Thursday, November 14, 2013

W starym albumie



W dobie fotografii cyfrowej, mało kto posiada jeszcze albumy. Nasze zasoby pamiątkowych zdjęć z podróży dookoła świata i z wszystkich uroczystości rodzinnych „zdygitalizowaliśmy” i mamy zgromadzone na twardym dysku, w opisanych katalogach. Łatwiej jest przywołać wspomnienia jednym kliknięciem, niż wertowaniem niezliczonej ilości stron w domowych albumach. Jednakowoż przyznaję, że pomimo przeniesienia archiwalnych zdjęć do pamięci komputera, to gdy trzymam w ręku fotografię gdy miałem trzy latka (zdjęcie obok), to wzruszam się naturalnie, nie cyfrowo.
Nadal posiadam  tradycyjne albumy różnej wielkości i grubości. Niektóre są opisane, na grzbietach znajdują się oznaczenia lat, tak więc, gdy chcę znaleźć coś z roku, np. 1974, wiem gdzie szukać. Może nie jest aż tak idealnie, bo nadal sporo odbitek fotograficznych znajduje się w różnych kopertach i pudełkach. Co za przyjemność zakopać się w takim zbiorze, wówczas nawet czas nie ma znaczenia, dopiero po kilku godzinach wracam do rzeczywistości, otrząsając się z kurzu wspomnień minionych zdarzeń i osób, które kiedyś się znało. Coraz częściej zdarza się, że gdy zobaczę jakąś osobę na starym zdjęciu, za żadną cenę nie mogę sobie przypomnieć jej imienia. To boli, ale po jakim czasie pamięć wraca, i ból przechodzi.
Coraz częściej zauważam, że wiele osób jakie znajdują się na moich fotografiach, już nie ma. Odeszli do Pana, trochę mi smutno z tego powodu, a i trochę zazdroszczę, że mnie już wyprzedzili. Bo przecież wszyscy idziemy tam, gdzie będzie lepiej, gdzie nie będzie już zaniku pamięci, gdy popatrzymy na stare fotografie.
Gdy przeglądam stare fotografie, zdarza się, że na niektórych widzę osoby, których wolałbym już nie spotkać. Przecież to jest takie ludzkie, lubimy tych, którzy nas lubią, natomiast z niektórymi, wolelibyśmy już nie występować, nawet na wspólnych fotografiach. Nic na to nie poradzę, nie będę przecież obcinać zdjęcia, niech już tak zostanie. Lecz w mojej pamięci zostały zarejestrowane zmiany, które bardzo odczuwalnie wpływają na to, czy chcę o tych osobach nadal pamiętać, czy wolałbym już o nich zapomnieć. No tak, ale skoro z moją pamięcią nie jest jeszcze tak źle, gdyż jakoś nie mogę z niej wymazać tych osób, więc muszę się zdecydować, jak o nich myśleć po latach.
Chyba już czas postawić pytanie, „Co na to Biblia?” Można sprawę uprościć do jednego zdania, że należy wybaczyć i pokochać miłością Jezusa, który powiedział: „Miłujcie waszych wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mat. 5:44). Tak, to święta prawda, lecz to wcale nie znaczy, że wybaczenie jest równoznaczne z akceptacją tego, co ktoś robi, jeśli my się z tym nie zgadzamy. Mam na uwadze sprawy istotne, nie typu „jedzenie mięsa ofiarowanego bałwanom”, lecz takie, które potrafią poróżnić na dobre. Może to być kwestia wierności powołaniu, zachowania prawdy w obliczu powszechnego kompromisu, albo brak wytrwałości w zachowaniu wiary. Najczęściej myślimy tak o kimś, kto nas zdradził, oczernił i spowodował wiele bólu w naszym sercu. Lista może być tak długa, jak niespodziewane są okoliczności naszego chodzenia za Panem.
