Sunday, November 30, 2025

Żarliwe czekanie

Niedawno zastanawiałem się nad dość trudnym tekstem z Listu apostoła Pawła do Rzymian. Czytamy w nim między innymi, że „Stworzenie przecież z wytrwałością oczekuje objawienia synów Boga gdyż zostało poddane marności nie z własnej woli, lecz przez Tego, który je poddał, w nadziei, że również ono będzie wyzwolone z niewoli rozkładu do wolności chwały dzieci Boga” (Rz 8:19-21). O jakie stworzenia chodzi w tej zapowiedzi?

O tym może w następnym wpisie, teraz chcę zwrócić uwagę na zwrot, który mnie szczególnie ujął, który w języku oryginalnym występuje jako jedno słówko „ἀποκαραδοκία” [apokaradokia], oddane w tym przekładzie (BE) - „z wytrwałością oczekuje”. W innych polskojęzycznych przekładach mamy: „z gorliwym wypatrywaniem oczekuje” (UBG), „z wielką tęsknotą oczekuje” ((BP), „z upragnieniem oczekuje” (BT) czy też „czeka żarliwie” (NBG). Myślę, że próby oddania w naszym języku tego zwrotu świadczą o szczególnym znaczeniu. Chodzi przecież o oczekiwanie na objawienie chwały dzieci Boga, gdy Boże stworzenie zostanie już wyzwolone z „niewoli rozkładu” spowodowanego upadkiem człowieka w grzech.

Zadałem więc sobie pytanie: jak ja oczekuję na zakończenie obecnego stanu, w którym żyjemy. Oczekujemy przecież na nastanie panowania Chrystusa, gdy powróci znów już jako Pan panów i Król wszystkich panujących w tym świecie. To będzie musiał być wielki moment, na który czeka cały Kościół, wszyscy odkupieni krwią Baranka. Zgodnie z zapowiedzią, jaką usłyszeli apostołowie w chwili odejścia Pana Jezusa do Ojca, to będzie musiał być naprawdę wielki moment. Gapiący się wówczas w niebo uczniowie usłyszeli: „Galilejczycy, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, który został wzięty od was do nieba, tak przyjdzie, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1:11). Kiedy Chrystus już zniknął za chmurami, oni nadal stali i „gapili” się w niebo. W oryginale czytamy, że oni „ἀτενίζω” [atenizó] „wpatrywali się”, a dosłownie to znaczy „obserwować z wielkim zainteresowaniem i skupionym spojrzeniem; nieustannie i intensywnie wpatrywać się w jakiś obiekt” (Strong 816).

Apostoł Paweł, znawca greki „koine”, która jest użyta w pisemnym zapisie historii życia i działalności Jezusa Chrystusa i początków Kościoła, użył wyjątkowego słowa we wspomnianym fragmencie Listu do Rzymian. Wyrażenie „ἀποκαραδοκία” [apokaradokia] według słownika Stronga znaczy „myślenie naprzód (dosłownie z wyciągniętą głową), odnoszące się do gorliwegointensywnego oczekiwania”. To tak, jak w przypadku gorliwego oczekiwania na ukochaną osobę, wyciąga się głowę, aby jak najszybciej ją zobaczyć. Wówczas nic nie jest  stanie przyciągnąć uwagi oczekującego, gdyż w myślach i w sercu ma jedynie tego, na kogo czeka. Paweł chciał tym słowem określić rodzaj naszego oczekiwania na wieczne życie, jakie mamy zapewnione w Chrystusie, wraz z Jego powrotem.

Pamiętam czas, gdy byłem dzieckiem i mocno przejmowałem się myślą o powtórnym przyjściu Pana Jezusa. Ponieważ wychowałem się w rodzinie „wierzącej”, dość dobrze znałem podstawowe prawdy biblijne. Pamiętam, jak nieraz, wracając ze szkoły do domu, nie zastałem w mieszkaniu mojej mamy. Pierwsza myśl, jaka mną zawładnęła, była taka, że Pan Jezus już przyszedł, a ja zostałem. Wybiegałem wówczas z domu, biegłem do ogrodu i z ulgą odetchnąłem dopiero wtedy, gdy zobaczyłem mamę, pochyloną między grzędami warzyw.

Apostoł Piotr napisał do wierzących wszech czasów, również i do nas, abyśmy byli dobrze przygotowani na koniec naszego życia: „aby przez resztę życia w ciele żyć już nie dla ludzkich namiętności, ale zgodnie z wolą Boga” (1 Ptr 4:2). Z każdym dniem jesteśmy bliżej końca, mamy coraz mniej czasu, dlatego tak ważne jest, aby wykorzystać go właściwie. Warto przypomnieć sobie dobrą radę apostoła Pawła: „Uważajcie więc pilnie, jak postępujecie, nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy. Wykorzystujcie czas, bo dni są złe” (Ef 5:15-16).

Biblia zawiera wiele pouczających opisów, w których Bóg dawał szansę wykorzystania czasu, jaki pozostał do końca życia. Jedną z dobrze znanych historii jest przykład króla Ezechiasza. Gdy król zachorował, przyszedł do niego prorok Izajasz z konkretną informacją od Boga: „Wydaj rozporządzenie co do twojego domu, ponieważ na pewno umrzesz!” (Iz 38:1). Ezechiasz bardzo się przeląkł tą wiadomością, wybuchnął wielkim płaczem i wołał do Boga, wspominając, jak wiele dobrego uczynił w swoim życiu. Bóg odpowiedział przez proroka znów wyraźnie: „Oto dodam do twojego życia piętnaście lat” (w. 5).

