Monday, July 29, 2024

Obrzydliwość ziemi

New York Times informuje, że w piątkowy wieczór przed telewizorami zasiadło około 30 milionów widzów aby obejrzeć ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Natomiast na żywo to wydarzenie oglądało 666 tysięcy widzów. Z pewnością ta liczba nie jest przypadkowa, jak sądzę, ze względu na charakter tego wydarzenia, o którym stało się głośno na całym świecie. Ktoś napisał, że ta ceremonia, to najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką widział od dawna. Natomiast dyrektor artystyczny ceremonii, Thomas Jolly, powiedział: „We Francji jesteśmy republiką, mamy prawo kochać, kogo chcemy, mamy prawo nie być czcicielami, mamy wiele praw we Francji i to właśnie chciałem przekazać”. Dziwnie pojęta wolność wyrażania swoich praw, gdyż z jednej strony domaga się uznania prawa do swobodnego wyrażania tożsamości płciowej, gdy jednocześnie kpi się z innych, którzy mają prawo do wolności wyznawania swojej wiary w Boga. Jeśli ktoś nie chce być czcicielem Boga, staje się automatycznie czcicielem szatana, Bożego przeciwnika. Taka jest prosta arytmetyka, jak kiedyś śpiewał Bob Dylan w piosence „Gotta Serve Somebody” - „... tak jest, zawsze służysz komuś, czy to będzie diabeł, czy to będzie Bóg, i tak przecież służysz komuś”.

Dziś zajrzałem na kilka nabożeństw zarówno w kraju, jak i za oceanem i na każdym usłyszałem słowa oburzenia, lub co najmniej zdziwienia. Co wspólnego ze sportem może mieć parodia Ostatniej Wieczerzy w wykonaniu przedstawicieli środowisk LGBT? Szkoda wspaniałej okazji prezentowania zmagań sportowców z całego świata, która już na samym początku została zepsuta tak obrzydliwym otwarciem.

Nie mam zamiaru odnosić się do treści tej parodii, lecz chcę jedynie zwrócić uwagę na czas w jakim żyjemy. Osobiście, oglądając tę relację odnosiłem wrażenie, że podstawą do scenariusza były opisy wzięte wprost z Księgi Objawienia. Szczególnie opis sądu nad Wielką Nierządnicą - „I przeniósł mnie w duchu na pustkowie, i zobaczyłem kobietę, siedzącą na szkarłatnej Bestii, pełnej bluźnierczych imion, mającej siedem głów i dziesięć rogów. A kobieta była ubrana w purpurę i szkarłat i przyozdobiona złotem, drogimi kamieniami i perłami. Miała w swojej ręce złoty kielich, pełen obrzydliwości i nieczystości swojego nierządu. A na jej czole było wypisane tajemnicze imię: Wielki Babilon, matka nierządnic i obrzydliwości ziemi” (Ap 17:3-5).

Odnosiłem też wrażenie, że autorzy tej ceremonii próbują na siłę wcisnąć jak najwięcej treści satanistycznych, jak gdyby byli przekonani, że taka okazja już więcej się nie powtórzy. Czyżby to już ostatnia Olimpiada?

No cóż, nadejdą takie czasy, gdy sceny opisane w Księdze Objawienia staną się rzeczywistością i Kościół Jezusa Chrystusa powinien być na to przygotowany. Dla wierzących i pojednanych z Bogiem przez Pana Jezusa nastaje czas radości, gdyż jest to zapowiedzią rychłego przyjścia naszego Pana i Zbawiciela. Przeciwnik Bożej łaski i zbawienia ma coraz mniej czasu, dlatego sroży się coraz bardziej. Diabeł wie, że ma coraz mniej możliwości aby zwodzić wierzących. Dlatego tym bardziej powinniśmy dokładać wszelkich starań, aby nie dać się zwieść i aby trwać wiernie przy naszym Panu.

Wystarczy, że popatrzymy na własne krajowe podwórko. Pisałem wcześniej o demonicznym źródle, z którego pochodzą inspiracje do aktualnych wydarzeń - „Związki z piekła rodem”. Uważam, że dla wierzących i naśladowców Jezusa Chrystusa staje się coraz bardziej widoczna różnica pomiędzy Bożym Królestwem i tym światem. Musimy pamiętać o tym, co Chrystus o nas powiedział w modlitwie do Ojca: „Przekazałem im Twoje słowo, lecz świat ich znienawidził, bo nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, lecz abyś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (Jn 17:14-16). Rzeczą naturalną jest to, że świat będzie coraz bardziej nienawidził Boga, Chrystusa i Kościół, który jest Bożym ludem w tym świecie. Niech nas więc nie dziwią diabelskie ataki na Kościół Jezusa Chrystusa. Musimy się na to przygotować i nie dać się oszukać, ponieważ diabeł będzie zwodzić, udając samego Chrystusa. Biblia zapowiada nastanie czasu objawienia się Antychrysta.

Jednym ze znaków dni ostatecznych jest pojawienie się Antychrysta, który działa w postaci swego ducha. Bóg natomiast objawia Swoją mądrość i moc przez Ducha Świętego, dlatego diabeł, odwieczny Boży przeciwnik naśladuje Boże działania. W Biblii czytamy o naszym zbawieniu, że „Bóg zaś poświadczył je przez znaki, cuda, różne dzieła mocy i przez udzielanie Ducha Świętego według swojej woli” (Hbr 2:4). Diabeł natomiast na wszelki sposób stara się podrabiać Boże znaki. Dlatego Pan Jezus, mówiąc o wydarzeniach czasu ostatecznego, zapytany przez uczniów „kiedy to nastąpi i co będzie znakiem Twojego przyjścia i końca świata?”, odpowiedział: „Uważajcie, aby ktoś was nie zwiódł” (Mt 24:4). Wówczas Chrystus, mówiąc o wielu znakach, zwrócił im uwagę na szczególny - „Jeśli ktoś wam wtedy powie: Mesjasz jest tutaj; albo: Jest tam, nie wierzcie” (Mt 24:23). Dlaczego?

Antychrystem jest ktoś, kto nie tylko jest przeciwko Chrystusowi, lecz Go udaje, imituje cechy prawdziwego Syna Bożego. Jezus, przewidując takie działania diabelskie, ostrzegał Swoich uczniów: „Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i będą dokonywać wielkich znaków i cudów, żeby, o ile to możliwe, zwieść nawet wybranych” (Mt 24:24). Później apostoł Jan, nawiązując do tego ostrzeżenia, przypomina Kościołowi pod koniec pierwszego wieku - „Umiłowani, nie wierzcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, ponieważ wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1 Jn 4:1). Widzimy więc, że już na samym początku działalności Kościoła, na świecie było już wielu fałszywych proroków i cudotwórców. W tym samym Liście Jan pisze: „Dzieci, jest już ostatnia godzina i tak, jak słyszeliście, antychryst nadchodzi, a nawet wielu antychrystów już się pojawiło. Po tym właśnie poznajemy, że jest ostatnia godzina” (1 Jn 2:18). Dlatego nie powinna nas dziwić próba podrabiania jednego z największych obrazów, jakim jest pamiątka w postaci Ostatniej Wieczerzy. Oczywiście nie mam na uwadze dzieła Leonardo da Vinci, lecz słowa apostoła Pawła: Ile razy bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11:26).

