Choć fundament tego rozważania powstał kilkanaście lat temu,
powszechność opisywanego zjawiska zmusiła mnie do ponownego pochylenia się nad
tematem. Z narastającym niepokojem obserwuję, jak w społecznościach ludzi
wierzących w Ewangelię – osób deklarujących chęć naśladowania Chrystusa –
pojawia się coraz więcej osób pokrytych tatuażami. Dotyczy to również liderów.
Odnoszę wrażenie, jakby celowo podwijali rękawy i wybierali skąpe, obcisłe
ubrania, by publicznie demonstrować swoją wyższość nad słowem Bożym. Za nic
mają uwagi innych, lekceważąco tłumacząc, że zakazy te pochodzą ze Starego
Testamentu. Argumentują przy tym, że ten sam rozdział wspomina o zakazie
noszenia odzieży „z dwóch rodzajów nici” (Kpł 19:19) czy strzyżenia
„boków waszej głowy” (w. 27). Do tego konkretnego fragmentu Biblii
powrócę w końcowej części tekstu. Pierwotną treść tego wpisu nieco
przeredagowałem, ponieważ szczególnie niepokoi mnie pewna zapowiedź płynąca ze
strony wytatuowanych osób: głoszą oni bowiem, że „nadchodzi nowa ewangelizacja,
która zaskoczy wszystkich”.
Osobiste uważam, że tatuowanie ciała jest sprzeczne nie
tylko z naturą, ale przede wszystkim z Bożym przeznaczeniem człowieka. Bóg
przewidział dla nas niezwykle zaszczytną rolę: nasze ciała mają być „świątynią
obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do
samych siebie” (1 Kor 6:19). Ta prawda powinna zobowiązywać do
głębokiego poszanowania woli Pana, którego jesteśmy własnością. Czyż nie tak?
Już na kartach Starego Testamentu Bóg wyraźnie zakazał
czynienia na ciele znaków i nacięć. Choć przepisy te pierwotnie odnosiły się do
rytuałów żałobnych i pogańskich zwyczajów znakowania ciał zgodnie z wymogami
obcych kultów, nie były one traktowane jako dekoracja. Dzisiaj próbuje się tak
definiować tatuaże, lecz wtedy były one wyrazem poddaństwa obcym bóstwom.
Dlatego Bóg nakazał Izraelitom: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby
po zmarłym ani umieszczać na ciele napisów. Ja jestem PANEM” (Kpł 19:28).
Dlaczego dostrzegam demoniczne podłoże w tym zwyczaju, który
dziś zawłaszcza coraz szersze kręgi ludzi w każdym wieku, w tym osoby wierzące?
Z odrazą patrzę na wytatuowanych liderów uwielbienia, muzyków, a nawet
kaznodziejów. Najbardziej jaskrawym przykładem był dla mnie pewien popularny
ewangelista z Florydy, który z dumą prezentował tatuaże na rękach, nogach i
innych częściach ciała. Wiele z nich miało charakter religijny, nawiązujący do
symboliki biblijnej. Obecnie rynek oferuje mnóstwo gotowych wzorów o treści
duchowej czy chrześcijańskiej.
Punktem wyjścia do moich rozważań jest przyjęcie
elementarnej prawdy o grzechu. W Biblii nie znajdziemy terminu „grzech
pierworodny” – istnieje po prostu grzech, czyli odrzucenie Boga jako jedynej
Prawdy. Adam i Ewa nie zgrzeszyli samym aktem nieposłuszeństwa czy zjedzeniem
owocu (niezależnie od tego, czym on był). Ich upadek polegał na pragnieniu
wyniesienia się ponad Stwórcę i Jego plan dla nich. To pycha jest fundamentem
każdego grzesznego czynu; nieposłuszeństwo stanowi jedynie jego formę
zewnętrzną.
Gdybyśmy poddali wnikliwej analizie grzechy współczesności,
odkrylibyśmy, że ich wspólnym mianownikiem jest chęć wywyższenia się ponad
Boga. Czymże bowiem jest pragnienie czynienia tego, czego Bóg zakazuje, jeśli
nie próbą udowodnienia, że „wie się lepiej”? To czysta pycha – manifestacja
braku uznania Bożego autorytetu nad własnym życiem.
Jednym z głównych motywów tatuowania ciała – bez względu na
to, co tatuaż przedstawia – jest chęć wyeksponowania własnej osobowości. To
manifest niezależności od przyjętych norm i pokazanie otoczeniu, że posiada się
absolutną władzę nad własnym ciałem. Kto jest inspiratorem takiego sposobu
myślenia? Nietrudno zgadnąć, że to sam diabeł – przeciwnik Boga, który od
zarania dziejów nakłania ludzi do podkreślania autonomii względem Stwórcy.