Piętnaście lat – czy to dużo? To zależy, w jakim wieku taką wiadomość mógłby ktoś otrzymać. Osobiście bardzo bym się ucieszył taką wiadomością, ponieważ w moim wieku to sporo czasu. Mija już kilkanaście lat od chwili, gdy po badaniach medycznych usłyszałem z ust lekarza słowo, które nadal przeraża: „rak”. W drodze do domu zaczęło do mnie docierać, że zostało mi mniej czasu, niż zwykłem dotychczas uważać. Tym bardziej że niedawno uczestniczyłem w pogrzebie bliskiej mi osoby, która przedwcześnie zmarła na raka. Tych myśli nic nie jest w stanie odpędzić, cisną się do głowy każdą szparą, jak gryzący w oczy dym. Dlatego tak ważne stało się dla mnie to pytanie: „Jak mogę najlepiej wykorzystać czas, jaki mi jeszcze pozostał?”. Tylko Bóg wie, ile tego czasu zostało, moim zadaniem jest wykorzystać go jak najlepiej.

Apostoł Paweł pisze o dobrym wykorzystanie czasu: „Wykorzystujcie czas, bo dni są złe” (Ef 5:16). Dlatego pisząc do Tytusa, mówi wprost, że „byliśmy kiedyś bezmyślni, nieposłuszni, błądziliśmy, poddani rozmaitym pożądaniom i rozkoszom, wiodąc życie w złości i zawiści, znienawidzeni i nienawidzący jedni drugich” (Tt 3:3). Co za wspaniała łaska, która obdarowała nas tak rozsądnym spojrzeniem na życie! Dzięki temu, co teraz wiemy, możemy świadomie oddawać się zajęciom, celom i sprawom, które ubogacają nasze życie. A przede wszystkim, możemy czynić to, co jedynie ma wartość przed Bogiem, z czym możemy z radością oczekiwać na powrót Chrystusa. W prawdzie zbawienie otrzymujemy z łaski, nie przez uczynki, to jednak ta łaska „wychowuje nas, abyśmy odrzucili bezbożność i światowe pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie i pobożnie, oczekując spełnienia się błogosławionej nadziei i objawienia się chwały naszego wielkiego Boga i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (Tt 2:12).

Wiemy, że skoro Chrystus doświadczył w swoim życiu cierpienia i odrzucenia, żadne doświadczenie nie może nas zniechęcić, mając w Nim tak wspaniały przykład. Apostoł Piotr miał na uwadze cierpienie Chrystusa, gdy radził wierzącym, „aby przez resztę życia w ciele żyć już nie dla ludzkich namiętności, ale zgodnie z wolą Boga” (1 Ptr 4:2). Cały pierwszy list, jaki napisał Piotr, poświęcony jest właśnie cierpieniu, które wzbogaca wiarę, otwiera Boże serce na nasze modlitwy i uwalnia od przywiązania do rzeczy ziemskich, które nie mają znaczenia w obliczu oczekiwania na życie wieczne. Ponieważ Boża moc strzeże naszego zbawienia, cierpienie doświadcza naszą wiarę. Dlatego Piotr zachęca nas słowami: „Weselcie się z tego, mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami, ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus(1 Ptr 1:6-7). A przecież wiemy, że „bez wiary zaś nie można podobać się Bogu” (Hbr 11:6).

Dobrze jest przypomnieć sobie również słowa apostoła Jana, który z taką miłością zachęcał wierzących, aby trwali wiernie w oczekiwaniu na Pana. W świetle tej wielkiej prawdy, że nastanie w końcu ten wielki dzień, gdy Pan przyjdzie po swoje dzieci, nic innego nie ma znaczenia. Dlatego pisał tak: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest w świecie. Jeżeli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. To wszystko bowiem, co jest w świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz jest ze świata. A świat przemija i jego pożądliwość, ten zaś, kto czyni wolę Boga, trwa na wieki” (1 Jn 2:15-17).

Apostoł Paweł, wśród wielu poleceń dotyczących praktycznego życia, pisze: „I tak rozumiejcie ten czas, że nadeszła godzina, abyście się ze snu obudzili. Teraz bowiem nasze zbawienie jest bliżej niż wtedy, gdy uwierzyliśmy” (Rz 13:11).

Od czasu, gdy Paweł zapisał te słowa, minęło co najmniej dwa tysiące lat, tak że nam pozostało dużo mniej czasu, niż mieli go wierzący wówczas. Dlatego tym żarliwiej czekajmy na powrót naszego Pana.

Henryk Hukisz

Wednesday, November 26, 2025

Jaki obraz kościoła?

Zanim ludzie zaczęli posługiwać się alfabetami, istniały już pisma obrazkowe. Za pomocą piktogramów komunikowano się w starożytnym świecie. Język hebrajski posługuje się literami, które są rozwiniętymi obrazkami. Wierzę, że zanim Mojżesz spisał księgi zawierające opis stworzenia, upadku człowieka, potopu, historię Abrahama czy wreszcie wędrówkę i zamieszkanie narodu wybranego w Ziemi Obiecanej, wśród narodów krążyły jakieś ryciny zawierające informacje o Bogu i Jego dziełach. W Biblii czytamy, że już w pradawnych czasach zaczęto wzywać imienia PANA (Rdz 4:26).

Biblia, a szczególnie Stary Testament, posługuje się obrazami – nie malowanymi wprawdzie pędzlem, lecz słowami, wyrazami. Paweł zarzucał Galacjanom, że dali się omamić, pomimo że przed ich „oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego” (Ga 3:1 [BW]).

