Thursday, March 28, 2024

Puste serce

Dość powszechnie uważa się, że można narodzić się do Królestwa Bożego nie całkowicie, lecz połowicznie. Używa się nawet określenia „powierzchowne odrodzenie”, przypisując je Chrystusowi. Czy rzeczywiście Jezus nauczał o niepełnym odrodzeniu?

W Ewangeliach Mateusza i Łukasza znajdujemy jedynie tzw. śródtytuł: „Niebezpieczeństwo powierzchownego odrodzenia” (Mt 12:43-45, Łk 11:24-26). Każdy czytelnik Biblii wie, że są to zdania wpisane przez redaktorów tekstu biblijnego i nie uważa się ich za natchnione. W naszym wydaniu tzw. Brytyjki można znaleźć więcej takich przykładów - „Jezus – wodą żywą” (Jn 7:37-49), „Miłość jest największym darem” (1 Kor 13) oraz ten, zacytowany powyżej. Tak dla ścisłości - Jezus nie jest, lecz daje żywą wodę, a miłość jest owocem Ducha Świętego. Jedynie Słowo Boże jest natchnione, dlatego nie powinniśmy przywiązywać większej wagi do słów dodanych przez redaktorów jakiegoś wydania Biblii. Lecz co gorsze, niektórzy tworzą doktryny oparte na tych dodanych określeniach, jak np. nauka o częściowym odrodzeniu, czyli niepełne narodzenie na nowo.

Aby stać się dzieckiem Bożym, aby wejść do Królestwa Bożego zgodnie z nauczaniem Pana Jezusa, należy narodzić się na nowo. Jezus powiedział Nikodemowi wprost: Zapewniam, zapewniam cię, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Boga (Jn 3:5). Aby nie było możliwości wprowadzenia jakiejś interpretacji, Jezus podkreślił: Nie dziw się, że powiedziałem: Musicie się narodzić z góry (w. 7). Na te słowa powinniśmy jedynie powiedzieć: "Koniec, kropka, tak i Amen" - i nic więcej nie dodawać.

Narodzenie się na nowo jest aktem Bożej łaski, co oznacza, że jedynie Bóg może spowodować autentyczne duchowe narodziny. Niestety, zbyt często jesteśmy świadkami nieautentycznych narodzin, które wielu uważa za prawdziwe. Najczęściej takiemu wydarzeniu towarzyszą pewne cechy charakterystyczne dla prawdziwych „narodzin z Ducha i z wody”, lecz są one jedynie ich imitacją. Dopiero po czasie brak owocu Ducha Świętego ujawnia całą prawdę o tym, czy ktoś rzeczywiście narodził się na nowo.

Apostoł Piotr, pisząc o autentyczności narodzin do życia w społeczności z Ojcem, podkreśla - Wiecie przecież, że nie tym, co przemijające – srebrem lub złotem – zostaliście wykupieni z waszego bezużytecznego postępowania przekazanego przez ojców (1 Ptr 1:18). Każde dziecko Boże wie, że ma prawo nazywać Boga swoim Ojcem, dzięki wykupieniu drogocenną krwią Chrystusa, jako Baranka niewinnego i bez skazy, przewidzianego przed stworzeniem świata (w. 19). Nie ma w tym doświadczeniu żadnej zasługi własnej, gdyż jest to wielki akt Bożej łaski. Do tych narodzin Bóg użył Swego Słowa, ponieważ zostaliśmy odrodzeni nie ze zniszczalnego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki Słowu Boga, które żyje i trwa (w. 23). Dlatego ten akt Bożej łaski jest całkowity, dokonany i kompletny.

Tak jak wszystkie dzieła Boże są doskonałe i nie podlegają dalszym poprawkom, nasze narodzenie z wody i z Ducha, jest również aktem doskonałym. Autor listu do Żydów, znających dobrze ofiarnicze rytuały, które nie mogły zgładzić grzechów, wskazywał na przewyższającą je ofiarę Chrystusa, naszego Arcykapłana. W tym liście czytamy, że Chrystus zaś, gdy się zjawił jako arcykapłan dóbr, które już zaistniały, to przez namiot większy i doskonalszy, nie ręką uczyniony, czyli nie należący do tego stworzenia, ani nie przez krew kozłów i cieląt, lecz przez własną krew, wszedł raz na zawsze do świątyni i uzyskał wieczne odkupienie” (Hbr 9:11,12). Przez narodzenie się na nowo zostaliśmy „uświęceni przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze (Hbr 10:10). Pamiętajmy o tym, że Chrystus złożył ofiarę na nasze odkupienie tylko raz.

