamanifestował nowy rodzaj owocu, jaki został zrodzony z obumarłego ziarna, które wpadło do ziemi. Pan Jezus użył tego prostego obrazu, gdy przybyłym kiedyś do Jerozolimy Grekom wyjaśniał cel swego przyjścia na ziemię. Chwilę później zagrzmiało, gdy Ojciec odezwał się z nieba, mówiąc do Swego Syna: „uwielbiłem, i jeszcze uwielbię” (Jan 12:28). Któżby nie pamiętał tych wydarzeń i słów, tak tajemniczych wówczas.
Teraz, gdy Żydzi przynieśli do świątyni po dwa bochenki świeżo upieczonego chleba i składali przyjemne dla Pana ofiary z jagniąt, zobaczyli coś nowego. Ten, który mówił o sobie – „Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie” (Jan 6:35), umierając za grzesznych ludzi, dał im możliwość narodzenia się na nowo, aby stać się dziećmi Bożymi. Bóg w Chrystusie zawarł nowe przymierze, już nie tylko z jednym narodem, lecz ze wszystkimi ludźmi, ze wszystkich narodów. Od momentu, gdy zaistniał Kościół Jezusa Chrystusa, już nie zawiłości zakonu i obrzędów ofiarniczych, już nie obwiązek przestrzegania wszystkich świąt, lecz prosta wiara w zbawczą ofiarę Baranka Bożego otwiera możliwość wejścia w bliską relację z Ojcem. Jezus powiedział swoim uczniom, że gdy wróci do Ojca, przygotuje u Niego miejsca dla wszystkich, którzy uwierzę w Jego imię, gdyż On jest „droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14:6).
I gdy nadszedł Dzień Pięćdziesiątnicy, apostoł Piotr, dzierżąc klucze, jakie dał my Pan Kościoła, stanął pośród rozmodlonych uczniów, aby udzielić odpowiedzi na pytania nurtujące umysły zdziwionych gapiów. Chociaż ten prosty rybak nie do końca rozumiał, co się tak naprawdę wydarzyło tego dnia, zdał się całkowicie na Boży scenariusz i poddał się prowadzeniu Ducha Świętego, który w pełni ogarnął jego serce i myśli. Pomny roli, jaką wyznaczył mu jego Pan i Mistrz, zaczął wyjaśniać, posługując się wersetami z Pism, których sam nie wybierał i nie dopasowywał do tych dziwnych zjawisk, w których teraz uczestniczył on i najbliżsi uczniowie Chrystusa.
Zgromadzeni Żydzi znali dobrze Pisma, bo przecież byli to religijni i pobożni naśladowcy Boga. Być może mieli własne zdanie na temat zapowiadanego przez proroków Mesjasza, lecz z pewnością nikt z nich nie spodziewał się, że będzie nim syn cieśli z Nazaretu. Lecz, jestem przekonany, że Duch Święty, o którym Pan Jezus powiedział, że gdy przyjdzie, to “przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości i o sądzie” (Jan 16: 8) sprawił, że zaskoczeni Żydzi, zamiast chwycić w swe dłonie kamienie, aby z oburzeniem cisnąć nimi w odstępców od Bożego zakonu, zatroskani o swój los zapytali: “Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz.Ap. 2:37).
Kościół Pana Jezusa, “ekklesia”, gromadzi wszystkich, których Pan wybrał, których wywołał z tego świata, aby dzięki krwi Baranka Bożego, stali się Bożym ludem. Nie nowym Izraelem, lecz ludem z wszystkich narodów i języków. Jak później pisał w swoich listach jeden z najgorliwszych Żydów, a do tego faryzeusz, przestrzegający więcej przykazań, niż Pan Bóg nakazał - “już nie masz Żyda, ani Greka”, gdyż w Chrystusie, mur oddzielający święty naród od pogan, został zburzony.
Niestety, obecnie, po dwóch tysiącach lat, zresztą nie pierwszy raz, próbuje się ten mur odbudowywać. Żyjemy w czasie, gdy powstaje wiele wspólnot i organizacji określających się jako mesjańskie. Niektóre z nich maja zdrowe podstawy i cele. Są też, niestety tacy, którzy nie rozumiejąc woli Boga, próbują cofnąć rozwój Kościoła do czasu pierwszych chrześcijan, podobnie, jak to już było w zborach Galacji. Ludzie ci, starają się omamić tych, przed oczami, których obraz Chrystusa został wyraźnie nakreślony” (Gal. 3:1) i nakłaniać do powrotu do starych zwyczajów i rytuałów żydowskich, o których słowo Boże mówi, że ich rola już się skończyła. Nie chodzi tu o jakieś dodatki upiększające czy zwiększające pobożność ludzi wierzących w Pana Jezusa, lecz stawiane są warunki, które mają zagwarantować dostęp do Bożej skarbnicy błogosławieństw. Jedni starli się przekonać, że powinniśmy używać hebrajskie określenia wobec osoby Chrystusa, inni zaczęli wprowadzać żydowskie obrzędy, takie jak, zapalanie świeczników, dęcie w baranie rogi i machanie flagami Obecnie pojawia się kolejny trend, polegający na przestrzeganiu hebrajskiego kalendarza. Pojawili się nauczyciele, powołujący się na osobiste objawienia, jakie otrzymali od Boga, że jedyną drogą prowadząca do przebudzenia i otrzymania obfitości błogosławieństw, jest przestrzeganie świąt żydowskich
