„To nic!” – rzuca ktoś w tłumie, wznosząc kolejny toast.
„Najważniejsze, że my się dobrze bawimy!”. Brzmi jak scenariusz absurdalnego
filmu? Niestety, to nie fikcja. To brutalna rzeczywistość, którą obserwujemy w
każde Boże Narodzenie.
Ulice toną w iluminacjach, galerie handlowe pękają w szwach,
notując rekordowe obroty, a telewizja bombarduje nas ckliwymi reklamami.
Jesteśmy w amoku kupowania prezentów, planowania koncertów i dekorowania domów.
Dziś usłyszałem w telewizji, że Meksykanie wykuli w lodzie największą szopkę o
wadze 40 ton. W tym całym medialnym
zgiełku i zakupowej gorączce dzieje się rzecz niewiarygodna: wymazano
głównego Bohatera.
Pamiątka Narodzin Chrystusa – bo tak brzmi prawdziwa nazwa
tych dni – stała się produktem bez treści. Nieistotne, czy na kartkach piszemy
„Wesołych Świąt”, czy „Błogosławionej Pamiątki”. Kluczowe jest pytanie, które
mrozi krew w żyłach: Czy zaprosiliśmy Chrystusa na Jego własne urodziny?
Najpiękniejsze kolędy świata w wykonaniu największych gwiazd
są tylko pustym dźwiękiem, jeśli nie oddajemy czci Temu, który przyszedł tu
wyłącznie dla nas. On nie zrobił tego dla siebie. Jak pisał apostoł Paweł,
Chrystus – choć był Bogiem – nie wykorzystał swojej uprzywilejowanej pozycji.
W Biblii, którą wszyscy przecież znamy, czytamy: „On,
będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale
umniejszył samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi.
A w tym, co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek i uniżył samego
siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp
2:6-8).
O takim Solenizancie po prostu nie wolno zapomnieć! Bóg,
który jest autorem całego scenariusza tych szczególnych narodzin – „nad
wszystko Go wywyższył i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby
na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i
aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp
2:9-11).
Nie sądzę, że Pan Jezus w Swojej skromności, nie oczekuje
teraz na podziękowanie za dzieło, jakie wykonał Swoim przyjściem na ziemię.
Ewangelista Jan zapisał dla nas słowa Jego modlitwy do Ojca – „wypełniłem
dzieło, które powierzyłeś Mi do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u
siebie chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim świat zaistniał” (Jn 17:4,5).
Apostoł Jan w swoich wizjach widział przyszłość, która
zapiera dech w piersiach. Opisał Chrystusa jako Władcę królów ziemi, jedynego
godnego, by otworzyć księgę przeznaczenia ludzkości. Gdy Baranek bierze zwój w
Swe przebite dłonie, całe niebo zamiera, by po chwili wybuchnąć potężną
pieśnią: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponieważ
zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego plemienia,
języka, ludu i narodu. I uczyniłeś ich dla naszego Boga królestwem i kapłanami i
będą królować na ziemi” (Ap 5: 9,10).
To nie jest cicha kolęda przy choince. To potężny,
niebiański hymn miriadów aniołów, który jak echo przetaczające się po całym
niebie, zabrzmiał donośnym głosem: „Baranek zabity jest godny otrzymać moc i
bogactwo, i mądrość, i potęgę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap
5:11,12). Ziemskie koncerty największych chórów są tylko marnym cieniem.
Jak musi czuć się Jezus, widząc miliony ludzi świętujących
„Jego dni” przy zamkniętych przed Nim drzwiach? To paradoks naszych czasów.
Dlatego wciąż aktualne pozostają słowa zapisane w Objawieniu: „Oto stoję u
drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy, wejdę do niego” (Ap
3:20).
Zanim zasiądziesz do wigilijnego stołu, zastanów się: Czy
przy Twoim stole jest miejsce dla Solenizanta? Nie pozwól, by w te święta
zabrakło najważniejszego Gościa. Niech to nie będzie kolejna impreza bez
Jubilata.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.