W najbliższą niedzielę w tym mieście ma odbyć się ogromny
protest z udziałem wielu przywódców państw z całego świata. Ma on wyrazić
sprzeciw wobec nienawiści, głównie religijnej, która obecnie zagraża światowemu
pokojowi. To rozumiem, lecz na marginesie tych wydarzeń pojawiają się różne
przemyślenia, jako że Paryż kojarzy się z innym wydarzeniem o podobnym
charakterze, choć wówczas nie nazywano tego terroryzmem.
Myślę o nocy św. Bartłomieja w 1572 roku. Wtedy to
mieszkańcy Paryża, zainspirowani przez przywódców katolickich z królem Francji
na czele, wyrżnęli w pień francuskich ewangelików reformowanych, przybyłych na
wesele protestanckiego króla Nawarry, Henryka Burbona, z katolicką księżną
Małgorzatą de Valois. Jakie były wówczas echa tej strasznej nocy, w którą
zginęło około trzech tysięcy niewinnych chrześcijan? Historycy zapisali, że
fala radości objęła całą katolicką Europę. Papież Grzegorz XIII odprawił mszę dziękczynną
i wydał okolicznościowy medal (na załączonym zdjęciu).
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ nienawiść ma zawsze takie
samo oblicze, niezależnie od skali jej przejawów. Dzisiaj, powodowani
nienawiścią o podłożu religijnym, radykalni wyznawcy Mahometa dokonują aktów
terrorystycznych na niewinnych ludziach. Giną dziesiątki, setki, a nawet
tysiące osób, dlatego świat niepokoi się o dalszy rozwój tej fali nienawiści.
Dzięki współczesnym mediom wiadomości obiegają błyskawicznie cały glob i
wszyscy głęboko to przeżywamy.
Inaczej było w średniowieczu i renesansie, gdy Luter, Kalwin
i inni reformatorzy zaprotestowali przeciwko błędom Kościoła katolickiego,
który bogacił się, sprzedając wiernym odpusty mające wyrywać z czyśćca ich
zmarłych krewnych i przyjaciół. Wówczas przywódcy katoliccy, od papieża po
lokalnych proboszczów, dokonywali podobnych aktów terroru – być może na
mniejszą skalę i nie nazywano ich tak jak obecnie. Prawdą historyczną jest
jednak, że z powodu różnych działań kontrreformacyjnych zginęła ogromna liczba niewinnych
ludzi, tylko dlatego, że nie podporządkowali się doktrynie Kościoła rzymskiego.
Pisałem już wcześniej na moim blogu o stworzonym przez
Kościół katolicki narzędziu do zwalczania reformacji, jakim byli jezuici ( we
wpisie „Współczesny św. Szczepan”). Myślę, że nie pomylę się, jeśli powiem, że
dzięki działaniom tej grupy religijnej – zarówno w czasie oficjalnej
działalności wspieranej przez Watykan, jak i później, gdy te same zadania
wypełniały inne formacje tego Kościoła – zginęło kilka milionów niewinnych
osób, ponieważ uwierzyli w prawdziwą Ewangelię o zbawieniu z łaski.
Powracam do tego tematu, ponieważ wiem, że ta forma
„terroryzmu” nadal pojawia się w wielu miejscach, tam gdzie ludzie wierzący w
Jezusa Chrystusa pragną składać świadectwo o zbawiennej łasce. Doświadczyłem w
swoim życiu pewnej prawidłowości, którą kiedyś ująłem tak: jeśli diabeł śpi
spokojnie, to znaczy, że nic dobrego nie dzieje się w Kościele. Wystarczy
prawdziwie zademonstrować swoją postawę wobec Boga i Jego prawdy, a zaraz
pojawią się ataki. Tak jest od samego początku istnienia Kościoła Jezusa Chrystusa
– wystarczy zajrzeć do pierwszego rozdziału historii Kościoła, czyli do Księgi
Dziejów Apostolskich. Łukasz, który wszystko dokładnie zbadał i kolejno opisał,
podaje, że apostołów Piotra i Jana, po tym jak Jezus uzdrowił chromego,
żydowscy przywódcy religijni „kazali ich wychłostać, zabronili im mówić w
imieniu Jezusa i zwolnili ich” (Dz 5:40). Później „targnął się król
Herod na niektórych członków zboru i począł ich gnębić” (Dz 12:1), a gdy to
spodobało się innym Żydom, „kazał pojmać i Piotra; (...) A gdy go ujął,
wtrącił do więzienia i przekazał czterem czwórkom żołnierzy, aby go strzegli,
zamierzając po święcie Paschy stawić go przed ludem” (w. 3-4). Większość
apostołów, ewangelistów i innych sług Bożych w Kościele Jezusa Chrystusa
zginęła jako męczennicy, zamordowani przez wrogów Ewangelii.
Historia prawdziwego Kościoła przeplatana jest wydarzeniami
świadczącymi o zorganizowanej nienawiści wobec prawdy. Dzisiaj, szczególnie w
krajach, w których dominują inne religie – głównie islam i buddyzm –
chrześcijanie są prześladowani i mordowani. Lecz również na poziomie lokalnym,
w krajach z większością ludności katolickiej, osoby wierzące ewangelicznie
doświadczają prześladowań w różnej skali: od wyzwisk, po pobicia i niszczenie
mienia. Zdarza się również, że lokalne władze, powiązane z Kościołem katolickim,
wydają niekorzystne decyzje zborom starającym się o lokale służące do
zgromadzeń religijnych. Wygląda na to, że w niektórych rejonach współczesnego
świata średniowiecze się nie skończyło, a jezuici nadal działają, chociaż pod
innymi nazwami.
W Poznaniu, przy ulicy Kościelnej, wciąż stoi zapuszczona
działka na wysokości stacji benzynowej. Na niej mieliśmy budować obiekt
sakralny dla naszego zboru. Były już gotowe plany wraz z makietą obiektu,
istniały też odpowiednie decyzje władz miejskich wspierające ten projekt.
Wówczas przeciwnicy tego Bożego dzieła przystąpili do akcji destrukcyjnej,
będąc podsycanymi przez środowiska związane z lokalnym ośrodkiem
reprezentującym jezuitów.
Lecz prawdziwy Kościół to nie budynki, gdyż Bóg, „będąc
Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych” (Dz
17:24). Dlatego Kościół Jezusa Chrystusa, którym jest Jego Ciało, budowany jest
na mocnym fundamencie i nikt ani nic nie jest w stanie stawić oporu Jego
rozwojowi. Chrystus zapewniał, mówiąc: „Zbuduję Kościół mój, a bramy
piekielne nie przemogą go” (Mt 16:18). Później powiedział swoim uczniom: „Na
świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat” (Jn
16:33).
Henryk Hukisz

Gwoli uczciwości protestanci również praktykowali terror wystarczy popatrzeć na sytuację unitarian w XVII wiecznym Gdańsku czy sprawę Serveta.
ReplyDelete