Wednesday, November 8, 2017
REFORMACJA DZISIAJ
Thursday, November 2, 2017
Akcja znicz 2017
Tuesday, October 31, 2017
Dziadowski znicz
Mieszkam w pobliżu największego cmentarza w Poznaniu i każdego roku na przełomie października i listopada oglądam wyjątkowy ruch w jego okolicy. Wszystkie wejścia otoczone są straganami, na których oprócz pełnej gamy kwiatów można nabyć przeróżne lampki, nazywane zniczami. Później stawiane są na grobach i płoną chybotliwym płomieniem przez dość długi czas. Producenci prześcigają się w zastosowaniu różnych technologii, aby pokonać konkurencję długością świecenia znicza. Obecnie, w dobie wszechobecnej elektroniki, zwycięsko wychodzą producenci lampek "ledowych", które jednak z drugiej strony, stają się łatwym łupem cmentarnych hien.
Skąd wzięły się znicze? Rzadko kto z odwiedzających cmentarze o tej porze roku nad tym się zastanawia. Jeśli w ogóle tej wizycie towarzyszy jakieś myślenie, to najczęściej jaki znicz kupić i jak go zabezpieczyć, aby pozostał na grobie jak najdłużej.
Nie wszyscy jednak wiedzą, że płonące znicze są popularne głównie w naszym kraju. Po płonących lub wygasłych już zniczach z łatwością mogłem rozpoznać groby naszych rodaków na cmentarzach w innych krajach. Tak jest w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych i wielu innych miejscach, gdzie polskie rodziny przygotowały wieczny spoczynek swoim bliskim.
Skąd wziął się zwyczaj stawiania płonących zniczy na mogiłach? Odpowiedź znajdziemy w zamierzchłej już słowiańskiej tradycji, zwanej Dziadami. W czasach przedchrześcijańskich ludność mieszkająca na tych terenach zachowywała zwyczaj zapalania świeczek na grobach zmarłych, aby przynajmniej raz w roku nawiązać kontakt z duchami tych, którzy odeszli. Na spotkania ze zmarłymi przynoszono ulubione potrawy, jakimi pożywiali się przed śmiercią, aby wspólnie ucztować, dając wyraz nieśmiertelności swoich bliskich. Podobne zwyczaje nadal zachowują przedstawiciele Romów, popularnie nazywanych "cyganami". Pogańskie Dziady obchodzono właśnie na przełomie pory ciepłej i zimnej, która przypadała na noc z 31 października i 1 listopada.
Czy zapalanie zniczy na grobach może mieć coś wspólnego z chrześcijaństwem? Pozabiblijne źródła zawierają informacje, że w pierwszych wiekach wspominano śmierć męczenników wiary. W nauce apostolskiej można znaleźć zachętę, aby pamiętać i naśladować wiarę, „swoich przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boga, rozważając koniec ich życia“ (Hbr 13:7). Jak wiemy z historii pierwszych wieków chrześcijaństwa, większość przywódców ówczesnego kościoła zginęła jako męczennicy Ewangelii. Apostoł Jan, zesłany na wyspę Patmos jako męczennik wiary, oglądał rzeczy, jakie będą się działy w przyszłości. Gdy Baranek otworzył kolejną pieczęć, opisał to, co zobaczył: „ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych z powodu Słowa Boga i świadectwa, które dali" (Ap 6:9). Może to sugerować, że pierwsi chrześcijanie poświęcali więcej uwagi męczennikom, którzy zwiastowali im Ewangelię i już odeszli do wieczności.
Z niektórych historycznych opisów dowiadujemy się, że ten zwyczaj był obchodzony w połowie maja. Gdy natomiast w Europie narzucono chrześcijaństwo, jako religię obowiązującą wszystkich obywateli Imperium Rzymskiego, większość nie chciała rezygnować z pogańskich zwyczajów, jakie wówczas zachowywano. Dlatego przywódcy katoliccy nadawali chrześcijański charakter wielu pogańskim obrzędom. Papież Grzegorz III w 731 roku przeniósł dotychczasowy zwyczaj wspominania męczenników wiary z maja na 1 listopada, na czas pogańskich Dziadów, zachowując przy tym zwyczaj palenia zniczy. Ogniowi zaś nadano znaczenie życia wiecznego, tak aby wierni mogli nadal pielęgnować swój pogański obrzęd kontaktowania się z duszami zmarłych. Dziś jesteśmy nadal tego świadkami, gdy widzimy, jak na cmentarze wraca wiele dotychczas nieznanych obyczajów pogańskich. Nie towarzyszy tym zjawiskom jakaś głębsza refleksja nad ich znaczeniem.