Ne chcę pisać o szczegółach i zawiłościach argumentacji, jaką posługują się liderzy powstałego ruchu, który przypisuje sobie misję doprowadzenia Polski do niespotykanego jeszcze przebudzenia. Postaram się jedynie, ze względu na format tego rozważania, wskazać na niebiblijne podstawy takiego nauczania.
Po pierwsze, naucza się, że w prawdziwym Kościele znajdują się jedynie wierzący z narodów. A przecież, jak czytamy w Nowym Testamencie, pierwszymi wierzącymi byli Żydzi. Dopiero później, gdy zaczęli wiarą przyjmować zbawienie w Chrystusie poganie, powstał problem, czy powinni wpierw stać się prozelitami żydowskimi, aby uznać ich prawowierność.
Po drugie, podważa się natchniony charakter Pism Nowego Testamentu. Mówi się, że te Pisma są jedynie greckim tłumaczeniem myśli hebrajskiej. Język grecki wprowadził do Bożego planu elementy filozofii hellenistycznej, dlatego celem tego ruchu jest powrót do hebrajskiego kalendarza, według którego Bóg działa w Kościele. Znakiem rozpoznawczym czasu, według jakiego Bóg wypełnia Swoje zamierzenia są również fazy księżyca. Chodzi o zjawisko tzw. „czerwonego księżyca”, gdyż jego pojawianie się potwierdza autentyczność Bożego działania.
Pojawia się też element ściśle polski. Na podstawie wyjętego z kontekstu wersetu z 4 Moj, 35: 33, zbudowano tezę zbezczeszczenia polskiej ziemi przelaną krwią żydowską. Ponieważ zgodnie z tym wersetem, oczyszczenie można uzyskać jedynie przez przelanie krwi sprawcy, powstał problem jak spełnić to wymaganie. Pomysł, jaki dał rozwiązanie, pochodzi raczej z filmu „Sami swoi”, niż a Biblii. Poproszono, aby przedstawiciele z różnych rejonów Polski przywieźli trochę ziemi w woreczkach, którą zsypano do jednego naczynie podczas kolejnej konferencji. Później wykonano „akt prorocki” (?), i w ten sposób zdjęto przekleństwo spoczywające na naszym kraju.
A ponieważ ten „akt prorocki” odbył się, niby przypadkowo, w czasie „Rosh Hashanah”, czyli żydowskiego Nowego Roku, powiązano tę tezę w hebrajskim kalendarzem, gdyż jest to jedynym sposobem, aby Bóg w pełni błogosławi działalność Kościoła w Polsce
Dokonano też pewnych wyliczeń na podstawie hebrajskiego kalendarza, nowiów księżyca i świąt żydowskich, ogłaszając rok 2018 czasem wielkich przemian duchowych w Izraelu
Myślę, ze wystarczy tych kilka informacji, ponieważ gdybym miał odnieść się do wszystkich szczegółów, o jakich dowiedziałem się z tego wykładu, musiałbym napisać książkę.
Dlatego pozwólcie, że podsumuję odwołaniem się do tematu kluczowego wykładu, w którym przedstawione zostały tezy nowego ruchu, jaki nakłania do powrotu do przeszłości. Temat tego wystąpienia brzmi: “Jezus nadzieją dla Izraela i kościoła z narodów”, w którym mówca dokonał podziału na Izrael, jako lud Boży, resztkę Izraela, którą są Żydzi mesjańscy, oraz Kościół, który tworzą jedynie narody, czyli poganie. Jak wiemy z nauczania apostoła Pawła, w Chrystusie, czyli w Jego Ciele, znajdują się zarówno wierzący żydzi jak i Grecy, czyli, poganie. Czas Zakonu, który był jedynie przewodnikiem do Chrystusa, skończył się. Teraz, jak pisze Paweł, „Nie masz Żyda ani Greka, (…) albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Gal. 3:28).
Nauczanie o nadziei opartej na fundamencie, który nie znajduje potwierdzenia w Słowie Bożym prowadzi wprost do budowania fałszywej nadziei. Słowo Boże mówi o jedynej nadziei, jaką jest Chrystus, który zburzył mur dzielący Izrael i pogan. Chrystus „zniósł zakon przykazań i przepisów, aby czyniąc pokój, stworzyć w sobie samym z dwóch jednego nowego człowieka i pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, zniweczywszy na nim nieprzyjaźń” (Efez. 2: 15,16).
Aż się prosi, by odwołać się do sytuacji, jaka już istniała na samym początku Kościoła. W zborach Galacji zaczęto odwodzić wierzących do „innej ewangelii”. Wówczas apostoł Paweł napisał: „choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty” (Gal. 1:8).
No tak, ale greckie słówko „anathema” zawiera w sobie elementy filozofii hellenistycznej.
Henryk Hukisz

