W tym
rozważaniu chcę odnieść się do kwestii języka Nowego Testamentu. Nie zamierzam
dokonywać naukowych odkryć, lecz pragnę podkreślić fakt natchnienia tych pism –
bez względu na to, w jakim języku zostały utrwalone. Już wcześniej pisałem o
próbach kwestionowania Bożego natchnienia Nowego Testamentu tylko dlatego, że
język grecki rzekomo nie oddaje prawidłowo myśli hebrajskiej. Uważam, że takie
stawianie sprawy jest bardzo niebezpieczne. Biblia jest księgą wyjątkową
właśnie ze względu na natchnienie jej treści, a konkretnie słów, które tę treść
wyrażają.
Bóg jest
Stwórcą wszystkiego, co istnieje, zatem sama zdolność porozumiewania się za
pomocą języka jest również Bożym dziełem. To prawda, że z powodu pychy i buntu
podczas budowy wieży Babel Bóg pomieszał ludziom języki, jednak nie odebrał im
zdolności komunikacji w ramach nowo powstałych grup. Bóg może przemawiać do nas
językiem, którym posługujemy się współcześnie.
Był czas,
gdy Bóg przemawiał głównie po hebrajsku, bo taki był Jego plan. Gdy jednak
trzeba było zwrócić się do króla babilońskiego, Nabuchodonozora, Bóg wypisał na
ścianie słowa w języku dla niego zrozumiałym. Podobnie było zapewne w przypadku
poleceń wydawanych perskiemu królowi Cyrusowi. W każdym z tych przypadków słowa
pochodzące od Boga miały charakter natchniony. Bóg powiedział przez proroka
Izajasza: „Tak będzie ze słowem, które wychodzi z Moich ust, nie wraca do
Mnie bezowocnie, zanim nie wykona tego,
co chciałem, i nie osiągnie celu, w jakim je posłałem” (Iz 55:11).
Słowo Boga
posiada w sobie Jego tchnienie, co oznacza, że ma moc stwórczą. Tak było na
początku, gdy Bóg rzekł: „Niech się stanie światłość! I stała się światłość”
(Rdz. 1:3). Dla nas jest rzeczą niewyobrażalną, że na sam dźwięk słowa
coś powstaje z niczego. Autor Listu do Hebrajczyków wyjaśnia adresatom – którzy
być może sądzili, że ze względu na specyfikę języka hebrajskiego lepiej znają
Boże zamiary – że to właśnie „wszechświat został stworzony Słowem Boga, bo
nie z tego, co widzialne, powstało to, co widzimy” (Hbr 11:3).
Bóg nie jest ograniczony do jednego języka, ponieważ Jego słowo ma zupełnie
inny charakter niż mowa ludzka.
W
zaplanowanym czasie Boże Słowo, które „było na początku zwrócone ku Bogu”
(Jn 1:2), „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas pełne łaski
i prawdy” (w. 14). Ten, który był ucieleśnionym Słowem, mówił: „Zapewniam,
zapewniam was, Syn nie mógłby nic uczynić sam od siebie, jeśli nie widziałby,
jak czyni to Ojciec. Co bowiem On czyni, to i Syn czyni podobnie” (Jn
5:19). Nikt inny, nawet najbardziej pobożny człowiek, nie ma mocy, by
powiedzieć do zwłok leżących cztery dni w grobie: „Łazarzu, wyjdź na
zewnątrz!” (Jn 11:43). Tylko na słowo Chrystusa żywy Łazarz opuścił
grób.
Apostoł
Piotr, świadek cudów, przy których ślepi odzyskiwali wzrok, a wichury milkły,
nie przypisywał autorytetu sobie. Uzdrawiając chromego przy bramie świątyni,
rzekł: „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, wstań i chodź!” (Dz
3:6). W tym momencie nie miało znaczenia, czy Piotr mówił po aramejsku, czy
po hebrajsku. Łukasz, który dokładnie zbadał i opisał dzieje pierwszych
chrześcijan, uczynił to w języku greckim. Dlaczego nie w aramejskim?
Moim zdaniem
Bóg realizuje swoje plany w optymalnym czasie. Chrystus przyszedł na świat, gdy
język grecki (w powszechnej odmianie koine) był lingua franca na
ogromnym terytorium byłego imperium Aleksandra Wielkiego. Język hebrajski był
wówczas używany głównie w celach religijnych przez kapłanów i lewitów; z
powszechnego użycia wyparł go aramejski. Jednak to greka pozwalała dotrzeć do
wielu narodów naraz. Ewangelie i listy apostolskie zostały spisane w tym języku
właśnie po to, by natchniona treść dotarła do jak największej liczby zgubionych
grzeszników.
Boże
natchnienie to tchnienie o mocy stwórczej. Dlatego Ewangelia zwiastowana przez
apostołów miała moc tworzenia nowego życia. Paweł wyjaśniał Tesaloniczanom: „głoszenie
Ewangelii dokonało się wśród was nie tylko przez samo Słowo, ale także
w mocy i w Duchu Świętym, i w wielkiej pełni. Przecież
wiecie, jacy staliśmy się wśród was dla was” (1 Tes 1:5). Gdy Paweł
dowiedział się, że w Galacji pojawili się nauczyciele odciągający wierzących od
tej mocy ku martwym tradycjom żydowskim, zareagował ostro: „Dziwię się, że
tak szybko przechodzicie od Tego, który was powołał łaską Chrystusa, do innej
ewangelii. Nie ma jednak innej. Są tylko tacy, którzy sieją zamęt wśród was
i chcą sfałszować Ewangelię Chrystusa” (Ga 1:6-7).
Jest tylko
jedna Ewangelia, a jej siła tkwi w Bożym natchnieniu, nie w języku zapisu. Dziś
możemy czytać to samo poselstwo w ponad tysiącu języków. Jeśli ktoś próbuje
dziś pomniejszać znaczenie Nowego Testamentu tylko dlatego, że spisano go po
grecku, nie powinniśmy słuchać takich nauk.
Na koniec
warto przypomnieć fundamentalną definicję: „Całe Pismo jest natchnione przez
Boga i pożyteczne do nauczania, przekonywania, upominania, do wychowywania
w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przygotowany do
czynienia wszelkiego dobra” (2 Tym 3:16-17). W tych słowach nie ma
ani śladu uzależnienia natchnienia od „myśli hebrajskiej”, którą niektórzy
próbują wymusić, przekonując do konieczności przestrzegania żydowskich świąt.
Osobiście
lubię obserwować starodawne hebrajskie zwyczaje, gdyż są one pięknym obrazem
Bożego pragnienia więzi z człowiekiem, ale nie mogą one przesłaniać mocy
natchnionego Słowa dostępnego dla każdego narodu. Prorok Izajasz pisał o tym
pod wpływem Bożego natchnienia: „Nie wspominajcie rzeczy minionych, nie
zastanawiajcie się nad dawnymi sprawami! Oto Ja uczynię rzecz nową – już się
pojawia, czy jej nie dostrzegacie?” (Iz
43:18,19).
Henryk
Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.