Friday, December 12, 2014

Nasza Chanukka


W biblijnym zapisie historii Izraela znajduje się kilkuwiekowa przerwa nazywana okresem między testamentowym. Były to czasy panowania Greków w ówczesnym cywilizowanym świecie. Dla Żydów był to bardzo trudny czas. Kultura i filozofia hellenistyczna stały się tak powszechne, że większość izraelitów zaczęła posługiwać się językiem greckim. 

Dwa wieki przed narodzeniem Chrystusa, Antioch IV z dynastii Seleucydów obrabował świątynię w Jerozolimie. Gdy Żydzi zaczęli wyrażać niepokój z tego powodu, zamieniono ją w przybytek fenickiego bożka Baal-Szamina, zwanego przez Greków Zeusem. Do świątyni wprowadzono pogańskie posągi a na głównym ołtarzu składano w ofierze świnię. Żydom zabroniono wypełniać obrzędy religijne wynikające z Bożego Prawa, nakazując im oddawanie czci pogańskim bóstwom. Wielu pobożnych Izraelitów zerwało się wówczas do zbrojnego sprzeciwu i pod wodzą Machabeusza dokonali oczyszczenia świątyni i usunięcia obcych z Jerozolimy.
Świątynia Jerozolimska była szczególnym miejscem dla pobożnych Żydów. Nie tylko dlatego, że Bóg związał z tym miejscem wiele Swoich obietnic, lecz przede wszystkim, było to miejsce składania dziękczynnych i błagalnych ofiar dla Boga. Jednym ze stałych elementów Domu Bożego był ogień, który nigdy nie gasł. Zanim Salomon zbudował świątynię dla Boga zgodnie z Jego planem, już podczas wędrówki z Egiptu przez pustynię, Bóg nakazał kapłanom: Ogień na ołtarzu powinien się zawsze palić i nigdy nie może wygasnąć. Każdego poranka kapłan będzie na nim rozpalał drwa i układał ofiarę całopalną oraz spalał tłuszcz ofiary wspólnotowej” ( 3 Moj. 6:12). Po wielu latach, gdy Izrael osiadł już na dobre w Ziemi Obiecanej, w dniu poświęcenia świątyni, gdy Salomon skończył się modlić, ogień zstąpił z niebios i pochłonął ofiarę całopalną i ofiary krwawe, a chwała PANA napełniła dom (2 Kron. 7:1).
Po oczyszczeniu tego szczególnego miejsca z plugastw, jakie Grecy do niego wnieśli, Żydzi szukali oliwy, aby zapalić ogień na świeczniku. W specjalnym pomieszczeniu znaleziono jedynie małe naczynie z oliwą posiadające pieczęć najwyższego rabina. Zapalono pierwszą świecę, myśląc z drżeniem, skąd wziąć czystą oliwę na kolejne dni, aż zdobędą odpowiednią ilość, aby podtrzymać płomień. Następnego dnia ta sama ilość oliwy wystarczyła by ogień nadal płonął. Kolejnego dnia ogień nie gasł i następnego dnia oliwa cudownie rozmnażała się w małym naczyniu. I tak przez osiem dni ogień płonął w świątyni, aż dostarczono większą ilość oliwy, zgodnie z wymogami Zakonu.
Można z łatwością wyobrazić sobie wielką radość jaka ogarnęła mieszkańców Jerozolimy. Wielu pobożnych Żydów zgromadziło się wokół świątyni aby świętować z powodu cudownego rozmnożenia oliwy. Opis tego wydarzenia znajduje się w Księgach Machabejskich, gdzie czytamy o tym, jak mieszkańcy Jerozolimy pełni radości składali całopalenia, ofiary pojednania i uwielbienia. Fasadę świątyni ozdobili złotymi wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i drzwi do nich pozakładali, a między ludem panowała bardzo wielka radość z tego powodu, że skończyła się hańba, którą sprowadzili poganie” (1 Mach. 4:56-58).
Żydowska Chanukka, w czasie której zapala się kolejno osiem świec specjalne utworzonej menory, nie nawiązuje do wydarzeń opisanych w księgach kanonicznych naszej Biblii. Dlatego też nie ma biblijnej podstawy, aby obchodzić to święto, jak czytamy odnośnie do takich świąt jak Pascha, Rosh Hashanah, Yom Kippur, czy Sukkot. Lecz sądzę, że dla wierzących w Pana Jezusa, w tym pięknym zwyczaju jest wspaniałe podobieństwo do obecności Ducha Świętego w świątyniach naszych serc.
Nasz Arcykapłan, który „jest sługą świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka” (Hebr. 8:1,2), powiedział: „Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi i nie zna. Wy Go znacie, bo przebywa z wami i w was będzie” (Jan 14:16,17). W nauczaniu biblijnym oliwa jest symbolem Ducha Świętego. Dlatego zwyczaj zapalania i utrzymywania ognia w świątyni doczesnej, przypomina nam o obowiązku zachowania świętego płomienia Ducha Bożego w naszych sercach.
Apostoł Paweł, który z pewnością znał historię cudownego rozmnożenia oliwy w czasie odzyskania świątyni przez Machabeuszów, napisał do wierzących w Chrystusa: „Ducha nie gaście” (1 Tes. 5:19), oraz „nie bądźcie ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu” (Rzym. 12:11).
Obyśmy nigdy nie znaleźli się w sytuacji jak głupie panny z przypowieści Pana Jezusa, które zawołały: „Dajcie nam ze swej oliwy, bo nasze lampy gasną” (Mat. 25:8). One to, po ustawicznym dobijaniu się do drzwi Oblubieńca usłyszały: „Oświadczam wam, że was nie znam” (w. 12).
Naszą Chanukką jest troska o to, aby zawsze pamiętać o dobrej radzie apostoła Pawła: „Dlatego nie bądźcie nieroztropni, ale starajcie się zrozumieć, jaka jest wola Pana. Nie upijajcie się winem, w którym jest rozwiązłość, ale pozwólcie się napełniać Duchem” (Efez. 5:17,18).
Henryk Hukisz

