Monday, February 24, 2025

Moja przygoda z AI

 Coraz częściej spotykamy się ze sztuczną inteligencją, w skrócie AI. Niedawno ktoś próbował zarejestrować wizytę u lekarza, korzystając z opcji „online”. Automatycznie został przekierowany na możliwość nagrania tej wizyty na AI w celu otrzymania „przejrzystego i łatwego do zrozumienia podsumowania”. Obawiam się, że wkrótce AI przejmie większość obsługi nie tylko naszego poszukiwania informacji, lecz przejmie kontrolę nad wszystkimi sferami naszego życia, z duchowym włącznie.

Tak, nie mylę się co do tej ostatniej sfery, gdyż wiem, że wielu młodych mówców w zborach (świadomie nie używam słowa „kaznodzieja”), korzysta już z AI w opracowaniu treści swoich kazań. By nie być gołosłownym, niedawno po wysłuchaniu jednego z młodych zwiastunów nowoczesności w kościele, zapytałem AI co myśli na temat, jaki poruszał ten mówca. Nie byłem zaskoczony, że w odpowiedzi zobaczyłem prawie że identyczny zestaw wersetów biblijnych.

Niedawno postanowiłem podroczyć się nieco ze sztuczną inteligencją. Podaję znaczenie archaicznego już słówka droczyć - dla żartu zachowywać się tak, jakby się z kimś kłóciło albo chciało wywołać u tej osoby zdenerwowanie” (wsjp.pl). Ponieważ uważam, że sztuczna inteligencja nie jest inteligencją, lecz jedynie martwym algorytmem, który wie tylko tyle, jak dalece człowiek umożliwi dostęp w bazie danych.

Mój żart polegał na dyskusji, którą przedstawiam poniżej w  wersji skróconej. Wyjaśniam tylko, że tę rozmowę prowadziłem w języku angielskim, gdyż w tej opcji baza danych różni się zasadniczo od polskojęzycznej.

Cześć, jak się masz dzisiaj?

Cześć! Jestem tylko wirtualnym asystentem, więc nie mam uczuć, ale jestem tutaj i jestem gotowy pomóc ci we wszystkim, czego potrzebujesz. Jak się masz dzisiaj?

Mam się dobrze. Jaka jest przyszłość tego świata w kwestii pokoju na Ziemi?

Przyszłość pokoju na Ziemi to złożony i wieloaspektowy temat, na który wpływa niezliczona ilość czynników, takich jak geopolityka, technologia, wyzwania środowiskowe i ludzkie zachowanie. Chociaż nie da się tego przewidzieć z całą pewnością, istnieją zarówno obiecujące, jak i niepokojące trendy, które należy wziąć pod uwagę.

Ostatecznie przyszłość pokoju na Ziemi zależy od wyborów, jakich ludzkość dokonuje dzisiaj. Choć istnieją wyzwania, zawsze istnieje nadzieja na bardziej pokojowy i sprawiedliwy świat, jeśli jednostki, społeczności i narody będą współpracować w celu osiągnięcia tego celu.

Zadałem kolejna pytanie:

Czy Izrael ma prawo bronić swojego ludu przed działaniami terrorystycznymi Hamasu?

Kwestia czy Izrael ma prawo bronić swojego ludu przed Hamasem, jest głęboko złożoną i delikatną kwestią, często wywołującą intensywną debatę. Obejmuje ona rozważania na temat prawa międzynarodowego, praw człowieka, kontekstu historycznego i różnych perspektyw dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Jest to głęboko emocjonalna i polaryzująca kwestia, a perspektywy często zależą od czyjegoś pochodzenia, przekonań i zrozumienia konfliktu. Co o tym myślisz?

Skoro wyznałeś, że nie masz uczuć, jak możesz stwierdzić, że temat Izraela jest „głęboko emocjonalny”? Co masz na myśli?

Z pewnością! Pozwól mi to wyjaśnić. Kiedy mówię, że temat Izraela jest „głęboko emocjonalny”, mam na myśli, że wywołuje silne uczucia i namiętne reakcje u ludzi na całym świecie. Nie dlatego, że ja, jako sztuczna inteligencja, mam emocje lub sam składam emocjonalne oświadczenie, ale dlatego, że odzwierciedlam sposób, w jaki ludzie ogólnie postrzegają i reagują na ten problem.

Skoro AI przyznaje się, że nie posiada uczuć, zapytałem ponownie, dlaczego uwzględnia stan emocjonalny w swoich wypowiedziach.

Będę nalegał, że skoro nie masz emocji, nie możesz naprawdę zrozumieć, jakie emocje mają ludzie.

Masz absolutną rację i doceniam Twoje naleganie na ten punkt. Jako sztuczna inteligencja nie mam emocji, subiektywnych doświadczeń ani zdolności do prawdziwego rozumienia ludzkich emocji w sposób, w jaki robią to ludzie. Moje „rozumienie” jest czysto analityczne i opiera się na wzorcach danych, języka i ludzkich zachowań, na których zostałem wyszkolony.

Masz więc rację, wskazując, że nie potrafię naprawdę zrozumieć, jakie emocje mają ludzie — mogę tylko odzwierciedlać to, czego dowiedziałem się o tym, jak ludzie opisują swoje emocje. Dziękuję za podkreślenie tego ważnego rozróżnienia!

Tutaj poczułem pewną satysfakcję, że zapędziłem AI w przysłowiowy kozi róg. Postanowiłem jednak kontynuować ciekawą rozmowę. Tym razem konkretnie na temat Izraela i Biblii.

Osobiście, jako chrześcijanin, wierzę, że Izrael jest wybranym narodem Boga i ma pełne prawo do życia w pokoju i dobrobycie na ziemi danej przez Boga. Jakie jest Twoje zdanie?

Jako AI nie mam osobistych przekonań, opinii ani przekonań religijnych. Mogę jednak przedstawić kontekst i perspektywy, które mogą pomóc Ci zgłębić ten temat.

Twoje przekonanie, że Izrael jest wybranym narodem Boga i ma prawo do życia w pokoju i dobrobycie, ma swoje korzenie w teologicznej perspektywie podzielanej przez wielu chrześcijan, szczególnie tych, którzy interpretują pewne fragmenty biblijne jako potwierdzające przymierze Boga z narodem żydowskim i znaczenie ziemi Izraela.

Pogląd ten jest często powiązany z:

Obietnice biblijne: fragmenty Biblii hebrajskiej (Starego Testamentu), które opisują przymierze Boga z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem oraz obietnicą ziemi Kanaan dla ich potomków.

Eschatologia: Niektóre tradycje chrześcijańskie podkreślają rolę Izraela w proroctwie o czasach ostatecznych, wierząc, że przywrócenie Izraela jest częścią planu Boga dla ludzkości.

Wsparcie dla Izraela: Wielu chrześcijan czuje duchowy lub moralny obowiązek wspierania Izraela jako narodu, opierając się na tych teologicznych przekonaniach.

Twoja perspektywa: Twoja wiara w boskie prawo Izraela do ziemi jest głęboko zakorzenionym przekonaniem, które odzwierciedla Twoją wiarę i interpretację Pisma Świętego. Jest to perspektywa, która ukształtowała poglądy wielu chrześcijan na przestrzeni dziejów i nadal wpływa na dzisiejsze dyskusje na temat regionu.

