Gdy mija czas świąteczny, zwykle mówimy: „Święta, święta i
po świętach”. To potoczne powiedzenie oznacza, że pora już wrócić do
codziennych obowiązków. Chciałbym jednak postawić ważne pytanie: co zrobiliśmy
z tym, co usłyszeliśmy w tym szczególnym czasie? Chodzi mi o nasz odbiór
przesłania Słowa Bożego, które Bóg skierował do nas – czy to poprzez
zwiastowanie w zborze, czy przez osobistą lekturę Biblii.
Z pewnością podczas minionych świąt uczestniczyliśmy w
nabożeństwach wielkopiątkowych lub przynajmniej w niedzieli wielkanocnej.
Osobiście w tym okresie przyjąłem kilka wspaniałych myśli, które głęboko mnie
poruszyły. Chcę podzielić się z Wami refleksjami poświątecznymi, które zrodziły
się zarówno pod wpływem wysłuchanych kazań, jak i po przejrzeniu różnych
komentarzy w mediach społecznościowych.
Świadek z Golgoty
Rozpocznę od postaci setnika, który stał na Golgocie i
obserwował przebieg ukrzyżowania Chrystusa. Dobrze znamy jego reakcję na śmierć
Syna Bożego: „A widząc to setnik, który stał naprzeciwko niego, że tak oddał
ducha, rzekł: Zaprawdę, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15:39).
Wielu z nas zadaje sobie pytanie: co ten zaprawiony w boju rzymski żołnierz
zobaczył w Chrystusie, że wydał tak niezwykłe świadectwo?
Setnicy byli zawodowcami, budującymi karierę w krwawych
walkach z wrogami Imperium. Prawie codziennie ocierali się o śmierć, więc jej
widok nie robił na nich większego wrażenia. Dzięki ogromnemu doświadczeniu
cieszyli się pełnym zaufaniem dowództwa. Mieli władzę podejmowania
samodzielnych decyzji, które były bezdyskusyjnie wykonywane przez podległy im
oddział stu żołnierzy. Setnik na Golgocie miał obowiązek dopilnować egzekucji i
oficjalnie stwierdzić zgon skazańców. Im szybciej umierali, tym wcześniej mógł
wrócić do domu – to dlatego łamano nogi ukrzyżowanym, by przyspieszyć ich
śmierć.
Nowy Testament przedstawia nam kilku setników. Pierwszego
spotykamy w Kafarnaum, gdy prosi Jezusa o uzdrowienie cierpiącego sługi.
Pamiętamy jego reakcję na słowa Jezusa: „Przyjdę i uzdrowię go” (Mt
8:7). Jego wiara zadziwiła samego Chrystusa, który stwierdził, że nawet w
Izraelu nie spotkał kogoś o tak wielkiej ufności.
Kolejny to właśnie ten spod krzyża. Rzymski żołnierz miał
odwagę głośno wypowiedzieć opinię o skazańcu pochodzącym z narodu wrogiego
Rzymowi. To, co powiedział, nie było jedynie efektem emocji wywołanych widokiem
niewinnego, spokojnie umierającego człowieka. On musiał dostrzec w tym skazańcu
coś znacznie głębszego.
Moc słowa i postawy
Chrystus swoją postawą i słowami zawsze wywoływał albo
podziw, albo strach. Jedni mówili o Nim, że „uczył ich jako moc mający, a
nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7:29). Inni, wysłani, by Go pojmać,
wracali z pustymi rękami, wyznając z przerażeniem: „Nigdy jeszcze człowiek
tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi” (Jn 7:46).