Pierwsze wydarzenia zapisane na początku naszej Biblii mają fundamentalne znaczenie dla zrozumienia tej Bożej Księgi w całości, a szczególnie dzieła, jakie przyszedł wykonać Boży Syn, Jezus Chrystus. Prawidłowe zrozumienie opisu dzieł Bożych z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju gwarantuje poprawne pojmowanie wszystkich pozostałych prawd zapisanych w Biblii.

Gdy rozmyślam o podstawowej komórce społecznej, jaką jest rodzina, muszę zajrzeć wpierw do pierwszych zapisów, aby zrozumieć, co miał na uwadze apostoł Paweł, gdy pisał w Liście do Efezjan, jak powinno wyglądać małżeństwo, które daje początek rodzinie. Zauważmy, że pomimo upływu około czterech tysięcy lat od stworzenia, Paweł powołuje się dosłownie na Boże ustanowienie małżeństwa. Są to słowa mówiące o tym, że mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Ef 5:31). Nieco wcześniej, Pan Jezus, zapytany o to, jak rozumie funkcjonowanie małżeństwa, powiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku uczynił ich jako mężczyznę i kobietę? I oznajmił: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mt 19:4-5). Jest to bezpośrednie odwołanie do pięknego obrazu, jaki znajdujemy na początku Biblii, gdzie czytamy, że Bóg, po uczynieniu „odpowiedniej pomocy” dla Adama, któremu było niedobrze, gdy był sam, dał mężczyźnie niewiastę, o której Adam powiedział: Ta jest wreszcie kością z moich kości i ciałem z mojego ciała, ona będzie nazwana kobietą, gdyż z mężczyzny została wzięta (Rdz 2:23). Wówczas Bóg zadekretował niezmienną definicję: Dlatego mężczyzna opuści swego ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną i będą jednym ciałem (Rdz 2:24).

I jak widzimy z powyższego rozważania, ta definicja, albo podstawowa prawda o małżeństwie, nie ulega żadnym modyfikacjom. Potwierdził to Pan Jezus oraz apostoł Paweł, cytując ją dosłownie. Dlatego piszę teraz z niepokojem, obserwując zabiegi wielu współczesnych „teologów”, nierzadko podpierających się tytułami doktorów, aby dokonać zmiany tego podstawowego prawa, które stanowi fundament budowania małżeństw i rodziny w naszych czasach. Nie zamierzam odnosić się do współczesnych trendów wśród tzw. postępowych polityków, którzy bezmyślnie odchdzą od Bożego ustanowienia.

Pozwólcie, że powrócę do idei obrazów, które zawierają treści i komunikują nam lepiej niż wyrazy to, co Bóg przekazuje nam za pośrednictwem natchnionego Słowa. Chcę zwrócić naszą uwagę na obraz, jaki został zapisany w słowach: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Ef 5:31). Według słów zapisanych w Liście do Efezjan, Paweł pokazuje nam, że ten starożytny obraz małżeństwa zawiera informację odnoszącą się do najważniejszego planu, jaki Bóg miał w Swoim sercu, zanim przystąpił do stwarzania świata. Paweł pisze o tym we wstępie do tego Listu. Czytamy tam, że my, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa, otrzymaliśmy w Chrystusie pełnię duchowych błogosławieństw. W Nim przecież wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni (Ef 1:3-4).

Tak więc, jeszcze zanim Bóg stworzył świat i wszystko, co w nim istnieje, zanim stworzył człowieka na Swoje wyobrażenie, zanim wypowiedział te kluczowe słowa, na czym polega prawdziwa więź małżeńska, Bóg miał już plan polegający na tym, że Jego Syn zstąpi z nieba, weźmie na Siebie nasze grzechy i przywróci nas z powrotem w objęcia Ojca. Paweł zrozumiał to, gdy starał się pokazać, na czym polega prawdziwa relacja pomiędzy mężem i żoną, którzy na wzór Chrystusa i Kościoła mają wyraźnie określone role i pozycje. Dlatego, bezpośrednio po słowach ustanowienia małżeńskiego: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem, dodał: Wielka jest to tajemnica, lecz zaraz wyjaśnił: a ja odnoszę ją do Chrystusa i Kościoła (Ef 5:32).

Na pytanie, czy pojęcie tajemnicy odnosi się również do małżeństwa – bo wygląda na to, że dotyczy jedynie Chrystusa i Kościoła – odpowiem, że jak najbardziej. Wpierw był plan dotyczący Kościoła, dopiero później Bóg powołał małżeństwo i w nim stworzył obraz, pokazujący nam, na czym polega podstawowa relacja, jaka łączy Chrystusa i Kościół. Tak więc prawdziwy obraz małżeństwa, według Bożych reguł, pokazuje nam, jak funkcjonuje Kościół i jaką rolę spełnia jego Głowa, którą jest Chrystus.

Zdaję sobie sprawę, że formuła tego bloga nie pozwoli mi w jednym wpisie odnieść się do wszystkich szczegółów tego obrazu, dlatego teraz chciałbym jedynie pokazać, dlaczego dzisiejsze pojęcie małżeństwa i rodziny odbiega bardzo daleko od Bożego wzoru. Diabeł, Boży przeciwnik i wróg wszelkich Bożych dokonań, które mają nas odkupić dla Jego chwały, robi wszystko, aby ten pierwotny obraz zamazać, zniszczyć albo namalować jego falsyfikat. Obraz małżeństwa i rodziny, jaki widzimy współcześnie, ukazuje nam dobitnie, że coraz bardziej mu się to udaje.