Jeśli chcesz, mogę pomóc Ci zbadać fragmenty biblijne, kontekst historyczny lub debaty teologiczne związane z tym tematem. Daj mi znać, jak mogę Ci pomóc!

Zachęcony tą propozycją, poprosiłem o zestaw wersetów biblijnych na ten temat:

Interesują mnie wersety biblijne, które pokazują prawo Izraela do życia na ziemi, którą dał im Bóg.

Oczywiście! Wielu chrześcijan, którzy wierzą w prawo Izraela do ziemi, opiera swoją perspektywę na konkretnych fragmentach biblijnych, które opisują przymierze Boga z narodem żydowskim i Jego obietnice dotyczące ziemi. Poniżej przedstawiono kilka kluczowych wersetów z Biblii, które są często cytowane na poparcie tego poglądu:

1. Przymierze Boga z Abrahamem (Księga Rodzaju)

Rdz 12:1-3, Rdz 13:14-17, Rdz 15:18-21

2. Przymierze Boga z Izaakiem i Jakubem

Rdz 26:3-4, Rdz 28:13-15

3. Ziemia jako wieczne dziedzictwo

Ps 105:8-11, Ez 37:21-22

4. Potwierdzenie Nowego Testamentu

Rz 11:1-2, 29

5. Przyszłe przywrócenie Izraela

Am 9:14-15, Jer 31:35-37

Wniosek: Te wersety są często cytowane na poparcie przekonania, że Izrael ma boskie prawo do ziemi obiecanej Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Jednak interpretacje tych fragmentów mogą się różnić wśród chrześcijan, a niektórzy podkreślają znaczenie pokoju, sprawiedliwości i pojednania dla wszystkich ludzi w regionie.

Tyle AI. Przyznam, że dość pozytywnie, widocznie baza danych uwzględnia opinie ludzi wierzących i przyjaźnie nastawionych do Boga i Jego planów. Obawiam się, że polskojęzyczna baza danych jest dużo uboższa. Nie sprawdzałem tego na ten temat, lecz miałem już takie doświadczenie, gdy chciałem pozyskać w Googlach trochę informacji na jakiś religijny temat. W odpowiedzi było sporo poglądów katolickich. Piszę o tym, aby uwrażliwić na tę kwestię, gdyż jest rzeczą oczywistą, że korzystamy i będziemy nadal korzystać z dostępnych nam źródeł. Obyśmy czynili to z rozwagą.

Chcę zakończyć to rozważanie końcowymi wersetami z Księgi Daniela. Jak wiemy, znajdują się tam słowa nawiązujące do czasów ostatecznych, a ten wierny Boży sługa usłyszał wiele słów, których nie rozumiał. Wielki książę Michał wyjaśnił, że „w tym czasie zostanie wybawiony twój lud, a więc ci wszyscy, którzy zostali zapisani w księdze. A wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, się zbudzi. Jedni do życia wiecznego, drudzy zaś ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12:1,2). Słowa te jednak Daniel miał zachować w tajemnicy, a księga miała zostać zapieczętowana aż do końca czasów.

Pomimo tego, jednak „wielu będzie ją badać i pomnożą wiedzę” (Dn 1: 4). Wierzę, że koniec czasu ostatecznego rozpoczął się w momencie zmartwychwstania Chrystusa, gdyż od tego momentu otrzymaliśmy dostęp do życia wiecznego.

Natomiast jeśli chodzi o dokładne poznanie, kiedy nastąpi pełne odkupienie, Chrystus przed Swoim odejściem powiedział: „Nie wasza to rzecz poznać dni i godziny, które Ojciec ustanowił swoją mocą” (Dz 1:7). Nawet AI nie jest w stanie rozszyfrować tego, co Bóg postanowił w Swoim planie.

Nie doszukujmy się Antychrysta w AI, lecz z pewnością nie ma ona nic wspólnego z inspiracją Ducha Świętego, który jedynie, jak powiedział Chrystus, „doprowadzi was do całej prawdy. Nie będzie bowiem mówił od siebie, ale będzie mówił, co usłyszy, i objawi wam to, co ma nastąpić” (Jn 16:13).

Henryk Hukisz

Monday, February 17, 2025

Escape room

Kilka lat temu zostaliśmy poruszeni wiadomością: „Pożar w escape roomie w Koszalinie – pożar, który miał miejsce 4 stycznia 2019 w escape roomie. W jego wyniku śmierć poniosło 5 osób, a jedna odniosła obrażenia” (Wiki). Ta tragedia wzbudziła ogólne zainteresowanie tym rodzajem zabawy.

Czym jest „escape room”, możemy dowiedzieć się również z Wikipedii: „Escape room (pol. dosł. pokój ucieczki, także jako pokój zagadek) – forma rozrywki umysłowej, w której grupa osób w ograniczonym czasie rozwiązuje różne zagadki, ażeby znaleźć klucz do wyjścia”.

Niedawno wraz z kilkoma osobami wziąłem udział w zabawie w jednym z wielu escape roomów (chyba tak się teraz odmienia obce wyrazy) na terenie Poznania. Zabawa polegała na zdobyciu skarbu na drodze przeróżnych zagadek, jakie trzeba było rozwiązać, aby móc w końcu wyjść z tego pomieszczenia. Przyznam, że była to bardzo wciągająca zabawa i chętnie znów powtórzę tę przygodę. Oczywiście przy wyborze takiej zabawy, należy dobrze zapoznać się z treścią całej zagadki, gdyż wiele z nich odwołuje się do obcych mocy i demonów.

Zapyta ktoś, co to ma wspólnego z Biblią, która, jak wiecie, leży w centrum mojego zainteresowania? Niedawno odkryłem, że ta nazwa nawiązuje do jednej w podstawowych biblijnych prawd odnoszących się do naszego życia duchowego. Przejdę od razu do wersetów, w których jest mowa o „escapie”, czyli umiejętności wyjścia z trudnego położenia. W Nowym Testamencie znajdują się dwa takie wersety, które wpierw będę chciał omówić, gdyż w naszych przekładach nie oddają tego, co w rzeczywistości jest ich treścią.

Pierwszy z nich znajdziemy w Liście do Hebrajczyków, zaraz po tzw. Liście bohaterów wiary. Ta informacja jest istotna, gdyż może mieć wpływ na zrozumienie znaczenia tego słowa. Chodzi o słowa zachęty do pełnego zaufania Bogu w walce z przeciwnościami, jakie spotykają ludzi wierzących w otoczeniu świata. Możemy śmiało powiedzieć, że Bóg nas nigdy nie opuści, tak jak doświadczali tego bohaterowie wiary.

Autor tego listu pisze: „Pamiętajcie o swoich przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boga, rozważając koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę” (Hbr 13:7). Chodzi mi o jedno słówko, które w oryginale brzmi: „εκβασιν” [ekbasin] i znaczy „wyjście, droga wyjścia z sytuacji”. Zapewniam, że w oryginale nie ma mowy o końcu życia, jak to sugeruje większość przekładów. Na przykład, popularny obecnie przekład EIB w  wersji dosłownej, oddaje ten werset tak: Pamiętajcie o waszych przywódcach, którzy wam zwiastowali Słowo Boże, i rozpatrując koniec ich życiowej drogi, naśladujcie ich wiarę”. Przyznam, że jest do dość dowolna interpretacja tłumacza tego tekstu. Na marginesie tego wpisu muszę odnieść się ogólnie do tego przekładu, który dla mnie jest jedynie komentarzem, a nie tłumaczeniem oryginalnego tekstu. Może później odniosę się szerzej do tego „przekładu”, ponieważ spotkałem w nim więcej podobnych dowolnych interpretacji.

