Po wydarzeniach w Jerozolimie Paweł został przewieziony do
Cezarei, gdzie przebywał pod nadzorem namiestnika Feliksa. Tam również pojawili
się jego oskarżyciele. Arcykapłani i starsi żydowscy próbowali przedstawić
przeciwko niemu zarzuty, jednak Paweł otrzymał możliwość obrony i jednocześnie
wykorzystał tę okazję, aby złożyć świadectwo swojej wiary oraz spotkania z
Chrystusem.
W końcu sprawą Pawła zainteresował się król Agryppa wraz z
Berenike. Namiestnik Festus przedstawił królowi sytuację, zaznaczając, że nie
znalazł w Pawle podstaw do oskarżenia, które uzasadniałoby jego skazanie.
Agryppa zapragnął jednak osobiście wysłuchać apostoła. Paweł otrzymał więc
możliwość przemówienia: „Możesz przemówić we własnej obronie” (Dz 26:1).
Paweł postanowił wykorzystać tę sposobność nie tyle do
obrony własnej osoby, ile do przedstawienia prawdy o Jezusie Chrystusie.
Opowiedział o wydarzeniu, które na zawsze zmieniło jego życie — o spotkaniu z
Chrystusem na drodze do Damaszku.
Łukasz tak relacjonuje jego świadectwo: „W południe
podczas drogi ujrzałem, o królu, światłość z nieba, jaśniejszą od słońca, która
ogarnęła mnie i tych, co jechali ze mną. Gdy wszyscy upadliśmy na ziemię,
usłyszałem głos, który mówił do mnie po hebrajsku: Szawle, Szawle, dlaczego
Mnie prześladujesz? Trudno ci wierzgać przeciwko ościeniowi” (Dz 26:13–14).
To spotkanie nie było jedynie niezwykłym doświadczeniem
religijnym. Stało się początkiem radykalnej zmiany kierunku życia Pawła.
Chrystus powierzył mu określoną misję — miał pójść do pogan, aby „otworzyć
im oczy i odwrócić od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga, aby
przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów i dziedzictwo ze świętymi”
(Dz 26:18).
Paweł wyjaśnił następnie, że właśnie z powodu głoszenia tego
przesłania spotkał się z wrogością swoich rodaków. Żydzi próbowali go zabić, a
następnie oskarżyli go przed władzami rzymskimi. Apostoł nie odstąpił jednak od
powierzonego mu zadania, ponieważ wierzył, „że Mesjasz musi cierpieć, że
jako pierwszy ze zmartwychwstałych będzie głosił światło ludowi i poganom”
(Dz 26:23).
W tym momencie Festus nie wytrzymał: „Tracisz rozum,
Pawle! Wielka uczoność przywodzi cię do szaleństwa” (Dz 26:24). Paweł
odpowiedział natychmiast: „Nie tracę rozumu, najdostojniejszy Festusie, lecz
słowa, które mówię, są prawdziwe i przemyślane” (Dz 26:25).
W tych dwóch wypowiedziach pojawia się niezwykle
interesujące przeciwstawienie: szaleństwo i rozum. Festus uznał, że
sposób myślenia Pawła jest irracjonalny. Paweł natomiast twierdził, że jego
świadectwo jest prawdziwe i oparte na trzeźwym rozumowaniu.
Ostatecznie Agryppa wypowiedział słynne zdanie: „Niewiele
brakuje, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” (Dz 26:28).
Kiedy Boża mądrość wygląda jak szaleństwo
W oczach ludzi wykształconych, wpływowych i osadzonych w
dominującym systemie kulturowym przesłanie Pawła mogło rzeczywiście wydawać się
szaleństwem. Człowiek wykształcony, dysponujący wiedzą i doświadczeniem, miałby
podporządkować całe swoje życie ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Mesjaszowi? Z
perspektywy dominujących kryteriów ludzkiej mądrości było to trudne do
zaakceptowania.
Paweł wielokrotnie przeciwstawiał jednak mądrość Bożą
mądrości świata. Pisał: „To, co głupie u Boga, jest mądrzejsze niż ludzie, a
to, co słabe u Boga, jest mocniejsze niż ludzie” (1 Kor 1:25). A następnie,
odwołując się do proroka Izajasza, przypominał: „Wytracę mądrość mądrych i
rozum rozumnych obrócę wniwecz” (1 Kor 1:19). Nie oznacza to oczywiście, że
chrześcijaństwo jest wezwaniem do odrzucenia rozumu. Przeciwnie. Paweł nie
przeciwstawia wiary myśleniu jako takiemu. Przeciwstawia natomiast Bożą mądrość
ludzkiej autonomii poznawczej — przekonaniu, że człowiek własnym rozumem może
ustanowić ostateczne kryterium prawdy i samodzielnie określić rzeczywistość
niezależnie od Boga.