W Bożym obrazie występują ważne elementy tworzące jego treść. Jest mężczyzna jako mąż, kobieta jako żona, jest opuszczenie, czyli wyjście z poprzedniej relacji, i co najważniejsze, jest nowe związanie na bardzo intymnym podłożu. To, że diabeł obecnie niszczy te zasadnicze pojęcia i zależności, świadczy o tym, że chce zamazać Boży wzorzec, aby niszczyć Kościół. Kościół jest tworem wiecznym, przechodzącym w nieskończoność u Boga; małżeństwa skończą swą egzystencję wraz z nastaniem nowego świata. Dlatego diabłu bardziej zależy na tym, aby Kościół nie był już budowany według Bożego planu, niż na dobrobycie naszych małżeństw.

Staram się w innych wpisach przedstawić więcej szczegółów ukazujących, na czym polega prawdziwa uległość żon i Kościoła, czym jest przywództwo męża i panowanie Chrystusa oraz jaka jest rola głowy, jaką mąż jest dla żony, na przykładzie Chrystusa, Głowy Kościoła. Jeśli nie zachowamy dziś tego wzoru, jaki Bóg objawił w obrazie małżeństwa, jeśli wprowadzimy zmiany ról i powołań mężczyzn i kobiet w kościele, to tak naprawdę otworzymy szeroko bramy dla wszelkich świeckich idei feministyczno-homoseksualnych w kościołach.

Skoro kwestia prawidłowego pojęcia małżeństwa i kościoła jest tajemnicą, to musimy  poznawać ostrożnie, zgodnie z tym, co Bóg chce nam objawić. Apostoł Paweł napisał w tym samym Liście, że z łaski Bóg udziela mądrości, dając nam poznać tajemnicę swojej woli, według swego postanowienia, które w Nim zamierzał wypełnić, dla osiągnięcia pełni czasów, aby Chrystus stał się na nowo Głową wszystkiego: tego, co jest w niebiosach, i tego, co jest w Nim na ziemi. W Nim też zostaliśmy wybrani, przeznaczeni według postanowienia Tego, który wszystkim kieruje według swojej woli (Ef 1:9-11).

Podsumowując to krótkie rozważanie, chcę pokazać, jak bardzo diabłu i jego sługom zależy na tym, aby obraz małżeństwa ustanowionego przez Stwórcę zakłamać, przemalować i zniszczyć, a tym samym zniszczyć również relację pomiędzy Chrystusem i Kościołem. Wystarczy obserwować dziś to, co dzieje się w zborach, jak zamienia się biblijne elementy „zgromadzenia świętych” na rozrywkowe „ewenty” na wzór świeckich imprez. Apostoł Paweł pisał do zboru w Koryncie: „Kiedy się zbieracie, każdy ma jakiś dar: śpiewania hymnów lub nauczania, lub objawiania tego, co zakryte, lub mówienia językami, lub tłumaczenia. Wszystko niech służy ku zbudowaniu” (1 Kor 14:26). Czy te słowa były aktualne tylko w I wieku?

Współczesne małżeństwa przestały już być biblijnym obrazem Kościoła, dlatego ludzie nie reagują na wezwania do powrotu do ustanowionych przez Boga zasad funkcjonowania Kościoła. Często, gdy o tym rozmawiam w środowisku ewangelicznie wierzących osób, słyszę: „Bracie, to już tak jest, ludzie się zmieniają, tak uważa większość i musimy się z tym pogodzić”.

Czy rzeczywiście musimy?

Henryk Hukisz

Friday, November 14, 2025

Wiara i nadzieja w czasach ostatecznych

Kilka dni temu poszliśmy z żoną na poznańskie wydarzenie „Świętomarcińskie”. W tym roku po raz pierwszy teren imprezy został zabezpieczony wejściem przez bramki antyterrorystyczne. Wczoraj w wiadomościach informowano o rocznicy ataku terrorystów islamskich w Paryżu w 2015 roku. Pamiętam, że wówczas na moim blogu podzieliłem się osobistą refleksją na temat czasów, w jakich żyjemy. Postanowiłem wykorzystać ówczesny tekst, aby uświadomić, że nadal żyjemy w niebezpiecznym czasie.

Terroryzm, jak ktoś niedawno zauważył, wydaje się być nieunikniony we współczesnym świecie. Sam Pan Jezus, rozmawiając z uczniami o znakach charakteryzujących czasy ostateczne, powiedział: Będziecie słyszeć o wojnach i odgłosy bitew. Uważajcie, nie dajcie się zastraszyć. Tak bowiem musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu. Zapanuje głód, a miejscami wystąpią trzęsienia ziemi (Mt 24:6-7).

Wygląda na to, że żyjemy w czasach, kiedy te słowa się wypełniają. Świat pogrąża się w coraz większym niepokoju o przyszłość, głównie dlatego, że brak mu nadziei, którą jest jedynie Chrystus. Dzięki Niemu, który stał się naszym Panem i Zbawicielem, możemy zachować nadzieję, nawet w obliczu najgorszych wydarzeń. Mimo to, tragedia, jaka wydarzyła się tego piątkowego wieczoru w Paryżu, dotyka nas wszystkich – zarówno wierzących, jak i niewierzących – ponieważ stanowimy jedno społeczeństwo.

Po otrząśnięciu się z pierwszych emocji wywołanych wiadomościami o zamachu terrorystycznym, nadszedł czas na refleksję. Nie należę do osób, które natychmiast zmieniają swoje zdjęcia profilowe, barwiąc je na kolory francuskiej flagi, lecz w żaden sposób nie oznaczało, że jestem obojętny na to, co się tam wydarzyło. Mam znajomych mieszkających we Francji, a sam miałem kiedyś okazję odwiedzić Paryż i podziwiać jego piękno. Modlę się o pokój dla wszystkich, ponieważ wiem, że jedynie prawdziwy Książę Pokoju może go dać każdemu, kto tego pragnie.

