Tuesday, December 23, 2025

Świąteczna refleksja: Między marnością a Słowem

Ewangelista Łukasz opisał jedno zdarzenie, które omyłkowo łączy się z Betanią i domem Marii, Marty i Łazarza. Uważam, że Łukasz, który postanowił „wszystko dokładnie zbadać i po kolei wiernie ci opisać, abyś nabrał przekonania, że to, czego cię nauczono, jest prawdziwe” (Łk 1:3), celowo napisał, że Jezus „przyszedł do pewnej wioski. Tam kobieta imieniem Marta przyjęła Go do swojego domu” (Łk 10:38). W tym wydarzeniu nie ma nazwy miejscowości, nie ma Łazarza, nie ma mężczyzny w domu, a według tradycji tamtych czasów, gospodarzem powinien być mężczyzna.

W opisie tego wydarzenia scena zaczyna się od rewolucyjnego akcentu: „Marta przyjęła Go do swego domu”. Marta to postać silna, samodzielna i sprawcza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona zarządza własnym domem. Jednak to właśnie jej siła staje się jej pułapką. W swoim dążeniu do perfekcyjnego ugoszczenia Mistrza, Marta staje się uosobieniem dramatu, który opisał Kohelet: „Przyjrzałem się wszystkiemu, co dzieje się pod słońcem, i doszedłem do wniosku, że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 1:14).

Co łączy te dwie historie rozdzielone całym tysiącleciem? W greckim tekście Starego Testamentu (LXX), użyte zostało to samo słowo na określenie zakłopotania, jakie ogarnia kaznodzieję, gdy próbuje wszystkiego co dostępne w doczesności, aby określić sens życia, mówiąc, „że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 2:11).

To greckie słowo to „περιεσπατο” periespato (być rozproszonym troskami, być zakłopotanym), jakie idealnie opisuje stan ducha Marty, ale też stan ducha wielu z nas w okresie Adwentu i świąt Bożego Narodzenia. Dziś zakłopotanie Marty przybiera formę gorączki zakupów, perfekcyjnie nakrytych stołów, lśniących podłóg i presji tradycji, która stała się celem samym w sobie. Jesteśmy „rozrywani” między tym, co wypada, a tym, co istotne. Nasze współczesne Boże Narodzenie często przypomina dom Marty tuż przed wejściem Jezusa: panuje w nim hałas naczyń, zapach potraw i narastające zdenerwowanie, że nie zdążymy ze wszystkim na czas. W tym „zagubieniu” i „zakłopotaniu” zapominamy o najważniejszym: świętujemy urodziny Kogoś, kogo nie mamy czasu wysłuchać.

Obok zakłopotanej Marty zasiada Maria. Jej postawa to cisza, która jest odpowiedzią na zgiełk świata. Maria rozumie to, co Kohelet ujął w słowach: „Na wszystko jest odpowiednia pora” (Koh 3:1). Rozumie, że nie da się przyjąć Chrystusa, będąc w nieustannym biegu.

Zajmując pozycję u stóp Jezusa, Maria dokonuje aktu najwyższej uległości. Wybiera bycie „uczniem” zamiast bycia „niewolnikiem tradycji”. To jest ta „lepsza cząstka”, o której mówi Jezus – jedyna wartość, która nie jest poddana prawu marności. Podczas gdy dekoracje zostaną zdjęte, a potrawy zjedzone (to wszystko jest biblijnym „הבל”  hebel – ulotnym tchnieniem). Natomiast słowo przyjęte w ciszy serca pozostanie na wieczność.

Jezus, odpowiadając na skargę Marty: „Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele” (Łk 10:41), zwraca się dziś do nas, uwięzionych w rytuałach przygotowań. To ponadczasowe przesłanie przypomina, że uległość wobec Nauczyciela jest ważniejsza niż troska o zwyczajne sprawy życia.

Jezus przywraca nam właściwą perspektywę: Gość jest ważniejszy niż ugoszczenie. To rewolucja w traktowaniu nie tylko kobiet, ale każdego człowieka – nikt z nas nie jest powołany jedynie do „obsługiwania” świąt, ale każdy do bycia ich sercem poprzez relację z Bogiem.

Prawdziwa mądrość polega na tym, by pośród „wszystkich marności pod słońcem” i całego grudniowego zgiełku, odważyć się na postawę Marii. To odwaga, by zostawić niepozmywane naczynia i nieperfekcyjne dekoracje, aby zasiąść u stóp Nauczyciela. Dopiero wtedy Boże Narodzenie przestaje być „gonitwą za wiatrem”, a staje się spotkaniem z Tym, który jako Jedyny jest wart naszej pełnej, niepodzielnej uwagi.

Zadajmy sobie pytanie o sedno analizowanej postawy jaka łączy wszystkie wątki – od statusu kobiety w I wieku, przez filozofię Koheleta, aż po współczesny zgiełk świąteczny: „Czy w moim dążeniu do bycia idealnym gospodarzem własnego życia (jak Marta), mam w sobie dość wolności i uległości, by porzucić marność doczesnych oczekiwań i zasiąść u stóp Nauczyciela jako Jego uczeń?”

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.