Dlatego, że Chrystus „złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy” (Hbr 10:12),  teraz oręduje przed naszym Ojcem, chroniąc nas swoją krwią przed atakami diabelskimi. Chrystus uczynił nas przez Swoją ofiarę „na zawsze doskonałymi” (w. 14). Tak jesteśmy postrzegani przez Ojca, który przyjął ofiarę krwi Swojego Syna. Zapowiadane wcześniej przez proroka Ezechiela Nowe Przymierze wskazuje na czynniki odrodzenia do nowego życia - są nimi woda i Duch. Prorok zapowiedział w imieniu Boga: Pokropię was czystą wodą i będziecie czyści. Oczyszczę was ze wszystkich waszych nieczystości i ze wszystkich waszych bożków. Dam wam nowe serce i nowego ducha dam w wasze wnętrze. Usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce cielesne. Ducha Mojego dam w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępowali według Moich nakazów i strzegli Mojego prawa. Będziecie je wypełniali (Ez 36:25-27).

Nowe narodzenie obejmuje zmycie grzechów w kąpieli odrodzenia i odnowienie przez Ducha Świętego. Apostoł Paweł wyjaśniał tę prawdę Tytusowi, którego ustanowił pastorem zboru na Krecie. Powiedział, że zbawienna łaska została okazana przez Chrystusa, który  nie dzięki sprawiedliwym uczynkom, które wykonaliśmy, lecz zgodnie ze swoim miłosierdziem zbawił nas przez kąpiel odradzającą i odnawiającą w Duchu Świętym. Wylał Go na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela (Tt 3:5,6). Paweł, wskazując na zasadniczą rolę Chrystusa w odkupieniu, użył określenia przez oczyszczenie obmyciem wodą, któremu towarzyszy Słowo (Ef 5:26), którym zostaliśmy uświęceni. Natomiast często mówi się, że „narodzenie się z wody”, jest nawiązaniem do konieczności zanurzenia osoby nowo-narodzonej w materialnej wodzie w czasie chrztu.

Dlaczego o tym piszę? Mam poważne obawy, że przez wprowadzenie pojęcia „powierzchowne odrodzenie” otwiera się możliwość głoszenia nauk, jakich nie znajdujemy w Nowym Testamencie. Zwolennicy uwalniania wolnych już w Chrystusie, lub mówiąc inaczej, wypędzania demonów z osób narodzonych na nowo, opierają się na założeniu, że istnieje możliwość niepełnego narodzenia się na nowo. Powołują się na „nauczanie Chrystusa o powierzchownym odrodzeniu”, na coś, czego nie ma w Biblii. Wykorzystują, wstawione przez ludzi to niebiblijne określenie. By nie być gołosłownym, redaktorzy najnowszego przekładu Biblii, nazywając go ewangelicznym, ten kontrowersyjny śródtytuł zamienili na "Niebezpieczeństwo opętania". Pan Jezus w tych fragmentach odnosi się do „tego pokolenia”, czyli współczesnych mu faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy posądzali Go o działanie w mocy Belzebuba. To jest zupełnie inna kwestia.

Osoba autentycznie „narodzona z wody i z Ducha”, znajduje się pod osłoną krwi Chrystusa i demony nie mają mocy, aby ją ponownie opanować, mogą jedynie ją kusić, zwodzić lub straszyć. Natomiast w nauce o wyganianiu demonów z osób odrodzonych, czynione jest odwołanie do historii Hioba. Używa się argumentu, że skoro diabeł stawał przed tronem świętego Boga, może również wejść do świątyni Ducha Świętego, którą stajemy się dzięki narodzeniu się na nowo. Lecz nie uwzględnia się zasadniczej różnicy, że w tamtym czasie nie było Arcykapłana, który teraz nieustannie oręduje za Swoimi owcami. Można sobie z łatwością wyobrazić taki moment, gdy diabeł chce nam zagrozić, Jezus pokazuje Ojcu wyczyszczony zapis dłużny, który świadczył przeciwko nam (Kol 2:14), gdyż jego treść została wymazana krwią Baranka. Nieodwołalnym jest fakt, że Chrystus rozbrajając zwierzchności i władze, wystawił je na pokaz, gdy przez Niego odniósł triumf nad nimi (w. 15). Diabeł musiał uznać swoją porażkę, jego głowa została zdeptana (Rdz 3:15), lecz zgodnie ze swoją przewrotną naturą, próbuje okłamywać wierzących, że nadal ma możliwość związywania dzieci Bożych. Niestety, niektórzy dają się zwieść, dlatego uważam naukę o demonicznym zniewoleniu wolnych w Chrystusie za zwodniczą.

