Thursday, August 27, 2015
Czas uporządkowany
Wednesday, August 26, 2015
"Ordnung muss sein!"
Monday, August 24, 2015
Samoograniczanie?
Thursday, August 13, 2015
Szczerość i wiarygodność
Mówienie prawdy
Saturday, August 8, 2015
Iść "nie w nogę"
Wednesday, August 5, 2015
Denominacjonalizm
Denominacjonalizm – zanim gładko wypowiesz to słowo,
możesz poczuć ból wykręcanego języka. Można je śmiało postawić obok klasycznych
łamańców językowych o stole bez nóg, tańczącej panience z Konstantynopola czy
chrząszczu brzmiącym w trzcinie w Szczebrzeszynie.
Z reguły,
gdy chcemy użyć jakiegoś słowa – szczególnie mało znanego – powinniśmy najpierw
poznać jego znaczenie. Jednym z takich terminów jest „denominacja” oraz
pochodzące od niej określenie zjawiska dotyczącego przynależności ludzi do
różnych grup wyznaniowych, czyli właśnie „denominacjonalizm”. W środowisku
chrześcijan ewangelicznych często szerzą się opinie, że denominacji należy
unikać jak ognia piekielnego. W ustach niektórych przeciwników termin ten brzmi
wręcz złowieszczo, więc na wszelki wypadek wypowiadają go tylko w
ostateczności.
Osobiście
najczęściej korzystam ze Słownika Języka Polskiego PWN. Gdy jednak szukałem w
nim hasła „denominacjonalizm”, nie znalazłem nic. Kiedy natomiast wpisałem to
słowo w Google, na pierwszym miejscu pojawił się link, pod którym „pan Czesiu z
Kalifornii” wyjaśnia zawiłości tego pojęcia. Opierając się na objawieniach
niejakiego Krisa Vallottona opisanych w książce Ulewny deszcz, nasz
rodak tłumaczy, że denominacjonalizm opiera się na hierarchiach, które:
„Najczęściej
tworzą się poprzez porządek dziobania. A w kurniku kurczaki organizują swoją
społeczność, dziobiąc się nawzajem, aby ustalić, który z nich jest
najsilniejszy, który najsłabszy oraz na jakich szczeblach hierarchii znajdują
się pozostałe” (z bloga pana Czesia).
Ponieważ
nikt nie chce być „dziobany”, lepiej unikać wszelkich denominacji. Domyślam
się, że skoro książka Ulewny deszcz została wydana po polsku, stąd też
wzięła się niechęć do tego zjawiska w naszym kraju.
Słowo
„denominacja” figuruje już jednak w internetowym słowniku językowym. Wpisując
je w wyszukiwarkę na stronie PWN, znajdziemy konkretne definicje. Po pierwsze,
denominacja to „wymiana pieniędzy związana ze zmianą nazwy lub obniżeniem
nominału”. Przeciwnikom struktur religijnych raczej nie o to chodzi, bo nikt
nie lubi, gdy jego banknoty tracą na wartości. Po drugie, oznacza to „nazwanie
czegoś lub kogoś inną nazwą”. To również wydaje się nieszkodliwe – w końcu
nazywanie rzeczy po imieniu jest naturalne.
Na szczęście
istnieje jeszcze jedno znaczenie. Słownik wyjaśnia, że denominacja to również: „w
Europie Zachodniej: grupa religijna, która oddzieliła się od macierzystej
organizacji; w USA: każda grupa wyznaniowa”. I tu pojawia się problem, bo jak
to zwykle bywa: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. W Europie
Zachodniej denominacją nazwiemy grupę wyłonioną z dominującego Kościoła. W USA
wystarczy należeć do dowolnej grupy religijnej, by „podpaść” pod tę definicję.
A co mają zrobić mieszkańcy Europy Wschodniej lub zjednoczonej UE? Pozostawiam
to pytanie bez odpowiedzi, gdyż wiarygodne źródła milczą na ten temat.