Saturday, December 6, 2014

Szczególny list



 Wyobraź sobie, że jesteś odbiorcą tego szczególnego listu.
Myślę, że przeczytasz go uważnie, głównie ze względu na Nadawcę. Lecz jestem przekonany, że zrobisz coś więcej, niż jedynie zapoznasz się z treścią tego listu.
Jezus oczekuje na twoją odpowiedź.
 
 Drogi przyjacielu,
stoję u drzwi Twojego serca dniem i nocą. Jestem tam, nawet kiedy nie słuchasz, nawet kiedy wątpisz, że to mógłbym być JA. Oczekuję na najmniejszy znak Twojej odpowiedzi, przynajmniej na wyszeptanie, które pozwoli, abym wszedł.
Chcę abyś wiedział, że kiedykolwiek mnie zapraszasz, przychodzę - zawsze i niezawodnie. Przychodzę cichy i niewidzialny ale z nieskończoną mocą i miłością, przynosząc wiele darów MOJEGO DUCHA. Przychodzę z Moim miłosierdziem, z Moim pragnieniem przebaczenia i uzdrowienia Cię, z miłością do Ciebie ponad Twoje zrozumienie - miłością tak samo wielką jak ta, którą otrzymałem od Ojca, bo jak Mnie umiłował Ojciec tak JA Was umiłowałem... Przychodzę - pragnąc pocieszyć Cię i dodać Ci siły, podnieść Cię i opatrzyć wszelkie Twoje rany. Przynoszę Ci Moje światło, aby rozproszyć Twoje ciemności i wszelkie Twoje wątpliwości. Przychodzę z Moją mocą, abym mógł nieść Ciebie i wszystkie Twoje problemy; z Moją łaską, by dotknąć Twego serca i przemienić Twoje życie, z Moim pokojem, by uspokoić Twoją duszę.
    Znam Cię na wskroś - wiem wszystko o Tobie. Policzyłem każdy włos na Twojej głowie. Nie ma w Twoim życiu niczego, co by nie było dla Mnie ważne. Przez lata podążałem za Tobą, zawsze kochając Cię, nawet w Twojej tułaczce. Znam wszystkie Twoje problemy. Znam Twoje potrzeby i zmartwienia. Znane Mi są również wszystkie Twoje grzechy. Jednak powtarzam, że Cię KOCHAM nie za to co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś, kocham Cię dla Ciebie samego, za piękno i godność, które Mój Ojciec Ci dał stwarzając Cię na swój własny obraz. To jest ta godność, o której często zapominałeś, to piękno, które zacierałeś grzechem. Ja Cię jednak kocham takim, jakim jesteś i przelałem nawet Moją krew, aby Cię odzyskać. Jeżeli tylko poprosisz Mnie z wiarą, Moja łaska dotknie wszystkiego co potrzebuje przemiany w Twoim życiu; dam Ci również siłę, abyś uwolnił się od grzechu i jego niszczącej mocy.
    Wiem, co kryje się w Twoim sercu - znam Twą samotność i wszystkie Twe zranienia - odrzucenia, osądy i upokorzenia. JA zniosłem to wszystko przed Tobą i dla Ciebie, aby również i Ty mógł dzielić Moją moc i zwycięstwo. W szczególny sposób znam Twą potrzebę miłości - jak bardzo pragniesz być kochany i pielęgnowany. Jakże często pragnąłeś nadaremnie, szukając tej miłości egoistycznie, starając się wypełnić wewnętrzną pustkę przemijający przyjemnościami bądź grzechem, który tylko pogłębiał tę pustkę. Czy pragniesz miłości? Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście... JA Cię zaspokoję i wypełnię. Pragniesz być otoczony czułością? Kocham Cię bardziej niż możesz to sobie wyobrazić - aż do śmierci na krzyżu - dla Ciebie.
    PRAGNĘ CIEBIE. Tak, to jedyny sposób w jaki mogę rozpocząć opisywanie Mojej miłości do Ciebie: PRAGNĘ CIĘ.
