Jeśli chcę
powiedzieć, że wspominam najgorszy moment, będzie to zależało od tego, czy
wspominam ostatnie wakacje, czy całe swoje życie. Podobnie jest, gdy mówimy o
ludziach: możemy jedynie względnie określić stopień zepsucia człowieka w
porównaniu z jakimś przyjętym kryterium. Na przykład najgorszy nauczyciel wcale
nie musi być najgorszym człowiekiem.
Człowiek
jest z gruntu zły, gdyż jest grzesznikiem. Pozwólcie, że przypomnę tu często
przytaczane określenie: „Człowiek grzeszy, ponieważ jest grzesznikiem, a nie
jest grzesznikiem dlatego, że grzeszy”. Chyba rozumiemy, o co chodzi w tym dość
zawiłym zdaniu?
W tym
rozważaniu chciałbym zająć się kwestią, na ile zły jest człowiek. Jak bardzo
zdeprawowana jest ludzka natura? Przecież wiadomo, że nie każdy jest w takim
samym stopniu zepsuty. Spotykamy się nieraz z twierdzeniem, że każdy człowiek
jest jednakowo zdolny do popełnienia najgorszej zbrodni, lecz tego nie czyni,
ponieważ nie ma ku temu woli albo sposobności. Nie zgadzam się z określeniem
używanym przez niektórych zwolenników kalwinizmu – total depravity,
czyli „zupełne zepsucie” – i to jest moją początkową tezą w tym rozważaniu. Na
swoją obronę biorę słowa Pana Jezusa, który powiedział: „Jeśli tedy wy, będąc
złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec
wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą” (Mt
7:11). Uważam więc, że nawet zły człowiek potrafi czynić dobro. Tak
przynajmniej uważał Pan Jezus, a z Jego zdaniem powinniśmy się liczyć.
Wszyscy
zaliczani jesteśmy do jednej kategorii – jesteśmy grzeszni – „gdyż wszyscy
zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rz 3:23). Co do tego nie ma dyskusji,
gdyż wszyscy wywodzimy się z tego samego źródła i ponosimy te same
konsekwencje. „Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a
przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy
zgrzeszyli” (Rz 5:12). Nad tym zagadnieniem nie ma dyskusji, wszyscy
zgadzamy się, że „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6:23).
Problem
pojawia się w momencie, gdy chcemy przyjąć tezę, na ile człowiek jest zły i jak
bardzo jest zdeprawowany. Czy jest w stanie zapragnąć swego zbawienia, jakie
Bóg nam oferuje w Chrystusie? Czy w ogóle nie jest do tego zdolny?
Jak z
pewnością zauważyliście, odwołuję się nieraz do powszechnej tutaj
(powszechniejszej niż w Polsce) teologii kalwinistycznej. Ogólny zarys tej
teologii został ujęty w akronimie „TULIP”, którego pierwsza litera „T” znaczy
„totalna deprawacja” (Total depravity). Zwolennicy tego poglądu
twierdzą, że człowiek nienawrócony jest tak zdeprawowany, że nie jest w stanie
nawet pomyśleć o swoim zbawieniu. Uważa się, że każdy grzesznik pała, wprost
zieje taką nienawiścią do Boga, że żadna dobra myśl nie jest w stanie zrodzić
się w jego totalnie zepsutym sercu. Najczęściej cytowanym wersetem na obronę
takiego stanowiska jest wypowiedź Jezusa na temat zawartości serca człowieka: „Albowiem
z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże,
morderstwa, cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść,
bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala
człowieka” (Mk 7:21-23). Aby nie wdawać się w niepotrzebną dyskusję, chcę
jedynie zauważyć, że Jezus wcale nie powiedział, iż jest to jedyna i wyłączna
zawartość ludzkiego serca. Celem wypowiedzi Chrystusa było ukazanie, że
prawdziwym „brudem” nie są rzeczy zewnętrzne, lecz to, co pochodzi z wewnątrz.
Prawdą jest, że „takie brudy” wychodzą z serca ludzkiego, ale czy tylko?
Dlaczego o
tym piszę? Uważam, że wmawianie ludziom, iż wszyscy jesteśmy totalnie
zdeprawowani i że pałamy nienawiścią do Boga, tworzy fałszywy obraz zarówno
Boga, jak i człowieka.
Owszem,
możemy przeczytać w Biblii (Rz 1:18-32), że ludzie odwrócili się od Boga i
wybrali własną mądrość. Przeciw tym, którzy świadomie odrzucają zbawienie z
łaski, Bóg zachowuje Swój święty gniew. Ci, którzy wybierają drogę buntu,
którzy świadomie występują przeciwko prawdzie, muszą ponieść konsekwencje
takiego wyboru. Ten fragment Słowa Bożego dotyczy w pierwszym rzędzie
doczesnych skutków grzesznego życia jako świadomego odrzucenia ewangelii
Chrystusowej.
Apostoł
Paweł pisze o życiu w usprawiedliwieniu Bożym, jakie jest możliwe przez wiarę.