Oto kilka sytuacji biblijnych, i to z najwyższej półki. Apostoł Paweł, gdy wybierał się w druga podróż misyjną, chciał iść z Barnabą, lecz ten postanowił zabrać jeszcze Marka. W tym momencie Paweł zajrzał do albumu ze zdjęciami z pierwszej podróży, i przypomniał sobie, że w trudnym momencie on ich opuścił, jak czytamy: „Jan (Marek) natomiast odłączył się od nich i wrócił do Jerozolimy” (Dz.Ap. 13:13). Teraz, mając w pamięci tamto zdarzenie „Paweł jednak nie uważał za słuszne zabierać z sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy” (Dz.Ap. 15:38). Ta sytuacja wywołała w pierwszej chwili nieporozumienie, „w rezultacie którego się rozdzielili. Barnaba wziął Marka i popłynął na Cypr” (w. 39), a Paweł powędrował w kierunku Syrii i Cylicji, zwiastując ewangelię w mocy Ducha Świętego.
W innym przypadku, gdy Paweł spotkał się w Antiochii z apostołem Piotrem, nazywanym również Kefasem, przypomniał sobie zdjęcie z innego albumu, na którym było wyraźnie widać, jak ten pobożny naśladowca Chrystusa, siedzi przy stole z poganami. Na drugim zaś zdjęciu, Piotr na widok innych Żydów, odsunął się od pogan, aby podkreślić swoją żydowską narodowość. Paweł, pomimo nieukrywanego szacunku, jakim darzył tego sługę Pańskiego, powiedział wprost: „Jeżeli ty, będąc Żydem, żyjesz zgodnie z obyczajami pogan, a nie Żydów, dlaczego zmuszasz pogan, aby żyli zgodnie z judaizmem?” (Gal. 2:14). Piotr wcale się nie obraził na Pawła i nie pogroził mu swoim autorytetem Chrystusowego klucznika.  Ja natomiast, niejeden raz znalazłem się w sytuacji, gdy powiedziałem komuś z wierzących coś, co uważałem za konieczne, ponieważ ich postępowanie było naganne. Niestety, w moim przypadku skończyła się przyjaźń, a nawet usłyszałem pogróżki, że teraz odczuję nieprzychylność, jaką będzie mi ten ktoś okazywać. A wiele tych osób znajduję na moich fotografiach.
Zastanawiam się nieraz, czy Paweł nie umiał wybaczać tym, którzy okazali się niewierni, którzy opuścili go w najtrudniejszych momentach. Zamiast tego, to pisząc listy do zborów, wymienia te osoby z imienia, i wspomina, co uczynili, zachęcając innych do stronienia od tych osób. Wierzę, że apostołowi zależało na tym, aby już z nim nie łączono tych osób, które umiłowały bardziej życie doczesne niż służbę ewangelii. Paweł nie chciał już być na wspólnym zdjęciu z tymi osobami. Dlatego ostrzegał swoich czytelników, aby również nie przestawali z tym, kto „nie posłucha słów naszego listu, to zwróćcie na niego uwagę i odsuńcie się od niego, aby się zawstydził” (2 Tes. 3:14).
Zachowując zdecydowaną postawę wobec prawdy Bożej, nie może iść na kompromis „przyjacielskich” relacji z ludźmi, którzy przez swoją nieszczerość, być może na to miano nie zasługują. Prawdą jest, że takie sytuacje pomiędzy braćmi i siostrami mogą mieć charakter chwilowy. Dlatego nasza zdecydowana postawa może pobudzić do refleksji nad niewłaściwym postępowaniem tych osób. Paweł zwrócił uwagę czytelnikom swojego listu do wierzących w Tesalonikach, aby „się odsunęli” od człowieka napiętnowanego, doprowadzając go do tego, „aby się zawstydził” (2 Tes. 3:14).
Apostoł Paweł nie nosił w swoim sercu gniewu wobec Marka, lecz pisząc po latach list do wierzących w Kolosach, wspomniał, że „pozdrawia was ... i Marek, kuzyn Barnaby” (Kol. 4:10). Widocznie już nie stało nic na przeszkodzie, aby mogli później razem pracować na niwie Pańskiej.
Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.