„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem
przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy
Go szukają” (Hbr 11,6) – to jeden z fundamentalnych wersetów biblijnych
definiujących wiarę. Odgrywa ona kluczową rolę w naszej relacji ze Stwórcą,
choć samo pojęcie wiary może funkcjonować również w oderwaniu od religii.
Każdy z nas w coś lub w kogoś wierzy. Nawet ateista żywi
głębokie przekonanie o nieistnieniu Boga. Cała teoria ewolucji opiera się
przecież na wierze, że z nicości powstało wszystko. Prawdę mówiąc, potrzeba
niezwykle silnej wiary, by przyjąć taki paradygmat. Kreacjoniści również
przyjmują fakt powstania świata aktem wiary, z tą jednak różnicą, że za
przyczynę wszystkiego uznają Wszechpotężnego i Inteligentnego Boga, a nie
bliżej nieokreśloną „biologiczną papkę”.
Potocznie uważa się, że wiara jest antytezą rozumu. Jak jest
w rzeczywistości? Czym jest wiara, skoro stanowi niezbędny warunek nawiązania
autentycznej więzi z Bogiem?
„Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy,
przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (Hbr 11,1) – to prawdopodobnie
najlepsza definicja, ponieważ wprowadza nas w stan oczekiwania na rzeczy, które
obecnie pozostają poza zasięgiem naszego wzroku. W dobie internetu można
natknąć się na skrajnie różne opinie na ten temat. Wystarczy wpisać hasło
„wiara” w wyszukiwarkę, by przeczytać najbardziej fantazyjne teorie. Nie jest
to jednak mądra droga poznania. Na pewnym portalu, mieniącym się
chrześcijańskim, można na przykład przeczytać, że „wiara jest po prostu
Bogiem”.
Biblia pozostaje najlepszym i najpewniejszym źródłem
poznania natury wiary. To z niej dowiadujemy się, że jest ona konieczna do
uzyskania zbawienia i korzystania z Bożych obietnic. Przez wiarę przyjmujemy
istnienie Bożego Królestwa, w którym obowiązują inne reguły niż te rządzące
światem materialnym. Należy jednak pamiętać, że sama wiara nie jest siłą
sprawczą – to Bóg dokonuje swoich dzieł, a my przyjmujemy je wiarą. Wiara nie
jest narzędziem do wymuszania na Bogu spełnienia naszych zachcianek; jest ona
drogą do otrzymania tego, o co prosimy zgodnie z Jego wolą.
Apostoł Jan wyjaśnia Boże zasady funkcjonowania wiary: „Taka
zaś jest ufność, jaką mamy do Niego, iż jeżeli prosimy o coś według Jego woli,
wysłuchuje nas. A jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co prosimy, wiemy też, że
otrzymaliśmy już od Niego to, o co prosiliśmy” (1 Jn 5,14-15).
Warto zwrócić uwagę na użycie czasu teraźniejszego
czasownika „mieć” (echomen), który w polskim tekście bywa tłumaczony
jako „otrzymywać” lub „posiadać”. Nie wchodząc w zawiłości filologiczne,
zauważmy, że polskie przekłady używają tu słów takich jak: „uzyskać” (BWP),
„mieć” (BG) czy „posiadać” (BT). Istotny jest tu czas gramatyczny, ponieważ
podobna forma występuje w innym wersecie, który kluczowo koresponduje z tym
tematem. Chodzi o wypowiedź Jezusa o wierze zdolnej przenosić góry. Ewangelista
Marek cytuje słowa Chrystusa: „Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek
byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam”
(Mk 11,24).
Ten werset jest mi szczególnie bliski ze względu na osobiste
wspomnienia. Jako student pierwszego roku teologii, znający już podstawy greki
klasycznej, miałem okazję przyglądać się procesowi powstawania nowego przekładu
Biblii z języków oryginalnych – tzw. Biblii Warszawskiej. Wydano wtedy „Cztery
Ewangelie”, a profesorowie z mojej uczelni (ChAT) brali czynny udział w
pracach. Pamiętam, jak na wykładzie z greki postanowiliśmy „zaskoczyć”
wykładowcę pytaniem: „Dlaczego w Ewangelii Marka 11,24 użyto czasu przyszłego
'otrzymacie', skoro w oryginale występuje aoryst, co zgodnie z zasadami oznacza
czas przeszły i powinno brzmieć 'otrzymaliście'?”
Wykładowca odpowiedział dość enigmatycznie, że wynika to z
logiki całego zdania, co nas wówczas niezbyt satysfakcjonowało. Dziś uważam, że
jest to dobry przekład, na którym można bezpiecznie opierać swoją wiedzę.
