Wielu ludzi, nawet spośród tych, którzy nie wierzą w Boga,
uważa, że Chrystus pozostawił nam przede wszystkim przykład dobrego życia.
Najczęściej przedstawia się Go jako Tego, który czyni dobro i miłuje każdego
człowieka, ponieważ „trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu tlejącego nie
zagasi” (Mt 12:20). Tak, to prawda. Jednak gdy uważnie czytamy
wszystko, co powiedział, i przyglądamy się Jego postawie w różnych sytuacjach,
musimy przyjąć również inne Jego słowa: „Nie mniemajcie, że przyszedłem
przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (M.
10:34). Wysyłając swoich uczniów z poselstwem Ewangelii, Chrystus nie
ukrywał przed nimi, że spotkają się z wrogością ze strony ludzi. Mówił: „Oto
Ja posyłam was jak owce między wilki; bądźcie tedy roztropni jak węże i
niewinni jak gołębice” (Mt. 10:16).
Naszym największym wrogiem nie są jednak ludzie, do których
zostaliśmy posłani z Ewangelią. Naszego najgroźniejszego przeciwnika spotykamy
znacznie bliżej — wokół nas, a w pewnym sensie nawet w nas samych.
Słowo Boże, szczególnie na kartach Nowego Testamentu,
nieustannie przypomina nam o potrzebie czujności. „Przeciwnik wasz, diabeł,
chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając, kogo by pochłonąć” (1 Ptr 5:8).
Dlatego apostoł Paweł wzywa wierzących: „Przywdziejcie całą zbroję Bożą,
abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi” (Ef 6:11). Apostoł
Paweł wielokrotnie ostrzega przed wrogami, którzy nieustannie próbują nas
atakować. Dlatego zachęca do czujności i ostrożności, abyśmy nie wpadli w
zastawione na nas pułapki. Naszą najlepszą obroną jest codzienne trwanie w
zbroi Bożej.
Wszyscy z natury jesteśmy grzesznikami. Urodziliśmy się w
świecie dotkniętym skutkami grzechu i sami również od początku pozostajemy pod
jego wpływem. Paweł przypomina o tym w Liście do Efezjan: „Niegdyś
chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w
powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy
żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów,
i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni” (Ef 2:2–3). W tym
fragmencie apostoł Paweł wskazuje na trzech przeciwników, którzy wciąż próbują
wywierać na nas wpływ. Są nimi: świat, diabeł i ciało.
Dopóki żyjemy, pozostajemy w świecie, który jest wrogo
nastawiony do Boga i do wszystkich, którzy świadomie zdecydowali się wierzyć w
Niego i żyć dla Niego. Nasz stosunek do świata został jasno określony przez
apostoła Jana: „Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie.
Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn 2:15). Apostoł
Jakub dodaje jeszcze mocniejsze ostrzeżenie dotyczące naszego stosunku do
świata: „Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem to wrogość wobec
Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem
Boga” (Jk 4:4).
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że diabeł i jego
zastępy demonów są naszymi wrogami. Jedno jest jednak pewne: stając się dziećmi
Bożymi, zostaliśmy wykupieni krwią Baranka Bożego spod panowania księcia
ciemności. Czytamy o tym wyraźnie, że Bóg Ojciec uczynił nas zdolnymi do „uczestniczenia
w dziedzictwie świętych w światłości, który nas wyrwał z mocy ciemności i
przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego” (Kol 1:12–13). Dzieci
Boże mają zapewnione zwycięstwo nad wszelkimi atakami diabła. Musimy jednak
zająć właściwą pozycję. Słowo Boże mówi: „Przeto poddajcie się Bogu,
przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jk 4:7).
