Jeśli korzystamy z komputera od dłuższego czasu – a dziś jest to narzędzie powszechne – z pewnością zdarzyło nam się przeprowadzić tzw. „system restore”, czyli przywracanie systemu do ustawienia fabrycznego. Bez tego zabiegu, przy intensywnej eksploatacji, nasz PC zwalnia, zaczyna się zawieszać, aż w końcu serwuje nam znienawidzony „niebieski ekran” (blue screen). Dzieje się tak, ponieważ podczas instalowania nowych programów czy pobierania treści z sieci, w systemie zawsze zostają zbędne pliki, które „zamulają” pracę maszyny. Twórcy systemów operacyjnych dali nam więc to praktyczne narzędzie, byśmy mogli wrócić bliżej „źródła” – do stabilnych ustawień fabrycznych.
Z biegiem
lat nasze życie duchowe obrasta różnymi naukami i zwyczajami, z którymi stykamy
się niemal mimowolnie. Bywamy w różnych miejscach, czytamy przypadkowe lektury,
a nasze codzienne „buszowanie” w sieci sprawia, że przyklejają się do nas obce
teorie i praktyki. W dobie nabożeństw online stało się to jeszcze bardziej
widoczne. Często „przeskakujemy” z jednego kościoła do drugiego, szukając
atrakcyjniejszych form uwielbienia czy błyskotliwych kaznodziejów.
Efekt? Po
kilku miesiącach gubimy orientację w tym, w co właściwie wierzymy i jak
rozumieć kluczowe kwestie teologiczne. Współczesne media, z prędkością
światłowodów, instalują w naszych umysłach nowe „duchowe oprogramowanie”.
Często nawet nie wiemy kiedy, zaczynamy patrzeć na fundamenty wiary z zupełnie
innej perspektywy. Proste prawdy biblijne stają się skomplikowane, a momentami
wręcz trudne do zaakceptowania.
Czytając
ostatnio „Istotne doznanie” Jonathana Edwardsa, naszły mnie refleksje,
którymi chcę się z Wami podzielić. Ten ceniony autor i kaznodzieja żył w XVIII
wieku – ponad 300 lat temu. To szmat czasu, zwłaszcza że tempo zmian w naszym
pokoleniu sprawia, iż rzadko myślimy o tym, że ludzie wieki temu również
dokonywali wielkich rzeczy. W historii Kościoła pojawiło się mnóstwo ideologii,
które do dziś dzielą chrześcijan. Ten informacyjny szum dociera do nas
nieustannie, siejąc zamieszanie.
Apostoł
Paweł dawał Tymoteuszowi – młodemu adeptowi sztuki kaznodziejskiej – konkretne
rady, jak zachować wiarę i trwać na posterunku. Wtedy również, choć bez
internetu, pojawiali się nauczyciele goniący za nowinkami, byle tylko
uatrakcyjnić swój przekaz. Już na początku Pierwszego Listu Paweł nakazuje
Tymoteuszowi: „żebyś niektórym nakazał nie nauczać błędnie” (1 Tym
1:3). Zachęcał go, by pilnował czystej nauki, którą usłyszał na początku.
Już wtedy byli ludzie, którzy porzucali „tradycyjną szkołę” na rzecz obcych
elementów, wprowadzając chaos. Paweł celnie podsumował ich brak przygotowania:
„nie rozumieją ani tego, co mówią, ani tego, co stanowczo twierdzą” (w.
7). Mówiąc współcześnie: Ewangelia była dla nich zbyt prosta, więc musieli
dodać do niej coś „ekstra”, by wciągnąć słuchaczy w jałowe dyskusje.
Dziś
obserwujemy podobny trend: kaznodzieje chętnie nasączają zwiastowanie
elementami społeczno-kulturowymi, by brzmieć nowocześnie. Z czasem jednak
przestają głosić Ewangelię, a skupiają się wyłącznie na tematach społecznych.
Choć są one ważne, musimy pamiętać, że Kościół to przede wszystkim miejsce,
gdzie człowiek ma usłyszeć wezwanie do opamiętania. Ewangelia od dwóch tysięcy
lat pozostaje niezmienna: Bóg „nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby
wszyscy się nawrócili” (2 Ptr 3:9). Jeśli spłycimy lub – co gorsza –
zmienimy tę treść, być może zdobędziemy więcej „folowersów”, ale nie
powiększymy Królestwa Bożego.
Musimy dziś
dokonać „przywrócenia systemu” do punktu, w którym uwierzyliśmy i poszliśmy za
Chrystusem. Niezwykle pomocne jest sięgnięcie do nauczania gigantów wiary z
poprzednich stuleci: Jonathana Edwardsa, Oswalda Chambersa, Oswalda J. Smitha,
C.S. Lewisa, Charlesa Spurgeona, R.A. Torreya, A.W. Tozera czy Watchmana Nee.
To autorzy, których nazwiska rzuciły mi się w oczy, gdy tylko spojrzałem na
półki mojej biblioteczki.
Paweł
przypominał Tymoteuszowi, że jego służba nie zaczęła się od demokratycznych
wyborów czy kampanii wizerunkowej, lecz od Bożego powołania. Dlatego nakazał
mu: „abyś zgodnie z nimi toczył dobrą walkę, mając wiarę i prawe sumienie,
co niektórzy odrzucili i stali się rozbitkami w wierze” (1 Tym 1:18,19).
Ci, którzy porzucili zdrową naukę, skończyli marnie. Paweł wymienia nawet
konkretne imiona tych, „których przekazałem szatanowi, aby oduczyli się
bluźnić” (w.20).
W Nowym Testamencie znajdziemy krótki, 25-wersetowy List Judy. Słyszałem kiedyś trafne określenie: o ile Dzieje Apostolskie opisują początki Kościoła, o tyle List Judy to „Dzieje Apostatów”. Autor, prawdopodobnie brat Pana Jezusa, wzywa w nim do walki „o wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym” (Jud 3). Przypomina odwieczne prawdy o ratunku z Egiptu oraz o sądzie nad Sodomą i Gomorą. Już wtedy ostrzegał przed ludźmi, którzy kierują się własnymi korzyściami, a ich usta „wypowiadają zuchwałe słowa i schlebiają ludziom dla zysku” (w. 16).
Warto więc wrócić do początku – do chwil, gdy z czystej miłości do Pana Jezusa, zdecydowaliśmy się iść Jego śladem. Obyśmy nigdy nie musieli usłyszeć wyrzutu skierowanego do kościoła w Efezie: „Ale mam przeciwko tobie to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość” (Ap 2:4).
Może to
właśnie ten moment, by użyć „narzędzi systemowych” i kliknąć „System
restore”? Czas wrócić do pierwszej miłości i prawdy, która przyniosła nam
wolność od grzechu i pewność zbawienia.
Ostatnio mówiłem o tym, aby na wzór pierwszych chrześcijan, wracać do początku, tak jak Pan Jezus w nauczaniu o małżeństwie powiedział: „nie czytaliście, że Stwórca od początku uczynił ich jako mężczyznę i kobietę” (Mt 19:4).
Henryk
Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.