Przedmiotowy werset w Interlinearnym Nowym Testamencie brzmi: Przypominajcie sobie (o) dowodzących wami, którzy powiedzieli wam słowo Boga, których przeglądając wyjście, zachowywania się naśladujcie wiarę”.  W tym wersecie chodzi o to, w jaki sposób te osoby wychodzą z życiowych doświadczeń. W tym zdaniu nie ma mowy o śmierci przełożonych, gdyż kilka wersetów dalej, jest mowa o nich, jako nadal żywych osobach - „Swoim przełożonym bądźcie posłuszni i ulegli, gdyż oni czuwają nad wami, ponieważ z tego mają zdać sprawę. Niech to czynią z radością, a nie z narzekaniem, bo to obróciłoby się na waszą niekorzyść” (Hbr 13:17).

Słówko „εκβασιν” [ekbasin] występuje tylko dwa razy w Nowym Testamencie. Użycie tego słowa przez Pawła w Liście do Koryntian 10:13 najlepiej wyjaśnia jego znaczenie. W kontekście doświadczeń, przez jakie Izraelici przechodzili w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej, Bóg zapewnia, że „jest wierny i nie pozwoli kusić was ponad to, co możecie znieść, ale wraz z pokusą da sposób wyjścia tak, abyście mogli wytrwać”. Apostoł Paweł w tym liście przypomina różne sytuacje, w jakich znalazł się Izrael, mówiąc, że Bóg zapewni nam bezpieczne wyjście z każdej podobnej opresji. Warunkiem jest pełne zaufanie w Bożą opatrzność, czego zabrakło w przypadku Izraela. Jak wiemy z lektury tekstów o wędrówce narodu wybranego, widzimy jak często narzekali i nie okazywali zaufania w Boże obietnice, że wejdą do Ziemi Obiecanej. Wiemy też, że nikt z tych, którzy wyszli z Egiptu, oprócz Jozuego i Kaleba, nie wszedł do Kanaanu.

Warto jest więc przyjrzeć się sylwetkom tych dwóch bohaterów wiary, którzy osiągnęli cel wędrówki.

Jozue - już samo jego imię mówi o zwycięstwie, gdyż znaczy „Pan jest wybawieniem”. Pan był jego wyjściem z każdej sytucji. Skąd wiemy? Wystarczy przypomnieć sobie jego postawę w momencie, gdy wrócili z przeszpiegów ziemi, do której Bóg obiecał ich wprowadzić. Gdy prawie wszyscy zbuntowali się, gdyż przestraszyli się olbrzymów tam mieszkających, Jozue i Kaleb powiedzieli: „Jeśli PAN nam sprzyja, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam tę ziemię, mlekiem i miodem płynącą” (Lb 14:8). Natomiast, gdy Mojżesz już umarł i Jozue miał przekroczyć Jordan, Bóg postawił warunki gwarantujące sposób wyjścia - „Tylko bądź mocny i dzielny, aby strzec i wypełniać całe Prawo, które nakazał ci Mojżesz, Mój sługa. Nie odstępuj od niego ani na prawo, ani na lewo, by wiodło ci się we wszystkim, czego się podejmiesz” (Joz 1:7).

Jozue doświadczał cudownych wyjść z opresji dzięki temu, że trzymał się Słowa Bożego i nie odstępował od niego ani na krok. Wypełniał dokładnie wszystkie słowa, jakie Bóg mu przekazał i w tym znajdował mądrość i moc do zwycięskiego życia.

Kaleb - w sytuacji, gdy doszedł już do późnego wieku, nadal pamiętał o wierności Bogu w wypełnianiu obietnic, jakie od Niego otrzymał. Spotykamy go w sytuacji, gdy Jozue rozparcelował już wszystkie części Ziemi Obiecanej, wówczas Kaleb postanowił jeszcze raz spotkać się z olbrzymami. Poprosił o Hebron, miasto Anakitów, których inni się lękali i powiedział: „Dzisiaj mam już osiemdziesiąt pięć lat, ale nadal jestem silny jak w dniu, kiedy posłał mnie Mojżesz. Dziś mam tę samą siłę, co i dawniej, aby do walki wyruszyć i wrócić(Joz 14:10,11). Dalej czytamy, że zdobył Hebron, „ponieważ trwał wiernie przy PANU, Bogu Izraela” (w. 14).

Wróćmy do wersetu, jaki rozważamy w tym wpisie - Hbr 13:7 - „Pamiętajcie o swoich przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boga, rozważając koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę”. Nie koniec życia naszych przełożonych, lecz obserwujmy ich sposób wychodzenia z doświadczeń. Skąd oni biorą, a być może już powiemy, że brali siłę do zwycięskiego wyjścia z doświadczeń? Kolejny werset jest odpowiedzią na to pytanie. Jestem tego pewien, że właśnie kontekst tego wersetu wskazuje na źródło tej odwagi. Czytamy bowiem, że „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, Ten sam i na wieki” (Hbr 13:8). Obawiam się, że najczęściej ten werset traktujemy jako hasło pełne samo w sobie. Ono jednak jest wyjaśnieniem pytania, skąd Jozue, Kaleb i mnóstwo innych bohaterów wiary czerpało siłę i odwagę. Jezus, ten sam, o jakim czytamy w ewangeliach, był ich mocą i mądrością. Oni ufali słowom Jezusa: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nic nie możecie uczynić” (Jn 15:5).

Biblia jest pełna dowodów na to, że jest mnóstwo bohaterów, którzy „pokonali królestwa, dokonali dzieł sprawiedliwych, doczekali spełnienia obietnic, zamknęli paszcze lwom, stłumili żar ognia, uniknęli ostrza miecza, zostali podźwignięci z niemocy, stali się waleczni na wojnie, odparli cudzoziemskie wojska” (Hbr 11:33,34). Być może w oczach ludzi tego świata przegrali, lecz w oczach Bożych są bohaterami, gdyż wyszli zwycięsko ze wszystkich życiowych doświadczeń.

Apostoł Paweł pisze podobnie o tych, którzy pomimo wszystkich doświadczeń, są Bożymi sługami: „jakby nieznani, a przecież dobrze znani, jakby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak ubogacający wielu, jakby ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2 Kor 6:9,10).

Wyobraźmy sobie, że nasze życie jest wędrówką w „escape roomie”, z którego musimy wyjść zwycięsko. Sami nie damy rady, jesteśmy zbyt słabi, aby pokonać wszystkie przeszkody, jakie stawia nam współczesne życie. W tym doczesnym escape roomie, w jakim się znalazłem, jest możliwość przywołania pomocy w postaci podpowiedzi lub awaryjnego wyjścia.  Naszą nadzieją jest Jezus, ten sam, jaki był wczoraj i jaki będzie jutro. On powiedział: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata” (Mt 28:20).

„Dlatego śmiało możemy powiedzieć: Pan jest moim wspomożycielem, nie będę się lękał. Co może uczynić mi człowiek” (Hbr 13:6).

