Sunday, February 28, 2016

Król na wygnaniu

To nie będzie kolejna opowieść z serii „książę i żebrak”, lecz osobiste przemyślenia na temat Króla królów i Jego Królestwa.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku kilkakrotnie przebywałem na szkoleniach zawodowych w Crawley pod Londynem. W weekendy, korzystając z wolnego czasu, jeździłem do stolicy, by poznać jej turystyczne atrakcje, a przynajmniej te znajdujące się w samym centrum. Pamiętam, jak wędrując jedną z ulic w rejonie Hyde Parku, moją uwagę przykuła tablica umieszczona przy wejściu do okazałego budynku. Informacja na niej zawarta wskazywała na ścisłą więź z Polską, a konkretnie z jej przedwojenną historią. Wiedziony zwykłą ciekawością, a zarazem czując się uprawnionym do wejścia jako obywatel polski, zajrzałem przez otwarte drzwi do sali Klubu Polskiego. Czas spędzali tam przedstawiciele przedwojennej emigracji. Z podsłuchanych rozmów zorientowałem się, że są to członkowie lub przynajmniej zwolennicy polskiego rządu na uchodźstwie, który w Londynie znalazł bezpieczną przystań w trudnej sytuacji politycznej po II wojnie światowej.

Dopiero w grudniu 1990 roku, za prezydentury Lecha Wałęsy, Ryszard Kaczorowski – ostatni prezydent RP na uchodźstwie – przekazał insygnia swojego urzędu na rzecz legalnych władz w kraju. W ten sposób polski rząd mógł ponownie urzędować na terytorium państwa, które reprezentował.

Przywołuję to wspomnienie z historii naszej państwowości, aby nawiązać do innego panowania i innego wymiaru – do Boga i Jego Królestwa. Jak wiemy, Bóg, Stwórca wszystkiego, co istnieje, jest jednocześnie twórcą Królestwa Bożego, obejmującego cały wszechświat. O ile Jego panowanie w przestrzeni kosmicznej nie budzi wątpliwości – rządzi On wszelkimi gwiazdami i planetami zgodnie z zamysłem, jaki towarzyszył Mu przy stwarzaniu – o tyle zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja na Ziemi.

Na początku, gdy Bóg uporządkował nasz glob, powołał do życia świat roślinny i zwierzęcy, a na końcu ukoronował to dzieło, jak to zostało zapisane w Biblii: „Wtedy PAN Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, tak że człowiek stał się żywą istotą” (Rdz 2:7). Człowiek był jedynym stworzeniem, któremu Stwórca nadał Swoje osobiste cechy: „Bóg stworzył człowieka na swój obraz, stworzył go na obraz Boży, stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Rdz 1:27).

Kolejnym Bożym zamierzeniem było stworzenie przestrzeni, w której człowiek – noszący podobieństwo swego Stwórcy – miał panować nad całym stworzeniem zgodnie z ustanowionymi przez Boga zasadami. Wtedy „Bóg im pobłogosławił. I powiedział do nich Bóg: Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i zapełniajcie ziemię, podporządkowujcie ją sobie, i panujcie nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1:28). Gdy człowiek przejął władanie w królestwie rządzonym Bożymi regułami, „Bóg zobaczył, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I nadszedł wieczór, a następnie poranek – dzień szósty” (Rdz 1:31). Wówczas Bóg mógł rzec: „Teraz mogę odpocząć”.

Jak uczy nas historia ludzkości, ten odpoczynek nie trwał długo. Nie wiemy dokładnie, ile czasu minęło, zanim przeciwnik Boży postanowił zniweczyć to, co było tak dobre. Diabeł wiedział, że musi zacząć od człowieka, zasiewając w jego sercu ziarno zwątpienia. Nie będę tu przypominać tej tragicznej w skutkach historii, lecz gdy patrzymy na dzisiejszy świat, z łatwością dostrzegamy prawdę o grzechu i zepsuciu natury – nie tylko ludzkiej, ale i całego ekosystemu naszej planety.