Przyjdź do mnie, a wypełnię Twoje serce i uzdrowię Twoje rany. Uczynię Cię na nowo i dam Ci pokój w pokonywaniu trudności. PRAGNĘ CIĘ. Nie wolno Ci nigdy zwątpić w Moje miłosierdzie, moją akceptację Ciebie, Moje pragnienie przebaczenia, pragnienie błogosławienia Ci i życia moim życiem w Tobie. PRAGNĘ CIĘ, jeżeli czujesz się nieważny w oczach świata - to wiedz, że jest to w ogóle bez znaczenia. Dla mnie, w całym świecie nie ma nikogo ważniejszego od Ciebie. PRAGNĘ CIĘ. Otwórz Mi, przyjdź do Mnie, pragnij Mnie, daj Mi swoje życie - a udowodnię Ci jak bardzo ważny jesteś dla Mojego serca.
    Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Mój Ojciec już posiada doskonały plan przemiany Twojego życia, poczynając od chwili obecnej? Ufaj Mi. Proś Mnie każdego dnia, abym wszedł i pokierował Twoim życiem - a uczynię to. Obiecuję Ci przed Moim Ojcem w niebie, że będę czynił cuda w Twoim życiu. Dlaczego miałbym to robić? - ponieważ PRAGNĘ CIĘ. A wszystko o co Cię proszę to pragnienie, byś całkowicie powierzył mi siebie. Sam zajmę się resztą.
    Już teraz troszczę się o miejsce, które Ojciec Mój przygotował dla Ciebie w Moim Królestwie. Pamiętaj, że w tym życiu jesteś pielgrzymem zdążającym do domu. Grzech nigdy nie jest w stanie Cię zadowolić lub przynieść Ci pokój, którego poszukujesz. To wszystko, co szukałeś poza Mną, uczyniło Cię jedynie bardziej pustym, tak więc nie trzymaj się kurczowo rzeczy tego świata.
Nade wszystko jednak nie uciekaj przede Mną, kiedy upadasz. Nie zwlekając - przyjdź do Mnie. Dając Mi swe grzechy, sprawiasz radość bycia Twoim Zbawicielem. Nie ma niczego, czego nie mógłbym przebaczyć lub uzdrowić, więc przyjdź i ulżyj swojej duszy.
    Nie ma znaczenia, jak bardzo się oddaliłeś, nie ma znaczenia, jak często zapominasz o Mnie, nie ma znaczenia, ile krzyży nosisz w tym życiu. Jest tylko jedna rzecz, o której chcę, abyś zawsze pamiętał, jedna rzecz, która nigdy się nie zmieni: PRAGNĘ CIĘ - takim jakim jesteś. Nie potrzebujesz się zmieniać, by uwierzyć w Moją miłość, bo to będzie Twoja wiara w Moją miłość, która Cię przemieni. Zapominasz o Mnie, JA jednak szukam Cię w każdej chwili dnia i nocy. Stoję u drzwi Twego serca i kołaczę. Czy trudno Ci w to uwierzyć? Popatrz więc na Krzyż, popatrz na Moje serce przebite dla Ciebie. Czy nie zrozumiałeś Mojego Krzyża? Wsłuchaj się ponownie w wypowiedziane tam słowa, ponieważ one mówią Ci wyraźnie dlaczego zniosłem to dla Ciebie: PRAGNĘ....
Tak, PRAGNĘ CIĘ - jak werset psalmu, którym się modliłem, mówi o Mnie: "... na współczującego czekałem, ale go nie było, i na pocieszającego, lecz ich nie znalazłem" (Ps 69,21). Całe Twoje życie czekałem na Twoją miłość. Nigdy nie przestałem Cię kochać i pragnąć, aby być kochanym przez Ciebie. W poszukiwaniu szczęścia próbowałeś wielu różnych rzeczy. Dlaczego więc nie spróbujesz otworzyć dla Mnie swego serca, właśnie teraz, o wiele bardziej niż kiedykolwiek przedtem?
    Gdy tylko otworzysz drzwi Twego serca, gdy tylko podejdziesz wystarczająco blisko, wówczas usłyszysz Mnie, powtarzającego ciągle, nie w zwykłych ludzkich słowach, lecz w duchu: "Nie ma znaczenia to, co uczyniłeś, kocham Cię dla Ciebie samego. Przyjdź do Mnie z Twoją nędzą i Twoimi grzechami, z Twoimi kłopotami i potrzebami, z całym Twoim pragnieniem bycia kochanym. Ja stoję u drzwi Twego serca i kołaczę... Otwórz Mi, ponieważ CIĘ PRAGNĘ ..."
 Twój Jezus.