Przeciwieństwem zbawienia z wiary jest wybór własnego stylu życia, bez Boga i
Jego mądrego prawa; dlatego ci, którzy to czynią, skazują się na przewidziane z
góry skutki. Zwróćmy uwagę, że Paweł pisze o „gniewie Bożym” w czasie
teraźniejszym: „Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej
bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę” (Rz
1:18). Nie chodzi więc tu o wieczne potępienie, które nastąpi, jeśli nie będzie
upamiętania, lecz o „gniew” jako bezpośrednią konsekwencję łamania Bożego prawa
natury.
Ci, którzy
świadomie decydują się na to, „aby bezcześcili ciała swoje między sobą”
(Rz 1:24), poniosą „na sobie samych należną za ich zboczenie karę” (w.
27). Czy Apostoł, wskazując na tych, którzy „mienili się mądrymi, a stali
się głupi” (w. 22), mówi o wszystkich ludziach generalnie, czy tylko o
tych, którzy odrzucili Boga? Karę za to zboczenie ludzie ponoszą już w tym
życiu, natomiast wieczne potępienie poniosą, jeśli nie będą pokutować. W
Koryncie, wśród świętych, byli „rozpustnicy i mężołożnicy”, o których
wiadomo było, że „Królestwa Bożego nie odziedziczą”, lecz zostali „obmyci,
uświęceni i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga
naszego” (1 Kor 6:9-11). Być może zanim zostali „uświęceni”, doznawali na
swoim ciele przejawu „doczesnego gniewu Bożego” w postaci choroby jako „należnej
za ich zboczenie kary”. Jeśli złodziejowi ucięto rękę jako wymiar ówczesnej
sprawiedliwości, po nawróceniu się do Boga ręka nie odrosła.
Warto
zwrócić uwagę na Rzymian 1:20: „Bo niewidzialna jego istota, to jest
wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach
i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę”. Jeśli od czasu
stworzenia świata, czyli od początku, gdy człowiek znalazł się poza rajem, „moc
i bóstwo” mogą być „poznane umysłem”, to widocznie Bóg wie, że ten
ludzki umysł nie jest aż tak zdeprawowany, skoro przewidział taką możliwość.
To, że nie
wszyscy jesteśmy jednakowo źli, nie znaczy, że zbawienia potrzebują tylko
najgorsi. Nie ma ani jednego dobrego na tyle, aby nie potrzebował Chrystusa
jako Jedynej Drogi. Chcę być dobrze zrozumiany i uniknąć niepotrzebnej
dyskusji.
Święty Bóg
wymaga sprawiedliwości porównywalnej jedynie do swojej i taką nam oferuje w
Swoim Synu, Jezusie Chrystusie, który powiedział: „Ja jestem droga i prawda,
i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jn 14:6).

Komentarz przypadkowego internauty :)
ReplyDeleteChciałbym odnieść się do kilku kwestii i przedstawić swoją opinię.
W akapicie czwartym: owszem, jako źli ludzie potrafimy czynić dobre rzeczy, ale, jak wiemy z...
Iz 64: (6) I wszyscy staliśmy się podobni do tego, co nieczyste, a wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona, wszyscy więdniemy jak liść, a nasze przewinienia porywają nas jak wiatr. [BW]
Iz 64: (5) My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. [BT]
...nawet te dobre czyny względem świętości Boga są niczym; są jak skrwawiona szmata. W tym sensie jesteśmy AŻ TAK zdeprawowani wobec Najświętszego.
W akapicie siódmym: nigdy nie słyszałem, by kalwiniści powoływali się na ten fragment Pisma, by podeprzeć total depravity i w tym wypadku zgadzam się z Panem. Byłbym jednak wdzięczny za przyjrzenie się Rz 3:10-12 :).
W akapitach dziewiątym i dwunastym: to by oznaczało, że ci, którzy uwierzyli, są po prostu mądrzejsi lub roztropniejsi od niewierzących, gdyż rozpoznali Boga w Jego stworzeniu. Nie dość, że to, jak dla mnie, przeczy 1Kor 1:27-29, to jeszcze powoduje logiczną niekonsekwencję, gdyż okazuje się, że ludzie są zbawiani z mądrości, którą przecież... pierwotnie otrzymali od Boga. Zatem jeśli ktoś uwierzył w Boga, gdyż poznał Jego istnienie i dobroć na podstawie obserwacji świata, to tylko dlatego, że taką zdolność otrzymał od właśnie Boga :).
Dodatkowo wiemy, że nie z woli człowieka jest zbawienie (Rz 9:16).
W akapitach dziesiątym i jedenastym: to by oznaczało, że współcześni niewierzący, którzy faktycznie są tak zepsuci, jak opisuje Paweł, otrzymaliby karę już teraz. A więc zamiast być bogatymi i u władzy, byliby nieszczęśliwi, a takimi nie wydają się być. Chyba że źle Pana zrozumiałem, bo nie jestem pewien, co ma Pan na myśli pisząc "kara" w odniesieniu do zdeprawowanych ludzi.
Pozdrawiam!