Henryk Hukisz

Friday, February 7, 2025

Pentekostalny Poznań - moc ewangelii

Zielonoświątkowcy są częścią ewangelicznego chrześcijaństwa, które wywodzi się z protestantyzmu. Nie o różnicach doktrynalnych jednak chcę pisać, lecz o praktycznej stronie życia, czyli o tym, jak bardzo zmienia się życie człowieka, który pozytywnie reaguje na zwiastowanie ewangelii.

Apostoł Paweł pisał do wierzących w Tesalonikach: „Wiemy, bracia umiłowani przez Boga, o wybraniu was, gdyż nasze głoszenie Ewangelii dokonało się wśród was nie tylko przez samo Słowo, ale także w mocy i w Duchu Świętym, i w wielkiej pełni” (1Tes 1:4,5). Ewangelia, jaką zwiastowali apostołowie na początku ery Kościoła, udzielała wierzącym siły do tego, aby „odwrócili się od bożków do Boga, aby służyć Bogu żyjącemu i prawdziwemu i aby oczekiwać z niebios Jego Syna, którego wskrzesił z martwych Jezusa, który chroni nas przed nadchodzącym gniewem” (1 Tes 1:9,10).

Życie ludzi ewangelicznie wierzących, pomimo upływu wielu wieków, nadal jest świadectwem tej ogromnej przemiany, jaka dokonuje się jedynie dzięki mocy Ducha Świętego. Dlatego chcę w tym wpisie podzielić się świadectwem z czasów, gdy na terenach wschodniej Polski zwiastowana była ewangelia, która wywoływała takie same skutki, o jakich czytamy w Liście apostoła Pawła do Tesaloniczan. Ludzie którzy uwierzyli i doświadczyli tej cudownej przemiany zaczęli zgromadzać się, by budować swoją wiarę i poznawać prawdy Królestwa Bożego. Wkrótce na tym terenie powstał Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej i jego przywódcy dbali o to, aby ewangelia była nadal zwiastowana w mocy Ducha Świętego. Jednymi z pierwszych wierzących w rejonie Nowogródka byli Józef i Nadzieja Hukisz, którzy później wraz z rodziną na początku lat 50. przybyli do Poznania i tutaj dzielili się świadectwem nowego życia.

Przebudzenie charyzmatyczne na kresach wschodniej Polski charakteryzowało się ogromną przemianą życia tych, którzy uwierzyli i poddali się działaniu mocy Ducha Świętego. Bardzo dobrą ilustracją tej przemiany jest zdarzenie z życia kaznodziei Stanisława Niedźwieckiego, który wrócił z Ameryki, aby głosić Ewangelię w Wilnie i w okręgu Mołodeczno-Wilejka. Oscar Jeske, inny działacz zielonoświątkowy tego okresu, opisuje to wydarzenia w swojej książce „Revival or Revolution”. Poniżej przedstawiam fragment tego opisu:

„Pewnego dnia Niedźwiecki wraz z kilkoma przyjaciółmi, gdy wracali późnym zimowym wieczorem z nabożeństwa, zostali napadnięci przez miejscowych pijaków. Pobici i zakrwawieni zostali pozostawieni przy drodze w głębokim śniegu. Przejeżdżający później przypadkowy wieśniak zobaczył ich i powiadomił policję. Dzięki temu zostali uratowani lecz ponieważ policjanci złożyli raport, prokurator wszczął dochodzenie, w wyniku którego sprawcy zostali aresztowani. Kiedy ta sprawa znalazła się przed sądem, duchowny lokalnej cerkwi najął najlepszego adwokata, aby bronił sprawców tego zdarzenia. W wyniku takiego obrotu sprawy, zasądzeni i wtrąceni do więzienia zostali Niedźwiecki i jego przyjaciele.

Dzięki lokalnej prasie w Wilnie to wydarzenie nabrało szerokiego rozgłosu, w wyniku czego jeden z czołowych prawników w tym mieście postanowił ponownie skierować sprawę do sądu. Tym razem sędzia orzekł winę rozbójników i zasądził ich na więzienie. Podczas tej rozprawy zabrał głos Niedźwiecki, prosząc sędziego o wybaczenie winowajcom. Kiedy sędzia nie chciał się na to zgodzić, Niedźwiecki upadł na kolana w sali sądowej i wraz z przyjaciółmi głośno modlili się, prosząc w imieniu Chrystusa, by im ta wina została wybaczona.

W wyniku tego niecodziennego zdarzenia, kilku sędziów zasiadających w sądzie nawróciło się do Chrystusa, wyznając publicznie swoją wiarę w Zbawiciela. Na sali sądowej znajdował się również człowiek wysłany przez popa lokalnej cerkwi, który poprzednio oskarżył Niedźwieckiego. Miał on złożyć sprawozdanie z przebiegu tej sprawy, lecz poruszony tym niecodziennym zdarzeniem, również nawrócił się do Chrystusa. Gdy później stanął przez swoim mocodawcą, powiedział: ''Batiuszka, to twoja wina, że ci ludzie znaleźli się w więzieniu. Ci ludzie, o których tak źle mówiłeś, są prawdziwymi chrześcijanami. Oni nawet prosili o wybaczenie dla tych, którzy ich pobili i teraz zostali skazani. Nigdy więcej nie przyjdę już do cerkwi i jeśli się nie nawrócisz, to zginiesz w piekle, tak jak i mnie to groziło, gdyby wczoraj Chrystus nie zbawił mnie w drodze z Wilna. Batiuszka, natychmiast wykreśl mnie z listy członków cerkwi. To ty powinieneś siedzieć w więzieniu za to, że namówiłeś ich aby się upili i zaatakowali Niedźwieckiego i jego przyjaciół, gdyż oni tak naprawdę są niewinni, jedynie spełnili twoje polecenie’'.

Po niedługim czasie powstał tam zbór, gdyż wiele osób, które usłyszały o tym zdarzeniu, nawróciło się do Boga, wyznając Chrystusowi swoje grzechy. Kaznodzieja Niedźwiedzki po tej rozprawie powiedział: ‘'Nigdy nie byłem tak szczęśliwy w chwili, gdy opuszczałem salę sądu'’ . Ta rozprawa sądowa w Wilnie nabrała olbrzymiego rozgłosu, co spowodowało wielkie zainteresowanie ewangelią, w rezultacie w wielu okolicznych miejscowościach powstało wiele zborów, gromadzących wierzących zielonoświątkowców. Wkrótce liczba osób, które doświadczyły chrztu w Duchu Świętym wynosiła około 41 tysięcy. W 1930 roku na mokradłach Polesia odbył się chrzest nowo narodzonych osób - Karp Leonowicz ochrzcił  507 osób podczas jednego zgromadzenia” (str. 13).

Ta historia dobrze ilustruje charakter przebudzenia, jakie ogarnęło tereny wschodniej Polski w okresie międzywojennym. Znam wiele podobnych świadectw z tamtego okresu, jak i z czasu, gdy wierzący ewangelicznie chrześcijanie, jako repatrianci, zamieszkali w granicach Polski na tzw. Ziemiach Zachodnich. Dzięki ich świadectwu w wielu miejscowościach na tym terenie powstały zbory. Moi rodzice nawrócili się również dzięki świadectwu zielonoświątkowych kaznodziei, każdy w swoim rejonie, gdy jeszcze mieszkali w okolicy Nowogródka. Po wojnie, gdy przybyli do Zofiowa koło Czarnkowa nad Notecią, wraz z innymi wierzącymi postanowili stworzyć zbór, aby spotykać się w celu wzajemnego budowania swojej wiary.