Monday, December 1, 2014

Czas znaków i symboli



Niedawno, ktoś mi opowiedział historię o tym, jak w towarzyskiej rozmowie pewien katolicki duchowny wskazywał na wielką wagę religijnych symboli w życiu ludzi wierzących w jego kościele. Po chwili zastanowienia, ta osoba zapytała księdza: „Proszę mi powiedzieć, w co będą wierzyć katolicy, gdyby zabrano im symbole?”
Okres świąteczny, to czas czynienia znaków i budowania symboli. Bo czymże innym są choinki, szopki, czynienie znaków pokoju, okazywanie sympatii i udzielanie pomocy potrzebującym właśnie dlatego, że zbliża się Pamiątka Narodzin Wielkiego Człowieka, jakim z pewnością dla wielu jest Jezus Chrystus. Czy wystarczy zrobić jakiś gest, uczynić jakiś znak, czy też postawić symboliczną choinkę? Hollywood wyprodukował na tę okazję całą masę filmów o tematyce świątecznej, w których głównym tematem jest atmosfera świąt i wszechmocne „christmas tree”, zmieniające złych ludzi w łagodnych baranków.
Gdy osoby religijne zażądały znaku od Pana Jezusa, odpowiedział im wprost: „Pokolenie złe i cudzołożne znaku żąda, ale nie otrzyma innego znaku jak tylko znak Jonasza proroka” (Mat. 12:39). Warto jest więc zapytać samego Mistrza, jaką treść ten znak w sobie zawiera. Jezus wyjaśnił wówczas: „Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce” (w. 40). Wszyscy dobrze rozumiemy te słowa, gdyż pod koniec życia Chrystusa na tej ziemi, ten znak wypełnił się i stał się faktem. Chrystus, po ukrzyżowaniu, został złożony do grobu, skąd po trzech dniach wyszedł, aby światu ogłosić zwycięstwo nad śmiercią.
 Od tego momentu nie ma już miejsca na znaki i symbole, a podstawą wiary są fakty. Apostoł Paweł, główny teolog Kościoła Jezusa Chrystusa, przypominając „ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, i przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem” (1 Kor. 15:1,2)  napisał do wierzących w Koryncie, co jest podstawą ich wiary. Kolejne wersety pawłowego listu opisują fakty, a nie znaki, czy symbole.
Paweł napisał: „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism” (1 Kor. 15: 3,4). Tak więc widzimy, że podstawą naszej wiary są trzy podstawowe fakty, a mianowicie to, że Chrystus umarł za nasze grzechy, następnie został pogrzebany, aby w końcu powstać z martwych. Jeśli nie fakty będą fundamentem wiary, a jedynie jakieś znaki i symbole, to wniosek, do jakiego dochodzi apostoł, pozostaje tylko jeden: „chyba że nadaremnie uwierzyliście (w. 2).
Czas świąteczny skłania wielu ludzi, małych i wielkich, do czynienia znaków i spoglądania na symbole. Warto jest przypomnieć sobie jedną z podstawowych wypowiedzi Pana Jezusa, gdy pewnemu wielkiemu uczonemu powiedział wprost: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego” (Jan 3:5). I chociaż ten uczony był uważany za zwolennika drogi Nauczyciela, warunek wejścia do Królestwa Bożego był taki sam, jaki został ustanowiony dla każdego człowieka – narodzenie sią na nowo. A tych narodzin dokonuje już sam Bóg, jak napisał później apostoł Jakub, że On „zrodził nas przez Słowo prawdy” (Jak. 1:18).
Pamiętajmy, iż Bóg jest równocześnie Bogiem miłości, jak i prawdy.
Henryk Hukisz

