W opisie tego wydarzenia scena zaczyna się od rewolucyjnego
akcentu: „Marta przyjęła Go do swego domu”. Marta to postać silna,
samodzielna i sprawcza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona zarządza
własnym domem. Jednak to właśnie jej siła staje się jej pułapką. W swoim
dążeniu do perfekcyjnego ugoszczenia Mistrza, Marta staje się uosobieniem
dramatu, który opisał Kohelet: „Przyjrzałem się wszystkiemu, co dzieje się
pod słońcem, i doszedłem do wniosku, że wszystko jest ulotne i podobne do
wiatru” (Koh 1:14).
Co łączy te dwie historie rozdzielone całym tysiącleciem? W greckim
tekście Starego Testamentu (LXX), użyte zostało to samo słowo na określenie zakłopotania, jakie ogarnia
kaznodzieję, gdy próbuje wszystkiego co dostępne w doczesności, aby określić sens
życia, mówiąc, „że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh
2:11).
To greckie słowo to „περιεσπατο” periespato
(być rozproszonym troskami, być zakłopotanym), jakie idealnie opisuje stan ducha Marty, ale też
stan ducha wielu z nas w okresie Adwentu i świąt Bożego Narodzenia. Dziś zakłopotanie
Marty przybiera formę gorączki zakupów, perfekcyjnie nakrytych stołów,
lśniących podłóg i presji tradycji, która stała się celem samym w sobie. Jesteśmy
„rozrywani” między tym, co wypada, a tym, co istotne. Nasze współczesne Boże
Narodzenie często przypomina dom Marty tuż przed wejściem Jezusa: panuje w nim
hałas naczyń, zapach potraw i narastające zdenerwowanie, że nie zdążymy ze
wszystkim na czas. W tym „zagubieniu” i „zakłopotaniu” zapominamy o
najważniejszym: świętujemy urodziny Kogoś, kogo nie mamy czasu wysłuchać.
Obok zakłopotanej Marty zasiada Maria. Jej postawa to cisza,
która jest odpowiedzią na zgiełk świata. Maria rozumie to, co Kohelet ujął w
słowach: „Na wszystko jest odpowiednia pora” (Koh 3:1). Rozumie,
że nie da się przyjąć Chrystusa, będąc w nieustannym biegu.
Zajmując pozycję u stóp Jezusa, Maria dokonuje aktu
najwyższej uległości. Wybiera bycie „uczniem” zamiast bycia „niewolnikiem
tradycji”. To jest ta „lepsza cząstka”, o której mówi Jezus – jedyna wartość,
która nie jest poddana prawu marności. Podczas gdy dekoracje zostaną zdjęte, a
potrawy zjedzone (to wszystko jest biblijnym „הבל”
hebel – ulotnym tchnieniem). Natomiast
słowo przyjęte w ciszy serca pozostanie na wieczność.
Jezus, odpowiadając na skargę Marty: „Marto, Marto,
troszczysz się i zabiegasz o wiele” (Łk 10:41), zwraca się
dziś do nas, uwięzionych w rytuałach przygotowań. To ponadczasowe przesłanie
przypomina, że uległość wobec Nauczyciela jest ważniejsza niż troska o
zwyczajne sprawy życia.
Jezus przywraca nam właściwą perspektywę: Gość jest
ważniejszy niż ugoszczenie. To rewolucja w traktowaniu nie tylko kobiet, ale
każdego człowieka – nikt z nas nie jest powołany jedynie do „obsługiwania”
świąt, ale każdy do bycia ich sercem poprzez relację z Bogiem.
Prawdziwa mądrość polega na tym, by pośród „wszystkich
marności pod słońcem” i całego grudniowego zgiełku, odważyć się na postawę
Marii. To odwaga, by zostawić niepozmywane naczynia i nieperfekcyjne dekoracje,
aby zasiąść u stóp Nauczyciela. Dopiero wtedy Boże Narodzenie przestaje być
„gonitwą za wiatrem”, a staje się spotkaniem z Tym, który jako Jedyny jest wart
naszej pełnej, niepodzielnej uwagi.
Zadajmy sobie pytanie o sedno analizowanej postawy jaka
łączy wszystkie wątki – od statusu kobiety w I wieku, przez filozofię Koheleta,
aż po współczesny zgiełk świąteczny: „Czy w moim dążeniu do bycia idealnym
gospodarzem własnego życia (jak Marta), mam w sobie dość wolności i uległości,
by porzucić marność doczesnych oczekiwań i zasiąść u stóp Nauczyciela jako Jego
uczeń?”
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.