Saturday, August 29, 2026

Bóg, wiara i zdrowy rozsądek

Jedna z bardziej znanych wypowiedzi apostoła Pawła znajduje się w 26. rozdziale Dziejów Apostolskich. Paweł jest już więźniem i znajduje się w drodze do Rzymu, gdzie ma stanąć przed cesarzem. Jego podróż jest jednak czymś więcej niż tylko etapem postępowania sądowego. Kolejne przesłuchania stają się okazją do składania świadectwa o Jezusie Chrystusie przed przedstawicielami władzy rzymskiej oraz żydowskimi przywódcami.

Po wydarzeniach w Jerozolimie Paweł został przewieziony do Cezarei, gdzie przebywał pod nadzorem namiestnika Feliksa. Tam również pojawili się jego oskarżyciele. Arcykapłani i starsi żydowscy próbowali przedstawić przeciwko niemu zarzuty, jednak Paweł otrzymał możliwość obrony i jednocześnie wykorzystał tę okazję, aby złożyć świadectwo swojej wiary oraz spotkania z Chrystusem.

W końcu sprawą Pawła zainteresował się król Agryppa wraz z Berenike. Namiestnik Festus przedstawił królowi sytuację, zaznaczając, że nie znalazł w Pawle podstaw do oskarżenia, które uzasadniałoby jego skazanie. Agryppa zapragnął jednak osobiście wysłuchać apostoła. Paweł otrzymał więc możliwość przemówienia: „Możesz przemówić we własnej obronie” (Dz 26:1).

Paweł postanowił wykorzystać tę sposobność nie tyle do obrony własnej osoby, ile do przedstawienia prawdy o Jezusie Chrystusie. Opowiedział o wydarzeniu, które na zawsze zmieniło jego życie — o spotkaniu z Chrystusem na drodze do Damaszku.

Łukasz tak relacjonuje jego świadectwo: „W południe podczas drogi ujrzałem, o królu, światłość z nieba, jaśniejszą od słońca, która ogarnęła mnie i tych, co jechali ze mną. Gdy wszyscy upadliśmy na ziemię, usłyszałem głos, który mówił do mnie po hebrajsku: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Trudno ci wierzgać przeciwko ościeniowi” (Dz 26:13–14).

To spotkanie nie było jedynie niezwykłym doświadczeniem religijnym. Stało się początkiem radykalnej zmiany kierunku życia Pawła. Chrystus powierzył mu określoną misję — miał pójść do pogan, aby „otworzyć im oczy i odwrócić od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga, aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów i dziedzictwo ze świętymi” (Dz 26:18).

Paweł wyjaśnił następnie, że właśnie z powodu głoszenia tego przesłania spotkał się z wrogością swoich rodaków. Żydzi próbowali go zabić, a następnie oskarżyli go przed władzami rzymskimi. Apostoł nie odstąpił jednak od powierzonego mu zadania, ponieważ wierzył, „że Mesjasz musi cierpieć, że jako pierwszy ze zmartwychwstałych będzie głosił światło ludowi i poganom” (Dz 26:23).

W tym momencie Festus nie wytrzymał: „Tracisz rozum, Pawle! Wielka uczoność przywodzi cię do szaleństwa” (Dz 26:24). Paweł odpowiedział natychmiast: „Nie tracę rozumu, najdostojniejszy Festusie, lecz słowa, które mówię, są prawdziwe i przemyślane” (Dz 26:25).

W tych dwóch wypowiedziach pojawia się niezwykle interesujące przeciwstawienie: szaleństwo i rozum. Festus uznał, że sposób myślenia Pawła jest irracjonalny. Paweł natomiast twierdził, że jego świadectwo jest prawdziwe i oparte na trzeźwym rozumowaniu.

Ostatecznie Agryppa wypowiedział słynne zdanie: „Niewiele brakuje, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” (Dz 26:28).

Kiedy Boża mądrość wygląda jak szaleństwo

W oczach ludzi wykształconych, wpływowych i osadzonych w dominującym systemie kulturowym przesłanie Pawła mogło rzeczywiście wydawać się szaleństwem. Człowiek wykształcony, dysponujący wiedzą i doświadczeniem, miałby podporządkować całe swoje życie ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Mesjaszowi? Z perspektywy dominujących kryteriów ludzkiej mądrości było to trudne do zaakceptowania.