Apostoł Jan pisze w swoim 2. Liście, że „na świat bowiem wyszło wielu zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele. Każdy z nich jest zwodzicielem i antychrystem” (2 Jan 7). Greckie słowo „πλανοι” [planoi], przetłumaczone jako “zwodziciel”, znaczy - “ktoś, kto udaje inną osobę, aby oszukać”. To tak, jak złodziej pukający do naszych drzwi, występuje w ubraniu inkasenta albo nawet policjanta, aby zyskać nasze zaufanie. Niestety, wśród wierzących jest wielu naiwnych i nieświadomych takich diabelskich sztuczek i wpuszcza do swoich serc antychrystów. O tym pisze też apostoł Paweł, opierając się na objawieniu Ducha Świętego, który „wyraźnie mówi, że w czasach ostatecznych niektórzy odejdą od wiary, dając posłuch zwodniczym duchom i naukom demonów, zwodzeni przez kłamców, którzy pozwolili wypalić własne sumienie” (1 Tm 4:1,2).

Apostoł Jan, w trosce o duchowe zdrowie dzieci Bożych, zachęcał, aby trwali w prawdzie, prosząc: „Uważajcie, abyście nie utracili tego, co wypracowaliście, ale żebyście otrzymali pełną zapłatę” (2 Jn 8). Dlatego Jan pisze otwarcie, na co też próbuję zwracać uwagę na moim blogu„Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, to nie przyjmujcie go do domu i go nie pozdrawiajcie. Ten bowiem, kto go pozdrawia, uczestniczy w jego złych czynach.” (2 Jn 10,11). Dziś niekoniecznie taki antychryst dosłownie puka do naszych drzwi, lecz sami go wpuszczamy przez łącza internetowe. Algorytm Googli nie działa pod inspiracją Ducha Świętego, na co nabiera się wielu nawet spośród pastorów i nauczycieli. 

Czas ostateczny, który rozpoczął się w Dniu Pięćdziesiątnicy, pewnego dnia będzie miał swój koniec. Charakterystyką końca Bożego działania poprzez Kościół, który jest prawdziwym Ciałem Chrystusa będzie obrzydliwość, jaka pojawi się na ziemi. Apostoł Paweł zwracał uwagę, pisząc o nadchodzącym czasie końca, że - nie nastanie bowiem dopóki nie przyjdzie odstępstwo i nie pojawi się człowiek nieprawości, syn zatracenia. On jest przeciwnikiem i wynosi się ponad wszystko, co dotyczy Boga lub Jego czci. Zasiądzie nawet w świątyni Boga, przedstawiając siebie samego jako Boga” (2 Tes 2:3,4).

To ostateczne wydarzenie nie powinno być zaskoczeniem dla czuwającego Kościoła. Biblia dość wyraźnie maluje nam ten obraz. Mamy przecież Księgę Objawienia Jezusa Chrystusa i wiele innych słów ostrzeżenia o nadchodzącym odstępstwie. Paweł dość jasno przedstawia nam znaki, które bezbłędnie wskazują na ostateczny stan kościoła: „Przyjście zaś Nieprawego jest działaniem szatana – z całą mocą wśród znaków i fałszywych cudów, wśród całego zwodzenia nieprawości – wobec tych, którzy dają się wygubić, ponieważ nie przyjęli prawdy miłości, by zostali zbawieni” (2 Tes 2:9,10).

Dlatego uważam, że zadaniem Kościoła, to znaczy jego kompetentnych nauczycieli, powinno być przypominanie o aktywności Bożego przeciwnika, aby powierzoną im Bożą trzodę mogli chronić przed zwiedzeniem.

Koniec jest już chyba bardzo bliski. Dlatego wołam wraz z Oblubienicą: „Amen, przyjdź Panie Jezus! (Ap 22:20).

Henryk Hukisz

Thursday, July 18, 2024

Bóg oszczędził życie Trumpa

 Poniżej podaję w całości artykuł z „The Christian Post” z dnia 17 lipca 2024, napisany przez Jason’a Jimenez’a, który jest założycielem i prezesem Stand Strong Ministries oraz szanowanym mówcą chrześcijańskim i członkiem wydziału w Summit Ministries. Osobiście uważam, że zawiera on obiektywny, z chrześcijańskiego punktu widzenia, przekaz informacji na temat ostatnich wydarzeń, jakie z pewnością intersują również wielu wierzących w naszym kraju.

 Musi być jakiś powód, dla którego Bóg oszczędził życie Trumpa

Autor: Jason Jimenez*, 17 lipca 2024 r.

Żyjemy w czasach, gdy polityka w Ameryce z dnia na dzień staje się coraz bardziej brutalna, a obowiązkiem każdego z nas jest modlić się za naszych przełożonych i współpracować nad pojednaniem Amerykanów wokół zasad, które zbudowały i uczyniły nasz naród tak wielkim.

To, czego byliśmy świadkami w Butler w Pensylwanii, było przerażające. Jesteśmy pogrążeni w smutku po stracie Coreya Comperatore, oddanego męża i ojca dwóch córek. Modlimy się również o pełne wyzdrowienie dwóch widzów, którzy są w stanie krytycznym w szpitalu.

Przyjaciele, wyobraźcie sobie, co by było, gdyby 20-letniemu bandycie, Thomasowi Crooksowi, udało się zabić Trumpa. Sprawy bez wątpienia potoczyłyby się zupełnie inaczej, ale jesteśmy wdzięczni Bogu, że życie Trumpa zostało oszczędzone.

Wielu sojuszników, a nawet Demokratów, opowiedziało się za "boską interwencją", aby wyjaśnić, w jaki sposób Donald Trump przeżył wstrząsającą próbę zamachu w Pensylwanii.

W ciągu kilku godzin od tego, jak prawie stracił życie, Donald Trump wyszedł i zawołał do Amerykanów na Truth Social: "Tylko Bóg zapobiegł temu, co było trudne do wyobrażenia".

Były prezydent powiedział mediom: "Najbardziej niewiarygodną rzeczą było to, że zdarzyło mi się nie tylko obrócić [głowę], ale obrócić się dokładnie we właściwym czasie i pod właściwym kątem". Następnie dodał: "Powinienem być martwy, nie powinno mnie tu być".

Senator Marco Rubio, republikanin z Florydy, udostępnił niedawno zdjęcie zakrwawionego prezydenta Trumpa, które przyciągnęło uwagę. Napisał na Twitterze: "Bóg chronił prezydenta Trumpa".

Nie mogę wypowiadać się w imieniu wszystkich, ale jestem skłonny zgodzić się z senatorem Rubio i innymi w tej kwestii. Po wielokrotnym obejrzeniu materiału filmowego i dokładnym przyjrzeniu się nieruchomemu obrazowi kuli świszczącej zaledwie kilka centymetrów od głowy Trumpa, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że musi istnieć powód, dla którego Bóg oszczędził mu życie.