Apostoł Paweł naucza bardzo przejrzyście na temat nowego życia w Chrystusie - Dlatego jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, a nastało nowe (2 Kor 5:17). Dlatego apostoł Paweł mówi zdecydowanie w następnym rozdziale: „Co bowiem łączy sprawiedliwość i bezprawie? Lub jaka wspólnota między światłem a ciemnością? Jaka też harmonia między Chrystusem a Beliarem lub, co ma wspólnego wierzący z niewierzącym? Jakie wreszcie może być porozumienie między świątynią Boga a bożkami? My bowiem jesteśmy świątynią Boga żyjącego, zgodnie z tym, co Bóg powiedział: Zamieszkam w nich i wśród nich będę się przechadzał, i będę ich Bogiem, a oni będą Moim ludem (2 Kor 6:14-16). Słowo Boże wyjaśnia się samo przez się, nie potrzebuje ludzkich komentarzy, które jedynie zaciemniają Boże prawdy.

Nie można narodzić się do Królestwa Bożego na pół, tak, aby jedną nogą być w królestwie światłości, a drugą pozostawać jeszcze w ciemnych sprawach starego życia. Narodzenie na nowo jest autentycznym aktem Bożego miłosierdzia, dzięki czemu stajemy się w pełni „synami i córkami Bożymi”. Tak „mówi Pan Wszechmogący!” (2 Kor 6:18).

Henryk Hukisz

Wednesday, March 20, 2024

Wizyta przy grobie Chrystusa z parasolem

 

Odwiedzanie grobów bliskich, którzy już odeszli, jest powszechnym zwyczajem w naszym kraju. Najczęściej dzieje się tak raz w roku, z okazji tzw. Święta Zmarłych. Nie o tym chcę teraz pisać, gdyż chodzi mi o inny grób, ten, który po trzech dniach był pusty. Podczas wspominania śmierci i zmartwychwstania naszego Pana, warto jest udać się z symboliczną wizytą do grobu Jezusa.

Wielkanoc, to pamiątka największego wydarzenia, jakie miało miejsce w historii ludzkości. Dzięki zmartwychwstaniu Pana Jezusa, każdemu z nas została dana możliwość powrotu do utraconej relacji ze Stwórcą. Żadna religia, żaden system filozoficzny nie daje takiej możliwości, jaką mamy dzięki temu, co Chrystus uczynił dla nas na krzyżu Golgoty. Dlatego wierzę, że każdy, dla kogo to wydarzenie stało się zwrotnym momentem jego życia, chętnie wspomina opis tego szczególnego poranku, gdy niewiasty idące obejrzeć grób, doznały szokującego odkrycia - grób był pusty.

W ewangeliach znajdujemy opis wydarzenia sprzed prawie dwóch tysięcy lat - Pierwszego dnia tygodnia, wczesnym rankiem, kiedy było jeszcze ciemno, przyszła do grobu Maria Magdalena i zobaczyła kamień odsunięty od grobowca (Jn 20:1). Dziś wiemy, że ten kamień został odwalony nie w tym celu, aby Pan Jezus mógł z niego wyjść, lecz aby pierwsi świadkowie mogli zobaczyć, że Go tam nie ma, gdyż zmartwychwstał, jak zapowiedział” (Mt 28:6). Nic dziwnego, że ta wiadomość rozeszła się wśród uczniów lotem błyskawicy.

