Uważam, że właśnie teraz, w czasie totalnego zamętu ideologii
i trendów filozoficznych w świecie, jakie wkradają się do kościołów, chrześcijaństwo
musi powrócić do swoich początków. Dzieje
Apostolskie i Listy napisane w tamtym czasie najlepiej świadczą o tym, że
Chrystus wiedział, iż jedyną możliwością zwycięskiego zwiastowania Dobrej Nowiny,
była obietnica, dlatego powiedział: „Nie oddalajcie się z Jerozolimy,
ale oczekujcie obietnicy Ojca, o której usłyszeliście ode Mnie. Jan
chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz
1:4,5). Niestety, współczesny kościół „oddalił” się od tej niezbędnej
obietnicy i moc Ducha zastępuje mądrością doktorów teologii i psychologii. Uczniowie
Chrystusa, okazali posłuszeństwo swemu Panu i „poszli i głosili
wszędzie Dobrą Nowinę, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał
ich słowa znakami, które im towarzyszyły” (Mk 16:20).
Apostoł Piotr, wbrew swoim dotychczasowym przekonaniom, okazał zupełne posłuszeństwo Słowu Bożemu, poszedł do domu Korneliusza i zwiastował ewangelię w mocy Ducha Świętego, który spoczął na nim w dniu Pięćdziesiątnicy. Dlatego czytamy w raporcie z tamtych czasów, że „kiedy jeszcze Piotr mówił te słowa, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki, Zdumieli się wówczas wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego został wylany także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami i wielbią Boga. Wtedy Piotr powiedział: Czy może ktoś odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak, jak my? I rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa” (Dz 10:44-48).
Chciałbym rozpalić pragnienie tamtych czasów, aby Duch Święty dokonywał takich samych dzieł, aby nie było wątpliwości, czy można komuś odmówić chrztu. Dlatego przypominam sobie moje wczesne dni, gdy rozpoczynałem moja służbę Słowa. Był to czas przygotowania, czas zdobywania duchowych szlifów. Dlatego dzielę się moim osobistym świadectwem momentu, gdy zbliżyłem się do obietnicy napełnienia mocą Ducha Świętego. Jest to fragment książki, mojego osobistego świadectwa drogi, którą Pan mnie prowadził.
„Zdawałem sobie równocześnie sprawę, że oprócz przygotowania teologicznego to, czego potrzebowałem najbardziej, było otrzymanie Bożego namaszczenia do służby, do jakiej On mnie powołuje. Wychowany w środowisku zielonoświątkowym, wiedziałem o chrzcie w Duchu Świętym. Słyszałem często na różnych nabożeństwach osoby modlące się w niezrozumiały dla mnie sposób, a mianowicie wypowiadały słowa, jakich nie rozumiałem, gdyż brzmiały bardzo obco. Wiedziałem już, że w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy Duch Święty zstąpił na pierwszych chrześcijan, pojawiły się nad nimi ogniste płomienie, a oni wypowiadali słowa, jakie Duch im poddawał (Dz 2,4). Bardzo pragnąłem otrzymać to namaszczenie i niejednokrotnie modliłem się o to, aby doświadczyć napełnienia Duchem Świętym. Teraz, będąc studentem protestanckiej uczelni teologicznej, postanowiłem gorliwie o to się modlić.Był to chłodny zimowy wieczór, gdy wraz z kolegą z roku pojechaliśmy do Brwinowa, do zaprzyjaźnionej rodziny, która wspierała nas, studentów pozbawionych bliskiej relacji z naszymi domami. Powiedziałem, że chcę modlić się o chrzest w Duchu Świętym. Uklękliśmy i tak rozpoczęła się walka z osobistymi przekonaniami wyniesionymi z poprzednich modlitw. Miałem wyrobiony obraz tego, w jaki sposób rozpoznam, że już zostałem ochrzczony; czekałem, że nagle ogarnie mnie jakieś dziwne ciepło i zacznę modlić się innym językiem. Przyznam, że to wyobrażenie blokowało we mnie pełne otwarcie się na to, jak Bóg to uczyni. Dopiero po jakiejś chwili, zrezygnowany z oczekiwania na mój sposób, gdy ktoś zaintonował pieśń, w której powtarzały się słowa refrenu: „Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz, wszystko tak prostym jest, tylko Mu wierz”... nie wiem, jak to się stało, ale zauważyłem, że modlę się bardzo żywymi słowami, których nie rozumiałem. Poczułem się, jakbym był gdzieś wysoko ponad ziemią i pragnąłem tylko jednego: aby uwielbić Boga najszczerzej, jak to możliwe. Kiedy już późną nocą wracałem z kolegą tramwajem przez Warszawę, on mnie uciszał, prosząc, abym już przestał głośno modlić się niezrozumiałym językiem.”
Mam nadzieję i o to się modlę, że niedługo będę mógł przekazać
informację, iż wspomniane świadectwo ukaże się w całości w druku.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.