Saturday, May 25, 2013

Ile na tacę?

Od kiedy istnieje Kościół, prowadzone są dyskusje na temat środków finansowych, które są niezbędne do kontynuowania dzieła zwiastowania ewangelii. Wierni zadają sobie pytanie, ile mają dawać, natomiast liderzy zastanawiają się jak najlepiej zachęcić ludzi do ofiarności.
Niektórzy sądzą, że najlepszym rozwiązaniem jest dziesięcina, bądź co bądź, system biblijny i bardzo prosty. Inni natomiast odwołują się do ewangelicznego przykładu, do którego zachęcał osobiście Pan Jezus, i dają przysłowiowy „wdowi grosz”.
Apsotoł Paweł utrzymywał się głównie z datków, jakie zgromadzano podczas jego podróży. Zaraz, zaraz, ktoś powie, przecież Paweł pracował przy szyciu namiotów. Tak, to prawda, proszę więc powiedzieć, ile czasu i gdzie, spotykamy apostoła przy tym zajęciu? Czy rzeczywiście szycie namiotów była stałym zajęciem Pawła?
Generalną regułą finansową naszego życia jest to, że „trudzimy się pracą własnych rąk” (1 Kor. 4:12), czyli utrzymujemy siebie i inne sprawy ze środków, jakie sami zarobimy. Lecz apostołowie więcej podróżowali, niż mieli okazje przyłożyć swe rece do jakiejś pracy. Apostoł Paweł, gdy przybył do Koryntu, spotkał chrześcijańskie małżeństwo, Akwilę i Pryscylę, świeżo przybyłych po wypędzeniu chrześcijan z Rzymu przez Klaudiusza. Ich głównym zajęciem było szycie namiotów, a ponieważ Paweł posiadał rówież znajomość tej pracy, „zamieszkał u nich i pracowali razem” (DzAp. 18:3). Z dalszego opisu dowiadujemy się, że Paweł „przebywał tam rok i sześć miesięcy” (w. 11). Warto zwrócić uwagę na to, że apostoł nie przybył do Koryntu w poszukiwaniu pracy, lecz aby głosić ewangelię. Z relacji opisanej przez Łukasza dowiadujemy się, że „w każdy sabat rozprawiał w synagodze i starał się przekonać zarówno Żydów, jak i Greków” (w. 4). Nigdzie nie czytamy, że stałym zajęciem Pawła, czy też innch apostołów, było szukanie zatrudnienia przy jakimś warsztacie. Wiemy, że słudzy ewangelii szli z miejsca na miejsce, zakładali zbory i tych którzy uwierzyli, nauczali Bożych prawd.  Dlatego ze względów czysto praktycznych realizowana było wskazanie, aby „ten, którego się naucza Słowa Bożego, niechaj się dzieli wszelkim dobrem z tym, który naucza” (Gal. 6:6).
Uważam, że to „dzielenie się wszelkim dobrem” nie polegało jedynie na kładzeniu koperty na tacę, lecz mogło to być również zakwaterowanie, zapewnienie transportu, nakarmienie, czy ofiarowanie szaty dla wędrującego kaznodziei. Dlatego mówienie o ofiarności wierzących jest tematem zawsze aktualnym, przynajmniej tak długo, jak długo będzie istniała potrzeba zwiastowania ewangelii, czyli aż do przyjścia Pana. Pisałem już wcześniej na ten temat (Kościelna sakiewka), zwracając bardziej uwagę na stosunek ludzi wierzących do pieniędzy generalnie. Pierwsi chrześcijanie mieli prawidłowe podejście do tej sprawy, gdyż jak czytamy „Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba” (DzAp. 4:34,35).
Tym razem chcę spojrzeć bardziej na kwestię wielkości naszej ofiary, czyli ile kłaść na tacę? Czy powinniśmy kierować się prostą matematyczną regułą i dawać dziesiątą część tego co posiadamy, czy dawać według  podszeptów serca, bez kalkulatora?
