Thursday, May 9, 2013

Szkodliwość dobrej opinii

Tytuł tego rozważania nie jest przewrotny – zapewniam, że posiada on solidne ugruntowanie w słowach Pana Jezusa. Ponieważ jednak tej kwestii nie da się streścić w jednym zdaniu, muszę nieco rozwinąć tę myśl.

To oczywiste, że każdemu z nas zależy na dobrej opinii w otoczeniu. Staramy się, aby inni mówili o nas dobrze, co jest naturalnym ludzkim odruchem. O co więc chodzi? Czy Pan Jezus rzeczywiście nauczał czegoś przeciwnego?

Chrystus często zwracał się do uczonych w Piśmie i faryzeuszy charakterystycznym, surowym zwrotem: „biada wam”. Szczególnie ewangelista Mateusz przytacza wiele takich wypowiedzi, poświęcając im niemal cały 23. rozdział swojej Ewangelii. Jest to w pełni zrozumiałe – grupa ta wyróżniała się w Izraelu specyficznym rodzajem pobożności, manifestowanej głównie na pokaz. Ponieważ Pan Jezus jako jedyny miał wgląd w głąb ludzkiego serca, bezlitośnie demaskował ich dwulicowość. Nie bez powodu postawę obłudy do dziś nazywamy „faryzejstwem”.

Ewangelista Łukasz, wymieniając błogosławieństwa wypowiedziane do tłumów, uzupełnił je kilkoma ostrzeżeniami typu „biada”, skierowanymi ogólnie do słuchaczy. Pierwsze z nich dotyczyło osób bogacących się nieuczciwie, które będą musiały ponieść wieczne konsekwencje swojej chciwości. Jezus nauczał, że jedynym bezpiecznym miejscem na gromadzenie skarbów jest niebo, gdyż „gdzie jest skarb twój, tam będzie i serce twoje” (Mt 6:21). Jest więc jasne, że ci, którzy z ziemskich dóbr uczynili swoich bożków, tracą nadzieję na wieczność z Bogiem. Chrystus mówił: „Lecz biada wam, bogaczom, bo już odbieracie pociechę swoją. Biada wam, którzy teraz jesteście nasyceni, gdyż będziecie cierpieć głód. Biada wam, którzy teraz się śmiejecie, bo smucić się i płakać będziecie” (Łk 6:24-25). Oczywiście nie należy interpretować tych słów jako twierdzenia, że jedyną drogą do nieba jest głód i płacz – Pan Jezus nigdy tak nie nauczał.

Kolejne „biada” stanowi przestrogę przed zabieganiem o tani poklask: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich” (Łk 6:26). Jezus wskazał tu na konkretną sytuację, w której dobrą opinię zdobywa się nieszczerością i fasadową postawą. Istotnym kontekstem jest tu nawiązanie do Starego Testamentu. W tamtych czasach prorocy byli bardzo liczni, lecz nie wszyscy z nich działali z Bożego powołania. Samozwańczy prorocy zyskiwali uznanie tłumów, mówiąc ludziom to, co było miłe dla ucha i łatwe do zaakceptowania.

Prawdziwych proroków Bóg powoływał do głoszenia Jego Słowa całemu narodowi lub w konkretnych, trudnych sytuacjach. Znamy wiele przypadków, gdy nawet królowie wzywali ich do siebie przed podjęciem ważnych decyzji, na przykład w obliczu wojny. Tak było, gdy izraelski król Achab prosił o pomoc króla judzkiego, Jehoszafata, w wyprawie na Ramot Gileadzkie. Wezwano wtedy „zawodowych” proroków – około czterystu z nich zgodnie przepowiedziało zwycięstwo. Jednak Achab, nie ufając im do końca, kazał sprowadzić jeszcze Micheasza. Micheasza nienawidził, ponieważ ten zawsze mówił mu niewygodną prawdę, a nie to, co król chciałby usłyszeć.

Podobnie działo się za czasów Izajasza – władcy woleli słuchać tych, którzy schlebiali ich oczekiwaniom, mówiąc: „Mówcie nam raczej słowa przyjemne, wieszczcie rzeczy złudne” (Iz 30:10). Prawdopodobnie najbardziej znanym prorokiem nienawidzonym za wierność Bożemu poselstwu był Jeremiasz. W czasie, gdy Bóg postanowił ukarać naród niewolą babilońską za nieposłuszeństwo, królowie desperacko szukali ratunku w sojuszu z Egiptem. Jeremiasz bezkompromisowo głosił to, co nieuchronne, przez co ściągnął na siebie nienawiść elit. Wielokrotnie wydawano na niego wyrok śmierci: „Wtedy kapłani i prorocy tak rzekli do książąt i do całego ludu: Człowiek ten zasłużył na karę śmierci, bo prorokował przeciwko temu miastu, jak słyszeliście na własne uszy” (Jr 26:11).

Wysyłając swoich uczniów z Ewangelią, Pan Jezus uprzedzał: „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki; bądźcie więc roztropni jak węże i niewinni jak gołębice” (Mt 10:16). Ewangelista Jan zapisał później słowa Chrystusa wyjaśniające istotę niechęci świata wobec wierzących: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (Jn 15:18-19). Z kolei apostoł Piotr pod koniec życia pocieszał tych, którzy zamiast pochwał doznawali cierpień: „Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się i wy tą samą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzechu, aby pozostały czas ziemskiego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej” (1 P 4:1-2).

Również apostoł Paweł wielokrotnie doświadczał zniesławienia i nienawiści ze strony tych, którym zwiastował Dobrą Nowinę. Był gotów nawet oddać życie, by przekazać narodowi prawdę o zbawieniu w Chrystusie. Wiedział jednak, że nie wszyscy będą cenić Bożą prawdę wyżej niż popularność, dlatego ostrzegał Tymoteusza: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom” (2 Tm 4:3-4).

Jeśli szukamy uznania u ludzi za cenę mówienia im tylko tego, co chcą usłyszeć, stajemy się podobni do fałszywych proroków. Warto zadać sobie pytanie: czy pochlebne opinie na nasz temat nie są przypadkiem wynikiem naszych kompromisów ze stylem życia tego świata? Paweł stwierdził jasno: „wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowania znosić będą” (2 Tm 3:12). Wszyscy – bez wyjątku.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.