Gdy mieszkałem jeszcze w Stanach Zjednoczonych, często gdy podróżowałem samochodem, słuchałem Moody Radio. Pewnego razu zainteresował mnie wywiad z osobą, która przeszła terapię nowotworową. Ponieważ sam miałem podobne doświadczenie, dlatego zacząłem uważnie słuchać.
Rozmówca opowiadał o tym, jak lekarz poinformował go, że nowotwór osiągnął już czwarty stopień zaawansowania. Chory, który najwyraźniej nie zdawał sobie wcześniej sprawy z powagi sytuacji, zapytał: Panie doktorze, a ile jest stopni? Lekarz spojrzał na niego spokojnie i odpowiedział: Tylko cztery.
Złą diagnozę najczęściej przyjmujemy z przerażeniem. Wielu
ludzi, podejrzewając, że dzieje się z nimi coś niedobrego, odkłada wizytę u
lekarza. Wolą nie wiedzieć. Jednak niewiedza nie usuwa choroby. Przeciwnie —
może sprawić, że stracimy czas, w którym można było rozpocząć leczenie.
Dlatego człowiek, który rzeczywiście chce żyć, powinien
chcieć poznać prawdę o swoim stanie, nawet jeśli jest ona bolesna. Tak samo
jest z naszym życiem duchowym. Pan Jezus powiedział: „Poznacie prawdę, a
prawda was wyswobodzi” (Jn 8,32). Słowa te są często powtarzane, również
przez ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z wiarą w Boga. Tymczasem w ustach
Jezusa nie są one ogólnym hasłem zachęcającym do poszukiwania wiedzy. Jezus
mówi o prawdzie, która prowadzi człowieka do rzeczywistej wolności.
Człowiek nie może zostać uwolniony od problemu, którego nie
chce rozpoznać. Nie można skutecznie leczyć choroby, której istnieniu się
zaprzecza. I nie można rozwiązać fundamentalnego problemu człowieka, jeśli
błędnie rozpozna się jego źródło.
Właśnie tutaj pojawia się jedna z najważniejszych różnic
między biblijnym duszpasterstwem a poradnictwem, które ogranicza człowieka
jedynie do jego psychiki, emocji, doświadczeń i społecznych uwarunkowań.
Psychologia może często bardzo trafnie opisać objawy i mechanizmy
ludzkiego zachowania. Może pomóc człowiekowi zrozumieć jego lęki, reakcje,
traumy, schematy myślenia czy problemy w relacjach. Nie należy lekceważyć tej
wiedzy. Bywa ona pomocna w rozpoznawaniu wielu rzeczywistych problemów. Ale z
perspektywy biblijnej sama diagnoza psychologiczna nie jest jeszcze pełną
diagnozą człowieka.
Biblia objawia bowiem problem, którego człowiek nie jest w
stanie rozwiązać samym poznaniem siebie. Jest nim grzech. Słowo Boże, wskazując
na źródło naszych problemów, stawią tę kwestę jasno: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli
i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23). Grzech nie jest jedynie jednym
z wielu możliwych problemów człowieka. Jest fundamentalnym problemem jego
upadłej natury i zerwanej relacji z Bogiem. Dotknął całego człowieka — jego
serca, myślenia, pragnień, decyzji i relacji z innymi.
Nie oznacza to oczywiście, że każda choroba, depresja,
cierpienie czy zaburzenie psychiczne jest bezpośrednią konsekwencją konkretnego
osobistego grzechu. Biblia nie pozwala na tak proste osądzanie człowieka. Sam
Jezus odrzucił podobne myślenie, gdy uczniowie pytali Go o przyczynę cierpienia
człowieka niewidomego od urodzenia (Jn 9,1–3). Jednak czym innym jest
powiedzieć, że nie każde cierpienie wynika z konkretnego grzechu, a czym innym
twierdzić, że problem grzechu nie ma fundamentalnego znaczenia dla zrozumienia
człowieka. To właśnie grzech sprawił, że człowiek potrzebuje czegoś więcej niż
poprawy swojego samopoczucia. Potrzebuje pojednania z Bogiem.
Psychologia może pomóc człowiekowi zrozumieć, dlaczego
reaguje w określony sposób. Może nauczyć go, jak radzić sobie z emocjami. Może
wskazać destrukcyjne schematy zachowania. Ale nie może sama udzielić odpowiedzi
na pytanie: Co jest nie tak między człowiekiem a Bogiem? Nie może ogłosić
przebaczenia grzechów. Nie może doprowadzić człowieka do pokuty. Nie może
dokonać duchowego odrodzenia. Nie może dać nowego serca.