Ta tragedia, która bezpośrednio dotknęła setki rodzin, w których zginęli lub zostali ranni najbliżsi, wywołała w moim sercu głęboką refleksję. Oto trzy myśli, którymi chciałbym się podzielić.

Po pierwsze, widzimy, jak kruche jest życie. Apostoł Piotr, cytując słowa proroka Izajasza, napisał: Wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka jego chwała jest jak kwiat trawy. Trawa więdnie i kwiat opada, a Słowo Pana trwa na wieki” (1 Ptr. 1:24). Nawet jeśli nie wydarzy się w naszym życiu nic tragicznego, to nadal palące słońce bowiem wschodzi i wysusza trawę, i kwiat opada, i traci swoje piękno. Podobnie też bogaty przeminie wraz ze swymi dążeniami (Jk 1:11). Zarówno biedny, jak i bogaty, zdrowy i schorowany, wszyscy stoimy przed nieuniknionym momentem, który mądry Salomon ujął słowami: Lada chwila pęknie srebrna nić, roztrzaska się czasza ze złota, dzban stłucze się przy źródle, do studni runie złamany kołowrót (Koh 12:6). Dlatego wciąż aktualne jest pytanie: Czy jesteś gotowy na ten moment?

Po drugie, zło jest realne i istnieje niezależnie od naszej woli. Oczywiście, nie mam zamiaru usprawiedliwiać złoczyńców, lecz jedynie stwierdzam fakt, że zło jest obecne pośród nas. Pan Jezus, przychodząc na świat, nazwał siebie Dobrym Pasterzem. Natomiast ci wszyscy, którzy uzurpują sobie rolę „zbawicieli” świata, są złodziejami i rozbójnikami (Jn 10:8), a ich celem jest aby ukraść, zabić i zniszczyć(w. 10). Apostoł Paweł pisał do wierzących w Efezie, że zanim doświadczyliśmy łaski zbawienia, my wszyscy kiedyś ulegaliśmy pożądaniom naszego ciała, spełniając wolę ciała i umysłu, i z natury byliśmy dziećmi gniewu, podobnie jak wszyscy inni (Ef 2:3), ponieważ postępowaliśmy według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu(w. 2). Taki jest ten świat. Chociaż nie zawsze widzimy go w najgorszej odsłonie, prawdą jest, że cały świat jest w mocy Złego(1 Jn 5:19).

Po trzecie, jedyną Prawdą jest Jezus Chrystus. Dziś każdy wyznaje swoją prawdę – tę, która jest dla niego wygodna. Zanikło pojęcie prawdy absolutnej, gdyż ludzie nie chcą się jej podporządkować. Każdy woli wyznawać dogodną dla siebie wizję, dlatego tak często dochodzi do wojen i ataków terrorystycznych, gdy jedni chcą narzucić swoją „prawdę” drugim. Pan Jezus powiedział o sobie, i tylko On jeden mógł to powiedzieć: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie(Jn 14:6).

Nikt inny poza Jezusem Chrystusem nie jest Zbawicielem i Panem, który może dać ludziom pokój i prawdziwe życie. My wszyscy, potomkowie Adama i Ewy, jesteśmy grzesznikami, lecz możemy zostać usprawiedliwieni darmo, Jego łaską, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie(Rz 3:24). Gdyż Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę, dzięki Jego krwi, żeby okazać swoją sprawiedliwość przez odpuszczenie grzechów, które zaistniały wcześniej, w czasie pobłażliwości Boga, i żeby okazać swoją sprawiedliwość teraz, w tym czasie, aby okazało się, że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia tego, kto wierzy w Jezusa(Rz 3:25-26).

Nie ma innej osoby, nie ma innej drogi i nie ma innej prawdy, które dałaby ludziom uwolnienie od terroryzmu i innych nieszczęść, z jakimi spotykamy się każdego dnia na tym świecie. Dlatego do tych, którzy doświadczyli łaski zbawienia, apostoł Paweł kieruje apel: Byliście bowiem niegdyś ciemnością, teraz jednak jesteście światłością w Panu. Postępujcie więc jak dzieci światłości, bo owoc światłości jest we wszelkiej dobroci, sprawiedliwości i prawdzie” (Ef 5:8,9). Chodzi o to, aby ten świat, który nie zna prawdy i nie poszukuje jedynej drogi zbawienia, mógł się opamiętać i uznać, że „Pan nie zwleka z wypełnieniem obietnicy – chociaż niektórzy uważają, że zwleka – ale jest cierpliwy względem was, gdyż nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy się nawrócili” (2 Ptr 3:9).

Pewnego razu do Jezusa przyszli ludzie, którzy opowiedzieli mu o Galilejczykach zabitych przez Piłata w trakcie składania ofiar. Na to Pan Jezus rzekł, że podobnie jak ci, na których zawaliła się wieża w Syloe, wszystkich tak samo czeka śmierć. Dlatego zaniepokojonych tym nieszczęściem wezwał: „Jeśli się nie opamiętacie, wszyscy podobnie zginiecie” (Łk 13:3). Ci, którzy zginęli w paryskim ataku terrorystycznym, nie byli gorsi od tych, którzy pozostają przy życiu. Chodzi o to, aby wszyscy, zanim nastanie ten ostateczny moment, zdążyli pojednać się z Bogiem.