Saturday, November 22, 2014

Zachować czystość


 Wczoraj miałem okazję obserwować sytuację, w prawdzie nie mającą nic wspólnego z naszym duchowym życiem, która jednak wywołała pewne skojarzenie, którym chcę się podzielić.

Obserwowałem kilku pracowników porządkujących przed zimą teren osiedla mieszkaniowego. Posługując się spalinowymi dmuchawami, zmiatali liście z trawników i chodników. Po kilku godzinach żmudnej pracy, teren wyglądał wspaniale, można powiedzieć, że lśnił czystością. Po zakończeniu prac porządkowych, krzątający się jak mrówki pracownicy, schodzili z terenu, oglądając się z zadowoleniem na efekt swojej pracy.

W tym samym momencie zauważyłem jakiś ruch na dachu jednego budynku. Dwaj pracownicy innej firmy, posługując się również podobnymi dmuchawami, zaczęli zmiatać liście z dachów i rynien. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, a w myślach pojawiały się różne epitety na temat synchronizacji prac zarządców tego osiedla. Wszystkie liście, a było ich sporo na dachach, zaczęły spadać na trawniki i chodniki, pokrywając je bezładną powłoką.

Wówczas przypomniały mi się słowa jednej z przypowieści Pana Jezusa. Po uwolnieniu człowieka opętanego z mocy demonicznych, faryzeusze oskarżyli Chrystusa o współpracę z Belzebubem. Wtedy Pan im odpowiedział: „A gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, wędruje po miejscach bezwodnych, szukając ukojenia, a gdy nie znajdzie, mówi: Wrócę do domu swego, skąd wyszedłem. I przyszedłszy, zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wówczas idzie i zabiera z sobą siedem innych duchów, gorszych niż on, i wchodzą, i mieszkają tam. I bywa końcowy stan człowieka tego gorszy niż pierwotny” (Łuk. 11:24-26).

Jak już wcześniej pisałem na tym blogu (Na wpół narodzony), Pan Jezus tą przypowieścią nie zilustrował nauki na temat „połowicznego odrodzenia”, jak sugerują nam redaktorzy współczesnych przekładów Biblii, lecz ostrzegał przed niebezpieczeństwem utracenia czystości, którą On pragnie dać człowiekowi. Boży odwieczny wróg ma jeden jedyny cel, aby niszczyć to, co Stwórca czyni. Dlatego głównym celem przyjścia Chrystusa jest, jak to zapisał apostoł Jan: „Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie” (1 Jan 3:8). I jak wiemy, Chrystus tego dzieła dokonał na Golgocie, gdyż „wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża; rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi” (Kol. 2:14,15).

