Friday, July 24, 2026

O odnowę współczesnego Kościoła

Pierwsze wieki chrześcijaństwa pozostają dla nas niezwykłą lekcją. Pierwsi naśladowcy Chrystusa nie posiadali wpływów politycznych, zaplecza instytucjonalnego ani medialnego przebicia. A jednak zmienili bieg historii. Tajemnica ich siły nie tkwiła w wyszukanych strategiach, lecz w całkowitej uległości wobec Ducha Świętego.

To sam Jezus nakreślił fundament tej wspólnoty, gdy zapowiedział Piotrowi: „… na tej skale zbuduję Mój Kościół, a potęga śmierci go nie zwycięży”  (Mt 16,18). Dlatego po Jego odejściu apostołowie cierpliwie czekali na obleczenie w moc Ducha Świętego, aby stać się Jego świadkami „w Jeruzalem i w całej Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi” (Dz 1:8). Chcę zwrócić uwagę na fakt, że zapowiedź budowania Kościoła obejmuje nie tylko jego początki, lecz również czasy ostateczne, aż Ewangelia dotrze na krańce ziemi.

Chrystus nie planował budowy bezradnej instytucji, lecz dynamicznej wspólnoty, która w mocy Ducha Świętego ma inicjatywę i przełamuje opór ciemności. Powierzając uczniom podstawową misję, nie wysłał ich, by tworzyli bezpieczne, odizolowane enklawy, lecz nakazał im aktywny ruch w stronę świata: „Idąc więc, czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, co wam nakazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata” (Mt 28,19-20).

Gdy Duch Święty ukształtował serca pierwszych chrześcijan, Jezus stał się dla nich Panem nie tylko prywatnej pobożności, ale dosłownie każdej sfery życia: sposobu, w jaki traktowali ubogich, jak prowadzili domy, jak pracowali i jak stawiali czoła prześladowaniom.

To nie kultura kształtowała pierwotny Kościół – to Kościół, przeniknięty mocą Boga, powoli i konsekwentnie przekształcał otaczający go świat.

Jakże bolesny kontrast widoczny jest dzisiaj. Współczesny chrześcijanin nierzadko manifestuje opór wobec Ducha Świętego. Zamiast pozwolić Mu na głębokie, wręcz rewolucyjne przekształcenie swojego myślenia i nawyków, wolimy bezpieczny kompromis ze światem. Oddzielamy wiarę od codzienności – Chrystusowi oddajemy godzinę w niedzielę, podczas gdy w kwestiach etyki, relacji, pracy czy wyborów życiowych pozwalamy, by formowała nas dominująca kultura. Staliśmy się odbiorcami i naśladowcami świata, zamiast być jego solą i światłem.

Zapominamy o gorącym apelu apostoła Pawła, który przestrzegał przed duchowym konformizmem: „Nie dostosowujcie się do tego świata, ale dajcie się przemienić przez odnowienie myśli, abyście potrafili rozpoznać, co jest wolą Boga, co jest dobre, co Mu się podoba i co jest doskonałe” (Rz 12,2).

Gdy brakuje tej wewnętrznej przemiany, chrześcijanie przestają różnić się od otoczenia, a moc Ewangelii zostaje w ich życiu zablokowana. Powinniśmy zadać sobie pytanie o istotę misji współczesnego Kościoła, odwołując się do początków zwiastowania Dobrej Nowiny w czasach apostolskich.

Apostoł Paweł precyzyjnie wyjaśniał, jak powinien wyglądać dojrzały stosunek chrześcijan do świata. Kościół nie został powołany do tego, by faryzejsko odcinać się od grzeszników czy ich potępiać z wysokości własnej samowystarczalności. Naszym zadaniem jest pozyskiwanie ich dla Chrystusa poprzez świadectwo miłości i prawdy. Paweł pisał do Koryntian o mądrej wolności w relacji z ludźmi spoza Kościoła: „Napisałem wam w liście, abyście nie utrzymywali kontaktów z rozpustnikami, ale nie z rozpustnikami tego świata lub chciwcami, złodziejami czy bałwochwalcami, ponieważ musielibyście opuścić ten świat”  (1 Kor 5,9-10).

Zamiast uciekać przed światem, Paweł sam stawał się przykładem elastyczności i gorliwości w docieraniu do każdego człowieka: „Tak więc będąc wolny wobec wszystkich, samego siebie uczyniłem niewolnikiem wszystkich, aby jak najwięcej ludzi pozyskać. (...) Dla słabych stałem się słaby, aby pozyskać słabych. Dla wszystkich stałem się wszystkim, żebym wszelkimi sposobami zbawił przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię ze względu na Ewangelię, abym stał się jej współuczestnikiem”  (1 Kor 9,19.22-23).

Mechanizm duchowego wpływu na otoczenie pozostaje niezmienny od wieków.  Dojrzałość i wierność chrześcijan nieuchronnie wywierają wpływ na kulturę. Gdy wierzący są głęboko ukształtowani przez Pismo Święte, gdy Chrystus jest wywyższony w każdej dziedzinie życia, a Ewangelia jest zarówno głoszona, jak i żywa na co dzień – zmienia się wszystko: wspólnoty, rodziny, instytucje i całe kultury. Nie dlatego, że transformacja kulturowa jest celem samym w sobie, ale dlatego, że bywa ona naturalnym owocem realizowanej misji.

Przemiana kultury nie może być traktowana jako osobny, polityczny czy społeczny projekt. Ona nie nastąpi w wyniku protestów czy odwoływania się do samej tradycji. Będzie ona jedynie – i aż – naturalnym owocem serc ukształtowanych przez Słowo Boże i Ducha Świętego. Kiedy Chrystus naprawdę staje się Panem naszego życia zawodowego, naszej seksualności, naszych finansów i relacji z ludźmi, spełniają się słowa Pawła o roli Kościoła w planie Bożym: „To On uczynił jednych apostołami, innych prorokami, innych głosicielami Dobrej Nowiny, jeszcze innych pasterzami i nauczycielami, aby uzdolnić świętych do wykonywania dzieła służby, do budowania Ciała Chrystusa, aż wszyscy dojdziemy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary dojrzałości wynikającej z pełni Chrystusa”  (Ef 4,11-13).

Prawdziwym wyzwaniem dla współczesnego Kościoła nie jest więc szukanie nowych metod przypodobania się światu ani lęk przed kulturowym wykluczeniem. Wyzwaniem jest zrzucenie pancerza oporu wobec Ducha Świętego. Kościół potrzebuje dziś chrześcijan, którzy pozwolą Bożej łasce uformować się na nowo – od środka. Gdy to się stanie, Ewangelia przestanie być tylko teorią, a znów stanie się żywą mocą zdolną zmieniać serca grzeszników, rodziny, instytucje i całe narody.

Ciągle aktualne jest wezwanie Chrystusa, Głowy Kościoła: „Nikt nie zapala też lampy i nie przykrywa jej korcem, lecz stawia ją na świeczniku, by dawała światło wszystkim domownikom.  Tak niech jaśnieje wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (Mt 5,15-16).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.