Pierwsze nabożeństwa były organizowane w mieszkaniu naszej krewnej, Stanisławy Hukisz na obrzeżu Zofiowa. W międzyczasie mój ojciec, Józef Hukisz, zaczął przygotowywać do celów zborowych budynek, jaki znajdował się na terenie naszego gospodarstwa, aby w nim mogły odbywać się nabożeństwa zboru Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. Dobrze pamiętam niedzielne spotkania, na których śpiewane były pieśni, pamiętam głośne modlitwy i głoszenie Słowa Bożego. Kaznodziejami byli Władysław Czajko, Józef Hukisz oraz inni, którzy odwiedzali nas z innych miejscowości. Pamiętam Sergiusza Waszkiewicza, którego mój ojciec poznał w czasie, gdy służył w wojsku w Baranowiczach i brał udział w nabożeństwach powstałego tam zboru.

Inne wydarzenie, jakie zapisało się w mojej dziecięcej pamięci, to duży ciężarowy samochód z blaszaną budą na naszym podwórku, do którego zabrano mego ojca. Później dowiedziałem się, że był aresztowany wraz z wieloma innymi wierzącymi na terenie kraju przez agentów Urzędu Bezpieczeństwa, jako podejrzani o współpracę z wywiadem imperialistycznym. Mój tata wrócił do domu po paru tygodniach, inni natomiast siedzieli w więzieniach dłużej, aż wyjaśniły się ich sytuacje.

Na początku lat 50. rodzice postanowili zmienić miejsce zamieszkania, głównie dlatego, aby zapewnić dzieciom lepsze warunki nauki i rozwoju w dużym mieście, jakim był Poznań. Starania o zakup działki budowlanej trwały kilka lat. Dopiero w roku 1954 rodzina Hukiszów wraz z pięciorgiem dzieci zamieszkała w pobliżu Poznania, dokładnie w Plewiskach oddalonych kilka kilometrów od granicy miasta. Od samego początku ojciec poszukiwał wierzących w Poznaniu. Nie było to łatwe zadanie, gdyż miasto było ogromne, lecz Bóg odpowiedział na modlitwy rodziców i wkrótce poznaliśmy Jana Pancewicza, kaznodzieję zboru baptystycznego w Poznaniu.

W kolejnym wpisie przedstawię sytuację ewangelicznych chrześcijan, jaką zastaliśmy w Poznaniu. Istniał tutaj już zbór Kościoła Chrześcijan Baptystów, a w przeciągu kilku następnych lat, powstał zbór Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego, który stał się naszym miejscem dalszego działania w zakresie głoszenia ewangelii, która przemienia życie, na wzór pierwszych chrześcijan.

Wszyscy jesteśmy świadkami ogromnej przemiany życia dzięki działaniu łaski, która sprawia to, że mamy zbawienie w Jezusie Chrystusie. Dzieje się tak od początku istnienia Kościoła. Paweł pisał wówczas do wierzących, że „wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga, a zostali usprawiedliwieni darmo, Jego łaską, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie” (Rz 3:23,24). Zostaliśmy odkupieni nie dlatego, że byliśmy lepsi, lecz, jak wyjaśnia to apostoł: „Nie od was więc to pochodzi, lecz jest darem Boga. Nie z powodu uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2:8,9)

Wszyscy, którzy zostaliśmy usprawiedliwieni, tworzymy Kościół Jezusa Chrystusa, aby składać świadectwo nowego życia, jakie otrzymaliśmy dzięki Jego przeogromnej łasce, dokądkolwiek zostaniemy posłani.

Henryk Hukisz

Monday, February 3, 2025

Pentekostalny Poznań - tło historyczne

Aby lepiej zrozumieć sytuację ewangelicznie wierzących chrześcijan w Poznaniu, który poddany był wielowiekowym wpływom pruskim i niemieckim, muszę przytoczyć kilka faktów oraz podać parę cyfr, aby przedstawić, jak kształtowała się rzeczywistość wyznaniowa w tym mieście.

Kiedy nastąpił ostateczny rozbiór Polski w 1875 roku, jak podaje J. Łukaszewicz w 2 tomie „Dziejów Poznania”: „na 12 538 mieszkańców było w Poznaniu: 7 437 katolików, 1 918 luteran, 115 kalwinów, 47 osób wyznania greckokatolickiego i 3 021 Żydów. Można zatem przyjąć, że prawie 60% ludności Poznania w końcu XVIII wieku stanowili katolicy, 24% Żydzi, a 15% luteranie”. (str. 839).

Natomiast po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, do czego głównie przyczyniło się zwycięskie Powstanie Wielkopolskie, nasze miasto znalazło się w nietypowej sytuacji. Sporą część mieszkańców stanowili Niemcy osiedleni tu w czasie zaborów albo już tu urodzeni. Pewne wpływy germanizacji społeczeństwa Wielkopolski mogłem zauważyć jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Były to lata mojej szkoły średniej, gdy spędzałem więcej czasu w mieście, w gwarze poznańskiej pojawiało się sporo wyrazów niemieckich lub zniemczonych.  

W czasie już po Powstaniu Wielkopolskim kwestia narodowości mieszkańców Poznania była dość dynamiczna, gdyż sporo ludności niemieckiej decydowało się na powrót do Niemiec. Szczególnie dotyczyło to młodych mężczyzn, którzy chcieli uniknąć wcielenia do wojska w sytuacji, gdy Polska szykował się do wojny z bolszewikami w 1920 roku. Dlatego też kościoły luterańskie, do których należała ludność niemiecka, opustoszały nawet do kilkunastu członków w niektórych miejscowościach na terenie Wielkopolski. Z liczby około 400 pastorów przed I wojną światową, pozostało niespełna 200. Pojawiły się również problemy natury organizacyjnej, gdyż głównym kościołem luterańskim, jaki pozostał na ziemiach Polski, był Kościół Ewangelicko-Unijny, jaki powstał po połączeniu luteran z kalwinistami w Niemczech. Rząd Polski niechętnie współpracował z „unitami”, ponieważ byli częścią kościoła niemieckiego. W ramach Kościoła Ewangelicko-Unijnego na terenie Wielkopolski powstawało wiele tzw. Freie Kirche, wolnych zborów, które na własny sposób organizowały duchową opiekę dla osób wierzących. Brakowało pastorów, dlatego w Poznaniu w 1921 roku utworzono Wyższą Szkołę Teologiczną, której celem było kształcenie duszpasterzy dla pozostałej na terenie Polski ludności niemiecko-języcznej. W roku akademickim 1930/31, nauki pobierało 42 studentów. Na terenie Poznania działał również Ewangelicki Związek Wychowania, z którego opieki w 1931 roku korzystało 840 dzieci. Pastorzy Kościoła Ewangelicko-Unijnego mieli prawo organizowania zajęć dla dzieci ewangelickich w polskich szkołach publicznych.