Najwięcej problemów przysparza nam jednak nasze własne
ciało. Od świata możemy czasem oddalić się, choćby wtedy, gdy zamykamy się w
naszej modlitewnej komorze. Diabeł musi ustąpić, gdy stajemy w posłuszeństwie
Bogu i przeciwstawiamy mu się w imieniu Chrystusa. Od naszego ciała jednak nie
uciekniemy aż do chwili, gdy nasz duch i dusza zostaną od niego ostatecznie
uwolnione. Przez całą naszą doczesność musimy żyć w jego obecności. Mówiąc
tutaj o „ciele”, nie mam oczywiście na myśli naszego fizycznego organizmu, lecz
grzeszną naturę i skłonność do grzechu, którą Biblia określa jako pożądliwości
ciała.
Apostoł Piotr kieruje do nas wyraźne ostrzeżenie: „Umiłowani,
napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od
cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy” (1 Ptr 2:11).
Te pożądliwości, zakorzenione w naszej upadłej naturze, nieustannie walczą
przeciwko naszej duszy, która została już odkupiona przez Chrystusa. Dlatego
uważam, że ciało — rozumiane jako sfera grzesznych pożądliwości — jest naszym
największym wrogiem. To przeciwnik, z którym nie możemy zawierać żadnego
kompromisu. Mamy natomiast „uważać siebie za umarłych dla grzechu, a za
żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6:11). To
jest nasz wróg numer jeden.
Drodzy, nie zostaliśmy jednak pozostawieni samym sobie ani
wydani na pastwę naszych cielesnych pożądliwości. Nasz Pan doskonale zna tę
walkę, dlatego w swoim Słowie poświęcił wiele miejsca temu, w jaki sposób
możemy odnosić zwycięstwo w codziennych potyczkach. Być może nie z każdej walki
wyjdziemy zwycięsko. Czasami upadniemy, czasami poniesiemy porażkę. Jeżeli
jednak pozostaniemy posłuszni Jego wskazówkom, możemy powstać i dalej iść za
Chrystusem. Zwycięstwo ostatecznie należy do Niego.
Jedną z najważniejszych wskazówek znajdujemy w Liście do
Galacjan, gdzie apostoł Paweł pisze wprost: „Według Ducha postępujcie, a nie
będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Ga 5:16). Dalej wyjaśnia, że: „Ciało
pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne,
abyście nie czynili tego, co chcecie” (Ga 5:17).
W kolejnych wersetach znajdujemy bardzo praktyczne wskazówki
dotyczące codziennego życia i zwycięstwa nad cielesnymi pożądliwościami. Paweł
pokazuje nam, jakie pragnienia i postawy powinniśmy rozwijać, aby nie wpaść w
pułapkę uczynków ciała.
Nie chodzi jedynie o to, aby czegoś sobie zakazywać. Życie
według Ducha oznacza również rozwijanie w sobie tego, co rodzi się z obecności
Ducha Świętego. Jest to Jego owoc, który zaczyna wzrastać w człowieku od chwili
narodzenia na nowo.
Tym owocem jest: „Miłość, radość, pokój, cierpliwość,
uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość” (Ga 5:22–23).
Pamiętajmy więc, że „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej
wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod
jarzmo niewoli” (Gal. 5:1).
Wolność, którą otrzymaliśmy w Chrystusie, nie oznacza jednak
braku walki. Przeciwnie — właśnie dlatego, że zostaliśmy wyzwoleni, musimy
strzec tej wolności. Świat będzie próbował nas ponownie wciągnąć w swoje
schematy. Diabeł nie przestanie zastawiać pułapek. A nasze ciało wciąż będzie
próbowało odzyskać władzę nad naszym życiem.
Dlatego każdego dnia musimy wybierać, komu chcemy służyć.
Nie możemy prowadzić rozmów pokojowych z grzechem ani zawierać kompromisów z
tym, co chce ponownie uczynić nas niewolnikami.
Największego wroga nosimy bardzo blisko siebie. Nie zawsze
przychodzi on z zewnątrz. Często przemawia przez nasze pragnienia, ambicje,
słabości i pożądliwości. Dlatego największe zwycięstwa chrześcijanina nie
zawsze rozgrywają się w widocznych bitwach, lecz w sercu — tam, gdzie każdego
dnia musimy zdecydować, czy będziemy postępować według ciała, czy według Ducha.
I właśnie tam rozpoczyna się prawdziwa walka o wolność.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.