Paweł wielokrotnie przeciwstawiał jednak mądrość Bożą mądrości świata. Pisał: „To, co głupie u Boga, jest mądrzejsze niż ludzie, a to, co słabe u Boga, jest mocniejsze niż ludzie” (1 Kor 1:25). A następnie, odwołując się do proroka Izajasza, przypominał: „Wytracę mądrość mądrych i rozum rozumnych obrócę wniwecz” (1 Kor 1:19). Nie oznacza to oczywiście, że chrześcijaństwo jest wezwaniem do odrzucenia rozumu. Przeciwnie. Paweł nie przeciwstawia wiary myśleniu jako takiemu. Przeciwstawia natomiast Bożą mądrość ludzkiej autonomii poznawczej — przekonaniu, że człowiek własnym rozumem może ustanowić ostateczne kryterium prawdy i samodzielnie określić rzeczywistość niezależnie od Boga.

Boża mądrość posługuje się inną logiką niż ta, którą często przyjmuje świat. Dlatego Paweł pyta: „Gdzie mędrzec? Gdzie nauczyciel Prawa? Gdzie badacz tego wieku? Czy Bóg nie uczynił głupstwem mądrości tego świata? Skoro bowiem z pomocą mądrości świat nie potrafił poznać Boga w Jego mądrości, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszonej nauki zbawić tych, którzy wierzą” (1 Kor 1:20–21).

W centrum tej Bożej mądrości znajduje się krzyż: „Nauka krzyża jest głupstwem dla tych, którzy dążą ku zagładzie, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor 1:18). Krzyż jest więc punktem, w którym ujawnia się zasadnicza różnica między Bożym sposobem wartościowania a ludzkimi kryteriami sukcesu, siły i mądrości. To, co dla świata może wyglądać jak słabość i porażka, w Bożym planie staje się miejscem objawienia Jego mocy.

Potrzeba przemiany umysłu

Aby człowiek mógł właściwie rozpoznać Bożą mądrość, potrzebuje nie tylko nowych informacji. Potrzebuje przemiany.

W Ewangelii Jana znajdujemy rozmowę Jezusa z Nikodemem, człowiekiem religijnym, wykształconym i należącym do elity żydowskiej. Jezus mówi mu o konieczności narodzenia się na nowo. Nikodem odpowiada pytaniem: „Jak to możliwe?” (J 3:9). To pytanie w pewnym sensie powtarza się przez całą historię ludzkości. Człowiek często próbuje zrozumieć Boże działanie wyłącznie za pomocą własnych kategorii poznawczych. Tymczasem Jezus wskazuje na potrzebę przemiany, której źródłem jest działanie Ducha Świętego.

Narodzenie na nowo nie oznacza rezygnacji z rozumu. Oznacza jego właściwe ukierunkowanie. Człowiek przestaje traktować własny umysł jako najwyższy autorytet i zaczyna poddawać swoje myślenie objawionej prawdzie Boga. Dlatego chrześcijańska wiara nie jest ucieczką od rzeczywistości ani rezygnacją z krytycznego myślenia. Jest wezwaniem do patrzenia na rzeczywistość z perspektywy Boga.

Problem polega jednak na tym, że nie każde zachowanie określane mianem „wiary” jest wyrazem Bożej mądrości. W historii Kościoła, począwszy od czasów apostolskich, pojawiały się również zachowania, które nie miały nic wspólnego z trzeźwą wiarą ani z porządkiem ustanowionym przez Boga.

Dobrym przykładem jest sytuacja w zborze korynckim. Podczas zgromadzeń dochodziło do nadużyć związanych między innymi z publicznym używaniem daru języków. Paweł nie kwestionuje istnienia tego daru, lecz zwraca uwagę na konieczność zachowania porządku i zrozumiałości podczas zgromadzenia. Pisze: „Jeśli więc zgromadziłby się cały Kościół w jednym miejscu i wszyscy mówiliby językami, a wejdą podczas tego ludzie prości bądź niewierzący, czy nie powiedzą, że szalejecie?” (1 Kor 14:23).

To bardzo ważna zasada. Apostoł nie mówi, że wszystko, co dzieje się pod hasłem działania Ducha Świętego, automatycznie pochodzi od Boga. Duchowe doświadczenie musi pozostawać w zgodzie z prawdą, miłością, zrozumiałością i porządkiem.

Chrześcijaństwo nie jest wezwaniem do irracjonalności.