Od założenia Ameryki aż do dnia dzisiejszego Boże przewodnictwo kierowało biegiem wydarzeń, chroniąc i zachowując tych, którzy szukają Jego łaski. Ta nieprzemijająca opatrzność, kamień węgielny wiary, objawia się w niezwykły sposób, oferując ochronę, mądrość i siłę.

Kiedy mówimy o Bożej opatrzności, mówimy o Jego absolutnej kontroli i prowadzeniu nad wszystkim, upewniając się, że Jego plany są realizowane, nawet poprzez działania wadliwych ludzkich przywódców.

Nie mogę uczciwie powiedzieć o wszystkich powodach, dla których Bóg opatrznościowo interweniował, aby oszczędzić życie Trumpa, ale jasne jest, że to zrobił. Kiedy Bóg interweniuje w taki publiczny sposób, zazwyczaj jest to Jego sposób na powiedzenie lub przypomnienie nam, że On rządzi i posługuje się pewnymi ludźmi, aby realizować swoje cele na ziemi.

Jedna z najprostszych ilustracji Bożej opatrzności znajduje się w życiu proroka Daniela. Zesłany do Babilonu, Daniel pozostał niezachwiany w wierze, a Bóg wyniósł go na pozycję znaczącego wpływu. Nawet w obliczu zagrożenia w jaskini lwa Pan w cudowny sposób interweniował, aby chronić Swojego wiernego sługę.

Chcę wyjaśnić, że nie dokonuję bezpośredniego porównania między Trumpem a prorokiem Danielem. Ale tak jak opatrznościowa ręka Boża została publicznie pokazana w życiu Daniela, tak też Boża ochrona nad Trumpem była transmitowana w telewizji na cały świat. Harper's Bible Dictionary (Słownik biblijny Harper'a) podaje, że opatrzność Boża "nie jest zasadą porządku ani rozumu; Opatrzność jest raczej wolą Stwórcy, który aktywnie uczestniczy w dążeniu do celu. Historia nie jest cyklicznym procesem niekończącego się powtarzania; Historia zmierza ku z góry ustalonemu końcowi".

Wierzę, że Bóg jest aktywnie zaangażowany w życie Trumpa i używa go do osiągnięcia konkretnych celów dla Ameryki. Nie oznacza to, że Bóg aprobuje każdą myśl, wiarę czy działanie Trumpa. Oznacza to, że Bóg może i często wykorzystuje nieprawdopodobnych ludzi i okoliczności, aby osiągnąć swoje boskie cele.

Nawet jeśli przyszłość Ameryki wydaje się niepewna, możemy znaleźć pocieszenie w świadomości, że kochający i wszechmocny Bóg nadal nas prowadzi i czyni cuda. Możemy nie znać wszystkich powodów, dla których Bóg działa w taki sposób, w jaki działa w swoim stworzeniu, ale możemy Mu zaufać. Módlmy się nadal o uzdrowienie naszego narodu i za odważnych mężczyzn i kobiety, którzy każdego dnia pracują, aby zapewnić nam bezpieczeństwo.

______________

* Jason Jimenez jest założycielem i prezesem Stand Strong Ministries oraz szanowanym mówcą chrześcijańskim i członkiem wydziału w Summit Ministries. Jest autorem bestsellerów Hijacking Jesus: How Progressive Christians Are Remaking Him and Taking Over the Church, Challenging Conversations: A Practical Guide to Discuss Kontrowersyjne Tematy w Kościele oraz Parenting Gen Z: Guiding Your Child through a Hostile Culture.

 

Nawiązując do biblijnych historii, szczególnie do wydarzeń związanych z babilońską niewolą Izraela, warto jest spojrzeć z nadzieją na to, czego może dokonać jedynie Wszechmogący Bóg.

Król Nebukadnessar z pewnością nie był Bożym faworytem, jednak dzięki Bożym działaniom, w końcu swego życia mógł dać takie oto świadectwo:

„Gdy zaś upłynęły wyznaczone dni, ja, Nebukadnessar, podniosłem oczy ku niebu. Wówczas powrócił mi rozum i błogosławiłem Najwyższego, uwielbiałem i wychwalałem Żyjącego na wieki, ponieważ Jego władza jest władzą wieczną, a Jego panowanie trwa przez wszystkie pokolenia. Wszyscy mieszkańcy ziemi są jak nicość, On zaś według swojej woli kieruje zastępami niebios i mieszkańcami ziemi. Nie ma nikogo, kto by mógł powstrzymać Jego rękę i kto by mógł powiedzieć do Niego: Co czynisz?

W tym czasie powrócił mi rozum jak również majestat i blask chwały mojego panowania. Moi doradcy i dostojnicy odszukali mnie i przywrócili mi władzę królewską. Uzyskałem nawet jeszcze wyższą godność. Teraz ja, Nebukadnessar, wychwalam, wywyższam i wysławiam Króla Niebios, bo wszystkie Jego dzieła są prawdą, a Jego drogi sprawiedliwością, tych zaś, którzy postępują pysznie, może On poniżyć” (Dn 4:31-34).

Historia lubi się powtarzać, więc warto jest modlić się o przywódców i oczekiwać  na Boży bieg spraw, pomimo, że nie zawsze będziemy je rozumieć i z nimi się zgadzać.

Henryk Hukisz

Tuesday, July 16, 2024

Bóg jest miłością

Na pewnym przyjęciu gospodarz, podając gościowi kieliszek wina, usłyszał odmowę: „Dziękuję, jestem samochodem”. Na te słowa odpowiedział: „Niestety, nie mam benzyny, aby pana poczęstować.”

W każdym języku są słowa wieloznaczne lub takie, które są używane domyślnie. Podobnie jest w matematyce, gdy mówimy „dwa plus dwa jest cztery". Powinno mówić się „równa się” zamiast „jest”, ponieważ mamy do czynienia z równaniem. Nikt nie zwraca na to uwagi, gdyż wiadomo o co chodzi. W pisemnej formie równania matematycznego używamy znaku „=”, który znaczy „równa się”. W języku angielskim mówi się „is equal”, gdyż zawsze po obu stronach tego znaku jest taka sama wartość i można swobodnie strony zamienić. Możemy powiedzieć „dwa plus dwa jest cztery” lub odwrotnie, „cztery jest to samo, co dwa plus dwa”. Jednak dość tych rozważań natury lingwistycznej.

Chcę zwrócić uwagę na podobne wyrażenie, w którym użycie słówka „jest” nie znaczy, że można zamienić strony. Gdy mówimy „Bóg jest miłością” i wszyscy zgadzamy się z tym całkowicie, lecz jeśli powiemy, że „miłość jest Bogiem”, to już nie ma ogólnej zgody, gdyż uważamy takie stwierdzenie za poważny błąd, o ile nie herezja. Niestety spotykamy się, i to coraz częściej, z zamianą stron w tym popularnym biblijnym określeniu Boga. Apostoł Jan poświęca wiele miejsca w swoich listach tej wielkiej prawdzie, że Bóg jest miłością, lecz nigdzie nie mówi o tym, że miłość jest Bogiem.