Obecnie najczęściej pośród narodów słowiańskich, bez głębszej refleksji ludzie zapalają znicze na grobach swoich bliskich, aby o nich pamiętać. Jest to zwykłe uproszczenie, gdyż o bliskich należy pamiętać cały czas, a nie jedynie raz w roku. Dlatego uważam, że powinniśmy mieć tę świadomość, iż podłożem tej tradycji jest stary pogański zwyczaj, przeniesiony sprytnie do wspólnoty kościoła katolickiego pod pozorem modlitwy i pamięci o zmarłych. Przeczytałem niedawno wypowiedź jednego z biskupów tego kościoła, że aby dać odpór obchodzonemu u nas Halloween, należy powracać do wielowiekowej tradycji katolickiej, która nakazuje wspominanie zmarłych przez zapalenie zniczy na ich grobach. Problem w tym, że ta tradycja nie jest chrześcijańska, lecz pogańska. Tak samo jak Halloween, które jest zwyczajem celtyckim, zostało zaadoptowane w kulturze amerykańskiej i jest obchodzone za oceanem już od długiego czasu przez całe społeczeństwo, włącznie z popularnym tam ewangelicznym chrześcijaństwem.
Wspólnym mianownikiem dla obu tych tradycji jest niewątpliwie ogromny zysk finansowy, jaki odnoszą producenci różnych przedmiotów związanych z obchodzeniem tych zwyczajów. W tym okresie w Ameryce producenci dekoracji halloweenowych tworzą coraz to nowe szkarady i okropieństwa do dekorowania domów, natomiast w naszym kraju najbardziej bogacą się producenci zniczy i kwiatów. Niestety, zauważyłem, że coraz częściej w zborach ewangelicznych organizuje się imprezy zastępcze dla dzieci, coś co wprawdzie wygląda jak Halloween, lecz ma nawiązywać do Prawdziwej światłości, jaką jest Jezus Chrystus.
Co na to Biblia? Jaka nauka z niej wypływa, która powinna obowiązywać wszystkich w Kościele Jezusa Chrystusa, który jest jedyną Prawdą?
Już w Starym Testamencie Bóg wyraźnie powiedział: „Jeżeli jakiś mężczyzna albo jakaś kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, to poniosą śmierć” (Kpł 20:27). Wiemy jak srogo Bóg potraktował króla Saula, który szukał kontaktu ze zmarłym już prorokiem Samuelem, aby uzyskać od niego jakąś informację.
Natomiast w Nowym Testamencie nie ma nawet słowa wzmianki na temat wspominania zmarłych, czy też odmawiania modlitw za tych, którzy już odeszli. Zbawienie opiera się na wierze tych, którzy żyją i za życia podejmują decyzję przyjęcia daru łaski przebaczenia grzechów. Po śmierci nie ma już żadnej możliwości zmiany stanu duszy zmarłego. Czyściec został wymyślony przez kościół katolicki, aby żądać finansowego zadośćuczynienia w celu skrócenia męki bliskich, którzy już odeszli do wieczności. Właśnie z tym walczył Marcin Luter, za co został ekskomunikowany i do dziś uważany jest za heretyka przez przywódców kościoła katolickiego.
Nauka apostolska na temat wierzących w Pana Jezusa, którzy zmarli, a raczej, którzy zasnęli, jak ich nazywa apostoł Paweł, jest pełna nadziei. Czytamy o nich: „Nie chcemy też, bracia, abyście pozostawali w niewiedzy co do tych, którzy umierają i się smucili, jak ci, którzy nie maja nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to i tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg poprowadzi razem z Nim” (1 Tes 4:13, 14). Los umarłych jest już określony, gdyż oczekują na zmartwychwstanie w momencie, gdy Chrystus powróci po Swój Kościół.
Najlepszą informację o zmarłych znajdziemy w słowach Pana Jezusa, który najlepiej zna tajniki życia po śmierci. W tym celu On opowiedział historię o bogatym człowieku i o Łazarzu, który po śmierci znalazł się w „objęciach Abrahama”. Bogaty natomiast, „cierpiąc męki w krainie umarłych, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza w jego objęciach” (Łk 16:23). Do opisu tego miejsca włączył się również Abraham, który nadal żył, chociaż jest napisane, że umarł kilka tysiącleci wcześniej. W historii, jaką opowiedział Chrystus, znajdujemy wyjaśnienie, jaka jest różnica po śmierci pomiędzy sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi. Widzimy wyraźnie, że „między nami a wami rozpościera się tak wielka przepaść, że nikt, choćby chciał, nie może wejść stąd do was ani stamtąd przedostać się do nas” (w. 26). Nie pomogą nawet wieczyste odpusty, ani najładniejsze i najdroższe znicze zapalane corocznie na grobach.