Możemy
oczywiście kontynuować poszukiwania. Nie powinniśmy jednak używać słów, których
znaczenia nie rozumiemy, aby nie popełnić błędu, o którym ostrzegał Jezus: „W
dniu sądu człowiek będzie musiał się rozliczyć z każdego niepotrzebnego słowa”
(Mt 12:36). Jeśli ktoś zarzeka się, że nigdy nie wejdzie do żadnej
denominacji, lub widzi w niej odstępstwo od wiary porównywalne z Antychrystem,
ufam, że wie, co mówi.
Inne źródła
podają jeszcze inne definicje. Środowiska katolickie pod pojęciem denominacji
rozumieją zazwyczaj inne wyznania chrześcijańskie (często traktując je jako
sekty). Protestanci traktują denominacje najbardziej poważnie – jako związki
wyznaniowe skupiające ludzi wokół wspólnego rozumienia doktryny biblijnej.
Według Wikipedii to po prostu „wspólnota religijna posiadająca własną nazwę,
naukę i strukturę”.
Zatem: czy
denominacja to wróg prawdziwej pobożności? Czy należy jej unikać jako zła,
które ogranicza wolność w Bogu?
Osobiście
uważam, że denominacja w sensie religijnym wskazuje na pewną stabilizację
ruchu. Każda nowa inicjatywa w fazie początkowej nie ma jasno zdefiniowanych
zasad ani struktur. Te tworzą się naturalnie, wraz z potrzebami wynikającymi z
życia.
Spójrzmy na
pierwszych chrześcijan. Dzieje Apostolskie i Listy Pawła pokazują, że dopiero
gdy w pierwszych zborach pojawiły się problemy, zaczęto porządkować życie
wspólnoty. Czytamy, że „gdy liczba uczniów wzrastała, helleniści zaczęli
szemrać przeciwko Hebrajczykom, że podczas codziennego posługiwania ich
wdowy są zaniedbywane” (Dz 6:1). Apostołowie, wyznaczeni do
organizowania życia wierzących, zwołali wszystkich i ustanowili diakonów, by
zajęli się tym problemem, sami decydując: „My natomiast oddamy się wyłącznie
modlitwie i posłudze Słowa” (w. 4).
Po
kilkunastu latach, gdy zborów było już wiele, a chrześcijanie z różnych kultur
mieli odmienne zdania na temat pobożności, zwołano w Jerozolimie pierwszy sobór
(synod). Postanowiono wówczas: „Duch Święty i my” (Dz 15:28),
aby we wszystkich zborach przyjęto wspólne zasady.
Apostoł
Paweł dbał o to, by chrześcijanie wierzyli tak samo i postępowali według
przyjętych reguł. Dotyczyło to także porządku nabożeństw. Gdy w Koryncie
zapanował chaos, napisał: „Kiedy się zbieracie, każdy ma jakiś dar:
śpiewania hymnów lub nauczania, lub objawiania tego, co zakryte, lub mówienia
językami, lub tłumaczenia. Wszystko niech służy ku zbudowaniu” (1 Kor
14:26). Czy ograniczał Ducha Świętego? Absolutnie nie, gdyż „Bóg bowiem
nie jest Bogiem nieładu, lecz pokoju” (w. 33).
To brzmi jak
regulacja obowiązująca w całym Kościele. Czyż nie jest to cecha denominacji, w
której obowiązują konkretne reguły? Paweł stwierdził jasno: „Wszystko jednak
niech się odbywa z godnością i we właściwym porządku” (1 Kor 14:40).
W greckim oryginale słowo „porządek” to taksis, co oznacza „ustaloną
regułę przekazywaną do przestrzegania”.
Obawiam się,
że u wielu współczesnych chrześcijan w tym momencie rodzi się bunt. Przecież
nikt nie ma prawa ograniczać ich wolności! Warto jednak pamiętać, że Duch
Święty – będąc Bogiem – po prostu lubi porządek.
A może zła
należy upatrywać w patologiach, które zdarzają się w różnych strukturach, a nie
w samym fakcie istnienia denominacji?