Boża mądrość posługuje się inną logiką niż ta, którą często
przyjmuje świat. Dlatego Paweł pyta: „Gdzie mędrzec? Gdzie nauczyciel Prawa?
Gdzie badacz tego wieku? Czy Bóg nie uczynił głupstwem mądrości tego świata?
Skoro bowiem z pomocą mądrości świat nie potrafił poznać Boga w Jego mądrości,
spodobało się Bogu przez głupstwo głoszonej nauki zbawić tych, którzy wierzą”
(1 Kor 1:20–21).
W centrum tej Bożej mądrości znajduje się krzyż: „Nauka
krzyża jest głupstwem dla tych, którzy dążą ku zagładzie, natomiast dla nas,
którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor 1:18). Krzyż jest więc
punktem, w którym ujawnia się zasadnicza różnica między Bożym sposobem
wartościowania a ludzkimi kryteriami sukcesu, siły i mądrości. To, co dla
świata może wyglądać jak słabość i porażka, w Bożym planie staje się miejscem
objawienia Jego mocy.
Potrzeba przemiany umysłu
Aby człowiek mógł właściwie rozpoznać Bożą mądrość,
potrzebuje nie tylko nowych informacji. Potrzebuje przemiany.
W Ewangelii Jana znajdujemy rozmowę Jezusa z Nikodemem,
człowiekiem religijnym, wykształconym i należącym do elity żydowskiej. Jezus
mówi mu o konieczności narodzenia się na nowo. Nikodem odpowiada pytaniem: „Jak
to możliwe?” (J 3:9). To pytanie w pewnym sensie powtarza się przez całą
historię ludzkości. Człowiek często próbuje zrozumieć Boże działanie wyłącznie
za pomocą własnych kategorii poznawczych. Tymczasem Jezus wskazuje na potrzebę
przemiany, której źródłem jest działanie Ducha Świętego.
Narodzenie na nowo nie oznacza rezygnacji z rozumu. Oznacza
jego właściwe ukierunkowanie. Człowiek przestaje traktować własny umysł jako
najwyższy autorytet i zaczyna poddawać swoje myślenie objawionej prawdzie Boga.
Dlatego chrześcijańska wiara nie jest ucieczką od rzeczywistości ani rezygnacją
z krytycznego myślenia. Jest wezwaniem do patrzenia na rzeczywistość z
perspektywy Boga.
Problem polega jednak na tym, że nie każde zachowanie
określane mianem „wiary” jest wyrazem Bożej mądrości. W historii Kościoła,
począwszy od czasów apostolskich, pojawiały się również zachowania, które nie
miały nic wspólnego z trzeźwą wiarą ani z porządkiem ustanowionym przez Boga.
Dobrym przykładem jest sytuacja w zborze korynckim. Podczas
zgromadzeń dochodziło do nadużyć związanych między innymi z publicznym
używaniem daru języków. Paweł nie kwestionuje istnienia tego daru, lecz zwraca
uwagę na konieczność zachowania porządku i zrozumiałości podczas zgromadzenia. Pisze:
„Jeśli więc zgromadziłby się cały Kościół w jednym miejscu i wszyscy
mówiliby językami, a wejdą podczas tego ludzie prości bądź niewierzący, czy nie
powiedzą, że szalejecie?” (1 Kor 14:23).
To bardzo ważna zasada. Apostoł nie mówi, że wszystko, co
dzieje się pod hasłem działania Ducha Świętego, automatycznie pochodzi od Boga.
Duchowe doświadczenie musi pozostawać w zgodzie z prawdą, miłością,
zrozumiałością i porządkiem.
Chrześcijaństwo nie jest wezwaniem do irracjonalności.
Szaleństwo religijne w epoce internetu
Współczesne środowisko medialne stworzyło dodatkową
przestrzeń dla rozwoju religijnej nieracjonalności. Internet umożliwia
natychmiastowe rozpowszechnianie treści, które wcześniej pozostawałyby na
marginesie życia religijnego. Dziś niemal każdy może przedstawić się jako
nauczyciel, prorok, uzdrowiciel czy duchowy autorytet.