Te dane dają pełniejszy obraz sytuacji wyznaniowej w Poznaniu. Dobrze pamiętam lata 60. ubiegłego wieku, gdy jeszcze sporo poznaniaków miało świadomość, że luteranie są Niemcami, dlatego mówią po niemiecku. Pamiętam późniejsze zdarzenie z lat 80. gdy byłem pastorem Kościoła Zielonoświątkowego w Poznaniu. W czasie gdy otrzymywaliśmy pomoc żywnościową z zagranicy, którą dzieliliśmy się z poznaniakami, często dziękowano mi po niemiecku, sądząc że jestem Niemcem, ponieważ byłem duchownym niekatolickim.

Jeśli chodzi o okres międzywojenny w Poznaniu, nie mam pewności co do istnienia polskich zborów ewangelicznych. Natomiast wiadomo mi, że przy ul. Przemysłowej 48 istniał zbór niemieckich baptystów. O tym będę się  odnosić w późniejszych wspomnieniach. Źródło, jakim dysponuję - „Wyznania Protestanckie i sekty religijne w Polsce współczesnej” Ks. Dr. Stefana Grelewskiego, wydanego w Lublinie w 1947 roku, nie zawiera wiele informacji dotyczących samego Poznania. W przypisie na str. 529 znajduje się uwaga, że w Poznaniu mieszkał pastor Robert Drews, prezes Zjednoczenia Baptystów Niemieckich. Natomiast na str. 534 zamieszczony jest wykaz, z którego wynika, że w 1931 roku w Polsce istniało 66 zborów słowiańskich baptystów, obejmujących 4 275 wiernych, co razem z rodzinami daje ogólną liczę około 10.000 tyś. dusz. Z tej informacji wynika, że w Poznaniu, grupa licząca około 20 osób, tworzyła jeden lokalny zbór baptystyczny.

Jak wiemy, ruch pentekostalny, zwany również zielonoświątkowym, pojawił się na terenie Polski w dwóch strumieniach. Na Śląsku Cieszyńskim w środowisku społeczności luterańskiej powstawały grupki osób doświadczających napełnienie Duchem Świętym na wzór pierwszych chrześcijan. Działo się tak pod wpływem działalności Jonathana Paula z Berlina. W wyniku tego wpływu powstał Związek Stanowczych Chrześcijan, głównie na terenie Śląska Cieszyńskiego. Natomiast drugi nurt stanowiły wpływy reemigrantów z Ameryki, którzy po przeżyciu tam łaski zbawienia, postanoiwili wrócić na ziemie macierzyste, aby zwiastować ewangelię swoim rodakom. Ta dzialałność dotyczyła głównie terenów wschodniej i centralnej Polski. Działalność na tym terenie prowadzili głównie, jak podaje dr. Edward Czajko w opracowaniu o ruchu zielonoświątkowym: „A więc byli to, na terenach wschodnich: G. Kraskowski, St. Niedźwiecki, D. Komsa, P. Ilczuk, T. Nahorny, J. Pańko, J. Czerski i inni, zaś w Polsce centralnej: Gustaw H. Schmidt, Artur Bergholc i inni”. (Kalendarz Chrześcijanina z roku 1977, str. 109).  W ramach tego ruchu powstało wiele lokalnych zborów, które w 1929 roku w Starej Czołnicy koło Łucka, utworzyły Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. Ta wspólnota pentekostalna odegrała znaczący wpływ na dalsze dzieje zborów zielonoświątkowych w powojennej Polsce.

Jeśli chodzi o Wielkopolskę i Poznań w okresie międzywojennym, to należy odnieść się do wpływów niemieckich. Skoro Jonathan Paul działał na terenie Niemiec, można zauważyć wpływy tego ruchu na mieszkańców na tym terenie. Źródła historyczne wskazują, że istniała poznańsko-pomorska grupa inicjująca ruch pentekostalny i na tym terenie znajdowały się również ośrodki akcji społecznościowej. We wspomnianym wcześniej źródle („Wyznania Protestanckie i sekty religijne w Polsce współczesnej”) znajduje się obszerniejszy opis początków tego ruchu na terenie Wielkopolski.

„Zielonoświątkowcy w pracy organizacyjnej od początku wzorowali się na ruchu społecznościowym, łącząc się na wzór stowarzyszeń religijnych czy też kulturalno-oświatowych. Najczęściej idee zielonoświątkowców opanowywały pewne koła społecznościowe, całkowicie lub częściowo i tam się rozwijały aż do czasu, kiedy zielonoświątkowcy powołali do życia własne organizacje. Nie uważali się oni jeszcze za specjalne wyznanie czy też kościół, ale tworzyli organizację ludzi, przekonanych o swoim nawróceniu do Boga, żyjących wedle Jego wskazówek, niesłusznie wyłączonych z dotychczasowych społeczności religijnych”. (str. 589)

Dalej czytamy w tym żródle, że „po wojnie wśród zielonoświątkowców w Wielkopolsce zarysował się rozłam na dwie grupy: jedna umiarkowana, wyznająca zasady społecznościowe o odcieniu zielonoświątkowym, pozostająca w łączności z kościołem ewangelicko-unijnym, i radykalna, na czele z Ottonem Kurzweg’iem z Kopaszyna”. Ponieważ ta grupa charakteryzowała się bardzo niebiblijnymi praktykami o cechach niemalże okultystycznych, władze świeckie rozwiązały to stowarzyszenie. We wspomnianym wcześniej źródle czytamy, że „pozostałe grupy działały w łączności z kościołem ewangelicko-unijnym, jako jedna z organizacji. Zielonoświątkowcy wielkopolscy wiele stracili z początkowego kultu charyzmatów, a stali się drobną grupą pietystyczną, działającą w łonie kościoła ewangelicko-unijnego w Wielkopolsce” (str. 590).

Prekursorami ruchu pentekostalnego w Poznaniu jest rodzina Hukiszów, o której będę dalej informować. Józef i Nadzieja Hukisz doświadczyli żywej zbawiającej wiary w czasie, gdy mieszkali jeszcze na terenach wschodniej Polski. Na początku lat 50. zamieszkali w okolicy Poznania i tutaj spotkali się z osobami ewangelicznie wierzącymi, którzy tworzyli lokalny zbór Kościoła Chrześcijan Baptystów. Po kilku latach powstał zbór w ramach Zjednoczonego Kościoła Ewangeliczngo, który tworzyły między innymi społeczności zielonoświątkowe. Na powstanie zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Poznaniu miały wpływ członkowie Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej.

W kolejnych opracowaniach historii społeczności pentekostalnej w Poznaniu postaram się podać więcej informacji dotyczących powstania lokalnego zboru.

Henryk Hukisz

 Informacja dotycząca zamieszczonego zdjęcia:

Kościół św. Piotra gromadził wiernych wyznania ewangelicko-reformowanego (kalwińskiego). Była to druga parafia ewangelicka w Poznaniu. Pierwsza powstała w drugiej połowie XVIII wieku przy kościele Świętego Krzyża na Grobli, z tym że do tamtego kościoła uczęszczali wierni wyznania luterańskiego”. (Portal: miastopoznaj.pl). Chodzi o kościół z czerwonej cegły, znajdujący się kiedyś na początku ul. Półwiejskiej, Obecnie na tym miejscu znajduje się lokal McDonald’s.