Thursday, January 28, 2016

Wiarygodność

Kiedyś mówiło się, że papier jest cierpliwy i przyjmie każde kłamstwo za prawdę. Dziś o wiele prawdziwej brzmią słowa zapisane elektronicznie na stronie internetowej, bez względu na ich zgodność z rzeczywistością. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie wszystkiego, co czytamy, czy oglądamy.
Z niepokojem obserwuje rosnące zainteresowanie wśród ludzi wierzących różnego rodzaju konferencjami, seminariami i innymi wydarzeniami, które są ogłaszane na stronach internetowych. Nikt bliżej nie zna organizatorów, mówców, gości, którzy wypełniają programy, uwagę przyciąga ciekawie sformułowany temat. Lecz sam temat to nie wszystko, ważne są treści, jakimi słuchacze są karmieni.

Pamiętam czasy, gdy dostęp do internetu był kwestią dość skomplikowaną i nie każdy „zwykły zjadacz chleba” był w stanie cokolwiek opublikować na Wide World Web. Dziś, niestety, każdy może mieć dostęp do globalnej sieci i wstawiać teksty, obrazki czy nagrania filmowe o dowolnej treści. Niestety, nikt nie kontroluje tego ogólnodostępnego źródła informacji. A to znaczy, że otwierając jakąkolwiek stronę internetową, ma się wrażenie, ze przed naszymi oczami ukazuje się wiarygodna treść, którą przyjmujemy z łatwością za prawdziwą. Nie ważne, czy dany materiał jest wynikiem wieloletnich badań przeprowadzonych w laboratoriach naukowych, czy prezentuje go przysłowiowa pani Pelagia (z kabaretu Tey). Z łatwością każdą informację powiela się, często bezmyślnie, na swoich profilach fejsbukowych, i kolejne osoby przenoszą je do siebie. I tak powstaje łańcuch tej samej treści, która powtórzona wielokrotnie, osiąga znamię wiarygodności. I tu działa zasada, że kłamstwo wielokrotnie powtórzone, brzmi prawdziwie.
Piszę o tym, gdyż wielokrotnie spotkałem bardzo „wiarygodnie” wyglądające posty, wideo czy inne formy zapisu cyfrowego na FB, YT, Tweeterze, czy innych popularnych mediach społecznościowych. Na YT można obejrzeć i posłuchać jak rozentuzjazmowany tłum śpiewa treści wyrażające chwałę dla Boga. Na FB powstają coraz to nowe profile wzywające do nie wstydzenia się Chrystusa, czy pójścia za Panem Jezusem. Większość tych materiałów zawiera treści sprzeczne z nauką biblijną. Ostatnio zostałem zaskoczony zapewnieniem na jednym z takich profili, że św. Jan Paweł II czuwa nad nami, ponieważ jest wiecznie żywy. Na podobnych stronach popularyzuje się nagrania artystów aktywnych w środowisku LGBTQ (lesbian, gey, bisexual, transgender and questioning sex), tylko dlatego, że śpiewają o Jezusie.
Uważam, że osoby wierzące ewangelicznie, zobowiązane są do prezentowania jednego nurtu prawdy, prawdy zgodnej z ewangelią, ze Słowem Bożym.  Biblia jest jedyną niezmienną Księgą, która zawiera prawdziwe informacje, które można bezpiecznie przyjmować, bez uszczerbku dla swojej wiary. Apostoł Jan ostrzegał wierzących - „Umiłowani, nie wierzcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, ponieważ wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1 Jan 4:1). Dalej, ten wierny sługa ewangelii wyjaśnia, że są oni pod wpływem „ducha antychrysta, o którym słyszeliście, że nadchodzi, a nawet już jest na świecie” (w. 3). A skoro w czasie, gdy apostoł Jan zapisywał te słowa, ten zwodniczy duch był już na świece, to tym bardziej obecnie, gdy zbliża się czas sądu Bożego, „wasz przeciwnik, diabeł, jak lew ryczący krąży i szuka, kogo pożreć” (1 Ptr. 5:8).
Apostoł Paweł, który poznał zamysły Bożego przeciwnika przestrzegał również czytelników swoich listów, że pojawią się "fałszywi apostołowie i podstępni działacze, przebrani za apostołów Chrystusa” (2 Kor. 11:13). Oni będą pojawiać się w środowisku ludzi wierzących, przyjmując „postać anioła światłości” (w. 14). Paweł odnosił się do tej sprawy bardzo poważnie, nazywając rzeczy po imieniu, że gdyby nawet „anioł z nieba głosiłby wam dobrą nowinę inną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty!” (Gal. 1:8). Jak już kiedyś wyjaśniałem, wyrażenie „niech będzie przeklęty” w czasie, gdy Paweł pisał swoje listy, miało inne znaczenie, niż my je dziś odczytujemy. Oryginalne słowo „anathema” znaczy bardziej „ekskomunikować”, czyli nałożyć zakaz kontaktowania się. Dlatego apostołowie w swoich listach, pisząc często o niebezpieczeństwie wynikającym z działalności fałszywych nauczycieli, nakazywali wprost, aby nie zadawać się z takimi posłańcami - „nie przyjmujcie go do domu i go nie pozdrawiajcie, ten bowiem, kto go pozdrawia, uczestniczy w jego złych czynach” (2 Jan 1:10-11).
Obecnie, w dobie internetu, gdy nie musimy już nikogo zapraszać w progi naszych domów, wielu złych nauczycieli i zwiastunów nieprawdziwych treści, ubranych w ładne szaty graficzne, już są w naszych mieszkaniach na ekranach monitorów komputerowych lub na ekranach naszych smartfonów. Dlatego to apostolskie ostrzeżenie powinno dziś brzmieć: „Nie otwieraj stron, które nie zawierają prawdy biblijnej, nie przyjmuj i nie powtarzaj wszystkiego, co znajdziesz w internecie, aby nie stać się zwiastunem fałszywej ewangelii”.
Apostoł Paweł, którego troską było, aby Kościół Jezusa Chrystusa, aby ludzie wierzący, którzy tworzą jedyny prawdziwy Kościół będący Ciałem Chrystusa, wyznaczyli sobie cel - „aż wszyscy dojdziemy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary dojrzałości wynikającej z pełni Chrystusa” (Efez. 4:13). Do tego budowania się można używać jedynie solidnego materiału, prawdy objawionej nam na stronicach Biblii, a nie tego wszystkiego, co znajdziemy dziś na stronach internetowych. Dlatego musimy dostosować się do apostolskiej rady, musimy uważać, „abyśmy już nie byli małymi dziećmi, niesionymi falami i powiewem wiatru jakiejkolwiek nauki, która chytrze posługują się ludzie, zwodząc na manowce. Trwając zaś w prawdziwej miłości, wzrastajmy pod każdym względem ku Temu, który jest Głową, Chrystusem” (Efez. 4: 14,15).
Bądźmy więc, zgodnie z radą Pana Kościoła, „czujni jak węże i łagodni jak gołębie”, ponieważ zostaliśmy posłani „jak owce między wilki” (Mat. 10: 16). A z wilkami nie ma żartów!
Sprawdzajmy wiarygodność tych, z kim spotykamy się w cyberprzestrzeni i tego, co wstawiamy na swoje profile. Pamiętajmy zawsze, że jedynie Jezus Chrystus jest wiarygodny, gdyż On zawsze mówił prawdę, ponieważ jedynie On jest Prawdą.
Henryk Hukisz

Thursday, January 14, 2016

Kaznodziejski "pysk"

Z góry przepraszam tych, którzy poczuli się urażeni tytułem tego rozważania. Od razu wyjaśniam, że nie chcę nikomu ubliżyć. Użyłem jednego z wielu synonimów wyrazu, jakim określa się usta, a do tego, zapożyczyłem to słowo z biblijnego porównania.

Dlatego od razu przejdę do wersetu, w którym apostoł Paweł zobrazował jedną z bardzo ważnych spraw, jaka występuje w Kościele od samego początku. Chodzi o to, że zgodnie z tym, jak nauczał Pan Jezus, Jego uczniowie wysłani z ewangelią do grzeszników, byli zdani na utrzymanie oferowane im przez słuchaczy Dobrej Nowiny. Chrystus zabronił im zabierać ze sobą sakiewki z pieniędzmi, ponieważ uważał, że „wart jest bowiem robotnik swego wyżywienia” (Mat. 10:10).

Paweł pisząc do Koryntian, w rozdziale poświęconym praw należnych apostołom, nie omieszkał odwołać się do starej biblijnej zasady dotyczącej wynagrodzenia dla osób zajmujących się służbą Bożą. Tak jak żaden żołnierz nie służy za darmo, tak samo rolnik korzysta z owocu swojej pracy. Już w starożytności, Mojżesz nakazał: „Nie zawiążesz pyska młócącemu wołowi” (1 Kor. 9:9), mając na uwadze to, że zwierzę, podczas deptania leżącego zboża na klepisku, miało prawo nim się pożywić. Jedynie skąpy rolnik zawiązywał pysk wołowi, aby zachować więcej zboża dla siebie. Paweł, powołując się na tę zasadę, napisał: „Czy Bóg myśli o wołach? Czy nie mówi tego właśnie o nas? To przecież ze względu  na nas zostało napisane, że ten, które orze, ma orać, i ten który młóci, ma młócić, w nadziei, że otrzyma swoją część” (1 Kor. 9,10).

