Friday, December 30, 2011

Błogosławieństwo utrapień

Gdy składamy komuś życzenia, zazwyczaj wyrażamy je słowami przywołującymi dobre samopoczucie, wewnętrzny spokój i życiowe powodzenie. Nigdy nie życzymy innym utrapień, porażek czy choćby drobnych zmartwień. Każdy chciałby żyć bez trosk, choć doskonale wiemy, że w rzeczywistości jest to niemożliwe. Czy jednak Bóg życzy nam, abyśmy doświadczali utrapień?

Z pewnością dobrze znamy werset dotyczący trudności, jakie Bóg dopuszcza w życiu wierzących: „Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor 10:13, B.W.). Ta wspaniała obietnica nie mówi o życiu wolnym od cierpienia, lecz o tym, że Bóg z niego wyprowadza. On dopuszcza próbę i On daje wyjście. Doświadczył tego Hiob, pisząc: „On bowiem zrani i On ranę opatrzy, uderzy, ale Jego ręce uzdrowią” (Hi 5:18).

Zastanawiając się, dlaczego spotykają nas utrapienia, najczęściej kwitujemy to stwierdzeniem, że takie jest życie i każdy musi przez nie przejść. To prawda – nikt nie uniknie zmartwień. Dlaczego więc Bóg dopuszcza, aby Jego kochane dzieci doświadczały tak trudnych sytuacji?

Życie na ziemi jest naznaczone grzechem, chorobą i troską. Niezależnie od tego, czy jesteśmy głęboko wierzący, czy mniej przykładamy się do duchowego wzrostu, wszyscy mamy udział w negatywnych aspektach doczesności. Gdy świat doświadcza pandemii, krachu gospodarczego czy katastrof przyrodniczych, skutki tych tragedii dotykają wszystkich jednakowo – wierzących i niewierzących. Nieraz zadajemy sobie pytanie, czy osoby wierzące mogą liczyć na to, że Bóg cudownie wybawi je z opresji? Z własnych obserwacji wiem, że tak się nie dzieje – z nielicznymi wyjątkami, gdy Bóg ma swój cel w zesłaniu ratunku.

Pamiętam moment, w którym poczułem się źle i po badaniach usłyszałem jednoznaczną diagnozę: nowotwór. Przez chwilę wydawało mi się, że świat zawirował w przeciwnym kierunku. Pierwszym pytaniem, jakie sobie zadałem, było: ile życia mi jeszcze pozostało? Oczywiście, przede wszystkim powierzyłem całą sprawę Bogu w modlitwie, mówiąc: „Panie, cokolwiek chcesz zrobić z moim życiem, zgadzam się. Jeśli Twoją wolą jest cudowne uzdrowienie – przyjmę je z radością. Jeśli mam poddać się leczeniu – zastanowiłem się chwilę – to również przyjmę to z taką samą radością”.

Później była chemioterapia, radiologia, skomplikowana operacja i kolejne serie leczenia. Częste wizyty w przychodniach, długie godziny czekania w poczekalniach, przyjmowanie rozmaitych leków. To wszystko działo się w świecie zewnętrznym. Natomiast to, co przeżywałem w głębi mojej duszy, może stanowić wspaniałe świadectwo Bożej obecności.

Jako wieloletni pastor i nauczyciel Słowa Bożego doskonale znałem Boże obietnice. Niejednokrotnie zachęcałem innych do trwania w ufności przed Panem w trudnych chwilach. Teraz musiałem odnieść te prawdy do siebie – a to nie jest to samo. Mogę jednak powiedzieć z pełnym przekonaniem: nie żałuję chwil, w których doświadczyłem bliskości Pana, jakiej wcześniej praktycznie nie znałem. Mogłem z zupełnie innej perspektywy poznawać głębię Słów, które Ojciec Niebieski kieruje do swojego dziecka.

Apostoł Paweł, który doświadczył tylu utrapień, że trudno nam to sobie wyobrazić, pisał: „Błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiego pokrzepienia, Ten, który nas pokrzepia w każdym naszym ucisku, abyśmy sami mogli pokrzepiać tych, którzy są w jakimkolwiek ucisku, pokrzepieniem, którym sami jesteśmy pokrzepiani przez Boga” (2 Kor 1:3-4). Czy możemy w pełni zrozumieć, co przeżywał Apostoł Jakub, pisząc: „Radujcie się w pełni, moi bracia, gdy spadną na was różne doświadczenia” (Jk 1:2)?

Nigdzie w Biblii nie znajdziemy zapewnień, że nigdy nie dotkną nas utrapienia. Jeśli słyszymy współczesnych kaznodziejów głoszących tzw. ewangelię sukcesu, pamiętajmy, że są to zwiastuni innej, obcej Chrystusowi ewangelii. Apostołowie nauczali, że cierpienia i utrapienia zaliczane są do błogosławieństw. Jakub pisał pod koniec swojego listu: „Weźcie przykład, bracia, z wytrwałości i cierpliwości proroków, którzy przemawiali w imieniu Pana. Uważamy za szczęśliwych tych, którzy byli wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Hioba i zobaczyliście, jaki koniec przygotował mu Pan, bo Pan jest pełen współczucia i miłosierny” (Jk 5:10-11).

Aby móc przemawiać w imieniu Pańskim, trzeba razem z Panem przechodzić przez cierpienie. Apostoł Piotr pisał: „To przecież jest waszym powołaniem, bo i Chrystus cierpiał za was, i pozostawił wam wzór, abyście poszli w Jego ślady” (1 Ptr 2:21). Ten wierny uczeń pokornie przyjął z ust Mistrza zapowiedź przyszłych utrapień: „Gdy jednak się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce i ktoś inny cię przepasze, i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (Jn 21:18). Później, doświadczywszy realności tych słów, napisał: „Łaską przecież jest to, jeśli ktoś ze względu na świadomość Boga wytrzymuje udręki, cierpiąc niesprawiedliwie” (1 Pt. 2:19).

Chcę zakończyć cytatem współczesnego sługi Bożego, którego bardzo cenię. Dawid Wilkerson powiedział: „Najlepszymi nauczycielami w każdym zborze nie są ci, którzy stoją za kazalnicą. Siedzą oni w ławkach, obok ciebie – ludzie, którzy cierpieli, ale nadal uwielbiają Pana. Językiem tych, którzy uczą się poprzez cierpienia, jest uwielbienie”.

Prawdziwej ufności możemy nauczyć się jedynie w czasie burzy. Tylko wtedy, gdy dotykają nas utrapienia, możemy doświadczyć tej szczególnej bliskości Pana, pozwalając, by nasze serce zaczęło bić w rytmie Jego serca.

Henryk Hukisz

1 comment:

  1. Dziękuję, Henryku, za to ważne świadectwo. Liczę się z tym, że w każdej chwili i mnie Pan może dać podobne przeżycia, więc jestem Ci wdzięczny, że się podzieliłeś swoimi. Pozdrawiam

    ReplyDelete

Note: Only a member of this blog may post a comment.