Pamiętajmy, że jedyną Prawdą, Drogą i Życiem jest Jezus, który oddał swoje życie za grzeszny świat, aby doprowadzić nas do Ojca.

Henryk Hukisz

Saturday, November 8, 2025

Teologiczna inwersja

Inwersja to przestawienie kolejności wyrazów w zdaniu – tak brzmi definicja dość niecodziennej konstrukcji zdania, które może stać się źródłem herezji.

Fundamentem biblijnej prawdy, która tworzy zdrową teologię, jest natchniony tekst Pisma Świętego, czyli naszej popularnej Biblii. Wystarczy przyjąć zawartą w niej prawdę, aby bezpiecznie wierzyć w to, czego Bóg od nas oczekuje. Wiara zaś „jest gwarancją tego, czego się spodziewamy, dowodem istnienia rzeczy, których nie widzimy” (Hbr 11:1). Inny werset w tym rozdziale stwierdza, że „bez wiary zaś nie można podobać się Bogu, bo trzeba, aby ten, kto zbliża się do Boga, uwierzył, że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11:6). Warto odwołać się jeszcze do tego, że „dzięki wierze bowiem kroczymy, a nie dzięki widzeniu” (2 Kor 5:7), by mieć zupełną pewność, że dobrze jest wiarą przyjmować wszystko tak, jak zostało zapisane w Biblii pod natchnieniem Ducha Świętego.

Powróćmy na moment do inwersji w zdaniu, gdyż chcę odnieść się do niebezpieczeństwa, jakie może kryć się w zastosowaniu tej sprytnej zamiany wyrazów. Wpierw wyjaśnienie na przykładzie prostego zdania. Zamiast „Kot goni mysz” (szyk neutralny), można powiedzieć: „Mysz goni kot” (inwersja, akcentująca rolę myszy jako obiektu pogoni) lub z łatwością można utworzyć zdanie: „Mysz goni kota”. Dodana jedna litera na końcu tego zdania zupełnie zmienia jego sens.

Teraz inny przykład, którym już dzieliłem się na moim blogu. Przed laty prowadziłem studium biblijne, którego tematem było wyjaśnienie zwrotu „kamień węgielny”, o jakim pisał apostoł Piotr: „Oto kładę na Syjonie Kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a ten, kto wierzy, nie zawiedzie się na Nim” (1 Ptr 2:6). Jest to cytat z Księgi proroka Izajasza 28:16, który odnosi się do Chrystusa. Gdy wyjaśniałem, że słowo „węgielny” pochodzi od staropolskiego wyrazu „węgieł”, czyli „narożnik”, nagle jeden ze słuchaczy przerwał mi, twierdząc, że w jego Biblii jest napisane „kamień węgielny” i to znaczy to samo, co „węgiel kamienny”. Wszelkie próby wyjaśnienia nie przyniosły pożądanego skutku. Nawet tłumaczenie, że „kamień węgielny” jest związkiem frazeologicznym, czyli przenośnią, a „węgiel kamienny” jest terminem geologicznym, określającym surowiec, nie stanowiło logicznego argumentu – adwersarz pozostał przy swoim.

Niedawno, przeglądając kościelne strony internetowe, zwróciłem uwagę na graficzny anons informujący o spotkaniu dla rodziców. To, co spowodowało zwrócenie szczególnej uwagi, to temat tego spotkania: że my mamy stać się darem dla dzieci. Ponieważ wszelkie wyrażenia powiązane z Biblią wywołują w mojej pamięci prawdy, jakie zapamiętałem z lektury Pisma Świętego, jak żywy pojawił się werset: „Oto dzieci są darem Pana, podarunkiem jest owoc łona” (Ps 127:3 BW). Zawsze tak rozumiałem Boży porządek objawiony w rodzinie, że dzieci są darem Bożym powierzonym rodzicom, aby wychowali je na osoby wierzące i miłujące Boga. Salomon wyraził podobną myśl w zdaniu: „Wychowuj chłopca odpowiednio do obranej drogi, a nie zejdzie z niej nawet w starości” (Prz 22:6).

Zamiast wykładu na temat odpowiedzialnego rodzicielstwa, pozwolę sobie na krótką analizę zdania: „Dziecko jest darem dla rodziców”. W tym zdaniu „dziecko” jest podmiotem i darem. Natomiast „rodzice” są beneficjentami, obdarowanymi przez Stwórcę nowym człowiekiem, wprawdzie jeszcze w rozwoju, lecz będącym źródłem szczęścia i błogosławieństwa. Akcent położony jest na to, co dziecko wnosi w życie dorosłych — radość, nowy sens, poczucie dziedzictwa.

Natomiast, jeśli na skutek dokonanej inwersji utworzymy zdanie: „Rodzice są darem dla dziecka”, to podmiotem i darem stają się „rodzice”, a beneficjentem jest „dziecko”. Można wprawdzie przyjąć zrozumienie, że obecność, wsparcie i miłość rodziców są dla dziecka wielką wartością, błogosławieństwem i kluczem do prawidłowego rozwoju. Jednak akcent musi być położony na to, co dorośli powinni zapewnić dziecku — bezpieczeństwo, opiekę, edukację i rozwój emocjonalny. Sugeruje to, że rodzice są dla dziecka szansą na dobre życie. Jednak uważam, że inwersja w tym zdaniu prowadzi do całkowitego odwrócenia ról w relacji dawania i otrzymywania, zmieniając tym samym całą perspektywę relacji rodzinnej.