Aby nie było wątpliwości w kwestii, czym słuchacze mają „napełniać pysk młócącego woła”, Paweł wyjaśnia, że „jeżeli my zasialiśmy dla was dobra duchowe, to cóż wielkiego, jeśli będziemy uczestniczyć w żniwie waszych dóbr doczesnych?” (1 Kor. 9:11). W prawdzie, jak pisze dalej apostoł, on osobiście z tego prawa nie korzystał, co nie znaczy, że należy zwolnić z obowiązku dzielenia się „dobrami ziemskimi” z nauczycielami Słowa Bożego. Bóg ustanowił prawo, aby „ci, którzy sprawują służbę w świątyni, żywią się ze świątyni, a ci, którzy służą przy ołtarzu, mają udział w ofiarach ołtarza” (1 Kor. 9:13). Dalej apostoł Paweł konkluduje, powołując się na Boże postanowienie, że „Podobnie też Pan postanowił, żeby ci, którzy głoszą Ewangelię, żyli z Ewangelii” (w. 14). Obawiam się, że wielu wierzących słuchaczy zwiastowanego im Słowa Bożego nie zna tego wersetu. Jakoś uszło ich uwadze, podczas czytania Biblii. Natomiast, znam to z własnych obserwacji, większość odbiorców „dóbr duchowych” potrafi zacytować z pamięci, „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mat. 10:8).

W nauce apostolskiej znajduje się wiele wskazówek odnośnie regulacji, jak należy „honorować” tych, którzy sprawują służbę w Kościele. Apostoł Paweł radził wierzącym w zborach Galacji: „Ten, kto pobiera naukę, niech się dzieli wszystkimi dobrami z tym, który go naucza” (Gal. 6:6).  Paweł pisał te słowa w kontekście siania i zbierania, wskazując za zasadę: „Co bowiem człowiek sieje, to będzie zbierał” (w. 7). Natomiast w Liście do Tymoteusza, Paweł udziela wskazówek, „jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żyjącego” (1 Tym. 3:15). Apostoł uważa, że oprócz okazywania troski o zdrową naukę, należy również dbać o sprawy czysto administracyjne, jak na przykład, sprawować opiekę nad wdowami, oraz organizować nauczanie młodzieży. Należy również zadbać o to, aby „prezbiterzy, którzy dobrze sprawują swój urząd, powinni doznawać podwójnego szacunku, najbardziej zaś ci, którzy się trudzą głoszeniem Słowa i nauczaniem” (1 Tym. 5:17). Podwójna cześć, to nie tylko uznanie lub pochwała, lecz również należne honorarium za pełnioną służbę. I tu Paweł odwołuje się do starej zasady mojżeszowej, aby "nie zawiązywać pyska młócącemu wołowi".

W tym miejscu muszę odnieść się do kwestii jakości pracy kaznodziei Słowa Bożego. Ma to być dobre sprawowanie służby, czyli solidne przygotowywanie się do wypełniania posługi. Mam na uwadze wcześniejsze poświęcanie czasu na przygotowanie usługi, nie tylko na kilka chwil przed wejściem za kazalnicę. Przygotowanie do służby Słowem Bożym obejmuje również studia biblijne, zdobywanie bieżących informacji na temat życia ludzi, którym usługuje. Że o modlitwie i o osobistym czasie poświęconym lekturze Słowa Bożego nie wspomną, gdyż jest to normą każdego dobrego pracownika.

Piszę o tym, ponieważ uważam, że ta kwestia należy również do istotnych spraw, od których zależy rozwój zboru. W rozważaniu zatytułowanym “Kościelna sakiewka” pisałem o tym, jak ważną rolę wśród pierwszych chrześcijan odgrywało prawidłowe zrozumienie roli pieniądza w życiu wspólnoty. Dzięki temu, że ci, którzy uwierzyli w Chrystusa, zaufali Mu w całej pełni, a sprawy doczesne zeszły na dalszy plan, liczy się jedynie to, aby ewangelia była zwiastowana za wszelką cenę. Dlatego Paweł mógł pisać: “Tak zaś, kto skąpo sieje, skąpo też będzie zbierał, a kto hojnie sieje, hojnie też będzie zbierał. Każdy niech tak postąpi, jak w sercu zdecydował, bez żalu i nie pod przymusem, radosnego dawcę bowiem miłuje Bóg” (2 Kor. 9:6,7).

Wierzę, iż nadal aktualne są słowa Pana Kościoła, który widząc ludzi utrudzonych i opuszczonych mówi: “Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mat. 9:37). A może mało jest pracowników dlatego, że nie zawsze są traktowani z właściwą godnością dla służby, jakiej się podjęli? Wół z zawiązanym pyskiem długo nie popracuje.

Henryk Hukisz

Monday, January 11, 2016

Być bogatym

 Któż nie zna sceny a filmu „Skrzypek na dachu”, gdy główny bohater Tewje tańczy w swojej szopie, wyśpiewując słowa, jakie wyrażają marzenie prawie każdego człowieka - „Gdybym ja bogaty był”.

Pomimo upływu prawie czterdziestu lat, nadal pamiętam widok kobiety ubranej w łachmany, szarpiącej metalowe ramię „jednorękiego bandyty” w kasynie w Reno w stanie Nevada. W drugiej ręce trzymała garść ćwierćdolarówek, które wrzucała w otwór maszyny, wierząc, że za kolejnym pociągnięciem dźwigni, usłyszy brzęk monet wysypujących się do metalowej szuflady. W amerykańskim stanie Nevada znajdują się dwa miasta słynne z hazardu, lecz ten stan należy do kilku, w których zabroniona jest sprzedaż loterii pieniężnej. Dlatego w tych dniach, gdy Amerykę ogarnęła nowa „gorączka złota”, na granicy z Kalifornią ustawiają się kilometrowe kolejki, aby kupić los „Powerball”. Nic dziwnego, gdyż główna wygrana, dzięki systemowi kumulacji, wynosi już 1, 3 miliarda dolarów. Główne wydania wiadomości rozpoczynają się od wywiadów z osobami stojącymi kilka godzin w kolejkach, aby kupić kupon loterii. Prawie każdy z zapytanych: „Co zrobisz z taką sumą pieniędzy, gdy wygrasz tę niewyobrażalnie wielką kwotę?”, zapewnia, że będzie pomagać bezdomnym, że przeznaczy sporą część wygranej na dobre dzieło. Rzeczywistość natomiast ukazuje zupełnie inny obraz, gdyż ci, którzy już stali się posiadaczami kilkusetmilionowych wygranych, to albo postradali rozum, albo gdzieś zniknęli skłóceni z rodziną i przyjaciółmi, którzy liczyli na jakiś udział w ich fortunie.

