Sunday, June 23, 2013

Znak bestii

Choć fundament tego rozważania powstał kilkanaście lat temu, powszechność opisywanego zjawiska zmusiła mnie do ponownego pochylenia się nad tematem. Z narastającym niepokojem obserwuję, jak w społecznościach ludzi wierzących w Ewangelię – osób deklarujących chęć naśladowania Chrystusa – pojawia się coraz więcej osób pokrytych tatuażami. Dotyczy to również liderów. Odnoszę wrażenie, jakby celowo podwijali rękawy i wybierali skąpe, obcisłe ubrania, by publicznie demonstrować swoją wyższość nad słowem Bożym. Za nic mają uwagi innych, lekceważąco tłumacząc, że zakazy te pochodzą ze Starego Testamentu. Argumentują przy tym, że ten sam rozdział wspomina o zakazie noszenia odzieży „z dwóch rodzajów nici” (Kpł 19:19) czy strzyżenia „boków waszej głowy” (w. 27). Do tego konkretnego fragmentu Biblii powrócę w końcowej części tekstu. Pierwotną treść tego wpisu nieco przeredagowałem, ponieważ szczególnie niepokoi mnie pewna zapowiedź płynąca ze strony wytatuowanych osób: głoszą oni bowiem, że „nadchodzi nowa ewangelizacja, która zaskoczy wszystkich”.

Osobiste uważam, że tatuowanie ciała jest sprzeczne nie tylko z naturą, ale przede wszystkim z Bożym przeznaczeniem człowieka. Bóg przewidział dla nas niezwykle zaszczytną rolę: nasze ciała mają być „świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie” (1 Kor 6:19). Ta prawda powinna zobowiązywać do głębokiego poszanowania woli Pana, którego jesteśmy własnością. Czyż nie tak?

Już na kartach Starego Testamentu Bóg wyraźnie zakazał czynienia na ciele znaków i nacięć. Choć przepisy te pierwotnie odnosiły się do rytuałów żałobnych i pogańskich zwyczajów znakowania ciał zgodnie z wymogami obcych kultów, nie były one traktowane jako dekoracja. Dzisiaj próbuje się tak definiować tatuaże, lecz wtedy były one wyrazem poddaństwa obcym bóstwom. Dlatego Bóg nakazał Izraelitom: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym ani umieszczać na ciele napisów. Ja jestem PANEM” (Kpł 19:28).

Dlaczego dostrzegam demoniczne podłoże w tym zwyczaju, który dziś zawłaszcza coraz szersze kręgi ludzi w każdym wieku, w tym osoby wierzące? Z odrazą patrzę na wytatuowanych liderów uwielbienia, muzyków, a nawet kaznodziejów. Najbardziej jaskrawym przykładem był dla mnie pewien popularny ewangelista z Florydy, który z dumą prezentował tatuaże na rękach, nogach i innych częściach ciała. Wiele z nich miało charakter religijny, nawiązujący do symboliki biblijnej. Obecnie rynek oferuje mnóstwo gotowych wzorów o treści duchowej czy chrześcijańskiej.

Punktem wyjścia do moich rozważań jest przyjęcie elementarnej prawdy o grzechu. W Biblii nie znajdziemy terminu „grzech pierworodny” – istnieje po prostu grzech, czyli odrzucenie Boga jako jedynej Prawdy. Adam i Ewa nie zgrzeszyli samym aktem nieposłuszeństwa czy zjedzeniem owocu (niezależnie od tego, czym on był). Ich upadek polegał na pragnieniu wyniesienia się ponad Stwórcę i Jego plan dla nich. To pycha jest fundamentem każdego grzesznego czynu; nieposłuszeństwo stanowi jedynie jego formę zewnętrzną.

Gdybyśmy poddali wnikliwej analizie grzechy współczesności, odkrylibyśmy, że ich wspólnym mianownikiem jest chęć wywyższenia się ponad Boga. Czymże bowiem jest pragnienie czynienia tego, czego Bóg zakazuje, jeśli nie próbą udowodnienia, że „wie się lepiej”? To czysta pycha – manifestacja braku uznania Bożego autorytetu nad własnym życiem.

Jednym z głównych motywów tatuowania ciała – bez względu na to, co tatuaż przedstawia – jest chęć wyeksponowania własnej osobowości. To manifest niezależności od przyjętych norm i pokazanie otoczeniu, że posiada się absolutną władzę nad własnym ciałem. Kto jest inspiratorem takiego sposobu myślenia? Nietrudno zgadnąć, że to sam diabeł – przeciwnik Boga, który od zarania dziejów nakłania ludzi do podkreślania autonomii względem Stwórcy.

