Ponad pół wieku temu, wspólnie z ojcem, kopaliśmy dół pod
fundamenty naszego domu. To wspomnienie wyryło mi się w pamięci na lata – nie
byłem przyzwyczajony do fizycznej harówki, a moje dłonie szybko pokryły się
krwawiącymi pęcherzami. Pamiętam, że gdy tylko osiągnęliśmy niewielką
głębokość, chciałem rzucić łopatę i uznać pracę za skończoną. Ojciec był jednak
nieugięty: „W tym piaszczystym gruncie musimy kopać znacznie głębiej” –
powtarzał.
Dziś, patrząc na nasz dom, wiem, że miał rację. Dom stoi
stabilnie i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Jego trwałość
zawdzięczamy solidnej podstawie – daliśmy szersze ławy i więcej cementu, niż
wymagał projekt. Tak na wszelki wypadek.
Najsłynniejszym tekstem biblijnym o fundamentach jest przypowieść, którą Jezus podsumował Kazanie na Górze. Porównał on każdego, kto słucha Jego słów i wprowadza je w czyn, do człowieka budującego na skale. Taki budowniczy nie boi się powodzi ani wichur. Z kolei ten, kto poprzestaje na samym słuchaniu, przypomina kogoś, kto stawia dom bezpośrednio na ziemi. Taka konstrukcja w starciu z żywiołem natychmiast obraca się w ruinę (Łk 6,48-49).
Z fundamentem jest pewien problem: jest niewidoczny. Dla
wielu obserwatorów liczy się to, co nad ziemią – estetyka i bryła budynku.
Prawda o jakości fundamentu wychodzi na jaw dopiero z czasem. Klasycznym
przykładem jest Krzywa Wieża w Pizie – dzwonnica postawiona na grząskim,
mulistym gruncie. Choć dziś jest światową atrakcją, to gdyby nie kosztowne
akcje ratunkowe i inżynieryjne zabiegi, dawno byłaby już tylko stertą gruzu.
Apostoł Paweł przenosi tę metaforę na grunt naszego życia. Twierdzi jasno: fundamentem jest Chrystus i nie ma innej opcji. Jako „umiejętny architekt” Paweł położył tę podstawę, ale ostrzegał, że każdy z nas musi uważać, jak na niej buduje (1 Kor 3,10-11). Naszym zadaniem jest wybór takich materiałów, które przetrwają próbę ognia.
Wcześniej pisałem o „wierze w wiarę”, ale teraz chcę się
skupić na jej fundamencie. Spójrzmy na Abrahama. Bóg kazał mu opuścić rodzinne
miasto i ruszyć w nieznane, nie podając nawet adresu docelowego. Abraham musiał
wykazać się bezgranicznym zaufaniem. Szukał bowiem „miasta zbudowanego na
trwałych fundamentach, którego twórcą jest Bóg” (Hbr 11,10). Dzięki
tej postawie stał się „ojcem wierzących” – wzorem wiary praktycznej, wyrażonej
konkretnym działaniem.
W nurcie sola scriptura uznajemy Biblię za jedyny fundament naszych przekonań. Wierzymy Słowu, nawet gdy pewne fakty kłócą się z ludzką logiką. Pamiętam z młodości rozmowę mojego ojca ze sceptykiem, który podważał historię Jonasza. Ojciec odpowiedział krótko: „Gdyby w Biblii było napisane, że to Jonasz połknął wieloryba, też bym w to uwierzył”. To jest wiara jako światopogląd.
Jednak istnieje też wiara praktyczna, czyli to, jak żyjemy
na co dzień. Apostoł Jakub ostrzegał, że „wiara, jeżeli nie jest
potwierdzona uczynkami, jest martwa sama w sobie” (Jk 2,17).
Zauważył ironicznie, że demony też wierzą w Boga i drżą ze strachu, ale nic z
tego nie wynika. Prawdziwa wiara – taka jak u Abrahama – współdziała z
uczynkami i dzięki nim staje się doskonała.
Co jest fundamentem wiary doskonałej? Czy sama znajomość Biblii wystarczy? Znałem wielu ludzi, którzy stali się „rozbitkami wiary”. Samodzielnie wyznaczali sobie cele, wybierali role pastorów czy misjonarzy, podpierając się wyrwanymi z kontekstu wersetami. Szybko okazywało się, że to ich ambicja, a nie Boże powołanie. Musimy pamiętać, że Bóg jest suwerenny – nie możemy Go szantażować wersetami, by spełniał nasze zachcianki.
Fundamentem skutecznego działania jest rozpoznanie woli
Bożej. Paweł pisał w Liście do Rzymian o przemianie myślenia: „Nie
dostosowujcie się do tego świata, ale dajcie się przemienić przez odnowienie
myśli, abyście potrafili rozpoznać, co jest wolą Bożą, co jest dobre, co Mu się
podoba i co jest doskonałe” (Rzym 12,2). To coś więcej niż czytanie
tekstu; to operacja na naszym umyśle dokonana przez Ducha Świętego. Bez tej
przemiany będziemy widzieć tylko litery, a nie Boży plan na nasze życie.
Wzorem doskonałego poddania się woli Ojca pozostaje Jezus w ogrodzie Getsemani: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42). Poznanie woli Bożej jest kluczowe, choć bywa trudne, bo często kłóci się z naszym instynktem przetrwania czy logiką.
Doskonale widać to w historii Pawła wracającego do
Jerozolimy. Duch Święty ostrzegał go, że czekają go więzy i utrapienia. Gdy
prorok Agabos wziął pas Pawła i związał sobie ręce, obrazując nadchodzące
prześladowania, uczniowie zaczęli odradzać apostołowi podróż. Mieli dobre
intencje, znali fakty, ale nie znali woli Bożej. Paweł natomiast wiedział, że
musi tam iść. Jego wiara pozwoliła mu powiedzieć: „Niech się dzieje wola
Pana” (Dz 21,14).
Bez solidnego fundamentu – bez osobistego poznania woli
Bożej – nasza wiara zachwieje się przy pierwszej poważnej próbie. Potrzebujemy
fundamentu, który pozwoli nam ufać Bogu nawet wtedy, gdy Jego plan wydaje się
trudny, bolesny, a po ludzku wręcz ryzykowny.

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.