Dzieło Chrystusa jest doskonałe i dokończone, gdyż słowami wypowiedzianymi na krzyżu „Wykonało się” dał świadectwo zwycięstwa nad mocami diabelskimi. Lecz, jak nam piszą apostołowie w listach do wierzących w Pana Jezusa, „diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć” (1 Ptr. 5: 8). Ten diabelski ryk stara się nastraszyć dziecko Boże, tak, aby znaleźć przystęp do jego myśli i serca i zabrudzić czystość uzyskaną dzięki krwi Baranka. Czystość jest doskonała, lecz nasze serce jest nadal podatne na zabrudzenie. Dlatego apostoł Jan pisze wprost: „Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli. A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy” (1 Jan 2:1). Kilka zdań wcześniej napisał też: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1:9).

Chciałbym jednak postawić pytanie, czy jesteśmy wrażliwi na czystość uzyskaną we krwi Chrystusa? Czy robimy wszystko, aby tę czystość zachować?

Nauka apostolska stawia tę kwestię jasno, wzywając nas do uważnego życia, aby nie dopuścić do sytuacji, gdy damy diabłu przystęp do naszych myśli. Apostoł Piotr wzywa nas do czujności słowami: „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie!(1 Ptr. 5:8). Apostoł Jakub wzywa nas również do stawiania sprzeciwu diabelskim zakusom – „Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was. Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was” (Jak. 4:7,8).

Apostoł Paweł, w swoich listach do zborów, zapisał wiele słów na temat zwycięskiego życia. Nauczał wierzących na wiele sposobów, że droga dostępu diabła do naszych serc leży w naszych cielesnych nawykach i pragnieniach. Dlatego pisał wprost, zachęcając słowami: aby każdy z was umiał utrzymać swe ciało w czystości i w poszanowaniu” (1 Tes. 4:4), gdyż „taka jest bowiem wola Boża: uświęcenie wasze” (w. 3). Chyba najbardziej znanym zdaniem na temat tej walki, jest werset: „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej. Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie” (Gal. 5:16,17).

Wiemy dobrze, że Bóg pragnie nas używać w Swoim Królestwie, lecz ponieważ On jest święty, chce mieć również święte naczynia, wypełnione Jego chwałą. Dlatego Paweł zachęcał wierzących słowami: „Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego” (2 Tym. 2:21).

Pan Jezus, świadomy zagrożeń, jakie będziemy spotykać w tym świecie, modlił się do Ojca o nas – Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego” (Jan 17:15). Pamiętajmy więc, że diabeł będzie starał się do oczyszczonych serc nawrzucać swoich brudnych liści, lecz w Chrystusie mamy zagwarantowane zwycięstwo.

Ostatnia obietnica skierowana do Kościoła brzmi: „Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj. 22:14).

Henryk Hukisz

Sunday, November 9, 2014

Prawda umiarkowana


 W naszym relatywnym odbiorze wszystkiego, co nas otacza, przyzwyczailiśmy się do różnych określeń prawdy. Mamy pełną prawdę, swoją własną, ogólnie przyjętą, lub, mówimy wprost, że coś jest półprawdą. Czysty absurd.

Czytając Biblię musimy uznać tylko jedną prawdę - Bożą, gdyż On jest Prawdą. Dwa tysiące lat temu, przyszła do nas jako Słowo, które „ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jan 1:14). Ta jedyna Prawda, jest radykalna, ostra jak miecz obosieczny dokonując skutecznego cięcia, aż do „rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca; i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę” (Hebr. 4:12,13).

Wybory są wydarzeniem politycznym, w którym demokratyczny naród dokonuje swoimi głosami, wyboru tych, którym okazuje zaufanie. W ostatnim czasie, w stanie Illinois nastąpiła znacząca zmiana polityczna, gdyż po kilku kadencjach nieudanych rządów demokratów, wybrano republikańskiego gubernatora. Następnego dnia po ogłoszeniu wyników tych wyborów, przywódcy demokratów zaczęli domagać się od republikanów „umiarkowanego stanowiska” w kwestiach odnoszących się do mieszkańców całego stanu.

Przecież, chyba jest rzeczą oczywistą, że wyborcy zdecydowaną przewagą głosów wyrazili swoją dezaprobatę dla dotychczasowej polityki demokratów, aby powierzyć sprawy dotyczące tego stanu w ręce określonej opcji politycznej. Domaganie się ustępstw od radykalnych rozwiązań ekonomicznych, jakie proponują republikanie, jest absurdem.