Sam zetknąłem się w mediach społecznościowych z ofertą
osoby, która deklarowała świadczenie „usług modlitewnych”, obejmujących między
innymi wkładanie rąk, uzdrawianie, a nawet wskrzeszanie zmarłych.
Nie chodzi o to, aby odrzucić biblijne świadectwo dotyczące
modlitwy o uzdrowienie czy Bożego działania w sposób nadprzyrodzony. Problem
zaczyna się wtedy, gdy doświadczenie religijne zostaje przekształcone w usługę,
a nadzwyczajne działanie Boga staje się elementem autopromocji i religijnego
marketingu.
Nowy Testament nie zachęca wierzących do łatwowierności.
Przeciwnie — wielokrotnie wzywa do rozeznawania, badania i odróżniania prawdy
od fałszu.
Rozsądek jako dar Boga
Wróćmy więc do Pawła.
Jego „szaleństwo” nie było utratą rozumu. Było konsekwencją
spotkania z Chrystusem i całkowitego podporządkowania Mu swojego życia. Dla
świata Paweł mógł wyglądać jak człowiek, który zmarnował swoje wykształcenie,
pozycję i możliwości. W rzeczywistości znalazł prawdziwy cel swojego życia.
Chrześcijaństwo nie potrzebuje jednak ludzi, którzy będą
udowadniać swoją wiarę poprzez zachowania nierozważne, nieodpowiedzialne czy
sprzeczne z rzeczywistością. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią połączyć wiarę z
rozeznaniem.
Jest to szczególnie ważne w sytuacjach kryzysowych. Lęk
przed chorobą, cierpieniem czy śmiercią jest doświadczeniem, którego nie można
po prostu zlekceważyć. Wiara nie polega na zaprzeczaniu rzeczywistości
zagrożenia. Nie polega również na przekonywaniu siebie, że wierzący jest
automatycznie chroniony przed wszelkim cierpieniem.
Chrześcijańska odpowiedź na lęk nie jest zaprzeczeniem
rzeczywistości, lecz zaufaniem Bogu pośród rzeczywistości. Dlatego Paweł
przypomina Tymoteuszowi: „Nie dał nam bowiem Bóg ducha bojaźni, ale mocy i
miłości, i rozsądku” (2 Tm 1:7). W tym zdaniu znajdujemy niezwykle ważną
triadę: moc, miłość i rozsądek. Żaden z tych elementów nie powinien być
eliminowany na rzecz pozostałych.
Potrzebujemy Bożej mocy, aby wytrwać. Potrzebujemy miłości,
aby właściwie odnosić się do innych. Potrzebujemy również rozsądku, aby
właściwie oceniać rzeczywistość i podejmować odpowiedzialne decyzje.
Warto zwrócić uwagę na greckie słowo σωφρονισμός (sōphronismos),
użyte w 2 Tymoteusza 1:7. Odnosi się ono do trzeźwego, zdyscyplinowanego
myślenia, samokontroli i właściwego rozeznania. Nie opisuje więc braku odwagi
ani duchowej ostrożności. Przeciwnie — wskazuje na umysł, który pozostaje pod
kontrolą i potrafi właściwie oceniać sytuację.
To właśnie takiego umysłu potrzebuje współczesny
chrześcijanin.
Nie potrzebujemy wiary, która boi się rozumu. Nie
potrzebujemy również rozumu, który odrzuca Boga. Potrzebujemy wiary, która
poddaje swój sposób myślenia Bożej prawdzie, oraz rozumu, który potrafi
odróżnić autentyczną wiarę od religijnego mistycyzmu.
Paweł nie stracił rozumu, kiedy spotkał Chrystusa.
Przeciwnie — dopiero wtedy jego życie otrzymało właściwy kierunek.
Dlatego prawdziwa duchowa dojrzałość nie polega na tym, aby
za wszelką cenę wyglądać na człowieka „radykalnej wiary”. Polega na tym, aby
pozostawać wiernym Bogu, a jednocześnie zachować trzeźwość, odpowiedzialność i
zdolność rozeznawania.
Takiego rozsądku — połączonego z mocą i miłością —
potrzebujemy zawsze, bez względu na aktualne okoliczności.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.