Dlatego zastępowanie biblijnego duszpasterstwa poradnictwem
psychologicznym jest poważnym błędem. Duszpasterstwo nie może ograniczać się do
tego, aby człowiek lepiej rozumiał siebie i lepiej funkcjonował. Jego zadaniem
jest również doprowadzenie człowieka do prawdy o nim samym przed Bogiem. Tym,
który objawia nam tę prawdę, jest Duch Święty, posługujący się Słowem Bożym. Jezus
zawsze mówił swoim uczniom prawdę, nawet wtedy, gdy była ona dla nich trudna do
przyjęcia. Gdy nie byli w stanie zrozumieć tego, co chciał im przekazać,
posługiwał się przypowieściami, a po swoim zmartwychwstaniu „otworzył im
umysły, aby mogli zrozumieć Pisma” (Łk 24,45).
Jezus zapowiadając przyjście Ducha Świętego, powiedział: „Gdy
przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę” (Jn 16,13). Duch
Święty nie został posłany po to, aby jedynie poprawić nasze samopoczucie. On
prowadzi człowieka do prawdy — również tej prawdy, której często nie chcemy o
sobie usłyszeć. A prawdziwa diagnoza bywa bolesna.
Podobnie jak lekarz nie może skutecznie leczyć chorego,
jeśli ukryje przed nim rzeczywisty stan jego zdrowia, tak również prawdziwe
duszpasterstwo nie może ukrywać przed człowiekiem tego, co Bóg objawia o jego
sercu. Autor Listu do Hebrajczyków pisze: „Słowo Boże jest żywe i skuteczne,
ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy
i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić myśli i zamiary serca” (Hbr 4,12).
Słowo Boże dokonuje czegoś, czego nie może zastąpić żadna
ludzka analiza. Nie zatrzymuje się jedynie na tym, co robimy, ale dociera do
pytania, dlaczego to robimy. Nie tylko opisuje zachowanie, lecz odsłania
zamiary serca. To właśnie dlatego biblijne duszpasterstwo nie może bać się słów
takich jak: grzech, pokuta, odpowiedzialność, przebaczenie, posłuszeństwo i
przemiana. Jeżeli człowiek gniewa się na innych, można analizować jego emocje i
wcześniejsze doświadczenia. Ale Słowo Boże pyta również o to, co znajduje się w
jego sercu.
Jeżeli człowiek nie potrafi przebaczyć, można próbować
wyjaśnić mechanizmy, które stoją za jego zachowaniem. Ale Jezus nie tylko
pomaga nam zrozumieć naszą reakcję. On również wzywa nas do przebaczenia. Jeżeli
ktoś żyje w konflikcie z bratem, nie wystarczy pomóc mu poczuć się lepiej.
Trzeba również przypomnieć mu słowa Jezusa: „Idź i najpierw pojednaj się z
bratem swoim, a potem przyszedłszy, złóż dar swój” (Mt 5,24). Bóg w swojej
miłości nie tylko stawia diagnozę. On daje również lekarstwo. Już dawno temu Salomon
napisał: „Synu mój, daj mi swoje serce, a twoje oczy niechaj strzegą moich
dróg” (Prz 23,26).
Nie wystarczy więc jedynie usłyszeć Bożą diagnozę. Trzeba
jeszcze poddać się leczeniu. Jakub porównuje człowieka, który słucha Słowa, ale
go nie wykonuje, do człowieka patrzącego w lustro: „Przypatrzył się sobie i
odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest” (Jk 1,23–24). Samo
rozpoznanie problemu nie prowadzi jeszcze do uzdrowienia. Nawet najlepsze
lekarstwo nie pomoże choremu, jeśli pozostanie na półce. Sam muszę codziennie
przyjmować przepisane mi leki. Kiedyś zapomniałem o tym przez dwa dni. Niemal
natychmiast pojawiły się objawy, które ustąpiły dopiero wtedy, gdy ponownie
zacząłem je przyjmować. Podobnie jest z duchowym życiem. Nie wystarczy
przeczytać Boże Słowo, przyznać, że diagnoza jest prawdziwa, a następnie żyć
tak jak wcześniej.