Co to ma wspólnego z naszym chrześcijańskim życiem? Dużo, gdyż nieraz zachowujemy się podobnie w stosunku do Boga i Jego Prawdy, jedynej i niezmiennej, zajmując umiarkowane stanowisko wobec Bożej prawdy . Często słyszy się, że Bóg Starego Testamentu był bardziej surowy, gdyż wymagał od ludzi przestrzegania Prawa, co do każdej „joty i kreski”. Natomiast Bóg Nowego Testamentu jest bardziej łaskawy wobec naszych grzechów, gdyż teraz kieruje się miłością a nie Prawem. Przyjmując takie pojęcie Boga i Jego Prawdy, można teraz oczekiwać, że Bóg będzie stosować wobec nas „prawdę umiarkowaną”, ponieważ Chrystus umarł za nasze grzechy. Czyżby?

Bóg nie zmienił się ani na jotę, gdyż „u Niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jak. 1:17). Pisałem o tym niedawno w rozważaniach „Starodawne ścieżki” i „Bóg Strodawny”. Tak samo, Jego Prawda jest niezmiennie radykalna i ostra w swoim działaniu wobec nas, którzy ją przyjmujemy. Znamy dobrze jedno z przysłów na temat prawdy, że „Prawda w oczy kole”, dlatego wielu unika jej jak ognia.

Jeśli już mówimy o Bożej pobłażliwości, to zgodnie z tym, co ogłosił apostoł Paweł: „Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” (DzAp. 17:30,31). Wynika stąd fakt, że dopiero teraz, Bóg będzie rozliczać ludzi z posłuszeństwa wobec Jego Prawdy. Chrystus w rozmowie z Żydami, którzy oskarżali Go o to, że „Boga nazywał własnym Ojcem, i siebie czynił równym Bogu” (Jan 5:18), oświadczył, że teraz „Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi” (w. 22).

Sąd Jezusa Chrystusa rozpoczął się wraz z Jego przyjściem, gdyż, jak czytamy „na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków” (Jan 3: 19,20). A Boża światłość jest niezmienna od wieków, i teraz, gdy „prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat” (Jan 1:9), zaistniała możliwość ujrzenia swoich uczynków w świetle odwiecznej Bożej Prawdy. Nic dziwnego, że ludzie, którzy nie chcą, aby ich uczynki były ujawnione, znienawidzili światłość.

Apostoł Piotr, wierny uczeń Pana Jezusa, gdy już się zestarzał, napisał do tych, „którzy dzięki sprawiedliwości Boga naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa osiągnęli wiarę” (2 Ptr, 1:1), że gdy nastanie czas sądu ostatecznego, wówczas „żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 Ptr. 3:10). Skoro Bóg okaże Swój gniew w tak drastyczny sposób, to „jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności” (w. 11) , zastanawia się Piotr

Pewnego razu, pewien młody człowiek przyszedł do Pana Jezusa z pytaniem: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby osiągnąć żywot wieczny?” (Mat. 19:16). Jezus powiedział mu o konieczności przestrzegania przykazań, które wyrażają Bożą jedyną Prawdę. Tego wymaga Boża sprawiedliwość, gdyż On jest święty. Niestety, ów młodzieniec odszedł smutny, gdyż nie chciał pójść „na całego” za Chrystusem. Uczniowie Pana Jezusa, gdy to zobaczyli, zadali Mu pytanie: „Któż tedy może być zbawiony?” (w. 25). Odpowiedź Chrystusa wyjaśnia wszystko w sposób jednoznaczny – „U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe” (w. 26). Apostoł Paweł ujął później tę prawdę w jednym zdaniu – „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 6:23). Z łaski możemy otrzymać przebaczenie naszych grzechów, za które umarł Chrystus, aby już teraz postępować zgodnie z Bożą prawdą, jedyną i od wieków niezmienną.

Jest to jedyna droga, aby przyjąć dar zbawienia, dlatego Paweł napomina nas również „abyście nadaremnie łaski Bożej nie przyjmowali” (2 Kor. 6:1), a to znaczy, że nie możemy Bożej prawdy traktować w sposób umiarkowany. Prawda jest prawdą, albo w ogóle nie jest prawdą.

Henryk Hukisz