Tatuowanie ciała porównałem do „znaku bestii”. Czym jest ten biblijny znak? Nie zamierzam tu analizować zawiłości interpretacyjnych Księgi Objawienia, lecz skupić się na naturze tego zjawiska. Nadejdzie czas, w którym wierzący będą prześladowani, a jedynie ci, którzy zadeklarują niezależność od Boga, będą mogli cieszyć się wolnością. Wówczas: „wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i aby nikt nie mógł nic kupić ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap 13:16-17).

Wspomniana Bestia to zapowiadany przez apostoła Pawła „syn zatracenia” lub „człowiek niegodziwości”, który objawi się w czasach ostatecznych. Ten Antychryst określany jest jako ktoś, kto: „wynosi się ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub jest przedmiotem czci, tak że zasiądzie w świątyni Boga, podając się za Boga” (2 Tes 2:4). Jestem głęboko przekonany, że fundamentalną cechą Antychrysta jest pycha. Jego celem jest przygotowanie ludzkości do roli, jaką wyznaczy im w czasie wyznaczonym przez Boga. Jak pisał apostoł Jan, ten duch działa już teraz: „Jest to duch Antychrysta, o którym słyszeliście, że nadchodzi, a teraz już jest na świecie” (1 Jn 4:3).

Wierzący, jako dzieci Boże, nie mogą mieć nic wspólnego z systemem tego świata. Jan przypomina: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn 2:15). Z kolei apostoł Paweł ostrzega: „abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie w próżności swojego myślenia, mający zaćmiony umysł, dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość ich serca. Oni to, stawszy się nieczułymi, oddali się rozpuście, dopuszczając się z chciwości wszelkiej nieczystości” (Ef 4:17-19). Warto odczytać te słowa właśnie w kontekście tatuowania ciała, nawet jeśli wzory nawiązują do Biblii. Osobiście uważam, że umieszczanie tekstów biblijnych na skórze w formie tatuażu jest nie tylko świętokradztwem, ale wręcz bluźnierstwem.

Wystarczy przyjrzeć się samej estetyce tatuaży – większość z nich to mroczne wizerunki: smoki, bestie czy symbole otwarcie bluźniercze. Czy dziecko Boże, którego ciało jest świątynią Ducha Świętego, może świadomie „dekorować” tę świątynię takimi znakami?

Jeśli ktoś nie dostrzega w tym problemu, mogę jedynie przywołać biblijny przykład Szymona czarnoksiężnika z Samarii. Choć uwierzył w Chrystusa i przyjął chrzest, na widok działania Ducha Świętego zapragnął kupić zdolność przekazywania tego daru. Apostoł Piotr odpowiedział mu wtedy surowo: „Nie masz ty udziału ani dziedzictwa w tej sprawie, gdyż serce twoje nie jest prawe przed Bogiem. (...) widzę bowiem, żeś ty w żółci gorzkiej i w pętach nieprawości” (Dz 8:21, 23).

Powszechność tatuaży wśród wierzących jest smutnym dowodem na brak zdrowego nauczania i odwagi w napominaniu. Odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach przymyka się na to oko tylko po to, by budować większe zbory – nieważne jakiej jakości, byle zgadzały się statystyki.

Wróćmy jeszcze do Księgi Kapłańskiej. Jeśli zwolennicy tatuaży uznają, że ten konkretny zakaz ich nie dotyczy, to idąc tym tokiem myślenia, wkrótce za dozwolone zostaną uznane: uciskanie bliźnich (Kpł 19:13), niesprawiedliwe wyroki (w. 15), współżycie poza małżeństwem (w. 20) czy wywoływanie duchów (w. 31). Brak szacunku wobec starszych (w. 32) już teraz staje się normą, nawet w Kościele.

Na zakończenie przywołam modlitwę apostoła Pawła za Kościół: „Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; zaręczyłem was wszak z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą” (2 Kor 11:2). Paweł doskonale wiedział, że szatan będzie niezmiennie stosował tę samą metodę: pobudzanie umysłów wierzących do niezależności, czyli do pychy wobec Stwórcy.

Henryk Hukisz

2 comments:

  1. Każdy obrazek ryty czy malowany to; bałwochwalstwo, po co to malowidło? Tak jak piszesz , brak pokory. A w dużych zborach przede wszystkim słychać "co ucho łechce".

    ReplyDelete
  2. O ile się nie mylę,to wspomniany ewangelsta z Florydy okrasił swoje atrakcyjne ciało malunkami ,gdy był już znanym mówcą "chrześcijańskim".

    ReplyDelete

Note: Only a member of this blog may post a comment.