Przypomnijmy sobie słowa, które Pan Jezus powiedział przy grobie Łazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, będzie żył” (Jn 11:25).
Tak więc, jeśli ktoś uwierzył w Chrystusa za życia, nie będzie już potrzebować świeczki po śmierci, gdyż już ma życie wieczne.
Henryk Hukisz
Tuesday, October 10, 2017
GMO ewangelii
Henryk Hukisz
Tuesday, September 12, 2017
Biblijny fitness
To, co cechuje wszystkich wytrwałych uczestników siłowni, jest zdyscyplinowanie. Jeśli ktoś nie potrafi poddać się rygorowi regularnych ćwiczeń i regułom narzuconym przez instruktorów, niczego nie osiągnie. Dlatego jestem pełen uznania dla postawy wytrwałych “fitnessowców” i ubolewam zarazem, że podobnego nastawienia dla osiągania pożądanych efektów nie widać w innych dziedzinach naszego życia. A szczególnie w zakresie duchowym, mam na uwadze naszą relację z Bogiem, czyli pobożność.
Można ćwiczyć się w różnych sprawach, najlepiej jednak jest ćwiczyć się w pobożności, która daje dziecku Bożemu największe korzyści. Efektem pobożności jest błogosławieństwo życia doczesnego i nadzieja na wieczność. Apostoł Paweł, który doskonale znał grecki świat sportowy, gdyż niejednokrotnie w listach na temat praktycznej pobożności, odwoływał się do sytuacji z tej dziedziny życia. Pisał między innymi o korzyściach płynących z uprawianiu “biblijnego fitnessu”, radząc młodemu Tymoteuszowi: “A pospolitych i babskich baśni unikaj, ćwicz się natomiast w pobożności. Albowiem ćwiczenie cielesne przynosi niewielki pożytek, pobożność natomiast do wszystkiego jest przydatna, ponieważ ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym 4:7-8).
Chociaż słowo „pobożny”, pobożność” występują w Nowym Testamencie tylko kilka razy, to jednak cała Biblia nawołuje nas do życia w pobożności i ukazuje nam błogosławieństwo pobożnego życia wielu Bożych bohaterów.
Co to jest „pobożność”? Powszechne pojęcie czym jest pobożność nie daje nam prawidłowego poznania, co miał na uwadze apostoł Paweł. Słownik Języka Polskiego wyjaśnia, że pobożnym jest człowiek “gorliwie wykonujący praktyki religijne; wierzący w dogmaty religii, stosujący jej zasady w życiu; religijny”. Z pewnością nie o takiej pobożności pisał Paweł w swoich listach do wielu zborów pierwszego wieku. Jak więc możemy dziś poprawnie określić czym jest biblijna pobożność? Proponuję zdefiniować tę niezbędną dla naszego życia cnotę następująco: “Pobożność jest zewnętrznym ukazaniem naszej relacji z Bogiem. Jeśli tej relacji nie ma, to wszelkie zewnętrzne przejawy religijności są zakłamaniem.”
Zgodzimy się z tym, że pobożność nie jest czymś łatwym, gdyż prowadzi często do społecznego odrzucenia a nawet prześladowania, jak napisał Paweł: “Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tym 3:12).
Już w pierwszym zdaniu listu do Tytusa, Paweł stwierdza, że pobożność jest mocno powiązana z poznaniem prawdy, w tym również, prawdy o sobie samym. Tak pisał o sobie samym: “Paweł, sługa Boży, apostoł Jezusa Chrystusa w służbie wiary wybranych Bożych i w służbie poznania prawdy, która jest zgodna z pobożnością” (Tyt 1:1).
Paweł pisał również o nieprawidłowościach w zakresie braku ćwiczeń w pobożności. Charakteryzując sylwetkę wyniosłego nauczyciela, który ma o sobie wysokie mniemanie, mówił że brakuje mu pobożności, gdyż jej nie ćwiczył, natomiast traktował ją jako łatwy chleb. “Jeśli kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością, ten jest zarozumiały, nic nie umie, lecz choruje na wszczynanie sporów i spieranie się o słowa, z czego rodzą się zawiść, swary, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi spaczonych na umyśle i wyzutych z prawdy, którzy sądzą, że z pobożności można ciągnąć zyski” (1 Tym 6:3-5). Widzimy więc, że nie można lekceważyć Pawłowego polecenia, aby uprawiać ćwiczenia pobożności zgodnie z biblijnymi regułami.