To, jak ważny jest porządek zdania, jaki znajdujemy w natchnionym tekście Pisma Świętego, chcę ukazać na innym wersecie, który często zostaje przekręcony wskutek inwersji. Są to słowa Pana Jezusa, który wysyłając swoich apostołów z Ewangelią, powiedział: „Kto uwierzy i zostanie ochrzczony, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, zostanie potępiony” (Mk 16:16). Często jednak słyszymy, że najważniejsza jest wiara, a kolejność uwierzenia i ochrzczenia jest już kwestią dowolną. Dla podkreślenia swojej racji, mówią, że przecież w tym zdaniu jest powiedziane, że potępienie spotka tych, którzy nie uwierzą. Prawie od zarania chrześcijaństwa największa jego część twierdzi, że można powiedzieć: „Kto zostanie ochrzczony i uwierzy, będzie zbawiony”. Dlatego chrzci się niemowlęta, aby później nauczano je wierzyć. Niby to samo, ale jednak taka inwersja jest już herezją, fałszywą nauką, która jest fundamentem fałszywego chrześcijaństwa.

Wszelkie manipulowanie Słowem Boga jest niebezpieczne. Autor listu skierowanego do Żydów, którzy od pokoleń znali moc Bożą, jaka towarzyszyła Słowu Bożemu, napisał, że „żywe jest bowiem Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić myśli i zamiary serca. Żadne stworzenie nie ukryje się przed Nim, bo wszystko jest odkryte i jawne przed oczami Tego, kto Mu musi zdać sprawę” (Hbr 4:12,13).

Słowo Boże ma to do siebie, że wypowiedziane przez Boga, czyni to, co zawiera w swojej treści. Biblia jest najwspanialszym świadectwem skuteczności Bożego Słowa. Najlepszym przykładem jest zdanie zapisane na samym początku Biblii: „Bóg powiedział: Niech się stanie światłość! I stała się światłość” (Rdz 1:3). I tak się stało, gdyż nie mogło być inaczej, jak to wyraził Bóg ustami proroka Izajasza: „Tak będzie ze słowem, które wychodzi z moich ust, nie wraca do mnie bezowocnie” (Iz 55:11).

Ostre i skuteczne Słowo Boże, bez jakiejkolwiek manipulacji, jest przyjmowane pokornie do serca, które jest świątynią Ducha Świętego. Wówczas ten Duch sprawia, że miecz Słowa dokona koniecznej operacji oczyszczenia, odcięcia, usunięcia tego, co martwe, co musi być usunięte, aby mogło pojawić się nowe życie, jakie mamy od Boga. Tego działania nasz rozum nie jest w stanie pojąć, gdyż „nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który pochodzi od Boga, abyśmy poznali dary łaski udzielone nam przez Boga” (1 Kor 2:12).

Pozwólmy więc działać Słowu Boga tak, jak On je wypowiedział. Wtedy będzie skuteczne, gdyż Bóg będzie stał za każdym swoim słowem.

Henryk Hukisz

Sunday, November 2, 2025

Zombie w kościele

Niedawno usłyszałem o sobie opinię: Jesteś kaznodzieją starej daty”. Powiem szczerze, że po chwili zastanowienia ta opinia mnie ucieszyła, gdyż oznacza to, że nie ulegam współczesnym modom, trendom czy przemianom, jakie dotykają środowisko ewangelicznego chrześcijaństwa. Wiem, że nie wszyscy podzielają takie stanowisko, lecz – jak wielokrotnie wyrażałem to na moim blogu – wolę pozostać przy tym, co sprawdzone, pobożne i wyrażające szacunek, nawet jeśli jest staromodne.

W Księdze Daniela, w wersji Biblii Gdańskiej, Bóg jest nazwany Starodawnym" (Dn 7:9), co najnowszy przekład oddaje jako „Przedwieczny”.  Dlatego bliższa jest mi postawa „kaznodziei starej daty” niż współcześnie lansowani „mówcy motywacyjni”. Z tego punktu widzenia postrzegam to, co dzieje się w moim środowisku.

Ostatnio studiowałem ponownie siedem listów do zborów w Księdze Objawienia. Uważam, że powinniśmy częściej powracać do lektury tego arcyciekawego materiału, gdyż dotyczy on naszych czasów. W ostatnim liście, skierowanym do Kościoła w Laodycei, Chrystus przedstawia się jako „świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego” (Ap 3:14). To znaczy, że gdy spotkamy się z Nim, już jako sędzią, będzie oceniać nasze czyny zgodnie z kryterium z początku, a nie z końca czasów.

Zainteresował mnie pewien szczegół opisu stanu kościoła w Sardes. Już w pierwszym zdaniu Chrystus, „który ma siedem Duchów Boga”, wydaje opinię o tym Kościele: „masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły” (Ap 3:1). To zdanie w tzw. Brytyjce brzmiało: „masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły”. Porównałem to z innymi tłumaczeniami i okazuje się, że rzeczywiście ten kościół posiadał imię, które brzmi, mówi, że jest to żywy kościół. Lecz Chrystus, który zna prawdziwy stan tego zboru, mówi, że jest on martwy. I nad tym zacząłem się zastanawiać.

Dotychczas określenie „martwy”, w odniesieniu do kościołów, rozumiałem jako formacje religijne, które może kiedyś, przed wiekami, posiadały znamiona żywotności. Lecz po wprowadzeniu liturgii zamiast prowadzenia Ducha Świętego, tradycji zamiast nauki apostolskiej, stały się jedynie martwymi pomnikami. Takich wspólnot i organizacji znajdziemy wokół nas sporo. Obserwując współczesne kościoły i ich działalność, które przyjmują piękne nazwy, stwierdzam, że to wcale nie musi znaczyć, że są żywe w pojęciu Głowy Kościoła.

