Dziś w wielu ewangelicznych kościołach czytano tekst opisujący wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Według Łukasza było tak:„A kiedy zbliżał się już do podnóża Góry Oliwnej, całe gromady uczniów zaczęły donośnym głosem z radością wielbić Boga za wszystkie cuda, jakie widzieli, wołając: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pana! Pokój w niebie i chwała na wysokościach!” (Łk 19:37,38).
Natomiast w kraju na wszystkich kanałach przekazywano informację o
rekordowych wysokościach palm, oraz parady na terenie parafii, które nijak
miały się do opisu ewangelicznego. Oglądając to, przyszło mi na myśl
skojarzenie „piernika z wiatrakiem”.
Wjazd Jezusa do Jerozolimy na osiołku jest bezpośrednim
wypełnieniem proroctwa zapisanego w Starym Testamencie, konkretnie w Księdze
Zachariasza. „Raduj się wielce, Córo Syjonu, krzycz radosnie, Córo
Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny –
jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy” (Zch 9,9). To
najbardziej znany fragment, który ewangeliści cytują, opisując Niedzielę
Palmową. Powstał on około 500 lat przed narodzinami Chrystusa.
Dlaczego osiołek był ważny?
Symbol pokoju: W
starożytnym Izraelu królowie ruszający na wojnę dosiadali koni. Osioł był
zwierzęciem juczno-pasterskim, symbolem pokoju i pokory. Jezus wjeżdżający na
ośle ogłaszał, że Jego królestwo nie opiera się na sile militarnej, lecz na
duchowym pokoju.
Potwierdzenie królewskości:
Mimo skromnego wierzchowca, sam akt wjazdu był manifestacją mesjańską – lud
rozpoznał w Nim obiecanego Króla.
Wydarzenie to nawiązuje
również do innych tekstów biblijnych, które dopełniają obrazu „Króla
wjeżdżającego do miasta”.
W błogosławieństwie Jakuba dla
Judy pojawia się wzmianka: „Do krzewu winnego przywiąże osła, a do
winorośli młode oślicy. W winie oczyści swoją odzież, a płaszcz we krwi
winogron" (Rdz 39:11). Jezus, pochodzący z pokolenia Judy,
wypełnia ten symboliczny obraz oczyszczenia i pokoju.
Podczas wjazdu tłumy
krzyczały: „Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pana!”. To
dosłowny cytat z Psalmu 118,25-26, który był częścią modlitw paschalnych i
zapowiadał wybawienie posłane przez Boga.
Natomiast wjazd Jezusa na oślicy
był nawiązaniem do koronacji króla Salomona (1 Krl 1:33,34). Jezus, wybierając
osiołka, nawiązywał do tradycji królów z linii Dawida.
Tyle w najkrótszej relacji biblijnej
na temat wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy
Natomiast w naszym kraju,
uznanym za tradycyjnie chrześcijański, widzimy zupełnie inny obraz, w którym folklor
całkowicie przykrył teologię. To, co dziś nazywamy „polską tradycją”, w wielu
miejscach jest zaprzeczeniem biblijnej sceny wjazdu do Jerozolimy.
Jeśli odrzucimy warstwę „ładnych
ozdób”, zobaczymy, że polska palma to w rzeczywistości zasłona dymna, która
zniekształca pierwotny sens.
W Biblii wjazd do Jerozolimy
to manifestacja pokory. Jezus jedzie na osiołku (zwierzęciu roboczym, nie
wojennym), a ludzie rzucają pod nogi to, co mają pod ręką – zwykłe liście i
swoje szaty. W polskiej tradycji mamy wielometrowe, sztywne konstrukcje, które
są wynikiem rywalizacji, pychy i chęci pokazania się. To zamienia religijne
przeżycie w festiwal rekordów Guinnessa. Zamiast skupienia na postaci jadącej
na ośle, uwaga skupia się na konstrukcji palmy.
Biblijny opis jest zapowiedzią
męczeństwa i Królestwa „nie z tego świata”.
Natomiast w tradycji palma
stała się narzędziem magii sympatycznej. Ludzie przypisywali jej moce
uzdrawiające (połykanie bazi), ochronne (stawianie w oknie podczas burzy) czy
rolnicze (uderzanie bydła). To czysty utylitaryzm – używamy symbolu
religijnego, żeby „załatwić” sobie bezpieczeństwo materialne. To sprowadzenie
sacrum do poziomu zabobonu.
Patrząc z tej perspektywy, „ludowość”
jest nie tylko niewinnym dodatkiem czy lokalnym kolorytem, ale skutecznym
mechanizmem odwracania uwagi.
Jeśli celem wjazdu do
Jerozolimy było objawienie Mesjasza, który przychodzi skromnie, by oddać życie,
to każda forma, która przesuwa punkt ciężkości na palmę, staje się duchową
pułapką.
Jest to najzwyklejsze bałwochwalstwo
ukryte w tradycji. Gdy uwaga wiernego skupia się na tym, czy palma jest
wystarczająco wysoka, czy bazie są poświęcone i czy „zadziałają” ochronnie na
dom, dochodzi do klasycznego przesunięcia. Zamiast relacji z Bogiem, pojawia
się relacja z magicznym rekwizytem. Z perspektywy biblijnej to nic innego jak
bałwochwalstwo ubrane w szaty pobożności.
Folklor działa jako
znieczulenie. Kolorowe jarmarki, konkursy na najdłuższą palmę i radosne
procesje budują fałszywe poczucie „uczestnictwa w wierze”. Człowiek czuje się
spełniony religijnie, bo podtrzymał tradycję przodków, podczas gdy jego serce
może pozostawać całkowicie nietknięte prawdą o Ewangelii. To duchowe uśpienie.
Jest to forma pogaństwa w
chrześcijańskiej masce. Wiele elementów polskiej palmy to bezpośrednie
kontynuacje kultów płodności i wegetacji (wierzba jako symbol sił witalnych).
Przykrycie tych pogańskich lęków przed naturą chrześcijańskim szyldem pozwala
im trwać w najlepsze, uniemożliwiając ludziom poznanie prawdziwej wolności,
którą obiecał Chrystus.
Patrząc na tradycyjne obchody Niedzieli
Palmowej z tej perspektywy, można stwierdzić, że diabeł nie musi walczyć z
religią wprost – wystarczy, że ją rozmyje. Jeśli sprawi, że ludzie będą czcili „tradycję
ojców” zamiast żywego Boga, to jego cel został osiągnięty. Człowiek zostaje z
kolorowym kijem w ręku, myśląc, że dotknął nieba, podczas gdy w rzeczywistości
zatrzymał się na martwym rytuale.
To jest radykalne podejście,
ale obnaża ono fakt, jak łatwo zewnętrzna forma może stać się grobem dla
wewnętrznej treści.
Henryk Hukisz
(Opracowanie z udziałem AI)

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.