Czwarty rozdział pierwszego listu Jana rozpoczyna się przestrogą, aby być ostrożnym w tym, kogo obdarzamy zaufaniem, ponieważ wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie (1 Jn 4:1). Jest to jeden ze znaków czasów ostatecznych, o jakich mówił również Pan Jezus – Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i będą dokonywać wielkich znaków i cudów, żeby, o ile to możliwe, zwieść nawet wybranych (Mt 24:24). Jestem przekonany co do tego, że przestrogi Pana Jezusa i Jego apostołów powinniśmy brać do swych serc na serio. Szczególnie w czasie, gdy w rzeczywistości mamy do czynienia w coraz częstszym pojawianiem się przeróżnych  nauczycieli najdziwniejszych doktryn.

Biblia wraca naszą uwagę na to, że diabeł jest sprytny i wie jak podejść ludzi wierzących w Boga. Jego podstępność widzimy już na samym początku – Najbardziej przebiegłym ze wszystkich zwierząt polnych, uczynionych przez PANA Boga, był wąż (Rdz 3:1).  Ewa nie usłyszała z diabelskich ust słów krytyki Boga lub argumentów o Jego nieistnieniu, lecz były to słowa zachęty do osiągnięcia dobra i większej własnej wartości. Diabeł również odwołał się do tego, co powiedział sam Bóg, zapewniając, że  Bóg wie, że w dniu, w którym zjecie owoc, otworzą się wasze oczy i będziecie, jak Bóg, znali dobro i zło” (w. 5). Skoro człowiek został stworzony na  Boże podobieństwo, więc w tym, do czego nakłaniał wąż, wszystko się niby zgadzało.

Apostoł Paweł, gdy już upłynęło kilka tysięcy lat od pierwszego kuszenia, będąc pełen obawy o duchowy stan Kościoła w jego czasach, ostrzegał - żeby, tak jak w swojej przebiegłości wąż zwiódł Ewę, tak i wasze umysły nie zostały przypadkiem odwiedzione od prostoty i czystości wobec Chrystusa (2 Kor 11:3)  Paweł pisał te słowa mając na uwadze, że jeśli bowiem jakiś przybysz głosi wam innego Jezusa, którego nie głosiliśmy, czy też gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, albo Ewangelię inną od tej, którą przyjęliście, spokojnie to znosicie (w. 4). Widzimy więc, że z dużą łatwością zwolennicy nauki Chrystusa dawali posłuch przeróżnym nauczycielom głoszącym rzeczy niepochodzące z Ewangelii.

Widocznie ewangelia o innym Jezusie, jaką zwiastowali kaznodzieje odwiedzający zbór w Koryncie, brzmiała zachęcająco i zawierała treści przyjemne dla ucha i łatwe do zaakceptowania, skoro znosili to spokojnie. W naszych czasach fałszywi zwiastuni ogłaszają ewangelię pokoju i miłości do wszystkich i do wszystkiego,  odwołując się do fundamentalnej prawdy o tym, że Bóg jest miłością. Prawdę tę jednak przekręcają, twierdząc, że skoro Bóg jest miłością, to sama miłość może być potraktowana na równi z Bogiem. Znajdują w ten sposób wielu chętnych naśladowców, którzy nie posiadają wystarczającej dojrzałości duchowej, aby stawić opór fałszywym ideom.

Podobnymi słowami ostrzega Paweł młodego Tymoteusza, pisząc o czasach, jakie mają nadejść. W kościołach ludzie będą z łatwością przyjmować to, co brzmi przyjemnie dla ucha, natomiast zdrowej nauki nie będą znosić” (2 T4:3). Tutaj warto dokonać porównania wyrażenia ανεξονται [aneksontai] „nie znosić”, jakie występuje również w 2 Kor 11:4. Tam jest ono użyte w formie pozytywnej i znaczy „znosicie spokojnie zwiastunów innej ewangelii, tu natomiast Paweł pisze, że nastaną czasy, gdy słuchacze „nie będą znosić zdrowej nauki”, ponieważ  odwrócą się od słuchania prawdy, a zwrócą się do baśni (2 Tm 4:4).

Bóg jest miłością - to jedna z podstawowych prawd biblijnych jakie znamy i jaka stanowi fundament naszej relacji z Ojcem niebieskim. Boża miłość została wyrażona w sposób bardzo widoczny, gdyż posłał On na świat swojego jednorodzonego Syna, abyśmy żyli dzięki Niemu (1 Jn 4:9). Życie, jakie otrzymaliśmy dzięki miłości Ojca, który wydał Swego Syna na krwawą ofiarę na Golgocie, nacechowane jest miłością do Boga i do bliźnich. Jan pisze: Umiłowani, jeśli Bóg nas tak umiłował, to i my powinniśmy miłować się wzajemnie (w. 11).  

Niestety, dziś często słyszy się w kościołach wspaniałe nauczania na temat miłości, lecz tak, jak gdyby sama miłość była Bogiem. Mówi się o budowaniu relacji z innymi poprzez okazywanie zainteresowania ich problemami i udzielanie pomocy. Nic dodać, nic ująć – nauka jak najbardziej poprawna i do tego bardzo potrzebna we współczesnym świecie pełnym zobojętnień i nienawiści. Słuchając tych nauczycieli, odnoszę wrażenie, że ich głównym celem jest budowanie relacji opartej wyłącznie na wzajemnym poszanowaniu i miłości w sensie społecznym, na podłożu psychologicznym, a nie na relacji z Bogiem. Prawdziwa relacja z Bogiem może być uzyskana jedynie na drodze pokuty i wyznania swoich grzechów, które prowadzą do narodzenia się na nowo. O tym współcześni kaznodzieje zapominają już mówić, aby nie obrażać słuchaczy.

Taką pacyfistyczną ewangelię zwiastują wszelkiego rodzaju stowarzyszenia niesienia pomocy i budowania lepszego społeczeństwa. Wykorzystywane są w tym celu różnego rodzaju techniki i metody, często nawet skuteczne, lecz nie oparte na Bożej miłości, jaką znajdujemy w Ewangelii Jezusa Chrystusa. O takiej miłości śpiewają świeccy piosenkarze – „All you need is love”, lecz równocześnie ogłaszają, że świat nie potrzebuje już Boga. W tej religii bogami są ludzie, a ewangelia jest narzędziem służącym propagowaniu miłość ludzkiej, jaką Biblia nazywa cielesną. Skoro bogiem staje się miłość, więc Bóg już nie jest potrzebny.

Bóg jest miłością. Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, narodził się z Boga i każdy, kto miłuje Tego, który dał życie, miłuje też tego, który życie od Niego otrzymał (1 Jn 5:1). Dzięki temu, że Bóg umiłował świat i dał Swego Syna, możemy doświadczyć narodzenia na nowo, możemy być narodzeni z Boga. Tylko taki stan uzdalnia do miłości, o jakiej czytamy w Biblii i jaka jest prawdziwym fundamentem relacji z Bogiem i z ludźmi. Ta miłość wyrażana jest w posłuszeństwie wobec Jego przykazań, wszystkich, jakie znajdujemy w Bożym Słowie.

