Sunday, November 17, 2013

Jezus Pocieszyciel



 Jestem przekonany, że wszyscy pragniemy doświadczać radość, nie taką, wywołaną dobrym momentem, lecz niezależą od tego, przez co w życiu przechodzimy. Właśnie taką radość daje nam nasz Pan.
Prawdziwa radość wynika z pokoju, jaki uzyskujemy w swoich sercach na skutek usprawiedliwienia z łaski – „Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa(Rzym. 5:1). Gdy brakuje Bożego pokoju w sercach, trudno jest doświadczać prawdziwą radość, gdyż przysłania ją cień niepokoju. A źródłem wszelkiego niepokoju w życiu dziecka Bożego jest jedynie grzech, w każdej jego postaci. To on powoduje, że Duch Święty nie może objawić w nas Swego owocu, którym jest również radość. Dlatego Paweł radzi świętym i usprawiedliwionym w Efezie – „nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia” (Efez. 4:30). Cóż więc robić, gdy pojawi się grzech jako nieproszony gość i zasmuci nas wewnętrznie?
Apostoł Jan mówi otwarcie, żebyśmy nie oszukiwali siebie, wmawiając sobie nieskazitelność – „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma” (1 Jan 1:8). Spotkałem ludzi, którzy tego stwierdzenia nie uznają. Nie sądzę, że nie znają tego wersetu, lecz ignorują zawartą w nim prawdę. Apostoł idzie dalej w swojej realistycznej wizji naszego życia i pisze: „Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego (z Boga) robimy i nie ma w nas Słowa jego” (w. 10).
Myślę, że dobrze znamy świadectwo apostoła Pawła o jego walce z „zakonem grzechu”. Pisze on wyraźnie: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię; gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię” (Rzym. 7:15). Swoje osobiste wyznanie na temat walki ze swoim ciałem podsumowuje błagalnym wołaniem: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (w. 24). Paweł znał odpowiedź, nadał jedynie tej kwestii trochę dramaturgii, aby podkreślić jej realistyczny wymiar. Kolejny werset brzmi już z wyczuwalną ulga, gdyż czytamy: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu(w. 25).
Nadal działa w naszym życiu „zakon grzechu”, czyli skłonność do czynienia tego, co sprzeciwia się pragnieniom Ducha Świętego, który w nas mieszka. To, że zgrzeszymy, jest naturalne, lecz nie konieczne, gdyż sami tego nie chcemy. Dlatego musimy znaleźć jakiś środek na poprawę wewnętrznego nastroju, gdyż w momencie uświadomienia sobie popełnienia jakiejś nieprawości, tracimy radość.
Chciałbym jeszcze na chwilkę zatrzymać się przy skłonności do grzeszenia, nie po to, aby złagodzić zagrożenie, lecz abyśmy lepiej zrozumieli „mechanizm” pokuszenia. Apostoł Jakub uspokaja nas pisząc, że „każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą” (Jak. 1:14). Pożądliwość poczyna grzech, to znaczy powoduje jego ożywienie, lecz dopiero „gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć” (w. 15).
Oryginalne znaczenie słowa „hamartano”, jakie znamy w naszym języku jako „grzeszyć”, znaczy dokładnie „nie trafić do celu” (ang. „miss the mark”). Myślę, że to wyjaśnienie pomoże nam lepiej zrozumieć, że będąc narodzonymi na nowo z Ducha Świętego, pragniemy „trafić do celu”, czyli wykonać dobry uczynek, lecz na skutek diabelskiego kuszenia, trafiamy obok. Naturalną cechą nowej natury jest czynić to, do czego nakłania nas Duch Święty, lecz dopóki chodzimy w tym ciele i żyjemy w tym świecie, jesteśmy narażani na chybienie celu, co znaczy w potocznym języku, że grzeszymy.
Słowo Boże zachęca nas do tego, abyśmy uważali na zastawione diabelskie pułapki. Musimy liczyć się z tym, że Boży i nasz przeciwnik stara się nas zwieść za wszelką cenę. Dlatego apostoł Jan pociesza, że „jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy” (1 Jan 2:1). Chrystus, który nas usprawiedliwił, teraz czuwa nad tym, abyśmy zawsze mogli korzystać z Jego orędownictwa.
W oryginalnym tekście listu apostoła Jana użyte jest słowo „parakletos”, które  w naszym przekładzie oddane jest jako „orędownik”. Jest to, to samo słowo, którego użył pan Jezus, gdy zapowiadał uczniom nadejście Orędownika, Pocieszyciela, czyli Ducha Świętego. Jan używa tego słowa w napisanej przez siebie Ewangelii w zapowiedzi nadejścia Pocieszyciela. Znaczy ono „Pocieszyciel” albo „Adwokat”. Angielskojęzyczne przekłady listu Jana określają Chrystusa jako naszego Adwokata. Uważam, ze jest to trafne tłumaczenie, gdyż oddaje faktyczną rolę Chrystusa, który nadal nas przedstawia przed Bogiem Ojcem jako usprawiedliwionych. Tylko On może to uczynić, ponieważ On „jest ubłaganiem za grzechy nasze” (1 Jan 2:2). Słowo „ubłaganie” w oryginale znaczy „odkupić” lub  „uczynić zadośćuczynienie”, dlatego tylko Pan Jezus może wystąpić w roli naszego adwokata przed świętym Bogiem.
Jest tylko jedna rzecz, jaka należy do nas, a mianowicie, musimy przyjść od Pana Jezusa i uznać nasz grzech. Oczywiście nie wystarczy samo przyznanie się do „nie trafienia do celu”, lecz musimy żałować tego, co uczyniliśmy. Prawdziwy żal polega na postanowieniu nie czynienia więcej tego, co zrobiliśmy. Jan podaje nam wspaniałą receptę, gdy opanuje nas zasmucenie spowodowane grzechem – „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1:9).
Czyż nie jest to najlepszym pocieszeniem dla zmartwionego serca, w którym pojawił się smutek spowodowany grzechem, gdy uświadomimy sobie jak wspaniałego mamy Adwokata? Dlatego uważam, że oprócz Ducha Świętego, Jezus jest również naszym Pocieszycielem.
Pan Jezus, gdy wyjaśniał Swoim uczniom, na czym polega zwycięskie życie wypełnione owocem Ducha Świętego, radził im, aby trwali w Nim. To jest jedyny stan, który może zapewnić nieustającą radość. Chrystus, Swoje największe pragnienie wyraził słowami: „aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (Jan 15:11).
Dlatego On jest naszym Pocieszycielem.
Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.