Na temat dziesięciny napisano już wiele i wygłoszona sporo kazań i wykładów, tak że nie ma potrzeby powtarzania się. Chcę natomiast zwrócić naszą uwagę na to, że o dziesięcinie czytamy jedynie w Starym Testamencie. Od czasu przyjścia Chrystusa na ziemię nie spotykamy nigdzie nauczania na ten temat. Jedynie Pan Jezus, gdy wyrzucał faruzeuszom ich obłudę, powiedział: „biada wam, faryzeusze, że dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z każdego ziela, a pomijacie prawo i miłość Boga; a wszak należało i to czynić, i tamtego nie zaniechać” (Łuk. 11:42). Czy słowa, że należy to czynić, skierowane do faryzeuszy, można odebrać jako nakaz obowiązujący wszystkich wierzących w Chrystusa? Jeśli tak, to dlaczego nikt z apostołów do tego nie nawiązuje w listach pisanych do zborów? Gdyby Pan Jezus przeniósł obowiązek dawania dziesięciny do Kościoła, to musielibyśmy uznać brak  posłuszeństwa wśród apostołów, bo żaden z nich nie wspomniał nawet słowa „dziesięcina”, nie mówiąc o nauce dawania dziesiątej części swoich dochodów.
Jedynie autor listu do Hebrajczyków, którego adresatami byli Żydzi, nawiązał do historycznego wydarzenia, gdy Abraham złożył ofiarę Melchisedekowi, dając mu „dziesięcinę ze wszystkiego” (Hebr. 7:2). Dalej, autor tego specyficznego listu wywodzi, że wszystkie nakazy zakonu, jakie obowiązywały kapłanów w Izraelu, włącznie z dziesięcinami, zamykaja się w uległości wyrażonej przez praojca tego narodu Abrahama wobec Melchisedeka, na wzór którego przyszedł Chrystus. Tak więc posłuszeństwo Chrystusowi zwalnia nawet Żydów z obowiązku wypełniania nakazów zakonu Mojżeszowego. Za takie nauczanie Paweł cierpiał prześladowanie ze strony przywódców Izraela.
Chrystus stał się kapłanem, nie według porządku Aarona, gdyż pochodził z rodu Judy, dlatego będąc kapłanem na podobieństwo Melchisedeka, „stał się nim nie według przepisów prawa, dotyczących cielesnego pochodzenia, ale według mocy niezniszczalnego życia(Hebr. 7:16). Dziesięcina, o której wspomina autor Listu do Hebrajczyków, jaka została złożona przez Abrahama, nie ma nic wspólnego z ofiarami składanymi na potrzeby kościoła i jego sług. Tamta ofiara złożona przez Abrama Melchisedekowi, kapłanowi Boga Najwyższego, była wyrazem uznania i czci dla wielkości Boga, którego poznał jako „El Elyon”, czyli Boga Najwyższego. O znaczeniu Bożego imienia „El Elyon” może napiszę później, teraz interesuje mnie to, co kładziemy na kościelną tacę
Jeśli uważą się, że położenie na tacę koperty z dziesiątą częścią zarobionych przez nas pieniędzy, jest oddaniem chwały i czci dla Boga Najwyższego, z myślą, że będą użyte zgodnie z potrzebami finansowymi naszego kościoła, jest wielkim nieporozumieniem. Ofiary zborowe są przeznaczone na wspólne finansowanie działalności naszej społeczności. Z uzyskanych tą drogą środków finansowane są koszty utrzymania budynku, remonty, oraz utrzymanie zatrudnionych sług z pastorem włącznie. Te potrzeby są z reguły proporcjonalne do wielkości zgromadzenia. Jeśli zbór składa się z kilkudziesięciu czlonków, nie stać go na kaplicę wielkości Sali Kongresowej w Warszawie, ani na zatrudnienie kilku pastorów.
Dlatego apostoł Paweł, pisząc właśnie do wierzących w Koryncie, gdzie sam pracował chwilowo przy szyciu namiotów, napisał po latach, aby kontynuowali rozpoczęte dzieło ochotnie „w miarę środków, jakie posiadacie” (2 Kor. 8:11). Ponieważ, jak wynika z listów Pawła, w rejonie Macedonii znajdowali się wierzący, mający serca bardziej ofiarne dla sprawy Pańskiej niż w Koryncie, apostoł przypomnaił im przysłowie: „Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie” (2 Kor. 9:6). Wielkość ofiary wyznacza serce, anie kalkulator – „Każdy, tak jak sobie postanowił w sercu, nie z żalem albo z przymusu; gdyż ochotnego dawcę Bóg miłuje” (w. 7).
Jeśli ktoś uważa, że daje dokładnie dziesiątą część swoich dochodów na tacę, a jego serce nie czci Boga, jako Najwyższego Pana, marnuje swoje finanse. Gdyż błogosławieństwa nie można kupić za żadne pieniądze.
Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.