Miłość jest wyrażana w uległości wobec Prawdy objawionej, w którą człowiek wierzy bezgranicznie i dzięki temu doznaje uwolnienia od lęku przed sądem. Apostoł Jan napisał, że w miłości nie ma lęku, ponieważ doskonała miłość usuwa lęk, gdyż lęk zakłada karę. Ten zaś, kto się lęka, nie jest doskonały w miłości (1 Jn 4:18)

W Bożym Królestwie istnieje porządek wyrażony w zależności - My miłujemy, bo On pierwszy nas umiłował” (1 Jn 4:19). Dlatego w równaniu o Bożej miłości, zawsze wpierw jest Bóg, który jest miłością. Dopiero gdy poznamy tę prawdziwą miłość, osiągniemy zdolność kochania bliźnich taką samą miłością, jaką jest nasz Ojciec niebieski Apostoł Jan, nazywany często Apostołem miłości, stwierdza dobitnie, że ten, kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością” (1 Jn 4:8).

Henryk Hukisz

Tuesday, July 9, 2024

Liczba dni mojego życia

Wczoraj usłyszałem w wiadomościach o śmierci znanego muzyka i kompozytora. Moją uwagę zwrócił wiek zmarłego, gdyż kilka dni wcześniej ukończyłem tę samą liczbę lat - siedemdziesiąt siedem. Dziś główne wiadomości rozpoczynają się od podobnej informacji, zmarł inny artysta, tym razem aktor i reżyser, Jerzy Stuhr. To, co znów zwróciło moją uwagę, to wiek - ta sama liczba. No cóż, widocznie osiągnąłem już ten pułap.

Z artystami nie ma nic wspólnego, oprócz pewnego drobnego epizodu z czasów studenckich. Miałem wówczas okazję, w ramach pracy zleconej przez spółdzielnię studencką, jako statysta stanąć na deskach sceny w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki z takimi sławami jak Wojciech Młynarski, Jerzy Połomski czy niezapomniane Irena Kwiatkowska i Hanka Bielicka. Teraz łączy mnie liczba przeżytych lat, co skłania mnie do bardzo osobistej refleksji na temat liczby dni mojego życia

Biblia zawiera sporo informacji na ten temat. Zrobiłem więc szybki przegląd wersetów na temat długości życia człowieka i stwierdziłem, że jedynie w Psalmach, w Księdze Przysłów i w Kaznodziei Salomona, nazywanej obecnie Księgą Koheleta jest ich prawie pół setki. Gdy liczymy lata, pamiętajmy, że każdy rok składa się z miesięcy, tygodni i dni. Nawet jeden dzień ma znaczenie, szczególnie w moim przypadku.

Moja mama, gdy jeszcze żyła, zawsze składała mi życzenia urodzinowe jeden dzień wcześniej, zaznaczając na wstępie, że ona wie najlepiej, kiedy mnie urodziła. Dzięki temu dowiedziałem się, że zostałem okradziony z jednego dnia mojego życia przez pijanego sołtysa. Później mój tata opowiedział mi jak to się stało.

Urodziłem się półtora roku po przybyciu mojej rodziny na ziemie zachodnie z kresów wschodnich. Moi rodzice mieszkali w ziemi nowogródzkiej, którą tak pięknie opisywał nasz wielki wieszcz, Adam Mickiewicz. Gdy w wyniku zawieruchy wojennej granice pozmieniano, oni, jako rodowici Polacy zapragnęli dalej mieszkać w granicach swojej ziemskiej ojczyzny. Ponieważ „przyjazna” nam wówczas władza sowiecka zajęła polskie wschodnie ziemie, znaleźliśmy się na ziemiach odzyskanych, też ponoć polskich, które wcześniej zabrali nam Prusacy. W ten sposób, prawie cała wieś Kuźmicze znalazła się na terenie kilku wiosek w okolicy Czarnkowa nad Notecią. Nam przypadło zamieszkać w Zofiowie, wiosce, którą w 1794 roku założył ówczesny właściciel ziemski Mikołaj z Wybranowa Świniarski i nazwał ją od imienia swojej żony Zofii.

Gdy przyszedłem na ten świat i uwielbiłem Stwórcę pierwszym niemowlęcym krzykiem, mój tata wsiadł na rower i udał się do sołtysa, aby ów fakt uwiecznić w państwowych dokumentach. Lecz ten oficjalny urzędnik, pełniący również funkcję Urzędu Stanu Cywilnego we wsi, był tego dnia pijany w sztok, i jedynie wybełkotał: „Józef, przyjdź jutro, bo dzisiaj księgi są już zamknięte”. Kiedy tata pojawił się na sołtysówce następnego dnia, zostałem oficjalnie wpisany na listę żyjących w granicach państwa Polskiego, lecz pod nową datą, 3 lipca. Tak oto moje życie zostało skrócone o jeden dzień, lecz któż będzie się tym przejmować, gdyż do dnia dzisiejszego przeżyłem, dzięki łasce mojego Pana, sporo ponad 28 tysięcy dni.

Król Dawid wysławiał w Psalmach swego Pana za każdy dzień swojego życia. Pisał, że gdy prosił o życie, Bóg dał mu „długie dni na wieki, na zawsze” (Ps. 21:5). W najbardziej znanym psalmie o Pasterzu, który był jego Panem, Dawid dziękował za to, że Boża „dobroć i łaska za mną podążą przez wszystkie dni mego życia i przez długi czas zamieszkam w domu PANA” (Ps 23:6). Dawid wiedział, że jego życie w całości zostało zaplanowane przez Pana, nawet zanim przyszedł na świat w pasterskiej rodzinie, dlatego napisał: „Twoje oczy widziały mój początek i wszystko zostało zapisane w Twej księdze: dni zostały określone, zanim jakikolwiek z nich nastał” (Ps 139:16).

Wiemy, że życie Dawida nie było usłane różami. Przez wiele lat musiał tułać się po świecie, chociaż znał Boży plan dla swego życia. On wiedział, że Bóg znał wszystkie jego dni, zarówno te dobre, jak i złe, dlatego wyznał: „Policzyłeś dni mojej tułaczki, moje łzy zebrałeś do swego bukłaka. Czy nie są spisane w Twojej księdze?” (Ps 56:9). Dawid często prosił Pana, aby dał mu siłę do przetrwania, szczególnie, gdy musiał przechodzić przez doświadczenia i próby. W jednym z Psalmów zapisał kilka wspaniałych myśli o dniach swojego życia: „Moje dni bowiem jak dym ulatują, a moje kości płoną jak ogień. Moje dni są jak cień wydłużony, a ja usycham jak trawa” (Ps 102:4,12). Dawid wiedział, że Pan łaskawie skracał długość ciężkich dni, aby mógł otrzymać wsparcie w wypełnianiu Jego woli.