Dobrze jednak, że możemy sięgać po inne tłumaczenia, a nawet tekst oryginalny
(choć dysponujemy jedynie jego wiernymi kopiami z pierwszych wieków).
Niestety, niektórzy wykorzystali różnice w tłumaczeniach do
stworzenia własnych interpretacji. Z czasem, dzięki popularności tych poglądów,
powstały dogmaty oparte na koncepcji „wiary w wiarę”. Jest ona rozumiana
jako mechaniczne uzyskiwanie odpowiedzi od Boga poprzez stanowcze wyznawanie,
że „Bóg musi to uczynić, bo obiecał”. W takim ujęciu wiara staje się czynnikiem
sprawczym, a Bóg zostaje zepchnięty na margines procesu. Fundamentem tego poglądu
stała się właśnie błędna interpretacja Mk 11,24.
Ciekawą perspektywę oferuje anglojęzyczny przekład ESV
(English Standard Version). W komentarzu do tego wiersza w wersji Study
Bible czytamy: „Bóg z przyjemnością daje dobre rzeczy tym, którzy Go proszą
(Mt 7,11) i jest zdolny spełnić każdą prośbę, jeśli ma ona pobożne motywy (Jk
4,3) i jest zgodna z Bożą wolą (1 J 5,14). 'Tylko wierzcie, że otrzymaliście, a
spełni się wam'. Ci, którzy ufają Bogu we właściwych sprawach i we właściwy
sposób, mogą mieć pewność, że Bóg 'zaspokoi wszelką potrzebę waszą według
bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie' (Flp 4,19). Niektórzy
niewłaściwie wykorzystują ten werset, twierdząc, że przy wystarczającej wierze
Bóg już uczynił (lub uczyni) wszystko, o co poproszą. Musimy jednak zawsze
zachowywać postawę Jezusa: pełne zaufanie Bożej mocy przy jednoczesnym poddaniu
się Jego woli: 'wszakże nie co Ja chcę, ale co Ty' (Mk 14,36).”
Co zatem z tym nieszczęsnym aorystem? Czy powinno być
„otrzymaliśmy”, czy „otrzymamy”? Odpowiedź tkwi w specyfice tego czasu
greckiego. Aoryst pełni funkcję czasu przeszłego dokonanego, ale bywa również
używany do wyrażania aspektu przyszłego, trybu przypuszczającego lub życzącego.
Podsumowując: Boga nie zmusimy do działania, nawet
najbardziej precyzyjnie sformułowaną prośbą. Nie zaszantażujemy Go grecką
gramatyką. Bóg jest suwerenny w wykonywaniu swojej woli. Najlepszym przykładem
modlitwy wiary jest historia trędowatego z Ewangelii Marka. Członek ten w
swojej beznadziejności zwrócił się do Chrystusa z pokorą i ufnością: „I
przyszedł do Niego trędowaty z prośbą, upadł na kolana i rzekł do Niego: Jeśli
chcesz, możesz mnie oczyścić” (Mk 1,40).
Jezus odpowiedział: „Chcę” – i tak się stało. Ten
wzorzec modlitwy, łączący pewność co do mocy Bożej z uznaniem Jego woli, jest
najbardziej godny naśladowania.

Jezus mówił DO CHRZECIJAN a więc do tych, którzy w Niego uwierzyli i w Jego imię zostali ochrzczeni. Są zatem zbawieni i słowa o prośbie kierowane są właśnie do nich.
ReplyDeleteDlaczego jest tam użyty czas przeszły ? Ano dlatego, że chrześcijanie nie są chrześcijanami z własnej woli. Jezus powiedział przecież "nie Wy mnie wybraliście lecz Ja Was wybrałem" a stało się to jeszcze "PRZED ZAŁOŻENIEM ŚWIATA".
Zatem w Bożym zamyśle wszyscy chrześcijanie (zbawieni) zostali powołani do świętości jeszcze zanim Bóg stworzył świat. Poprzez chrzest otrzymują oni Ducha Świętego i jak uczy Pismo "W Nim jest chcenie i wykonanie", tj. pozornie nasza wola jest de facto Jego wolą, wolą Ducha a więc wszystko to o co będziemy prosić będzie de facto wolą samego Boga.
Argumenty dobre. Wniosek fałszywy. Moja wola nie zawsze jest zgodna z wolą Bożą. Gdyby tak było to m. in. apostoł Paweł nie zachęcałby do poznawania Jego woli. Nie wszystko o co proszę jest wolą Boga. Zdarza się błądzić albo upaść i prosić o coś co niekoniecznie musi być wolą Boga. No chyba, że z góry założymy, że w takim razie nie jestem chrześcijaninem czyli wybranym przez Boga.
DeleteThis comment has been removed by the author.
ReplyDelete