Szaleństwo religijne w epoce internetu

Współczesne środowisko medialne stworzyło dodatkową przestrzeń dla rozwoju religijnej nieracjonalności. Internet umożliwia natychmiastowe rozpowszechnianie treści, które wcześniej pozostawałyby na marginesie życia religijnego. Dziś niemal każdy może przedstawić się jako nauczyciel, prorok, uzdrowiciel czy duchowy autorytet.

Sam zetknąłem się w mediach społecznościowych z ofertą osoby, która deklarowała świadczenie „usług modlitewnych”, obejmujących między innymi wkładanie rąk, uzdrawianie, a nawet wskrzeszanie zmarłych.

Nie chodzi o to, aby odrzucić biblijne świadectwo dotyczące modlitwy o uzdrowienie czy Bożego działania w sposób nadprzyrodzony. Problem zaczyna się wtedy, gdy doświadczenie religijne zostaje przekształcone w usługę, a nadzwyczajne działanie Boga staje się elementem autopromocji i religijnego marketingu.

Nowy Testament nie zachęca wierzących do łatwowierności. Przeciwnie — wielokrotnie wzywa do rozeznawania, badania i odróżniania prawdy od fałszu.

Rozsądek jako dar Boga

Wróćmy więc do Pawła.

Jego „szaleństwo” nie było utratą rozumu. Było konsekwencją spotkania z Chrystusem i całkowitego podporządkowania Mu swojego życia. Dla świata Paweł mógł wyglądać jak człowiek, który zmarnował swoje wykształcenie, pozycję i możliwości. W rzeczywistości znalazł prawdziwy cel swojego życia.

Chrześcijaństwo nie potrzebuje jednak ludzi, którzy będą udowadniać swoją wiarę poprzez zachowania nierozważne, nieodpowiedzialne czy sprzeczne z rzeczywistością. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią połączyć wiarę z rozeznaniem.

Jest to szczególnie ważne w sytuacjach kryzysowych. Lęk przed chorobą, cierpieniem czy śmiercią jest doświadczeniem, którego nie można po prostu zlekceważyć. Wiara nie polega na zaprzeczaniu rzeczywistości zagrożenia. Nie polega również na przekonywaniu siebie, że wierzący jest automatycznie chroniony przed wszelkim cierpieniem.

Chrześcijańska odpowiedź na lęk nie jest zaprzeczeniem rzeczywistości, lecz zaufaniem Bogu pośród rzeczywistości. Dlatego Paweł przypomina Tymoteuszowi: „Nie dał nam bowiem Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i rozsądku” (2 Tm 1:7). W tym zdaniu znajdujemy niezwykle ważną triadę: moc, miłość i rozsądek. Żaden z tych elementów nie powinien być eliminowany na rzecz pozostałych.

Potrzebujemy Bożej mocy, aby wytrwać. Potrzebujemy miłości, aby właściwie odnosić się do innych. Potrzebujemy również rozsądku, aby właściwie oceniać rzeczywistość i podejmować odpowiedzialne decyzje.

Warto zwrócić uwagę na greckie słowo σωφρονισμός (sōphronismos), użyte w 2 Tymoteusza 1:7. Odnosi się ono do trzeźwego, zdyscyplinowanego myślenia, samokontroli i właściwego rozeznania. Nie opisuje więc braku odwagi ani duchowej ostrożności. Przeciwnie — wskazuje na umysł, który pozostaje pod kontrolą i potrafi właściwie oceniać sytuację.

To właśnie takiego umysłu potrzebuje współczesny chrześcijanin.

Nie potrzebujemy wiary, która boi się rozumu. Nie potrzebujemy również rozumu, który odrzuca Boga. Potrzebujemy wiary, która poddaje swój sposób myślenia Bożej prawdzie, oraz rozumu, który potrafi odróżnić autentyczną wiarę od religijnego mistycyzmu.

Paweł nie stracił rozumu, kiedy spotkał Chrystusa. Przeciwnie — dopiero wtedy jego życie otrzymało właściwy kierunek.

Dlatego prawdziwa duchowa dojrzałość nie polega na tym, aby za wszelką cenę wyglądać na człowieka „radykalnej wiary”. Polega na tym, aby pozostawać wiernym Bogu, a jednocześnie zachować trzeźwość, odpowiedzialność i zdolność rozeznawania.

Takiego rozsądku — połączonego z mocą i miłością — potrzebujemy zawsze, bez względu na aktualne okoliczności.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.