Warto jest ćwiczyć się w pobożności, która przynosi swoisty „zysk” – jak wcześniej napisał Paweł: „ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego”, lecz jest to „zysk” zupełnie innego rodzaju. Paweł wyjaśnia - “I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym” (1 Tym 6:6).
Zyskiem prawdziwej pobożności jest “poprzestawaniem na tym, co wystarczy” [BT]. Słowo Boże wyjaśnia, że nie chodzi tu o ubóstwo (poprzestawanie na małym [BW]), lecz dostatek wszystkiego, czym nas Bóg łaskawie obdarzył - 2 Kor. 9:8
Warto jest zauważyć, że wezwanie do pobożności występuje w kontekście doczesności życia na ziemi i nadejścia dnia Pańskiego, na który musimy być zawsze przygotowani. Trwanie w pobożności jest z pewnością najlepszym rodzajem oczekiwania na Pana. Apostoł Piotr pisał również na ten temat, ostrzegając wierzących, aby nie dali się zaskoczyć, gdy Pan powróci po Kościół. Piotr pisał: “A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności” (2 Pio 3:10-11).
Ćwiczenie pobożności rozpoczyna się od spraw małych, do których często nie przywiązujemy większej uwagi. Chrystus pokazał uczniom Bożą zasadę polegającą na stopniowym powierzaniu zadań, od małych do większych. Pan Jezus nauczał, że “kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy” (Łuk 16:10).
Droga do wielkich zadań rozpoczyna się od spraw małych, w których musimy okazać się wierni temu, który powołuje. Nasze nastawienie do służby nie wynika z wielkości zadania, lecz Tego, który nakazuje nam je wykonać. Jeśli do wyznaczonych nam zadań przez Boga, chociaż wydają się nam nieznaczne, podchodzimy z wielką odpowiedzialnością, możemy spodziewać się większych zadań. U Boga każda sprawa jest tak samo ważna i musimy traktować ja z taką samą powagą.
Tak samo, małe rzeczy, do których nie przywiązujemy większej uwagi, mogą zniszczyć wielkie zadania, jak małe gąsienice, mogą zniszczyć wielką winnicę. Mądry Salomon radzi nam: “Połapcie nam liszki, liszki małe, które psują winnice; ponieważ winnice nasze kwitną” (PnP 2:15). Samodyscyplina najlepiej sprawdza się w małych rzeczach. Jeśli potrafimy z taką samą troską odnosić się do „drobiazgów” jak do „ważnych” spraw, to możemy mieć wewnętrzne świadectwo duchowego wzrostu.
Chodzi o nasze nastawienie do powołania nas przez Boga do zadań, jakie On sam nam wyznacza. Jeśli przyjmujemy coś od Pana, wykonujemy to dla Niego, a nie ze względu na nasze mniemanie o sobie samych.
Gdy zdajemy sobie sprawę, że to życie szybko przemija, łatwiej jest poddać się kontroli Ducha Świętego, który jedynie może nam pokazać, co ma znaczenie w służbie dla Boga. Jak pisał apostoł Paweł: “pobożność natomiast do wszystkiego jest przydatna, ponieważ ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym 4:8).
Henryk Hukisz
Thursday, August 10, 2017
Niezwykłe zaproszenie
W tych dniach mija 53 lat od momentu, gdy postanowiłem skorzystać z zaproszenia, jakie skierował do mnie Chrystus w słowach: “Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Mat. 11:28).
Takiego momentu nie zapomina się nigdy. Pamiętam dokładnie tę chwilę w czasie wieczornego nabożeństwa, na którym zwiastowana była ewangelia zbawienia, jakie daje nam Jezus Chrystus. Działo sie to w 1964 roku, podczas obozu młodzieżowego w Olsztynie. Moje serce odczuło wyraźnie, że zaproszenie zawarte w tym wersecie jest skierowane do mnie osobiście. Postanowiłem z niego skorzystać, i dziś, gdy mija już ponad pół wieku, nie żałuję tej decyzji.
Zaproszenie Jezusa do porzucenia grzesznego jarzma, i wzięcia Jego, jest solidnie ugruntowane na obietnicy, jaką Bóg wypowiedział ustami proroka Izajasza. Około 700 lat wcześniej ten wierny sługa Boży wołał:
“Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!