Gdy Izrael znalazł się po drugiej stronie Morza Czerwonego,
a armia egipska została pogrzebana w jego wodach, Mojżesz i cały naród
zaśpiewali pieśń zwycięstwa. Izrael poznał Boga jako tego, który wybawia i
który jest jego lekarzem. Bóg powiedział: „Jeżeli pilnie słuchać będziesz
głosu Pana, Boga twego, i czynić będziesz to, co prawe w oczach jego, i jeżeli
zważać będziesz na przykazania jego i strzec będziesz wszystkich przepisów
jego, to żadną chorobą, którą dotknąłem Egipt, nie dotknę ciebie, bom Ja, Pan,
twój lekarz” (Wj 15,26). Nie chodziło jedynie o poznanie prawdy, że Bóg
jest lekarzem. Izrael miał również słuchać Jego głosu i chodzić Jego drogami.
W tym właśnie miejscu wielu z nas zatrzymuje się w połowie
drogi. Gdy czytamy Słowo, wówczas Duch Święty wskazuje nam coś konkretnego.
Wiemy, że powinniśmy coś zmienić. Wiemy, że trzeba przeprosić, przebaczyć,
porzucić grzech, naprawić relację albo zrezygnować z czegoś, co nie podoba się
Bogu. Ale nic nie robimy.
Znam ludzi wierzących, którzy od lat pozostają w konflikcie
z innymi chrześcijanami i nie widzą w tym większego problemu. Czasami próbują
nawet rekompensować brak posłuszeństwa większą zewnętrzną pobożnością. Ale Bóg
nie potrzebuje naszej religijnej aktywności jako zastępstwa za posłuszeństwo. Można
śpiewać pieśni, modlić się, uczestniczyć w nabożeństwach i jednocześnie
ignorować diagnozę, którą Bóg postawił naszemu sercu.
Najpiękniejszy przykład prawdziwej diagnozy i właściwej
odpowiedzi znajdujemy na początku historii Kościoła. W dniu Pięćdziesiątnicy
Piotr zwiastował Ewangelię. Nie próbował jedynie poprawić samopoczucia swoich
słuchaczy. Pod działaniem Ducha Świętego postawił im prawdziwą diagnozę. Słuchacze
zostali poruszeni do głębi i zawołali: „Cóż mamy czynić, mężowie bracia?”
(Dz 2,37).
Zauważmy: gdy człowiek naprawdę zobaczy swój stan przed
Bogiem, nie wystarczy mu już sama analiza. Musi pojawić się pytanie: „Co mam
teraz uczynić?” Piotr nie odpowiedział wówczas: „Najważniejsze, żebyście lepiej
zrozumieli siebie”. On powiedział wprost: „Upamiętajcie się i niechaj się
każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów
waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2,38). To jest Boże lekarstwo
na fundamentalny problem człowieka.
Jeżeli problem człowieka zostanie zredukowany wyłącznie do
jego emocji, doświadczeń, traumy czy środowiska, można przez całe życie
analizować objawy, nie docierając do najgłębszego problemu. Biblijne
duszpasterstwo musi mieć odwagę powiedzieć człowiekowi prawdę — nie po to, aby
go potępić, ale po to, aby doprowadzić go do Chrystusa. Bo Bóg, który odsłania
chorobę, jest również Bogiem, który daje lekarstwo.
On nie mówi nam prawdy o naszym grzechu po to, aby
pozostawić nas w rozpaczy. Pokazuje nam nasz rzeczywisty stan, ponieważ chce
nas uratować. Duch Święty przekonuje człowieka o jego prawdziwym stanie. Słowo
Boże odsłania to, co ukryte w sercu. Ewangelia wskazuje rozwiązanie. Chrystus
przebacza grzechy, daje nowe życie i przez Ducha Świętego prowadzi człowieka w
procesie przemiany.
Dlatego Bóg nadal posługuje się swoim Słowem, aby postawić
nam najprawdziwszą diagnozę naszego wewnętrznego stanu. Pytanie brzmi nie
tylko: Czy pozwolimy Bogu powiedzieć nam prawdę o nas samych? Ale również: Co
zrobimy, kiedy tę prawdę usłyszymy?
Bo nie wystarczy spojrzeć w lustro i odejść. Nie wystarczy poznać
diagnozę. Nie wystarczy nawet przyznać, że Bóg ma rację.
Trzeba przyjść do Lekarza, przyjąć Jego lekarstwo i pozwolić
Mu prowadzić nas drogą posłuszeństwa. Diagnoza bez lekarstwa prowadzi do
beznadziei. Lekarstwo bez prawdziwej diagnozy może okazać się bezużyteczne. Ale
Bóg daje jedno i drugie.
A im wcześniej udamy się do Boga — tym lepiej dla nas.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.