Czy to jest czymś złym, aby pomarzyć o wielkim bogactwie? Trudno jest odpędzić od siebie takie myśli, szczególnie gdy za dwa dolary można otrzymać aż tak ogromną kwotę, za którą można kupić całe miasto. Tylko po co? Salomon, który nie prosił Boga o bogactwo, został obdarowany innym skarbem, jakim jest mądrość, modlił się później Boga - „nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby” (Prz.Sal. 30:8). Dzięki mądrości, jaka otrzymał od Boga, pisał „Kto ufa swemu bogactwu, ten upadnie, lecz sprawiedliwi rozwijają się jak liść zielony” (Prz.Sal. 11:28).

Dobrze wiemy, że są inne wartości, których nabycie zalecają Boży mężowie na stronicach Biblii. A co najważniejsze, sam Chrystus rówież udzielał cennych rad na temat stania się bogatym. Pan Jezus powiedział wprost: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną” (Mat. 6:20,21).

Dlaczego ta rada jest tak cenna? Ponieważ Chrystus wie, że „gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje” (Mat. 6:21). A najważniejsze przykazanie brzmi: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej” (Mat. 22:37). Jeśli więc całe serce, cała dusza i wszystkie myśli powinny być oddane Bogu, to czy znajdzie się tam miejsce na marzenia o bogactwie?

Apostoł Paweł, który powiedział o sobie - „umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek” (Filip. 4:12), przestrzega, że ci „którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie” (1 Tym. 6:9).

Osobiście uważam, że w Chrystusie mamy możliwość rozkoszowania się innym bogactwem. Paweł modlił się, aby Bóg „oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego” (Efez. 1:18). To bogactwo chwały, w którym możemy uczestniczyć, otrzymujemy z łaski, jaką Bóg „okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie” (w.20).

Nasze życie na tej ziemi jest jedynie chwilą, gdyż oczekujemy na powtórne przyjście Chrystusa, który zostawił nam wspaniałą obietnicę - „przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (Jan 14:3). Dlatego nasze życie należy już do Boga. Naszym największym marzeniem nie powinny być bogactwa tego świata, który przeminie, lecz dążenie do tego, aby świat poznał „jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały” (Kol. 1:27).

Tak więc, zamiast wymyślać, na co przeznaczyłbym wygrane na loterii bogactwo, możemy już realizować zadanie objawiania bogactwa chwały Chrystusa w nas. Należy jedynie zapytać się samego siebie, ile z tego Bożego bogactwa jest już we mnie?

Mojżesz, gdy przebywał na dworze faraona, mógł korzystać z wszystkich bogactw, jakich z pewnością tam nie brakowało. On jednak uznał „hańbę Chrystusową za większe bogactwo niż skarby Egiptu; skierował bowiem oczy na zapłatę” (Hebr. 11:26). Takie zrozumienie bogactwa może nam dać jedynie Bóg. Dlatego wierzę, że wszyscy potrzebujemy tej szczególnej „maści, by nią namaścić oczy” (Obj. 3:18), aby zobaczyć prawdziwe bogactwo.

Henryk Hukisz

Sunday, January 3, 2016

Błogosławieństwo czytania Biblii

Gdzie jest moja Biblia? - być może zadajemy sobie nieraz to pytanie, gdy jej nie znajdujemy na stałym miejscu, gdzie zwykle ją kładziemy. Niedawno usłyszałem wyznanie pewnego chrześcijanina, że po kilku dniach przypomniał sobie, że jego Biblia znajduje się w bagażniku jego samochodu. Niestety, coraz częściej zastępujemy nasz drukowany egzemplarz jakąś "apką" w naszym smartfonie, ale o tym, napiszę nieco później.

Nie mam nic przeciwko temu, bo sam posiadam takową. Lecz korzystam z niej jedynie w sytuacjach przypadkowych, gdy wydłuża się czas oczekiwania w jakiejś poczekalni. Codzienna lektura Słowa Bożego ma zupełnie inną wymowę, gdy czytam moją Biblię, używaną od wielu lat, którą zawsze znajduję na "swoim" miejscu. 

Już kiedyś pisałem  wielokrotnie na tym blogu o Biblii - na końcu podaje dla ułatwienia kilka linków do tych wpisów. Przypominam teraz jeden z nich -  „Biblia Święta”, w którym starałem się ukazać szczególny, a nawet, niepowtarzalny charakter treści tej wspaniałej Księgi. Ponieważ nigdy za wiele przypominania o konieczności codziennej lektury Słowa Bożego, postanowiłem znów powrócić do tego tematu.
Jako, że na początek roku lubimy robić postanowienia, wiem, że wiele osób wierzących w Boga przyrzeka nie zapominać o tym istotnym obowiązku. Należę do tych, którzy powtarzają ślubowanie codziennej lektury, przynajmniej kilku rozdziałów dziennie, w ciągu bieżącego roku.
Przypomniałem sobie o jednej z wielu wersji Biblii, jakie znajdują się na półkach mojej biblioteki. Ta Biblia zawiera podział na codzienne czytanie kilku rozdziałów wraz z krótkim rozważaniem na podstawie tego fragmentu.
We wstępie do tego wydania znajduje się krótka zachęta zatytułowana: „Siedem błogosławieństw płynących z czytania Biblii”, którą cytuję poniżej
„Czytanie Biblii nie jest jedynie przyjemnym spędzaniem czasu. Może ono przerodzić się w codzienny zwyczaj, który dokona przemiany twojego życia.
Słowo Boże zawiera w sobie obietnicę obfitego błogosławieństwa dla tych, którzy przeznaczają czas na czytanie i zachowywanie jego prawd w swoich sercach. Oto, jedynie siedem, z wielu sposobów usprawnienia twojego życia, w miarę jak Biblia stanie się twoją codzienną towarzyszką.
Wszystkie siedem błogosławieństw znajduje się w Psalmie 119, wspaniałej pieśni uwielbienia Boga za Jego Słowo.
1. Biblia pomoże zachować twoje życie przed grzeszeniem.
  „Twoje słowa zachowuję w sercu, abym przeciwko Tobie nie grzeszył”  (w. 11)
2. Biblia pomoże nieść twoje ciężary.
  „Moja dusza płacze z żalu, podtrzymaj mnie swoim słowem! (w. 28)
3. Biblia będzie kierować twoimi krokami.
  „Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich, światłem na mojej ścieżce (w. 105)
4. Biblia przyniesie ci radość.
  „Twoje wskazania są moim dziedzictwem na wieki, są radością mojego serca (w. 111)
5. Biblia poprowadzi cię do mądrości.
  „Poznanie Twoich słów oświeca, daje mądrość prostym ludziom   (w. 130)
6. Biblia da ci pokój.
  „Pełnia pokoju dla kochających Twoje Prawo, oni się nigdy nie potkną(w. 165)
7. Biblia przyprowadzi cię z powrotem do Boga.
  „Błądzę jak zagubiona owca – szukaj swego sługi, bo nie zapomniałem o Twoich przykazaniach (w. 176)