Czemu macie płacić pieniędzmi za to, co nie jest chlebem, dawać ciężko zdobyty zarobek za to, co nie syci? Słuchajcie mnie uważnie, a będziecie jedli dobre rzeczy, a tłustym pokarmem pokrzepi się wasza dusza!
Nakłońcie swojego ucha i pójdźcie do mnie, słuchajcie, a ożyje wasza dusza, bo ja chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze, z niezłomnymi dowodami łaski okazanej niegdyś Dawidowi!” (Izaj. 55:1-3).
Aby zrozumieć sens tego zaproszenia, nie do zwykłej wody, mleka czy wina, lecz do przyjęcia zbawienia od grzechu i wiecznego potępienia, musimy zajrzeć do wcześniejszych słów proroka. W 53 rozdziale, zwanym słusznie “ewangelią Starego Testamentu” czytamy:
“Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego.
Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony.
Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni” (Izaj. 53:3-5).
Chrystus wiedział dokładnie po co przyszedł na ziemię. Nie po to, aby zakładać nową religię, lub aby wyznaczyć nowy standard Bożych wymagań, co do jakości życia człowieka na ziemi, lecz jak sam to powiedział: “wiedząc, iż nadeszła godzina jego odejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, umiłował ich aż do końca” (Jan 13:1). To, czego później dokonał, jest wyraźnym świadectwem miłości do końca, gdyż oddał Swe życie za nas, którzy “jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Izaj. 53:6).
Warto jest więc zwrócić uwagę na treść Bożego zaproszenia, jakie zapowiedział już w czasach Izajasza. Jest w nim mowa o wodzie, mleku i winie, które jedynie symbolizują Boże dary, jakimi Pan pragnie obdarować Swoje dzieci.
Woda jest najlepszym środkiem zaspokojenia pragnienia, jakie odczuwamy podczas życiowej pielgrzymki. Tak jak wędrowiec na pustyni myśli o butelce zwykłej wody, tak Pan Jezus zapowiada, że “kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu” (Jan 4:14).
Mleko jest obrazem pokarmu, jakiego będziemy potrzebować w drodze za Jezusem. Apostoł Piotr zachęca nas, “jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu” (1 Ptr. 2:2).
Wino, jak zapewnia mądry Salomon, “rozwesela życie” (Kaz.Sal. 10:19). Prawdziwą radość życia możemy doświadczać jedynie w Panu Jezusie. On powiedział, że źródłem tej radości stanie się pragnienie wypełniania Jego przykazań - “Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości jego. To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (Jan 15:10,11).
Nawet najlepsze zaproszenie nie dokona niczego, jeśli zostanie jedynie w kopercie, jaką otrzymaliśmy. Nie wystarczy również je przeczytać i pozostać na miejscu. Aby doświadczyć dobrodziejstwa Bożych darów, musimy skorzystać z zaproszenia, jakie Bóg nam wręcza w Chrystusie, Swoim umiłowanym Synu.
Tekst zaproszenia z 55 rozdziału Izajasza zawiera kilkakrotne wezwanie, aby przyjść, kupić (bez pieniędzy, gdyż Chrystus już zapłacił), aby “pić” w pełni Boże zbawienie. Jedynie wówczas, gdy “skonsumujemy” zaproszenie, będziemy mogli poznać jak wspaniałe jest życie w Chrystusie. Pan Jezus powiedział wyraźnie: “jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie” (Mat. 11:30). A to znaczy, że będziemy mogli w pełni korzystać z jakości życia, jakie On zapewnia Swoim owcom. Chrystus, nasz Dobry Pasterz przyszedł, aby Jego owce “miały życie i obfitowały” (Jan 10:10).
Psalmista Dawid modlił się słowami: “Dasz mi poznać drogę życia, obfitość radości w obliczu twoim, rozkosz po prawicy twojej na wieki” (Ps. 16:11). Dzięki temu, czego dokonał Chrystus, gdy umiłował nas “do końca”, możemy w pełni doświadczać Bożych darów już teraz, w doczesności.
Później, gdy Pan powróci po Swój Kościół, “porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem” (1 Tes. 4:17). Celem naszego życia stanie się udział w weselu Baranka, do którego Pan nas przygotowuje i zaprasza już teraz.
Udział w tym radosnym momencie możemy mieć jedynie wówczas, gdy skorzystamy z tego niezwykłego zaproszenia. Jeśli jeszcze nie masz pewności, że je przyjąłeś, nie czekaj, skorzystaj z niego dziś.
Henryk Hukisz





