Saturday, January 3, 2026

Ćwiczenie pobożności

Apostoł Paweł napisał do Tymoteusza dwa listy, w których udziela mu wielu porad duszpasterskich. Mając na uwadze „czasy ostateczne”, zwraca uwagę na dbałość o właściwą postawę duchową, aby nie ulegać światowym trendom. Rada duchowego ojca, jakim z pewnością był dla Tymoteusza, zawarta jest w krótkim zdaniu: „Ćwicz się w pobożności” (1 Tm 4:7). Chcąc jednak uchronić młodego nauczyciela przed błędnym rozumieniem Bożych zasad, doprecyzowuje: „Cielesne ćwiczenie bowiem na niewiele się przyda, prawdziwa zaś pobożność jest zawsze pożyteczna, gdyż zawiera obietnicę zarówno życia doczesnego, jak i przyszłego” (1 Tm 4:8). Apostoł nie odmawia cielesnym ćwiczeniom zasadności, lecz zachęca do zachowania właściwych proporcji, wskazując na wyższość pobożności nad tym, co materialne. Tę lekcję praktycznego chrześcijaństwa kończy kwintesencją: „Dbaj o siebie i o naukę, bądź wytrwały. Tak postępując, i siebie samego zbawisz, i tych, którzy ciebie słuchają” (1 Tm 4:16).

Początek każdego roku charakteryzuje się wysypem deklaracji poprawy życia. W środowisku osób ewangelicznie wierzących przeważają postanowienia dotyczące modlitwy, lektury Słowa Bożego (często poprzez poszukiwanie dobrego „Rocznego planu czytania Biblii”) lub większego zaangażowania w pomoc potrzebującym. W tym rozważaniu chciałbym jednak odnieść się do obu sfer: zarówno fizycznej kondycji osoby wierzącej, jak i poprawy jej stanu duchowego.

Powinniśmy pamiętać, że Bóg stworzył nas jako jedność duszy i ciała, projektując nas tak, by obie te sfery rozwijały się w ścisłej relacji. Wszyscy wiemy, jak brak snu wpływa na nasze życie wewnętrzne. Podobnie duchowe wzloty i upadki oddziałują na nasz organizm. Prawdziwe chrześcijaństwo nie oddziela duszy od ciała, udając, że liczy się tylko to, co niewidzialne. Wierzymy, że ciało ma ogromne znaczenie. Apostoł Paweł zadaje nam retoryczne pytanie: „Czy nie wiecie, że wasze ciało jest świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Zostaliście bowiem nabyci za wielką cenę. Chwalcie więc Boga w waszym ciele” (1 Kor 6:19–20).

Oto kilka praktycznych rad, jak możemy uwielbiać Boga w naszych ciałach, ćwicząc jednocześnie prawdziwą pobożność:

1. Zdecyduj się na ruch Większość współczesnych zawodów wiąże się z siedzącym trybem życia. Coraz mniej dźwigamy i podnosimy, a zamiast tego „dziobiemy” w klawiatury komputerów. Jeśli Twoja praca wymaga aktywności fizycznej, prawdopodobnie nie potrzebujesz dodatkowego czasu na trening. Jednak „pracownicy biurowi” muszą uzupełnić deficyt ruchu, by osiągnąć naturalny dla człowieka poziom aktywności. Zacznij od czegokolwiek. Spacer się liczy! Piętnaście minut marszu dziennie to świetny początek. Czasem hasło „Po prostu to zrób” ma głęboki sens – zwłaszcza gdy zastanawiasz się, czy w ogóle wstać z kanapy. Odpowiedź brzmi: tak, zrób to!

2. Włącz w to Boga Nie chodzi o to, by robić cokolwiek dla samego robienia. Zanim zasiądziemy do posiłku, wielu z nas dziękuje Bogu za pokarm i prosi o siły. Podobnie powinno być z wysiłkiem fizycznym. Nie traktuj ćwiczeń jako czysto mechanicznej czynności. Módl się o swoje ciało. Proś Boga o mądrość: jak często, jak długo i w jaki sposób powinieneś trenować. Świadoma obecność Chrystusa pomoże uświęcić Twoje pragnienia. Niech nawyk ćwiczeń będzie nierozerwalnie związany z nawykiem modlitwy.

3. Zrozum rolę łaski i natury Jesteśmy oswojeni z działaniem łaski. Zasada Sola gratia (tylko łaska) jest fundamentem zbawienia, lecz w codziennym życiu łaska współgra z fizycznymi aspektami, takimi jak sen, relaks czy obcowanie z naturą. To, jak traktujemy nasze ciało, wpływa na naszą sprawność duchową – na jasność myślenia, reakcję na prawdę i energię do służby. Ciało bierze udział w „karmieniu duszy”. Skromna troska o kondycję może stać się znaczącą pomocą w korzystaniu z darów duchowych.

4. Ćwicz, aby służyć Jednym z celów ludzi narodzonych „z wody i Ducha” (Jn 3:5) jest stawanie się światłością dla świata, „aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (Mt 5:16). Tragiczną porażką chrześcijańskiej miłości jest sytuacja, w której odmawiasz komuś pomocy, „bo musisz iść na trening”. Zadaj sobie pytanie: „Po co w ogóle ćwiczę?”. Czy nie po to, by mieć siłę służyć innym? Jeśli idziemy biegać w momencie, gdy moglibyśmy pomóc sąsiadowi w potrzebie, tracimy ewangeliczną proporcję. Prawdziwa pobożność, jak pisał Jakub, „polega na tym, aby się troszczyć o sieroty i wdowy w ich niedoli i zachować samego siebie nieskażonym przez ten świat” (Jk 1:27).

Wzmocnione fizycznie serce, płuca i mięśnie mają sprawić, że chętniej wstaniesz z kanapy, by wnieść komuś zakupy po schodach. Na siłowni ćwiczysz nie tylko ciało, ale i silną wolę, aby móc wybrać pomoc innym w najmniej wygodnych momentach. Stań się „naczyniem zaszczytnym, uświęconym, przygotowanym do każdego dobrego dzieła” (2 Tm 2:21).

Niech Bóg błogosławi Twoje postanowienia. Modlę się, „aby nasz Bóg uznał was za godnych swego powołania i z mocą wypełnił każde dobre pragnienie i dzieło wiary” (2 Tes 1:11).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.