W Księdze Przysłów, Salomon, jego syn, dał również wyraz Bożej troski o wszystkie dni naszego życia. Dzięki Bożej mądrości, o jaką prosił swego Pana, wiedział, że jedynie wypełnianie Bożych przykazań nada sens wszystkim dniom życia. Później zapisał dla każdego z nas przestrogę: „Mój synu, nie zapominaj mojej nauki, zachowuj w sercu moje nakazy, bo przyniosą ci wiele dni i lat życia i dobrobyt” (Prz 3:1,2).

Życie jest pełne zagadek i niesie ze sobą wiele pytań, na które trudno jest nieraz znaleźć odpowiedź. Dlatego warto jest zastanowić się nad kilkoma refleksjami króla Salomona – „Kto wie, co jest najlepsze dla człowieka, póki trwa jego ulotne życie, które jak cień przemija? Kto mu opowie, co stanie się potem pod słońcem?” (Koh 6:12). Dlatego nieco dalej radzi nam mądry Salomon: „Pamiętaj o swoim Stwórcy za dni młodości, zanim nadejdzie czas udręki, zanim przyjdą lata, o których powiesz: Nic mnie już nie cieszy” (Koh 12:1).

Życie każdego człowieka ma swoje dobre strony, gdy jest układane zgodnie z Bożymi regułami. Jednym z ważnych elementów naszego życia jest wejście na „wspólną drogę”, gdyż, jak powiedział Stwórca na samym początku, „Nie jest dobrze, jeśli człowiek jest sam, uczynię więc pomoc odpowiednią dla niego” (Rdz 2:18). Dlatego też, dzięki temu mądremu posunięciu, mogą spełnić się słowa zapisane przez Salomona: „Korzystaj z uciech świata razem z kobietą, którą pokochałeś, przez całe twe ulotne życie, którym Bóg obdarzył cię pod słońcem, przez wszystkie twoje ulotne dni. To jest twoja cząstka w życiu i w całym twoim trudzie pod słońcem” (Koh 9:9). Dlatego w ubiegłym roku mogłem uroczyście świętować półwiecze wspólnego kroczenia przez życie z osobą, którą pokochałem od pierwszego dnia, gdy ją ujrzałem.

Na zakończenie tego okolicznościowego rozważania, jeszcze kilka cennych uwag króla Dawida

Dawid znał dobroć swego Pana, dlatego trwał wiernie w Jego słowie. Modlił się gorąco słowami: „O jedno proszę PANA, o jedno zabiegam, abym mógł mieszkać w domu PANA po wszystkie dni mojego życia, abym oglądał wspaniałość PANA i rozmyślał w Jego świątyni” (Ps 27:4). Wiedząc również o tym, że „dni człowieka są jak trawa, kwitnie on jak kwiat polny” (Ps 103:15), prosił Pana: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce” (Ps 90:12).

Te słowa są również i moją modlitwą, chociaż dzięki kalkulatorowi, mogę dokładnie policzyć, ile dniu już przeżyłem, to jednak zdaję sobie sprawę, że jedynie mój Pan wie, ile tak na prawdę dni dał mi do przeżycia, gdyż chciałbym przeżyć każdy z nich godnie, dla Niego. Na jeden fakt szczególnie zwracam uwagę, a mianowicie, że każdy nowy dzień jest pierwszym dniem reszty mego życia.

W pamięci zachowuję szczególny moment, gdy już ponad siedem lat temu, pod koniec stycznia 2017 roku moje serce stanęło. Wydawało się wówczas, że licznik moich dni się zatrzymał. Lecz wolą mojego Pana było, abym jeszcze pozostał na tym ziemskim padole. Dzięki Jego łasce, mogę powiedzieć, że prawie trzy tysiące dni mego życia są jak gdyby dane mi na kredyt. Za każdy z tych dni jestem szczególnie wdzięczny memu Panu i nieustannie Mu dziękuję za każdy nowy dzień, jaki Pan mi daje.

Henryk Hukisz

Monday, June 17, 2024

Psy, wieprze i perły

Chcę was dziś sprowokować pytaniem, od którego większość liderów woli uciekać: czy istnieje granica – nie geograficzna, ale społeczna – wyznaczona przez samego Chrystusa, której Ewangelia pod żadnym pozorem nie powinna przekraczać? Powiem dosadniej: czy są ludzie, którym mamy absolutny zakaz głoszenia Słowa Bożego?

Dla współczesnego, ugrzecznionego chrześcijaństwa brzmi to jak czysta herezja. Jak zatem zamierzacie wytłumaczyć te twarde słowa Jezusa: „Tego, co święte, nie dawajcie psom, a pereł nie rzucajcie przed wieprze, aby ich nie podeptały, nie rzuciły się na was i nie rozszarpały (Mt 7:6)?

Wszyscy znamy ten tekst, ale mało kto ma odwagę zastosować go w praktyce. Przecież ten sam rozdział rozpoczyna się ugodowym wezwaniem: „Nie sądźcie!”. A zaledwie kilka zdań dalej Jezus bez owijania w bawełnę nakazuje traktować pewnych ludzi na równi z psami i świniami. To jeden z najtrudniejszych, a zarazem najbardziej wypaczanych wersetów w Biblii. Zamiast zasłaniać się setkami sprzecznych komentarzy, chcę sprowokować was do samodzielnego zmierzenia się z tą radykalną prawdą.

Zacznijmy od brutalnej egzegezy. Konstrukcja tego zdania to klasyczny hebrajski paralelizm – struktura, w której poszczególne człony tworzą jedną, nierozerwalną całość. Jezus nie prowadzi tu wykładu z zoologii. Używa obrazów, które dla jemu współczesnych były jednoznacznym policzkiem. Pies w ówczesnym Izraelu nie był potulnym pupilem – był półdzikim, niebezpiecznym padlinożercą, symbolem społecznego wyrzutka. W całej Biblii nie znajdziecie ani jednego pozytywnego określenia psa. Podobnie ze świnią – to synonim najgłębszej nieczystości, zwierzę budzące odrazę każdego prawowiernego Żyda.

Co jest rzucane tym bestiom? Rzeczy „święte” i „perły”. Świętość odnosi się bezpośrednio do majestatu świątyni. Perły z kolei to symbol Królestwa Niebios - „ Królestwo Niebios podobne jest również do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał i ją kupił” (Mt 13:45-46). Perłami w Kościele są duchowe bogactwa, którymi Chrystus karmi swoje żywe Ciało.

Czy Jezus zakazywał uczniom iść do pogan? Czy sugerował, że inne narody są nieczyste? Takie złudzenie można odnieść, czytając instrukcje z Mowy Misyjnej: „A jeśliby gdzieś nie chciano was przyjąć i nie dano posłuchu waszym słowom, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch ze swoich nóg” (Mt 10:14). Nic bardziej mylnego. Dobra Nowina ma dotrzeć na krańce ziemi. Choć Chrystus „do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli. Tym zaś, którzy Je przyjęli, dało moc stania się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Jego imię” (Jn 1:11-12). Dokładnie to zrobił Paweł w Koryncie. Gdy Żydzi zaczęli bluźnić, otrząsnął szaty i rzucił im w twarz: „Krew wasza na waszą głowę. Ja jestem niewinny. Od tej chwili pójdę do pogan” (Dz 18:6).