Następnego setnika spotykamy w Dziejach Apostolskich i znamy
nawet jego imię – Korneliusz. Stacjonował w Cezarei, gdzie znajdował się główny
garnizon wojskowy. Nie wiemy, skąd pochodził, ani dlaczego Łukasz od razu
przedstawił go w tak pozytywnym świetle: jako człowieka „pobożnego i
bogobojnego wraz z całym domem swoim, dającego hojne jałmużny ludowi i
nieustannie modlącego się do Boga” (Dz 10:2). Można przypuszczać – i
jest to moja osobista intuicja – że był to ten sam człowiek, który stał pod
krzyżem. Dlaczego tak myślę? Ponieważ spotkanie z Chrystusem zawsze owocuje
radykalną zmianą życia, zwłaszcza po tak niezwykłym wyznaniu.
Podobny kontrast widzimy u łotrów konających obok Jezusa.
Jeden z nich urągał Mu: „Ratuj siebie i nas” (Łk 23:39). Drugi
prosił pokornie: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego” (w.
42). Reakcja na śmierć Chrystusa zawsze jest dwojaka: albo odrzucenie i
niewiara, albo przyjęcie Go z ufnością.
Współczesne głosy
Obserwowałem ostatnio dyskusję na profilu jednego z moich
przyjaciół na Facebooku. Skoro wpisy są publiczne, pozwolę sobie na ich
skomentowanie. Moją uwagę przykuł komentarz człowieka, który niegdyś podawał
się za naśladowcę Chrystusa, lecz uznał, że nowotestamentowe fakty to „bzdura
wymyślona w głowach chrześcijan”. Teraz kpi z wierzących i twierdzi, że
biblijne wydarzenia nie są prawdziwe.
To przykład postawy podobnej do pierwszego złoczyńcy z
krzyża. Nasuwa mi się tu refleksja: jak ocenić kogoś, kto po dwóch tysiącach
lat uważa się za lepszego znawcę faktów niż naoczni świadkowie tamtych
wydarzeń? Gdybym go spotkał, powiedziałbym mu wprost: „Nie wierzysz w Boga, bo
sam postawiłeś siebie w Jego miejscu”. Świadczą o tym jego własne słowa: „Wierzę
w to, że nastanie dzień, kiedy ogromna część ludzkości (...) zrozumie, że świat
niematerialny istnieje tylko w mózgach zwiedzionych nieszczęśników”. Swoją
tyradę kończy stwierdzeniem: „Bóg nie istnieje”. W domyśle należałoby dodać:
„Ja istnieję i to ja mam rację”.
Spotkanie z Jezusem zawsze wymusza decyzję: albo wejście
przez ciasną bramę na „wąską drogę, która prowadzi do żywota” (Mt
7:14), albo pozostanie na „przestronnej drodze, która wiedzie na
zatracenie” (w. 13). Nie ma trzeciej drogi, choć wielu sądzi, że
można zachować neutralność. Nawet Piłat, umywając ręce, musiał zadać pytanie: „Cóż
więc mam uczynić z Jezusem, którego zowią Chrystusem?” (Mt 27:22).
Zaufanie wbrew wszystkiemu
Kolejna poświąteczna refleksja dotyczy słów Marty, siostry
Łazarza. Powitała ona Jezusa z wyrzutem, gdy Ten w końcu przybył do Betanii: „Panie!
Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój” (Jn 11:21). Jak często
nasza ufność do Boga wygląda podobnie? Czy mamy pretensje do Pana, któremu
powierzyliśmy życie, gdy On postanawia zrobić coś „po swojemu”? Sprawdzianem
prawdziwej wiary jest sytuacja, w której sprawy toczą się zupełnie inaczej, niż
planowaliśmy.
Potrafimy sprawnie znajdować biblijne uzasadnienia, by
domagać się od Boga realizacji naszych planów. Marta znała Pisma, miała swoją
poprawną teologicznie koncepcję zmartwychwstania, a mimo to w tamtym momencie
nie ufała Panu w pełni. Historia z domu Łazarza powinna nas zachęcać do
całkowitego oddania się Bogu – nawet wtedy, gdy nasz plan już od kilku dni
„cuchnie”. Jeśli naszym celem będzie to, „aby Syn Boży był przez to
uwielbiony” (Jn 11:4), nic nie zdoła pokrzyżować Bożych zamierzeń.

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.