Drogi przypadkowy internauto,
ReplyDeleteniekwestionowaną prawdą jest, że wobec świętości Boga, nasza moralność jest "jak splugawiona szata", lecz to nie przeczy temu, że człowiek może posiadać pragnienie wołania do Boga, z czym nie zgadzają się zwolennicy teorii "totalnej deprawacji". Nie sposób wyliczyć wszystkie wezwania Boga do wołania, szukania poznawania Go. Gdyby, zgodnie z twierdzeniem takiej teorii, człowiek byłby do tego niezdolny, to tego typu wezwania byłyby pozbawione sensu. A o to chyba nie można posądzać Boga! Lecz poznanie Boga nie jest jeszcze równoznaczne z przyjęciem Jego daru zbawienia.
Apostoł Paweł, pisząc do Rzymian o gniewie Boga w czasie traźniejszym wobec "wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi" (Rzym. 1:18), miał na uwadze stan doczesny, ponieważ ci ludzie majac możliwość poznania Boga swoim umysłem(w. 20), odrzucili Jego mądrość. Ich postępowanie inspirowane własną mądrością powoduje, że żyją niemoralnie (w. 26, 27), "ponosząc za to zboczenie karę", czyniąc to "co nie przystoi" (w. 28). Paweł zwraca uwagę na konsekwencje wyboru bezbożnego stylu życia, jakimi są bezpośrednie skutki "popełniania sromoty".
Wieczne potępienie, które nastąpi w czasie przyszłym, jest również nazwane karą, jaką Bóg wymierzy "tym, którzy nie znają Boga oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosa oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy Jego chwały" (1 Tes. 1:8,9).
Aby wszystko było jasne, nasze zbawienie jest darem Bożego miłosierdzia i nie zależy od naszych zabiegów (Rzym. 9:16), lecz wybór takiego zbawienia zależy od naszej decyzji. Pan Jezus i Jego apostołowie wzywali ludzi do przyjęcia tego zbawienia. Nigdzie nie czytamy, aby w Kościele pierwszego wieku nauczano, że należy przyjąć bierną postawę wobec dokonanego przez Boga przeznaczenia do zbawienia, lub pozostania w beznadziejnym oczekiwaniu na potępienie, gdyż Bóg tak postanowił.
Ewangelia jest dobrą nowiną skierowaną do wszystkich ludzi. Zadaniem Kościoła jest wzywać "wszystkich ludzi aby, się upamiętali" (DzAp. 17:30).
Dziękuję za odpowiedź :).
ReplyDeleteWydaje mi się, że już Dawid pisał, że nie ma ani jednego człowieka, który szukałby Boga, a cytował go w Nowym Testamencie i sam Paweł:
Rz 3: (10) jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego, (11) nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; (12) wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego.
Nadal utrzymuję, że człowiek z własnej woli nie chce Boga, ale to Bóg najpierw musi człowieka dotknąć:
J 6: (44) Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Co do "sensowności" takiego wzywania człowieka do nawrócenia: podobne posądzenie można wysnuć również z perspektywy prezentowanej przez zwolenników wolnej woli. Otóż, jeśli Bóg, który widzi przecież przyszłość, wie (J 6:64), kto Go wybierze, a kto nie, to dlaczego nawołuje również tych, którzy nigdy się nie nawrócą? Czyż i to nie jest pozbawione sensu?
Ba, można pójść dalej i spytać, po co Bóg w ogóle tworzy ludzi, o których wie, że Go nigdy nie wybiorą i się nie nawrócą? Tworzy ich tylko po to, żebym sami się potępili, co pozbawia sensu twierdzenie, jakoby Bóg "chciał" zbawienia wszystkich ludzi na świecie (piszę w cudzysłowie, gdyż tego "chcenia" nie rozumiem).
Rz 9:16 nie wspomina jedynie zabiegów, ale i wolę człowieka; nie wspomina nic o decyzji człowieka, przeciwnie, częściej czytamy, że Jezus przynosi wolność, co oznacza, że człowiek nienawrócony wolny bynajmniej nie jest. Grzech jest spętaniem i brakiem tej wolności.
Działanie Jezusa opisane w Ewangelii również daje sporo do myślenia, gdy zada sobie pytanie, dlaczego właściwie mówił On w niezrozumiałych przypowieściach, które tłumaczył... wybranym ludziom na osobności. I czego cieniem jest naród... wybrany... w Starym Testamencie. To tylko takie moje przemyślenia.
Żeby i z mojej strony była jasność: i ja nie nawołuję do przyjmowania biernej postawy wobec dokonanego przez Boga przeznaczenia do zbawienia :). Kogo Pan pociągnie, tego słowa Ewangelii poruszą, reszta Boga i tak nie będzie chciała. Tak to na chwilę obecną rozumiem, mimo, że i mi się to nie podoba. Za pewne wynika to z dzisiejszej kultury, w której idea wolności w libertariańskim tego słowa znaczenia, jest bardzo mocno w nas zakorzeniona. A w Biblii wolnej woli nie widzę.
Pozdrawiam!