Później przyszli, a raczej przybiegli, dwaj uczniowie Pana Jezusa. Pierwszym był Jan, myślę, że dlatego bo szybciej biegł i nie ma w tym żadnego duchowego znaczenia. Lecz Jan, jak czytamy,  jedynie zajrzał βλεπει (blepei) do pustego grobu, nie wchodząc do środka. Piotr natomiast obejrzał θεωρει (theorei) uważnie to, co znajdowało się wewnątrz grobu. Później i Jan wszedł również do środka, zobaczył ειδεν (eiden), i uwierzył” (Jn 20:8). To było już zupełnie inne spojrzenie niż to, gdy tylko zajrzał do grobu. Tym razem Jan uświadomił sobie fakt, że zmartwychwstanie Chrystusa ma fundamentalne znaczenie dla jego relacji z Bogiem. Teraz już wiedział, że jego dalsze życie będzie silnie związane ze zmartwychwstałym Panem.

Wszystkie obietnice i to, czego nauczał ich Pan Jezus, stało się dla uczniów normą ich postępowania i fundamentem ich relacji z Bogiem. Usprawiedliwienie płynące z dokonanej ofiary za grzechy dało uczniom nową płaszczyznę życia, zgodnego z oczekiwaniami Stwórcy. Znali Prawo, gdyż byli synami Bożego narodu, lecz dotychczas nie posiadali zdolności jego wypełniania. Teraz, gdy odziedziczyli dar usprawiedliwienia przez wiarę, ich normą życia stała się wiara, gdyż jest napisane: sprawiedliwy z wiary będzie żył” (Rz 1:17).  

Z lektury ewangelii można zauważyć, iż uczniowie, którzy byli z Jezusem przez cały czas Jego ziemskiej służby, mieli kłopot z uwierzeniem w to, że ich Pan zmartwychwstał. Natomiast bardziej wierzącymi byli żydowscy kapłani i faryzeusze, gdyż zaraz po ukrzyżowaniu Chrystusa przyszli do Piłata i powiedzieli: Panie, przypomnieliśmy sobie, że jeszcze za życia ten oszust powiedział: Po trzech dniach zmartwychwstanę” (Mt 27:63). Dlatego też w obawie, że tak się stanie, zawczasu prosili o opieczętowanie grobu i wystawienie straży.

Nawet później, gdy Pan Jezus już pojawił się wśród żyjących i wielu Go widziało, Tomasz powiedział: Jeśli nie zobaczę na Jego rękach śladu gwoździ i nie włożę palca w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki w Jego bok, nie uwierzę (Jn 20:25). Dlatego Pan Jezus mówiąc mu: nie bądź niewierzącym, lecz wierzącym (Jn 20:27), pofatygował się jeszcze raz do górnej izby, aby dać możliwość niewiernemu Tomaszowi włożyć palec w Jego przebite ręce, oraz rękę w przebity bok.  

Podsumowując to okolicznościowe rozmyślanie, chcę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał nie po to, abyśmy jedynie śpiewali Mu hymny pochwalne, lecz abyśmy uwierzyli we wszystko, co On uczynił i powiedział. Ewangelista Jan swoją relację o tym doniosłym wydarzeniu kończy stwierdzeniem, że opisał to wszystko w tym celu, abyście uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga i abyście wierząc, mieli życie w Jego imię (Jn 20:31). Chodzi tu o wiarę praktyczną, a nie wyznawaną jedynie ustami, że Chrystus „pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany i zmartwychwstał trzeciego dnia”. Apostoł Jakub, będąc świadkiem tych wielkich wydarzeń, ostrzega chrześcijan, że wiara, jeśli nie jest potwierdzona uczynkami, jest martwa sama w sobie (Jk 2:17).

Jeśli więc mamy jedynie wiarę, a nie wydajemy w swoim życiu owocu Ducha Świętego, to tak na prawdę, nasza wiara nie różni się od wiary demonów. Jeśli jedynie śpiewamy pieśni o zmartwychwstałym Panu, a nie wiemy, co znaczą słowa: odrzućcie starego człowieka, który niszczy samego siebie złudnymi żądzami. Pozwólcie natomiast, aby się odnowił duch waszego myślenia i obleczcie się w nowego człowieka, który został stworzony na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości (Ef 4:22-24), to tak na prawdę, jesteśmy niewierzącymi. 