Apostoł Jan, gdy znalazł się na wyspie Patmos, otrzymał od Pana wielkie objawienie rzeczy przyszłych. Jest to jedna z najważniejszych ksiąg Biblii, gdyż odsłania nam to, co dotychczas zasłaniało pełnię chwały, jaką posiada w sobie Syn Boży. Ewangeliści ukazali nam Chrystusa jako Syna Człowieczego, który uniżył się dla naszego zbawienia. Obchodziliśmy niedawno pamiątkę Jego wcielenia, gdy narodził się z Marii Dziewicy. Lecz w Nim znajdował się równocześnie Syn Boży, pełen mocy i chwały, której wyrzekł się podczas ziemskiej egzystencji.
Księga Objawienia, chociaż uważana jest za jedną z trudniejszych, zawiera w sobie najbardziej błogosławione prawdy, które wskazują nam wyraźnie, czego dziedzicami stajemy się w Chrystusie. Jeśli chcemy ująć pełne znaczenie tej księgi w kilku wersetach, wystarczy przeczytać wyjaśnienie, jakie zapisał dla nas apostoł Paweł. W jego Liście do Filipian czytamy o Chrystusie, że Ten, który uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu.  Dlatego też Bóg nad wszystko Go wywyższyła i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca (Fil. 2:8-11). Oto cała treść Księgi Objawienia.
Na samym początku tej Księgi czytamy - „Błogosławiony ten, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa, i zachowują to, co jest w nim napisane, bo czas jest bliski” (Obj. 1:3).  “Zrozumieć Biblię”
Samo czytanie jest błogosławieństwem, a co dopiero będzie się działo w naszym życiu, gdy prawdy Bożego Słowa staną się praktyką codziennego życia? Tak więc od nas będzie zależało, czy w nowym roku będziemy doświadczać błogosławieństwa Bożego, czy nie. Jednym z najczęściej występujących słów w Biblii jest wyraz „jeśli” lub „jeżeli”. Ten prosty spójnik, łączący dwie części zdania wyznacza warunek, którego spełnienie zapewnia otrzymanie tego, co zawiera treść tego zdania.
Bóg powiedział: „Spójrz! Dziś daję wam błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo − jeżeli będziecie słuchać przykazań PANA, waszego Boga, które ja wam dziś dałem” (5 Moj. 11:26, 27).
To, czego będziemy doświadczać w nadchodzącym roku, zależy w pełni od nas samych. Zabierzmy się więc do wytrwałego czytania Biblii.
 Henryk Hukisz

Inne polecane wpisy na temat Biblii:

Thursday, December 24, 2015

Pieluszki Jezusa

 Kościół katolicki buduje swoje świątynie na relikwiach, tak można ogólnie określić odwoływanie się do fizycznych pozostałości po świętych. Źródłem relikwii są nie tylko święci późniejszych wieków, lecz przede wszystkim osoby występujące w Biblii. A już szczególną czcia otacza się wszelkie fizyczne, i nie tylko, elementy związane z Panem Jezusem.

Wprawdzie, w katechizmie katolickim, oficjalnie nie ma nauczania o relikwiach, co najwyżej przypisuje im się, iż są wytworem ludowych zwyczajów. A skoro „vox populi” uznano za „vox dei”, każdy budynek sakralny kościoła katolickiego musi posiadać jakieś relikwie, gdyż lud nie miałby się do czego odwołać w momentach osłabienia ich wiary. Takie przynajmniej świadectwa są zapisane w kronikach kościelnych.

Co wspólnego ma tytuł dzisiejszego rozważania z relikwiami? W Niemczech, w Akwizgranie, czy jak mówią rodowici Niemcy, w Aachen, znjaduje się ogromna katedra, do której wędrują pielgrzymi, aby oddać cześć relikwiom znajdujacym się w kunsztownie ozdobionym relikwiarzu. Właśnie tam znajduje się pieluszka Pana Jezusa - stąd moje wprowadzenie do tematu.

Skąd Maria wzięła pieluszki dla nowo narodzonego Dzieciątka? Czy w ogóle w historii narodzin Chrystusa znajduje się ten niezbędny dziś element każdych narodzin istoty ludzkiej? Przecież śpiewa się o nich w kolędach, a nawet, jedna z nich odpowiada na pierwsze pytanie, że Maryja „rąbek z głowy zdjęła, w który Dziecię owinąwszy…”. Ktoś powie, że przecież ewangelista Łukasz też zapisał, że Maria „porodziła syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie” (Łuk. 2:7). Ba, nawet anioł Pański, który zjawił się pasterzom, udzielił im szczegółowej informacji, jak ropoznają Tego, który się narodził - „Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki i położone w żłobie „ (Łuk. 2:12). Szkopuł jednak w tym, że w oryginale nie ma mowy o pieluszkach, lecz jedynie o tym, że narodzone Dziecię zostało zawinięte [sparganoo], najprawdopodobniej w oddarte paski płótna, jakie znajdowało się w grocie przeznaczonej dla owiec.

Niestety, dzisiejsze opowiadania o narodzinach Pana Jezusa obrosły w ogromną ilość określeń i sytuacji, jakie nie były znane w czasach Chrystusa. Dlatego warto jest zapoznać się z informacjami na temat czasów biblijnych, aby lepiej zrozumieć te wszystkie szczegóły, które znajdują się w opisie ewangelistów. Jak zapisał Łukasz w swoim wprowadzeniu do opisu narodzin Pana Jezusa, "wszystko od początku przebadałem" (Łuk. 1:3), więc każdy element ujęty w opisie ma swoje znaczenie.