Gdzie więc kryją się te biblijne „psy” i „świnie”? Nowy Testament nie pozostawia złudzeń – one są wewnątrz! Paweł ostrzega bez ogródek: „Strzeżcie się psów” (Flp 3:2), a Piotr bije na alarm: „Pies powrócił do swoich wymiocin, a umyta świnia do tarzania w błocie” (2 Pt 2:22). Te ostrzeżenia uderzają w ludzi, którzy siedzą w zborowych ławkach. Potwierdza to ostrzeżenie Pawła dla starszych z Efezu: „Wiem, że po moim odejściu wejdą między was drapieżne wilki, które nie oszczędzą trzody” (Dz 20:29). Wilki i psy to ten sam gatunek. Zagrożenie jest w środku.

Jezus bezkompromisowo żądał bezwzględnej dyscypliny wobec niepokutujących grzeszników. Jeśli zawiodą kolejne etapy upomnienia, wyrok jest krótki: „Jeśli i tych nie usłucha, powiedz Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik” (Mt 18:17).

Paweł w Koryncie musiał zderzyć się z bandą kolesiostwa i rozłamów, która paraliżowała jakąkolwiek dyscyplinę. Zamiast upamiętania, ludzie woleli biegać za swoimi ulubionymi nauczycielami. Gdy doszło do moralnego wynaturzenia, apostoł nie bawił się w dyplomację. Wydał krótki, surowy rozkaz: „wydajcie takiego szatanowi dla wyniszczenia ciała, aby duch został zbawiony w dniu Pana” (1 Kor 5:5). Dlaczego tak ostro? Bo powrót jest niemożliwy dla tych, którzy świadomie depczą Boga: „Niemożliwe jest przecież, aby ci, którzy raz otrzymali światło [...] a mimo to odpadli, znowu odnowili się dla nawrócenia, gdyż sami od nowa krzyżują Syna Boga i wystawiają na szyderstwo” (Hbr 6:4-6).

Juda dopełnia ten ponury obraz, demaskując ludzi „którzy powodują podziały, ludzie zmysłowi, niemający Ducha” (Jud 19). W swoim manifeście na czasy ostateczne nakazuje selekcję: „Miejcie miłosierdzie dla tych, którzy mają wątpliwości, innych zaś ratujcie, wyrywając z ognia, dla jeszcze innych miejcie miłosierdzie w bojaźni – nienawidząc nawet ubrania splamionego przez ciało” (Jud 22-23).

Równie bezwzględny jest apostoł Jan – ten sam, którego tak chętnie nazywa się „apostołem miłości”. W swoim liście ucina wszelkie dyskusje z religijnymi oszustami: „Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, to nie przyjmujcie go do domu i go nie pozdrawiajcie. Ten bowiem, kto go pozdrawia, uczestniczy w jego złych czynach” (2 Jn 10-11).

To temat wyjątkowo niewygodny. Dziś większość pastorów woli go przemilczeć. Bardziej zależy im na statystykach i nabijaniu liczebności zborów niż na czystości zdrowej nauki. Zasłaniają się tanią, zmanipulowaną „ewangelią miłości”, całkowicie ignorując twarde słowa Chrystusa. Owszem, idziemy do świata bez żadnych barier. Rozkaz jest jasny: „Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16:15). Tu nie ma granic.

Ale wewnątrz zboru zasady gry są zupełnie inne! Posłuchajcie radykalnego cięcia Pawła: „Napisałem wam w liście, abyście nie utrzymywali kontaktów z rozpustnikami [...]. Teraz jednak wam napisałem, abyście nie utrzymywali kontaktów z kimś, kto jest nazywany bratem, a jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie jedzcie razem. [...] Usuńcie złego spośród was samych” (1 Kor 5:9,11,13).

Paweł walczył o Oblubienicę Chrystusa, dlatego napisał zdecydowanie: „Obiecałem przecież poślubić was jednemu mężowi, aby jako czystą dziewicę postawić przed Chrystusem” (2 Kor 11:2). Dlatego bezwzględnie tępił wilki niszczące Kościół. Ludzie, którzy poznali Boga, a potem obrócili się przeciwko Niemu, „sami od nowa krzyżują Syna Boga i wystawiają na szyderstwo” (Hbr 6:6).

Właśnie dlatego Jezus zostawił nam to brutalne ostrzeżenie. Pilnujcie pereł, bo wieprze, które nimi karmicie, aby w końcu „ich nie podeptały, nie rzuciły się na was i nie rozszarpały” (Mt 7:6). Wobec tych, którzy nadal tkwią pośród nas, mając za nic Bożą łaskę i realizując swoje cielesne interesy, mamy tylko jedno wyjście: zająć twardą, zdecydowaną postawę odrzucenia. Dla własnego bezpieczeństwa.

Henryk Hukisz

Thursday, May 30, 2024

Niewiele brakuje

Teoretycznie mogło zdarzyć się, że płacąc w kasie poważniejszą kwotę pieniędzy, gdy zabrakło kilku groszy, kasjer powiedział, że wprawdzie brakuje niewiele, on uznaje transakcję za dokonaną. Niedawno ktoś mi opowiadał, że wracając po długiej podróży samochodem, dojeżdżał już prawie do domu, myślał już o odpoczynku i dobrej kolacji, gdy nagle ktoś zajechał drogę i zdarzyła się kolizja. Zamiast kolacji i odpoczynku, było postępowanie powypadkowe i wizyta u blacharza.

Chciałbym jednak przenieść się do Biblii, do sytuacji, gdy niewiele brakowało, aby ktoś mógł stać się chrześcijaninem.

Z pewnością słyszeliśmy już niejedno kazanie na temat zdarzenia w Cezarei podczas przesłuchania apostoła Pawła, opisane w 26. rozdziale Dziejów Apostolskich. Chcę odnieść się do błędnego pojęcia, z jakim nieraz się spotykamy, a mianowicie, że można być powierzchownie odrodzonym, co według mnie jest niemożliwe. Biblia uczy nas wyraźnie, że dzieła Boże są doskonałe i dokończone, i takim jest narodzenie się na nowo. Jest to akt łaski Bożej, i tak jak cała ofiara Chrystusa jest doskonała, tak i narodzenie się do Królestwa Bożego jest dziełem kompletnym.

Istnieje jednak możliwość stania się „prawie chrześcijaninem” i obawiam się, że zbyt często mamy do czynienia z ludźmi, którzy uważają się za wierzących w Pana Jezusa, lecz z łatwością można zauważyć, że czegoś w ich życiu brakuje. Wprawdzie niewiele, ale czy naprawdę można być w pełni dzieckiem Bożym w takim stanie?