Tatuowanie ciała porównałem do „znaku bestii”. Czym jest ten
biblijny znak? Nie zamierzam tu analizować zawiłości interpretacyjnych Księgi
Objawienia, lecz skupić się na naturze tego zjawiska. Nadejdzie czas, w którym
wierzący będą prześladowani, a jedynie ci, którzy zadeklarują niezależność od
Boga, będą mogli cieszyć się wolnością. Wówczas: „wszyscy: mali i wielcy,
bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i aby nikt nie mógł nic kupić ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia
Bestii lub liczby jej imienia” (Ap 13:16-17).
Wspomniana Bestia to zapowiadany przez apostoła Pawła „syn
zatracenia” lub „człowiek niegodziwości”, który objawi się w czasach
ostatecznych. Ten Antychryst określany jest jako ktoś, kto: „wynosi się
ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub jest przedmiotem czci, tak że
zasiądzie w świątyni Boga, podając się za Boga” (2 Tes 2:4). Jestem
głęboko przekonany, że fundamentalną cechą Antychrysta jest pycha. Jego celem
jest przygotowanie ludzkości do roli, jaką wyznaczy im w czasie wyznaczonym
przez Boga. Jak pisał apostoł Jan, ten duch działa już teraz: „Jest to duch
Antychrysta, o którym słyszeliście, że nadchodzi, a teraz już jest na świecie”
(1 Jn 4:3).
Wierzący, jako dzieci Boże, nie mogą mieć nic wspólnego z
systemem tego świata. Jan przypomina: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest
na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn
2:15). Z kolei apostoł Paweł ostrzega: „abyście już nie postępowali tak,
jak postępują poganie w próżności swojego myślenia, mający zaćmiony umysł,
dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez
zatwardziałość ich serca. Oni to, stawszy się nieczułymi, oddali się rozpuście,
dopuszczając się z chciwości wszelkiej nieczystości” (Ef 4:17-19).
Warto odczytać te słowa właśnie w kontekście tatuowania ciała, nawet jeśli
wzory nawiązują do Biblii. Osobiście uważam, że umieszczanie tekstów biblijnych
na skórze w formie tatuażu jest nie tylko świętokradztwem, ale wręcz
bluźnierstwem.
Wystarczy przyjrzeć się samej estetyce tatuaży – większość z
nich to mroczne wizerunki: smoki, bestie czy symbole otwarcie bluźniercze. Czy
dziecko Boże, którego ciało jest świątynią Ducha Świętego, może świadomie
„dekorować” tę świątynię takimi znakami?
Jeśli ktoś nie dostrzega w tym problemu, mogę jedynie
przywołać biblijny przykład Szymona czarnoksiężnika z Samarii. Choć uwierzył w
Chrystusa i przyjął chrzest, na widok działania Ducha Świętego zapragnął kupić
zdolność przekazywania tego daru. Apostoł Piotr odpowiedział mu wtedy surowo: „Nie
masz ty udziału ani dziedzictwa w tej sprawie, gdyż serce twoje nie jest prawe
przed Bogiem. (...) widzę bowiem, żeś ty w żółci gorzkiej i w pętach
nieprawości” (Dz 8:21, 23).
Powszechność tatuaży wśród wierzących jest smutnym dowodem
na brak zdrowego nauczania i odwagi w napominaniu. Odnoszę wrażenie, że w wielu
przypadkach przymyka się na to oko tylko po to, by budować większe zbory –
nieważne jakiej jakości, byle zgadzały się statystyki.
Wróćmy jeszcze do Księgi Kapłańskiej. Jeśli zwolennicy
tatuaży uznają, że ten konkretny zakaz ich nie dotyczy, to idąc tym tokiem
myślenia, wkrótce za dozwolone zostaną uznane: uciskanie bliźnich (Kpł
19:13), niesprawiedliwe wyroki (w. 15), współżycie poza małżeństwem (w.
20) czy wywoływanie duchów (w. 31). Brak szacunku wobec starszych (w.
32) już teraz staje się normą, nawet w Kościele.
Na zakończenie przywołam modlitwę apostoła Pawła za Kościół: „Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; zaręczyłem was wszak z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą” (2 Kor 11:2). Paweł doskonale wiedział, że szatan będzie niezmiennie stosował tę samą metodę: pobudzanie umysłów wierzących do niezależności, czyli do pychy wobec Stwórcy.
Henryk Hukisz

Każdy obrazek ryty czy malowany to; bałwochwalstwo, po co to malowidło? Tak jak piszesz , brak pokory. A w dużych zborach przede wszystkim słychać "co ucho łechce".
ReplyDeleteO ile się nie mylę,to wspomniany ewangelsta z Florydy okrasił swoje atrakcyjne ciało malunkami ,gdy był już znanym mówcą "chrześcijańskim".
ReplyDelete