Po pierwsze, nie było takiej szopki, jakie dziś buduje się, niby na pamiątkę, tych najważniejszych narodzin. W ewangelii mowa jest jedynie o żłobie, zwykłym korycie, jakie używano do karmienia zwierząt, w tym przypadku, owiec. Narodziny Jezusa odbyły się, zgodnie ze szczegółowymi zapowiedziami proroków, którzy żyli kilkaset lat wcześniej. Zaskakujące jest jednak to, że każdy z tych szczegółów miał istotne znaczenie w życiu Chrystusa, gdyż wskazywał na Jego służbę jako Zbawiciela rodzaju ludzkiego.

Bardzo istotną informacją na temat okoliczności narodzin Pana Jezusa jest miejsce, czyli Betlejem. Jak wiemy, większość Izraelitów zajmowało się pasterstwem owiec, które były wypasane daleko od osiedli ludzkich. Jedynie owce przeznaczone do obrzędów ofiarniczych w świątyni, znajdowały się w pobliżu Jerozolimy. Pasterze pochodzacy z rodu :Lewiego przygotowywali te owce od momentu narodzin. Pierwszą czynnością była dokładna inspekcja każdej, dopiero co narodzonej owieczki pod względem jakości. W tym celu, każde jagnie, zaraz po narodzeniu, wycierano płótnem, aby obejrzeć całe jego ciało, czy nie posiada najdrobniejszej skazy, elemimującej je z przeznaczenia do złożenia na ofiarę. Te czynności dokonywane były w miejscu dobrze znanym dla pasterzy, dlatego gdy anioł Pański im powiedział, że znajdą niemowlę owinięte w płótno, które używane było do wycierania nowonarodzonych jagniąt, udali się do właściwego miejsca bezbłędnie.

Kilka tysięcy lat przed narodzinami Chrystusa, Abraham otrzymał niezwykłe polecenie, aby złożyć na ofiarę dla Pana swego jedynego syna Izaaka. Wiemy, że ta drastyczna historia zakończyła się szczęśliwie dla Izaaka, gdyż w ostatniej chwili Abraham „ujrzał za sobą barana, który rogami uwikłał się w krzakach. Poszedł tedy Abraham, a wziąwszy barana, złożył go na całopalenie zamiast syna swego” (1 Moj. 22:13).

Siedemset lat przed Chrystusem, prorok Izajasz przepowiedział, że Pan przygotuje ofiarę doskonałą, którą dotknie ”karą za winę nas wszystkich” (Izaj. 53:6). Gdy znęcano się nad Nim, „znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust” (w. 7). Dlatego Jan Chrzciciel, który miał za zadanie wskazać na Tego, którego Bóg przygotował na ten właściwy moment, zawołał: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Jan 1:29).

Pan Jezus, gdy się narodził, wypełnił wszystkie szczegółowe znaki, jakie bezbłędnie wskazywały, iż On jest tym jedynym, który dokona wybawienia ludzi z ich grzechów.

Gdy nadeszła godzina, na jaką przyszedł, jako doskonały Boży Baranek wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia” (Hebr. 9:12). Ten Chrystus, gdy się tylko narodził, został już owinięty w szczególną „pieluszkę”, w kawałek płótna, które używane było do sprawdzenia jagnięcia, że jest doskonałe, aby być później złożonym na ofiarę za grzechy.

Apostoł Piotr napisał później o Chrystusie: On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego. On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi. On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was" (1 Ptr. 2:22-24).

Warto o tym pamiętać w czasie obchodzenia Pamiątki Jego Narodzin, gdyż po to On przyszedł.

Henryk Hukisz

Friday, December 18, 2015

Nowy rodzaj ludzi

Jednym z największych znaków jakie Bóg dał grzesznej ludzkości, było poczęcie w dziewiczym łonie młodej Żydówki z Nazaretu. Prorok Izajasz pisał o tym szczególnym znaku już siedemset lat wcześniej, zanim Maria usłyszała z ust Bożego posłańca, iż właśnie ją Bóg wybrał do tego ogromnego dzieła. Czytamy w księdze tego proroka: „Oto panna pocznie i urodzi syna, i nada mu imię Immanuel” (Izaj. 7:14).

Pewnego dnia Gabriel, Boży anioł, ten sam, który wyjaśniał Danielowi zawiłości Bożego planu wielkich wydarzeń, jakie będą się działy na obliczu tej ziemi, odwiedził dopiero co poślubioną Józefowi niewiastę o wdzięcznym imieniu Miriam. Wiadomość, z jaką przyszedł Boży posłaniec, była nie z tej ziemi, gdyż dotyczyła zdarzenia, które wykraczało poza rzeczywistość tego świata. Brzmiała ona mniej więcej tak: „Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i urodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus” (Łuk. 1:30,31). Naturalne w tej niezwykłej chwili było jedynie zdziwienie Marii, wyrażone w pytaniu: „Jak to się stanie, przecież nie znam mężczyzny?” (w. 34).

Muszę od razu dokonać pewnego wyjaśnienia, jako że nasz przekład Biblii zmienia nieco treść proroczej zapowiedzi o tym cudownym poczęciu. Większość polskojęzycznych przekładów podaje, że ta zapowiedź dotyczy panny. W oryginale występuje tu słowo „dziewica”, co wówczas było równoznaczne z pojęciem "panna". Dziś mamy zupełnie inne skojarzenia w tym temacie.

Dlaczego tak ważne jest uznanie prawdy o dziewiczym poczęciu Chrystusa? Słowo Boże, które jest zawsze prawdą, mówi nam, że wśród wszystkich, którzy rodzą się w naturalny sposób, „nikt nie jest sprawiedliwy” (Rzym. 3:10)„ponieważ wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rzym. 3:23). A to znaczy, że cała ludzkość jest grzeszna. Takim rodzajem jesteśmy.