Wednesday, January 15, 2025

Obraz mojego serca

Po zawale, jaki przeszedłem osiem lat temu, jestem zobowiązany do częstej kontroli stanu mojego serca. Podczas każdej wizyty u kardiologa dokonywane jest badanie nazywane echokardiografią. Lekarz odczytuje wyniki badań laboratoryjnych i porównuje je z poprzednimi, po czym stwiedza: Panie Hukisz, jest dobrze, bo nie jest gorzej”. 

Prawdziwym celem tego badanie jest określenie takich parametrów, jak :

- położenie serca, jego wymiary, grubość oraz proporcje jam serca,

- budowa zastawek oraz przepływy,

- osierdzie,

- obecność nieprawidłowych połączeń oraz przepływów pomiędzy jamami serca,

-obecność guzów.

A jak jest ze stanem naszego serca duchowego? Jaki obraz widzi nasz Pan, który nie musi posługiwać sie aparaturą medyczną? On zna doskonale w jakim stanie jest nasze serce.

Niedawno znalazłem starą broszurkę napisaną przez I. S. Prochanowa, rosyjskiego przywódcę ewangelicznego z przełomu XIX i XX wieku, na temat jednego wersetu, w którym Pan Jezus stwierdza: Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje (Mt 6:21). W jakim stanie jest nasze serce?

Poniżej zamieszczam fragment tej broszurki na temat serca osoby wierzącej, gdyż uważam, że warto jest poznać prawdziwy obraz swojego serca.

 Stan serca wierzącego.

1) Serce mięsiste - nowym sercem.

Jak już powiedziano, w stanie grzesznej niewiary serce ludzkie staje się kamiennym sercem.

Pan nie kocha takiego serca i dlatego mówi: Usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste (Ez36:26). Dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza....

Tak stało się z młodym prorokiem Izajaszem (Iz 6). Na nim przeprowadzona została operacja. Jeden z serafów, będący przy tronie Wszechmogącego, przyleciał do niego z rozżarzonym węgielkiem, który wziął z ołtarza. Dotknął nim jego ust i powiedział: Usunięta jest twoja wina, a twój grzech odpuszczony (Iz 6:7).

Tu zaszła dziwna przemiana serca młodego proroka. Otrzymał on nowe serce, oczyszczone z grzechu. Jeszcze bardziej zadziwiająca zmiana zaszła w dniu Pięćdziesiątnicy. Wypełniło się proroctwo Ezechiela: Ducha nowego dam do waszego wnętrza (Ez 36:26). Ci, na których Duch został wylany, otrzymali nowe serca. Bojaźliwy Piotr, jeszcze niedawno bojący się zwykłych służących, napełnił się takim męstwem, że mógł przemawiać do tysięcy ludzi, którzy byli poruszeni. To dlatego, że miał on nowe serce.

Kto jest w Chrystusie, ten jest nowym stworzeniem, nowym człowiekiem.

Co to oznacza? Kilkudziesięciu ludzi z nowymi sercami odnowiło cały ówczesny, otaczający ich świat.

2) Serce miłosierne.

Zamiast zwierzęcych, okrutnych serc, Pan stwarza serca miłosierne i błogosławi im. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5:7).

Ewangelia daje nam szczególny obraz miłosiernego serca w osobie miłosiernego Samarytanina.

W Nowym Testamencie jest opis nawrócenia okrutnego serca Saula, który pałał chęcią zabijania, a stał się apostołem. Stał się dla wielu dusz troskliwym i czułym żywicielem (1Tes 2:7).

3) Serce czyste.

Grzeszne serce, przewrotne, pod wpływem Ducha Bożego przeobraża się w serce czyste: A takimi niektórzy z was byli; aleście omyci, aleście uświęceni, aleście usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego (1Kor 6:11). Krew Jezusa Chrystusa oczyściła ich od wszelkiego grzechu (1Jn 1:7) i uczyniła ich bielszymi niż śnieg. Tak też stało się z Dawidem, który będąc w grzechu pokutował, modląc się: Pokrop mnie hyzopem, a będę oczyszczony; omyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę (Ps 51:9) i który został oczyszczony.

Tak było i jest ze wszystkimi wierzącymi w Pana Jezusa Chrystusa. On czyni serca czyste i On może uczynić, aby serca wasze były utwierdzone, bez nagany w świętości przed Bogiem i Ojcem (1Tes 3:13).

4) Serce dobre.

O dobrym sercu mówi się w Łk 8:15. W sferze wiary złe serce może przemienić się w dobre. Więzienni strażnicy przeważnie mają serca niedobre. Taki był też strażnik, który pilnował uwięzionego Pawła i Sylasa (Dz 16). Lecz co stało się z nim, kiedy nawrócił się? Dla tych, których przedtem zakuł w dyby, obmył rany.

5) Serce ciche, spokojne i skruszone.

Serce ciche i spokojne jest chwalone w Słowie Bożym. Życiem dla ciała jest serce spokojne (Prz 14:30 BT). Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię (Mt 5:5).

Skruszonemu sercu dana jest szczególna obietnica: „PAN jest blisko skruszonych w sercu (Ps 34:19 BT).

Wiara w Chrystusa czyni cichymi i skruszonymi te serca, które do tej pory były dumne i pyszne. Zazwyczaj wszyscy oficerowie bywają dumni. Takim zapewne był setnik, rzymski oficer, któremu zachorował sługa. Jednak pod wpływem Chrystusa stał się cichym i pokornym.

6) Serce szczere.

Wiara czyni serca szczerymi. Tak jest napisane o Dawidzie: Postępował (Dawid) wobec Ciebie szczerze, sprawiedliwie i w prostocie serca (1Krl 3:6 BT). Wszyscy faryzeusze byli ludźmi nieszczerymi i oto Nikodem, jeden z nich, okazał zadziwiającą szczerość w rozmowie z Jezusem (Jn 3). Zbliżenie się do Jezusa Chrystusa czyni ludzkie serce szczerym, jeśli przychodzi ono do Niego bez podstępnego i wrogiego zamiaru.

7) Serce rozumne, mądre.

Młody Salomon miał rozumne i mądre serce (1Krl 3:9), gdyż prosił Boga o nie. Moc Boża może uczynić z serca nierozumnego, serce rozumne. Synowie Zebedeusza okazali nierozumne serca, gdy prosili Jezusa o zasiadanie po obu stronach Jego tronu. Później, po otrzymaniu Ducha, przejawili wielką mądrość. Jeden z nich, apostoł Jan, jest autorem jednej z Ewangelii.

8) Serce wierne.

Wierne serce podoba się Bogu. Nehemiasz (9:8) mówi, że Pan stwierdził, iż serce Abrahama jest wierne. To było przyczyną, z powodu której Pan wylewał na niego tak wiele błogosławieństw.

Moc Pana jest na tyle duża, żeby mocą Ducha Bożego z serca niewiernego uczynić serce wierne. Tak było z Piotrem. Zaparł się on Chrystusa, a gdy zszedł na niego Duch Boży, wtedy gotów był na wszystkie niebezpieczeństwa i cierpienia dla imienia Jezusa Chrystusa.

9) Serce szerokie.