Bóg jednak nie porzucił planu budowy Swego Królestwa na ziemi. Po pewnym czasie zwrócił się do jednego z mieszkańców Ur Chaldejskiego słowami: „Wyjdź ze swego kraju, z miejsca swojego urodzenia i z domu swego ojca do ziemi, którą ci wskażę” (Rdz 12:1). Pan Bóg miał na celu nie tylko los jednego człowieka, jego rodziny czy powstałego później narodu wywodzącego się od Abrama, ale dobro wszystkich narodów ziemi. Złożył wówczas Abramowi fundamentalną obietnicę: „Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławią, a tych, którzy ciebie przeklinają, będę przeklinał. W tobie będą błogosławione wszystkie plemiona ziemi” (Rdz 12:3). Bóg przypieczętował to przymierzem, zmieniając imię patriarchy na Abraham i deklarując: „Oto Moje przymierze z tobą: Staniesz się ojcem wielu narodów, i nie będziesz się już nazywał Abram. Odtąd twoje imię będzie brzmieć Abraham, gdyż ustanowiłem cię ojcem wielu narodów” (Rdz 17:4-5).

Wiele wieków później naród wywodzący się od Abrahama, Izaaka i Jakuba rozrósł się w Egipcie do ogromnych rozmiarów. Bóg w cudowny sposób wyprowadził go z niewoli, dając mu Ziemię Obiecaną. Izrael – bo tak nazwał ten naród – został wybrany, by wypełniać Boże prawo obowiązujące w Jego Królestwie. Idea ta zaczęła nabierać realnych kształtów. Zgodnie ze Swoim zamysłem Bóg powołał dynastię królów, osadzając na tronie pierwszego pomazańca, Dawida, który zyskał miano człowieka według Bożego serca. Pan posłał proroka Samuela do domu Jessego z poselstwem: „Napełnij swój róg oliwą i idź! Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż upatrzyłem sobie króla wśród jego synów” (1 Sam 16:1).

Niestety, ani król Dawid, ani naród nie dochowali wierności. Izraelici, zamiast przestrzegać Bożych przykazań, zaczęli naśladować pogańskie zwyczaje i składać ofiary obcym bogom. Mimo to Bóg nie zrezygnował. Pozostając wiernym przymierzom, sprawił, że z domu Dawida narodził się Mesjasz – Boży pomazaniec i prawdziwy Król. Prorok Izajasz, znając szczegóły tego planu, zapisał: „ponieważ narodziło się nam Dziecko, Syn został nam dany a na Jego barkach spoczęło panowanie. Nazwano Go imieniem: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju, aby rozszerzyć Jego panowanie w pokoju bez końca, na tronie Dawida i nad jego królestwem, aby je utwierdzić i umocnić prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Dokona tego gorliwość PANA Zastępów” (Iz 9:5,6).

Syn Boży, przyjmując postać sługi, stał się dopełnieniem proroctwa: „Oto Mój sługa odniesie zwycięstwo, wyrośnie wysoko, będzie wyniesiony i bardzo wywyższony! Wielu przeraziło się z jego powodu – tak zniekształcony, daleki od ludzkiego, był jego wygląd, jego postać niepodobna do człowieka, On zadziwi liczne narody, królowie zamkną przed nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i zrozumieją coś, czego nie słyszeli” (Iz 52:13-15).

Jezus przyszedł na ziemię, by otworzyć bramy Królestwa dla wszystkich narodów. Jego dzieło na krzyżu Golgoty stało się fundamentem obietnicy, aby „na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2:10).

Dlatego jedyną rozumną drogą jest uznanie w Chrystusie Pana – On jest Królem królów i władcą Królestwa, o którym zwiastował „Dobrą Nowinę o Królestwie” (Mt 4:23). Wszyscy, którzy uwierzyli w Chrystusa i przyjęli Go jako Zbawiciela, zyskali status obywateli tego Królestwa. Od chwili narodzenia się na nowo Duch Święty upewnia nas, „że jesteśmy dziećmi Boga” (Rz 8:16).

Samo nazywanie Chrystusa Panem i Królem jednak nie wystarcza. Musimy żyć świadomie jako obywatele nieba i pozwolić Mu panować w nas i przez nas. Jeśli ograniczamy się tylko do deklaracji czy pieśni, a nie przestrzegamy Jego praw, w rzeczywistości wysyłamy Go na uchodźstwo. Nie pozwalamy Mu bowiem władać na terytorium naszych serc.

Obawiam się, że właśnie to miał na myśli Chrystus, polecając Janowi zapisać słowa do zboru w Laodycei: „Oto stoję u drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3:20). Czy pozwolimy więc, aby Król królów pozostawał za drzwiami naszych serc, domów i wspólnot? Będąc na zewnątrz, On nie może panować w naszym życiu. Przecież Bóg nie chce być królem na wygnaniu. 

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.