Apostoł Paweł, który wprawdzie osobiście nie przebywał w otoczeniu Chrystusa, tak jak inni uczniowie, jednak dzięki osobistemu spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem poznał moc nowego życia. Dlatego zachęcał innych wierzących do tego, aby korzystali z mocy, jaka została nam darowana - Zostaliśmy więc pogrzebani z Nim przez zanurzenie w śmierć, abyśmy tak, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie” (Rz 6:4). Nowe życie możliwe jest jedynie dla tych, którzy wierzą.

Teraz o parasolu, o którym wspomniałem w tytule rozważania. Słyszałem kiedyś opowiadanie o tym, jak w pewnym wiejskim zborze ludzie wierzący modlili się o deszcz, ponieważ ich zboża na polach wysychały. Modlono się gorliwie na każdym nabożeństwie oraz w domach. W pewnej rodzinie świadkiem tej gorącej modlitwy był ich kilkuletni synek. Gdy udawali się na kolejne nabożeństwo, aby kontynuować modły o deszcz, on wziął ze sobą parasol. Na pytanie rodziców, dlaczego bierze parasol, skoro jest to kolejny słoneczny dzień, synek odpowiedział: „Przecież modlimy się o deszcz, więc lepiej jest być na to przygotowanym?”

Pan Jezus, zapytany przez swoich uczniów o to, kto jest największy w Królestwie Niebios, powiedziałZapewniam was, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios (Mt 18:3).

Kończąc to rozważanie o wizycie przy pustym grobie naszego Pana chcę zapytać, czy rozważając ponownie śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa, spojrzeliśmy z wiarą na ten doniosły fakt i nasza wiara stała się silniejsza, niż przed ta wizytą?

Henryk Hukisz

Friday, March 8, 2024

Rozprawa o Człowieku

 

To był kulminacyjny moment rozprawy nad Chrystusem. Po pojmaniu Go w Getsemani niczym zwykłego złoczyńcę, prowadzono Go od Annasza do Kajfasza. W międzyczasie wyparł się Go jeden z najwierniejszych uczniów, zarzekając się: „Nie znam tego Człowieka!” (Mt 26:72). Gdy arcykapłani wydali wyrok śmierci, przekazali Jezusa Piłatowi. Rzymski namiestnik już na wstępie zapytał: „O co oskarżacie tego Człowieka?” (Jn 18:29).

Przywódcy religijni nie chcieli sami wykonać wyroku, pozostawili więc Jezusa w rękach Piłata. Ten zapytał: „Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?” (Jn 18:33). Wówczas Jezus wskazał na swoje pochodzenie, wyjaśniając, że Jego Królestwo nie jest z tego świata: „Ja po to się narodziłem i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha Mojego głosu” (Jn 18:37). Słysząc to, Piłat rzucił słynne pytanie: „Co to jest prawda?” (Jn 18:38).

Zanim Chrystus zawisł na krzyżu, przeszedł przez piekło tortur. Szydzono z Niego, pluto Mu w twarz, chłostano Go i policzkowano przy okrzykach: „Witaj, królu żydowski!” (Jn 19:3). Gdy Piłat ponownie wyszedł na dziedziniec i ujrzał skatowanego Jezusa w cierniowej koronie i purpurowym płaszczu, zawołał do tłumu: „Oto Człowiek” (Jn 19:5).

Ecce Homo – Świadek cierpienia

Pamiętam wizytę w Jerozolimie i wędrówkę wąskimi uliczkami Starego Miasta. Na Via Dolorosa znajduje się miejsce oznaczone tabliczką „Ecce Homo”. Upamiętnia ono moment, w którym rzymski urzędnik wskazał na skazańca idącego na śmierć.

Nie zamierzam dociekać, jakie intencje sformułowały to zdanie w ustach Piłata. Dla mnie istotne jest to, że ewangelista Jan, pisząc pod natchnieniem Ducha Świętego, pozostawił nam tę informację. Biblia przedstawia Chrystusa jako Syna Człowieczego, w którym zamieszkała cała pełnia Bóstwa. To wielka tajemnica: w jaki sposób natura boska i ludzka współistniały w jednej Osobie? Teolodzy głowią się nad tym od dwóch tysięcy lat. To zagadnienie przekracza ludzki rozum i pewnie nigdy nie doczeka się pełnego naukowego wyjaśnienia.

Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że Chrystus stał się człowiekiem prawdziwym – takim jak każdy z nas. Nie był „nadczłowiekiem” w sensie fizycznym; urodził się i żył wśród przeciętnych ludzi, choć Jego poczęcie było cudowne. Przyjął postać upadłego człowieka, mimo że sam pozostał bez grzechu. Przyszedł do świata, w którym „nikt nie jest sprawiedliwy” (Rz 3:10), by dać nam drogę wyjścia.

Człowiek w potrzebie

Wspominam sytuację z czasów, gdy mieszkaliśmy w Stanach Zjednoczonych. Na osiedlu, gdzie pracowałem, zobaczyłem człowieka leżącego w zaroślach. Często widywałem go wcześniej pod wpływem alkoholu, więc pomyślałem, że po prostu znów przesadził. Nie mogłem go jednak tak zostawić. Zawiadomiłem żonę, wezwałem służby. Okazało się, że jego stan był krytyczny – wkrótce potem zmarł w szpitalu. Ta tragedia stała się okazją, by porozmawiać z jego wdową o Chrystusie, który stał się człowiekiem, by nas zbawić. Mogłem modlić się o jej ratunek.

Innym razem, już w Polsce, poproszono mnie o poprowadzenie świeckiego pogrzebu. Zrozumiałem, że to kolejna okazja, by pośród ciszy cmentarza ogłosić słowa Nadziei: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, będzie żył. I każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?” (Jn 11:25-26).

Te doświadczenia łączy jedna myśl: „Oto człowiek”. Każdy z nas jest stworzony na obraz Boga. Choć często ten obraz jest sponiewierany przez nałogi czy grzech, nadal nosimy w sobie pierwiastek wieczności. Człowiek to nie tylko ciało kierowane instynktem; to dusza tęskniąca za wartościami wyższymi i duch, który znajduje spoczynek tylko w Stwórcy.

Solidarność z grzesznikiem

Bezgraniczna miłość Boga objawiła się w tym, że „że gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5:8). Jezus doskonale znał cel swojej ziemskiej drogi. Mówił: „Zdrowi nie potrzebują lekarza, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2:17). Ci, którzy czuli się lepsi od innych, szydzili z Niego: „Ten człowiek to żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników” (Mt 11:19). Chrystus stał się tak bardzo ludzki, że każdy grzesznik może się w Nim przejrzeć.

Jezus, którego widział Piłat, nie był postacią z kolorowego obrazka – nie miał nienagannej fryzury ani szerokiego uśmiechu. Bardziej przypominał opis z Księgi Izajasza: „nie miał postawy ani dostojeństwa, abyśmy chcieli na niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Był wzgardzony i odrzucony przez ludzi, pełen boleści, doświadczony cierpieniem, podobny do tego, przed kim twarz się zakrywa, wzgardzony, mieliśmy go za nic” (Iz 53:2-3). Stał się taki dla nas: „Lecz on został przebity za nasze grzechy, zmiażdżony za nasze winy. Dla naszego dobra przyjął chłostę, dzięki jego ranom doznaliśmy uzdrowienia” (Iz 53:5).

Ostatnia szansa

Jednym z tych, którzy skorzystali z tej ofiary, był łotr konający obok Niego. Nikt z nas nie wie, co dzieje się w sercu człowieka w jego ostatniej godzinie. Nikt nie opisał momentu przekraczania progu wieczności, ale wiemy jedno: zawsze jest czas, by zawołać: „Jezu, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Twojego Królestwa” (Łk 23:42). I zawsze jest szansa usłyszeć odpowiedź: „Zapewniam cię, dziś będziesz ze Mną w raju”.

Jezus Chrystus jest jedynym sprawiedliwym Człowiekiem. Tylko przez Jego śmierć możemy stanąć przed obliczem świętego Boga, który wymaga doskonałości. Nasza jedyna nadzieja to sprawiedliwość ofiarowana nam przez Syna Człowieczego.

Teolodzy mogą dalej spierać się o dogmaty i proporcje natur w Chrystusie. My natomiast zróbmy rzecz najważniejszą: zegnijmy kolana i podziękujmy Mu za to, że zechciał stać się jednym z nas.

Henryk Hukisz