Apostoł Paweł, gdy stanął po raz kolejny przed sądem tego świata, aby bronić swojej wiary w Chrystusa, złożył świadectwo o Bożej łasce i mocy, która przemieniła jego życie. Gdy doszedł do wskazania na Tego, kto dokonał tej przemiany, gdy powiedział: że Mesjasz musi cierpieć, że jako pierwszy ze zmartwychwstałych będzie głosił światło ludowi i poganom (Dz 26:23), namiestnik prowincji Festus przerwał Pawłowi, posądzając go o szaleństwo. Głównym przesłuchującym był król Agryppa, który znał wszystkie zwyczaje i spory Żydów (w. 3), dlatego Paweł zwrócił się do niego w retorycznym pytaniu: Czy wierzysz, królu Agryppo, Prorokom? Wiem, że wierzysz (w. 27). Wówczas to z ust króla padły te znane do dziś słowa: Niewiele brakuje, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem (w. 28).

Na początku lutego 2003 roku prom kosmiczny Columbia prawie powrócił na ziemię, zabrakło kilkunastu minut do bezpiecznego wylądowania. Kilka tysięcy lat temu zdarzyło się coś podobnego, z tym że dotyczyło tylko jednej osoby. Bóg nakazał Lotowi opuścić grzeszne miasto Sodomę, ponieważ postanowił zniszczyć je całkowicie. Wyrok był nieodwołalny, miasto musiało zginąć wraz ze wszystkimi mieszkańcami z powodu ich grzesznego życia. Bóg nie żartował, chociaż z początku tak się wydawało zięciom Lota, lecz powiedział wyraźnie: Ratuj swoje życie! Nie oglądaj się za siebie i nigdzie się nie zatrzymuj w całej tej okolicy. Uciekaj w góry, żebyś nie zginął (Rdz 19:17). Lot wyprosił u Pana łaskę ukrycia się w pobliskich górach, w niewielkim miasteczku – w nim chciałbym się schronić. Czy nie jest ono małe? I tak ocalę moje życie. (w. 20). Ponaglani przez Bożych posłańców udali się w dro. Nie wiemy jak daleko uszli, może brakowało kilkunastu minut marszu, aby schronić się za murami tego miasteczka, w którym Bóg zapewnił im bezpieczeństwo, mówiąc: Nie zniszczę tego miasta, o którym mówisz (w. 21). I wtedy stało się to, czego nikt nie przewidział, może brakowało kilkadziesiąt kroków schronienia się za murami tego miasta, gdy żona Lota obejrzała się za siebie i zamieniła w słup soli (w. 26).

Niektórzy uważają, że Bóg jest zbyt surowy w Swoich wymaganiach, że za jedno spojrzenie wstecz zesłał tak straszną karę? Podobnie było w raju, tylko za jeden gryz zakazanego owocu, Bóg pokarał Adama i Ewę śmiercią i wygnaniem. Dlaczego? Przecież mógł postraszyć i pozwolić im wrócić do tego wspaniałego ogrodu, który przecież dla nich uczynił. Jednak tak się nie stało. Tylko dlatego, że Bóg jest tak święty, że nic nieczystego nie może znaleźć się w Jego obecności. Jego świętość i sprawiedliwość wymagają bezwzględnie, aby człowiek zdecydował się na wybór – albo Bóg, albo pozostać Jego nieprzyjacielem. Nie ma szarej strefy dla prawie przekonanych do Boga. Król Agryppa zdawał sobie sprawę z tego, że w tym, co Paweł mówił, coś jest, lecz wolał pozostać na pozycji „prawie” wierzącego w Boga.

Przypominam sobie sytuacje, gdy wyjaśniając pytającym o różnice pomiędzy moją wiarą w  Boga, a powszechnie wyznawaną w naszym kraju, starałem się wskazać na wiele z nich. Na przykład, gdy mówiłem, że chrzest jest potwierdzeniem posiadania osobistej wiary w Pana Jezusa i jest udzielany na podstawie decyzji osoby wierzącej, przyznawano mi rację, że tak powinno być. I na tym kończyło się wyjaśnianie, gdyż rozmówca, prawie przekonany o słuszności biblijnej nauki na ten temat, odchodził, pozostając przy swojej tradycji chrzczenia niemowląt. Takich przykładów można byłoby mnożyć więcej, lecz nie o to chodzi, aby kogoś przekonać i zmusić do podjęcia decyzji.

Chrześcijaninem staje się z łaski, jakiej Bóg udziela tej osobie, która uznaje swoją grzeszność, a zarazem swój los odłączenia od Boga na wieki. Gdy apostoł Piotr wygłaszał swoje pierwsze kazanie w Dniu Pięćdziesiątnicy, słuchający go uważnie Izraelici zrozumieli, na czym polega ewangelia, jaką im zwiastował. Zawołali wówczas z głębi swych serc: Co mamy uczynić, bracia? (Dz 2:37). Oni nie powiedzieli, że są prawie przekonani i muszą jeszcze poradzić się swoich duszpasterzy i rodzin, aby ewentualnie uwierzyć w Chrystusa. To wołanie było wynikiem pragnienia, jakie w ich sercach wzbudziło głoszone Słowo Boże.

Podobnie postąpił bardzo pobożny faryzeusz o imieniu Saul, gdy Jezus zatrzymał go w drodze do Damaszku. Później, już jako Paweł, zaświadczył, że kiedy Bóg, który przeznaczył mnie od urodzenia i powołał swoją łaską, zechciał objawić mi swojego Syna, abym wśród pogan głosił Dobrą Nowinę o Nim, wtedy nie radziłem się ludzi (Ga 1: 15,16). Będąc posłuszny głosowi Pana Jezusa, narodził się całkowicie do nowego życia i służby, jaką wiernie pełnił do końca, jaki Bóg dla niego przeznaczył.

Gdy Boża łaska dotyka człowieka, gdy uświadamia sobie, jak wielką miłość Bóg mu okazuje, że będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna (Rz 5:10), to nie można nikogo się radzić, nawet własnego ciała, lecz z radością przyjąć w pełni łaskę narodzenia się na nowo. Nie można narodzić się połowicznie, lecz całkowicie, tak, aby Duch Święty mógł zamieszkać w oczyszczonym krwią Baranka naczyniu, które staje się nowym stworzeniem.

Apostoł Paweł w natchnieniu Ducha Świętego napisał, że jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, a nastało nowe (2 Kor 5: 17). Nie można być tylko do połowy w Chrystusie, nie można być prawie w Chrystusie. Albo jest się w Chrystusie, albo nadal pozostaje się w starej naturze, nad którą wisi wyrok wiecznej śmierci.

Dlatego Pan Jezus mówi: Przypomnijcie sobie żonę Lota k 17:32), której niewiele brakowało, aby znaleźć ratunek w mieście schronienia, lecz do niego nie doszła. Czy możemy powiedzieć, że była prawie uratowana?

A ty, czy poszedłeś, czy poszłaś za Chrystusem na całego, czy ci tylko niewiele brakuje?

Henryk Hukisz