Ostatnio zalecana rewitalizacja starych struktur zborowych, polegająca na odmalowaniu pomieszczeń, w których odbywają się wspólne zgromadzenia, miała przynieść ożywienie. Przez zainstalowanie nowoczesnego oświetlenia, projektorów, estrad i innych urządzeń z dziedziny „show businessu” planowano doprowadzić do ożywienia zamierających zborów. Pisałem o tym szerzej w kilku wpisach na blogu. Odsyłam do jednego z nich: „Rewitalizacja czy regeneracja”.

Zauważyłem w naszej przestrzeni wyznaniowej sporo zmian wynikających z zalecanych sposobów rewitalizacji. Choćby nawet w stylu ubierania się osób usługujących. Radzi się między innymi, aby kaznodzieja nie ubierał się w marynarkę, koszulę i krawat, gdyż jest to „robocze ubranie urzędnika korporacji”. Dlatego zaleca się dżinsy i t-shirty. Ponieważ Internet, YT i inne komunikatory zapełniane są relacjami z najnowszych wydarzeń czy też „eventów”, dało mi to ogląd zachodzących przemian w „branży kościelnej”.

Przemyślenia nad opisem stanu kościoła w Sardes, który tylko z nazwy był żywy, rodzą we mnie przekonanie, że nastąpiło tam coś na wzór rewitalizacji. Przyjęto ładnie brzmiącą nazwę kościoła, tak aby w odbiorze zewnętrznym robił wrażenie, iż dzieją się tam Boże sprawy. Ludzie zawsze będą interesować się wydarzeniami, które zwracają na siebie uwagę. Plakaty, komunikatory, rolki na TikToku czy też zapowiedzi typu: „Będzie się działo” będą przyciągać tłumy. Tak było, jest i będzie. Tylko czy są to metody, jakie stosuje Duch Święty, który został dany Kościołowi, aby był jedyną „atrakcją” ewangelii?

Pozwólcie, że przypomnę wydarzenie jak najbardziej biblijne. Zdarzyło się dość dawno, jakieś trzy i pół tysiąca lat temu. Gdy naród Boży wędrował z Egiptu do Ziemi Obiecanej, Pan wezwał Mojżesza na osobiste spotkanie na górze Synaj. Czas mijał, a Mojżesz nie wracał, więc lud domagał się, aby coś się działo. Zażądali więc od Aarona, aby zorganizował „event”, żeby mogli uwielbić jakiegoś boga, skoro Ten, który ich wyprowadził, jakoś nie dał się bliżej poznać. Zorganizowano społeczną akcję, każdy coś wniósł do wspólnego wydarzenia. Gdy scena była już gotowa, Aaron zapowiedział: „Jutro będzie święto na cześć Pana” (Wj 32:5). Gdyby posiadali wówczas technikę, jaką posługujemy się obecnie, to myślę, że internetowe komunikatory byłyby przepełnione informacjami o wspaniałym wydarzeniu, jakiego dotychczas jeszcze nie było. SMS-y zachęcałyby każdego do wzięcia udziału w ekstra wydarzeniu, że będzie mega. „Boski design” wykonał dekoracje, a „boskie kobiety” poprowadziłyby warsztaty. Później w przestrzeni wspólnych rozmów rozentuzjazmowani uczestnicy komentowali: „Ale odlot”, „Galaktyka”, „Szacun”, „Jesteś mistrzem” i wiele podobnych. Aaron miał szansę zostać okrzyknięty celebrytą tamtych czasów. Niestety, dziś nie tylko w Hollywood nadal tak się dzieje.

Biblijny opis tego wydarzenia z pewnością byłby inny, gdyby nie wstawiennictwo Mojżesza, ponieważ Pan chciał ich wytracić. Zginęła tylko pewna część, gdyż „PAN uderzył lud za to, że zrobili złotego cielca” (Wj 32:35). Bóg postanowił wstrzymać swoją obecność pośród tego ludu o twardym karku. W rezultacie, „gdy lud usłyszał te surowe słowa, zasmucił się...” (Wj 33:4), dlatego nie pozostawiono żadnych zapisanych świadectw radości i uwielbienia dla Aarona, jakie z pewnością płynęły z ust uczestników tej mega zabawy.

Kościół żyje dlatego, że jego Pan jest żywy. Tylko dlatego. Sama nazwa niczego nie czyni. Forma zgromadzenia, choćby najnowocześniejsza, nie jest świadectwem Bożego życia, które pojawia się jedynie dzięki odrodzeniu przez „niezniszczalne Słowo Boga, które żyje i trwa” (1 Ptr 1:23). Wszystko inne, nawet najbardziej uwielbiane przez człowieka, jest jedynie trawą, gdyż „wszelka jego chwała jest jak kwiat trawy. Trawa więdnie i kwiat opada, a Słowo Pana trwa na wieki” (w. 24).

Wszystko, co nie jest zrodzone ze Słowa Pana, chociaż ma kształt i wygląd, jakoby żyło, jest jedynie „zombie”. Niestety, „zombie” w naszych czasach jest bardzo modnym zjawiskiem nie tylko w tym zepsutym swiecie, w kościołach również. Pamietajmy jednak o przestrodze z pierwszego wieku Kościoła: Nie dajcie się zwodzić, Bóg nie pozwala szydzić z siebie. Co bowiem człowiek posieje, to będzie zbierał. Kto sieje w swoim ciele, jako plon z ciała zbierze zagładę. Kto zaś sieje w Duchu, z Ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6:7,8). Bez Ducha, mamy do czynienia jedynie z „ożywionym trupem” - według definicji słowa „zombie”.

Henryk Hukisz