Friday, February 27, 2026

Jakiego Boga czcimy?

Niedawno przeczytałem wypowiedź radykalnego amerykańskiego pastora, który postawił szokującą tezę: w świecie ewangelicznego chrześcijaństwa każdej niedzieli, tuż przed południem, rozkwita masowe bałwochwalstwo. Zaintrygowany tak surową oceną współczesnego Kościoła, postanowiłem zgłębić jego argumentację. O ile w chrześcijaństwie tradycyjnym – przesyconym martwymi rytuałami i przedmiotami, którym przypisuje się moc zbawczą – zjawisko to jest mi znane, o tyle w środowisku ewangelicznym wydawało się ono nieprawdopodobne. Co dokładnie miał na myśli ten kontrowersyjny kaznodzieja?

Jego diagnoza była prosta: w przeciętnym zborze naucza się dziś wyłącznie o Bogu jako miłującym Ojcu, który nie ma zamiaru sprawić nikomu najmniejszej przykrości. Takiego Boga się wielbi, jemu oddaje się cześć w pieśniach i modlitwach. Kreuje się wizerunek Stwórcy, który akceptuje każdego, obsypuje niebiańskimi błogosławieństwami i – co kluczowe – od nikogo niczego nie wymaga, będąc jedynie „dobrym Tatusiem”. Współcześni kaznodzieje niemal całkowicie milczą o tym, że Bóg karze swoje dzieci za nieposłuszeństwo. Zamiast biblijnej prawdy, prezentują postać „boga” skrojonego na miarę ludzkich oczekiwań.

Wierni czczą ten obraz, nie zdając sobie sprawy, że nie jest to Bóg Pisma Świętego. Biblijny Bóg jest bowiem nie tylko Miłością, ale także Świętym i Sprawiedliwym Sędzią, który wymierzy słuszną karę każdemu grzesznikowi.

Współcześni głosiciele unikają tematów takich jak „gniew Boży”, „pomsta” czy „kara za zlekceważenie krwi Przymierza” niczym przysłowiowy diabeł święconej wody. Tymczasem Biblia jest nasycona historiami i wersetami ilustrującymi Bożą sprawiedliwość. Jeśli głosimy, że Bóg jest nieskończenie sprawiedliwy, musimy również mówić o Jego zagniewaniu w obliczu łamania ustanowionych przez Niego praw.

Warto podkreślić, że obraz zagniewanego Boga nie ogranicza się do Starego Testamentu. Jezus Chrystus, Syn Boży, wielokrotnie okazywał gniew w relacjach z ludźmi – i nie działo się to tylko podczas słynnego oczyszczania świątyni. Gdy Jezus wszedł do synagogi w szabat i uzdrowił człowieka z bezwładną ręką, spotkał się z milczeniem faryzeuszy. Ewangelista Marek notuje, że Jezus spojrzał na nich z gniewem, ubolewając nad zatwardziałością ich serc (Mk 3:1-5).

Ewangelista Jan w swojej relacji przedstawia Chrystusa jako Tego, który przyszedł, by przyjąć na siebie gniew Boży należny za grzechy ludzkości. Najpopularniejszy werset Nowego Testamentu (Jn 3:16) mówi o ogromnej miłości Boga do świata, ale zawiera też surowe ostrzeżenie: ci, którzy nie uwierzą, niechybnie zginą. Jan precyzuje to dalej: „kto nie wierzy, już został osądzony, gdyż nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Boga” (Jn 3:18), a to znaczy, że „kto zaś nie jest posłuszny Synowi, nie doświadczy życia, ale gniew Boży pozostaje nad nim” (Jn 3:36).

Osoby głoszące całkowite zniesienie Bożego gniewu w Nowym Przymierzu mijają się z prawdą lub – jak ujął to apostoł Paweł – „Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę” (Rz 1:18 [BW]). Warto zwrócić uwagę na formę gramatyczną: gniew Boży „objawia się” (czas teraźniejszy ciągły). Oznacza to, że nawet teraz, w dobie łaski, Bóg stale manifestuje swój sprzeciw wobec zła.

Kolejnym permanentnie pomijanym fragmentem są słowa z Listu do Hebrajczyków (10:26-31). To natchnione ostrzeżenie skierowane do tych, którzy znając prawdę, świadomie trwają w grzechu. Autor przypomina, że o ile w Prawie Mojżeszowym za złamanie przykazań groziła śmierć, o tyle o ileż surowsza kara spotka tego, kto „podepcze Syna Bożego i zlekceważy krew Przymierza, która go uświęciła, i znieważy Ducha łaski” (Hbr 10:29). Słowa te bez żadnej wątpliwości skierowane są do osób, które doświadczyły mocy przebaczenia grzechów, poznały prawdę i doświadczyły oświecenia, lub, jak w innym miejscu tego samego listu zostali określeni jako ci, „którzy raz otrzymali światło, którzy zakosztowali daru niebiańskiego i stali się uczestnikami Ducha Świętego, którzy zakosztowali wspaniałego Słowa Boga i mocy przyszłego wieku” (Hbr 6:4,5). Dlatego nie dziwią mnie słowa przestrogi: „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego” (Hbr 10:31), nawiązujące do słów z ostatniej Pieśni Mojżesza: „Do Mnie należy zemsta i odpłata w dniu, gdy zachwieją się ich nogi, gdyż bliski jest dzień ich klęski, szybko przybliża się ich przeznaczenie” (Pwt 32:35).

W 1741 roku znany amerykański kaznodzieja Jonathan Edwards wygłosił w Enfield słynne kazanie oparte na tym właśnie tekście. Przeszło ono do historii jako wstrząsający opis konsekwencji zlekceważenia ofiary Chrystusa. Reakcja była natychmiastowa: tłumy ludzi, przerażone wizją Bożej sprawiedliwości, rzuciły się do pokuty i aby uciec przed „straszną ręką Boga”, szukali ratunku w zbawczej łasce.

Obawiam się, że dzisiaj kaznodzieja o takiej bezkompromisowości nie utrzymałby się za kazalnicą zbyt długo. Współczesne zbory wolą Boga, który daje komfort, a nie stawia wymagań. Czy jednak wielbienie tak okrojonego wizerunku Stwórcy nie jest w istocie bałwochwalstwem?

Kiedyś apostoł Paweł pytał zapytał wprost wierzących w zborach Galacji: „Kto was omamił?” (Ga 3:1), gdy ci zaczęli wypaczać obraz ukrzyżowanego Chrystusa. Kto więc omamia nas dzisiaj, malując obraz Boga, który przymyka oko na grzech? Być może to właśnie brak świadomości Bożej sprawiedliwości sprawia, że świat nie reaguje na Ewangelię. Oferta „darmowych błogosławieństw” przegrywa z atrakcjami, jakie oferuje świat.

Gdy w pierwotnym Kościele Ananiasz i Safira padli martwi po okłamaniu Ducha Świętego, „wielki strach ogarnął wówczas cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” (Dz 5:11). Może właśnie tego zbawiennego przerażenia i respektu przed świętością Boga brakuje nam dzisiaj najbardziej?

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.