Dawid, powołany przez Boga do szczególnego zadania, napisał o sobie: „oto urodziłem się obciążony winą, moja matka poczęła mnie w grzechu” (Ps. 51:7). Tak więc wszyscy, którzy rodzą się w naturalny sposób, są grzesznikami i nikt z ludzi nie byłby w stanie dokonać tego, co Bóg postanowił uczynić dla okupienia ludzkości z przekleństwa grzechu. Tu znów powrócę do zawiłości językowych starodawnej zapowiedzi, jaką przekazał ludzkości prorok Izajasz. Gdy pisał do ludzi żyjących w duchowej ciemności, że zabłyśnie im wielka światłość, prorok użył bardzo precyzyjnego określenia: ponieważ narodziło się nam Dziecko, Syn został nam dany (Izaj. 9:5). Dziś, gdy śpiewamy o tym w kolędach, wydaje się, iż jest to zwykłe powtórzenie tej samej myśli. Lecz Bóg powiedział w tym zdaniu wielką prawdę o tym, iż narodzi się Dziecko, jako naturalny człowiek, który równocześnie będzie Synem Bożym. Syn został nam dany, On się nie narodził w tym momencie, gdyż jest odwiecznym Bogiem.

Podczas obchodzenia pamiątki narodzin Jezusa mówimy dość ogólnie o wielkim darze, jakim jest Jezus. Warto jest przy tej okazji przypomnieć sobie jedną z najbardziej znanych prawd w całej Biblii, którą zapisał ewangelista Jan: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16). Godne podkreślenia jest to, że darowany nam Syn, nie pochodzi z naszego rodzaju ludzi - On przyszedł z góry, od Ojca.

Syn Boży nie mógł narodzić się w naturalny sposób z żadnej niewiasty na ziemi, gdyż posiadałby wspólną cechę wszystkich ludzi - byłby grzeszny. Wówczas, ofiara zadośćuczynienia, jaką przyszedł złożyć za nasze grzechy, nie byłaby doskonała. Dlatego Jezus jest odwiecznym Bogiem, jak czytamy w Biblii: „Na początku było Słowo, a Słowo było zwrócone ku Bogu i Bogiem było Słowo” (Jan 1:1). Kilka wierszy dalej znajdujemy wyjaśnienie, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas pełne łaski i prawdy. Ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca” (w. 14). Te wersety są świadectwem niezwykłości tych ponadnaturalnych narodzin.

Chrystus, by móc utożsamić się z naszym grzesznym losem, musiał przyjąć też ciało, jakie każdy z nas posiada. W narodzie izraelskim znana była idea składania krwawych ofiar na odkupienie z grzechów. Wszystko, co działo się w tym narodzie, stało się dla nas przykładem, było obrazem doskonałego dzieła odkupienia grzesznego rodzaju ludzkiego, jakie Bóg zaplanował jeszcze przed stworzeniem świata. Dlatego autor listu, skierowanego głównie do Żydów, napisał o Chrystusie: „Nie chciałeś ofiary i daru, ale przygotowałeś Mi ciało” (Hebr. 10:5).

Chrystus powiedział o Sobie, że On jest jedyną drogą do Ojca. Odwołując się do obrazu starotestamentowych ofiar, jakie Żydzi każdego dnia składali w świątyni, możemy lepiej zrozumieć, iż Jezus stał się dla nas drogą w ciele, jakie przyjął, rodząc się z naturalnej niewiasty, jaką była Maria. Nauczanie o "niepokalanym poczęciu Marii", podniesione do rangi dogmatu, jest pojęciem niebiblijnym. Jedynie Chrystus jest „drogę nową i żywą przez zasłonę, to jest przez swoje ciało” (Hebr. 10:20), jak czytamy również w tym liście, skierowanym do Izraelitów.

Narodziny Chrystusa były normalne, jak każde inne. Natomiast Jego poczęcie było nadnaturalne. Anioł, który zwiastował Marii tę wielką prawdę, gdy wyraziła zdziwienie, że dziewica nie może urodzić, odpowiedział jej: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zakryje cię jak obłok, a Święty, który się narodzi, nazwany będzie Synem Boga” (Łuk. 1:35). Tak oto Jezus Chrystus, Swoimi narodzinami, zapoczątkował nowy rodzaj ludzki. On narodził się jako Człowiek, który pokonał wszelki grzech. On, w Swoim życiu, przeszedł wszystkie testy bezgrzesznego życia. Jak wiemy, Jezus był kuszony we wszystkim, przez co my przechodzimy w naszym życiu, gdyż był doświadczony „we wszystkim, oprócz grzechu” (Hebr. 4:15).

Pan Jezus rozmawiał z Nikodemem, bardzo religijnym człowiekiem, o sprawach wagi najważniejszej. Ta szczególna rozmowa dotyczyła właśnie tej kwestii, jak można stać się człowiekiem, który może oglądać Boże Królestwo. Chrystus powiedział bardzo wyraźnie, powtarzając tę prawdę dwukrotnie, że „jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jan 3:3). Aby należeć do nowego rodzaju ludzi, jaki zapoczątkował Pan Jezus, każdy musi narodzić się z góry. 

Ewangelista Jan przedstawia nam szczególny opis przyjścia Chrystusa na ten świat. Jan nie pisze o Marii, o wędrówce do miasta Dawidowego, o żłobie i pasterzach. Zamiast tego, Jan podaje nam prawdę o narodzeniu się pierwszego Człowieka wolnego od przekleństwa grzechu, który był równocześnie Synem Bożym. Chrystus przyszedł do narodu wybranego, lecz niestety, nie został rozpoznany jako ich Mesjasz. Dlatego Jan napisał, że odwieczny Logos, Słowo, które stało się ciałem, daje prawo tym, którzy Je przyjęli, „stania się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Jego imię” (Jan 1:12). Chodzi o tych, „którzy nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga zostali zrodzeni” (w. 13).

Świat próbuje podważyć prawdziwość cudownego poczęcia w łonie dziewicy. Lecz dla wierzących jest ono Bożym znakiem, że narodzony z tego poczęcia Chrystus, jest jedyną drogą dla nas grzesznych, abyśmy mogli poprzez cud nowych narodzin stać się Jego ludem i na wieki zamieszkać w Jego domu.

Zanim nastała ta godzina, na którą Chrystus przyszedł na ten świat w tych nadzwyczajnych narodzinach, powiedział o Sobie,  że "nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie" (Jan 14:6). W tym momencie Pan Jezus powiedział również o tym, że idzie "przygotować miejsce" abyśmy w Nim mogli bez żadnej już przeszkody wejść do Domu Ojca. A do tego ma prawo jedynie naród święty, jakim stajemy się dzięki odkupieniu nas za cenę Jego krwi.

Błogosławieństwa wejście do domu Ojca może dostąpić jedynie nowy rodzaj ludzi, zrodzony z góry. Niech ta myśl towarzyszy nam cały czas, nie tylko podczas nadchodzącej Pamiątki Jego Narodzin.

Henryk Hukisz