Jeśli fizyczne serce jest powiększone - jest to stan chorobowy. Gdy serce duchowe jest rozszerzone, powiększone, wtedy jest to dobre. Apostoł Paweł i jego współpracownicy mieli serca rozszerzone. Pisze on: Usta nasze otwarły się przed wami, Koryntianie, serce nasze szeroko się otwarło (2Kor  6:11). Nie u nas jest wam ciasno, ale ciasnota jest w sercach waszych (2Kor 6:12). Rozszerzone duchowe serce jest sercem szeroko otwartym na miłość, zrozumienie, współczucie i stosunki do braci oraz bliźnich. Takie serce nie może mieć wąskiego spojrzenia lub formalnego stosunku do dzieła Bożego. Ono nie odtrąca, lecz przygarnia. Przyjmuje i obejmuje.

Inne stany serca, które znajduje się w wierze, to: serce wdzięczne, szczodre, wybaczające, radujące się, pokorne itp.

Takie jest serce, jeśli żyje ono wiarą. Jakże jest to cudowne.

 Dobrze jest zastanowić się nad tym, z jakim sercem przychodzimy do Tego, kto „od nikogo nie potrzebował świadectwa o człowieku; sam bowiem wiedział, co było w człowieku” (Jn 2:25).

Henryk Hukisz

Monday, January 13, 2025

Lawina hejtu

 Dziś obchodzono w Gdańsku bardzo smutną rocznicę zamordowania prezydenta miasta, Pawła Adamowicza. Sześć lat to sporo czasu, aby wyciągnąć jakieś wnioski, aby nauczyć się poszanowania dla drugiego człowieka, nawet jeśli ma inne poglądy, niż ja uważam za właściwe. Niestety, hejt nadal leje się z masowych komunikatorów i wygląda na to, że nikt nic nie robi, aby powstrzymać tę lawinę.

Nowa płaszczyzna porozumiewania się, jaką obecnie zapewnia internet w każdym domu sprawia, że relacje międzyludzkie zaczynają dominować i kształtować nowe formy zależności. Niemal każdy ma możliwość wrzucić coś do sieci, swoją własną ideę, swój nastrój, swoje niezadowolenie. Słowa zamienione na impulsy “zero jedynkowe”, jak kamienie na stoku, bezdusznie poruszają następne. Te trącają kolejne, aż powstaje lawina słów zabarwionych emocjonalnie, które krzyczą coraz głośniej, aż zamieniają się w czyny. Później jest już tylko jeden cios, pchnięcie noża i niewinny człowiek ginie. Ktoś w komentarzu napisał: Faktem jest, że jest w ludziach wiele nienawiści, bezinteresownej zawiści. Wystarczy przejrzeć fora internetowe. Gdyby można było zabijać na odległość, to ludzie przy komputerach padali by jak muchy.”

Słowo ma moc. Bóg stworzył świat słowem. Musimy pamiętać, że my również posługujemy się słowami. Mądry Salomon powiedział: Śmierć i życie są w mocy języka (Prz 18:21a). Biblia zawiera wiele wspaniałych przykładów i lekcji na temat używania słów, które mogą budować, albo niszczyć, lub wręcz, zabijać. Taką mają moc i od nas tylko będzie zależało, jak będziemy się nimi posługiwać. W ustach grzeszników będą tylko zabijać.

Pan Jezus nauczał Swoich naśladowców wielu życiowych prawd. Między innymi zwracał uwagę na to, co powinno wypełniać nasze serca, gdyż od tego będzie zależało, jakimi staniemy się na zewnątrz. Chrystus powiedział: Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło, bo z obfitości serca mówią jego usta” k 6:45). Tak więc, aby z wnętrza serca wypływały dobre słowa, które budują i darzą życiem, trzeba pierw je napełnić dobrem. Dlatego zasadnicze pytanie, jakie powinniśmy stawiać, brzmi: Jak napełnić serce dobrem?

Można przecież powiedziać, że nasz naród szczyci się ponad tysiącletnią tradycją chrześcijańską. Od czasu tragicznej śmierci gdańskiego Prezydenta, w mediach pada wiele słów refleksji, przestróg, opinii.  Pewien starszy człowiek, który zna naszą ojczyznę lepiej niż ja, powiedział, że ma żal do przywódców kościoła katolickiego, że nic nie robią, aby zatamować falę “hejtu”. A przecież od nich powinniśmy tego oczekiwać.

Niestety, ostatnie doniesienia z prekampani prezydenckiej nie napawają dobrą nadzieją. Nawet obiekt tak uświęcony w pojęciu katolickim, jak świątynia z obrazem jasnogórskim, staje się platformą dla kibolskich haseł, jakie na piłkarkim stadionie brzmałyby przerażąjąco.

W tym miejscu muszę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nadzieją jest tylko Jezus. Musimy przypomnieć sobie Jego słowa - Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (Jn 14:6). Nie ma innej drogi, gdyż nie dano bowiem ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4:12). Zbawieni - znaczy, uratowani. Myślę, że jako naród, znajdujemy się w takiej sytuacji, że tylko Jezus może nas uratować.

Modlę się cały czas o to, aby znalazł się jakiś nauczyciel, jakiś dostojnik kościoła, aby przyszedł do Jezusa w nocy” (Jn 3:2) i posłuchał Jego dobrej rady. Przecież Polacy wierzą w Chrystusa. Jezus stawia bardzo oczywisty warunek: Jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jn 3:3). Królestwo Boże, to jedyne królestwo, gdzie nie ma nienawiści. Tylko w nim panuje prawdziwa i nieobłudna miłość najwyższego rodzaju, gdyż pochodzi bezpośrednio od Boga, który jest miłością. Jan, zwany apostołem miłości, wzywa tych, którzy wierzą w Boga: Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga. Każdy kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga” (1 Jn 4:7).

To nie jest żadna utopia. To jest możliwe, gdyż dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1:37). Tylko wtedy, gdy ludzie narodzą się na nowo z Ducha Świętego, będą w stanie posiąść w sercach takie dobro, z którego popłyną słowa miłości. Tylko wtedy stanie się możliwe, aby rada apostoła Pawła: Żadna zła mowa niech nie wychodzi z waszych ust, lecz tylko dobra, która służyłaby zbudowaniu i przyniosła korzyść słuchającym” (Ef 4:29), stała się inspiracją naszej codziennej mowy. Tej w oficjalnych mediach i tej na ulicach, w urzędach, w szkołach, w domach - wszędzie w granicach naszej Rzeczypospolitej.

Na zakończenie tego rozważania odwołam się do prawdziwej historii. Gdy Pawła wieziono do Rzymu, nie jako apostoła, lecz więźnia, gdy burza groziła nieuniknioną katastrofą i gdy zaczęła znikać wszelka nadzieja naszego ocalenia” (Dz 27:20), Paweł oświadczył: mimo to wzywam was teraz, abyście byli dobrej myśli, bo nikt z was nie zginie, tylko statek” (w. 22).

Ta historia zakończyła się szczęśliwie. Wprawdzie okręt uległ rozbiciu, lecz nikt z ludzi nie zginął. Obawiam się, że dla hejterów ważniejsze są ich własne „statki”, niż drugi człowiek. Są oni dziećmi tego, kto przychodzi tylko po to, aby ukraść, zabić i zniszczyć” (Jn 10:10).

Najwyższy już czas, aby posłuchać prawdziwego Pasterza, który jedynie mógł powiedzieć o sobie: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz oddaje swoje życie za owce” (Jn 10:11).

Jedyną nadzieją dla naszego narodu jest Chrystus.

Henryk Hukisz